środa, 19 marca 2014

Rozdział 4


Badałam stopami wycieraczkę w aucie Harrego nie mogąc już znieść to potwornej ciszy panującej między nami. Styles zaciskał palce na kierownicy aż do tego stopnia, że pobielały mu knykcie. Chyba nie był zadowolony faktem, że szuram butami po jego idealnie czystych wycieraczkach, więc natychmiast przestałam. Jego uścisk nieco się rozluźnił.
- Dobrze, że zauważyłaś moją irytację. Miałem ochotę wypieprzyć cię z auta.
Spojrzałam na niego i rozchyliłam jeszcze nieco roztrzęsione od pocałunku usta.
- Sam mi zaproponowałeś, że mnie podwieziesz! - powiedziałam z lekką nutą oburzenia w głosie.
Prychnął widocznie rozbawiony moją wypowiedzią i spojrzał na mnie unosząc brew. Jego usta rozchyliły się delikatnie, a jego różowy język przejechał po dolnej wardze. Ponownie przerzucił oczy na drogę przed sobą i westchnął. Mimo, że nie ruszałam już stopami ani żadną częścią ciała, jego knykcie zaczynały stopniowo bieleć.
- Powiesz mi w końcu czemu płakałaś czy nadal będziesz udawała że nic się nie stało? - zapytał cierpkim głosem.
Spojrzałam na niego i delikatnie przygryzłam wargę. Ścisnęłam uda i pogładziłam je dłońmi. Co miałam mu powiedzieć? Nie wiedziałam, czy mogę mu ufać. W sumie, to nie wiedziałam czy mogę ufać komukolwiek. Każdy wydawał mi się ostatnio dziwny i podejrzany, wręcz niebezpieczny. Wypuściłam głośno powietrze i na jednym tchu wydukałam:
- Mój brat najprawdopodobniej był dilerem narkotykowym i dlatego go zamordowano. Miał mi dać jakieś pieniądze i podejrzewają mnie o współpracę z nim. - zakończyłam łapczywie łykając powietrze.
Cisza. Jedyne co uzyskałam to ta cholerna cisza. Zajebiście. Wypchnęłam plecy do tyłu mocniej zatapiając je w oparciu czarnego fotela. Fuknęłam pod nosem coś niezrozumiałego i czekałam z utęsknieniem na moment, aż Harry zatrzyma się pod moim domem i będę mogła opuścić jego auto i nie patrzeć na jego ignoranckie oblicze oraz nie czuć się przytłoczona przez jego wielkie ego. Poprawka, ogromne ego.
Palant.
Koła toczyły się coraz szybciej. Kiedy w końcu zdałam sobie z tego sprawę, Podniosłam się i momentalnie zapięłam pasy. Do moich uszu doszedł szyderczy śmiech Harrego.
- To zabawne. Na prawdę zabawne. - jego usta ułożyły się w cienką linię.
Chciałam to jakoś skomentować, ale powstrzymałam się, żeby zachować resztkę mojej i tak już nadszarganej godności. Spojrzałam przez szybę auta na przewijający się w zawrotnej prędkości obraz szarego i zachmurzonego Londynu. Przymrużyłam powieki starając się wyłapać z niego cokolwiek, ale przy 90 kilometrach na godzinę było to nieco trudne.
- Zwolnij albo wysadź mnie tu. - powiedziałam cicho czując coraz większy strach.
Spojrzałam na niego. Kolano Harrego nieco się podkurczyło, o świadczyło o tym, że mocniej naciska pedał gazu.
Mega palant.
- Styles! - pisnęłam widząc, że niedaleko przed nami stoi czerwone auto, które zatrzymało się na czerwonym świetle.
Nigdy nie zdążyłabym zatrzymać się przed tym autem. Mimo, że za kółkiem nie siedziałam od śmierci rodziców w wypadku, wiedziałam, że Harry zachowywał się co najmniej nieodpowiedzialnie.
Nagle usłyszałam ostry i nieprzyjemny pisk hamulców. Od razu zarzuciło mną do przodu, i gdyby nie pasy wyrżnęłabym głową o deskę rozdzielczą. Czarny pas boleśnie ucisnął mnie w klatce piersiowej sprawiając, że zaczęłam desperacko łapać powietrze. Duża dłoń Harrego znalazła się momentalnie na moim dekolcie i przycisnęła mnie do oparcia fotela, co poskutkowało ponowną możnością do nabrania głębokiego oddechu. Rozchyliłam usta i odetchnęłam głęboko zamykając oczy. Skóra na moim dekolcie paliła od jego dotyku, ale nie miałam ochoty go karcić. Chciał mi pomóc, więc byłoby to co najmniej niestosowne.
Zamknęłam oczy, gdy auto ponownie ruszyło. Nie chciałam patrzeć jak Harry znowu ryzykuje nasze istnienia.

* * *
Otworzyłam oczy kiedy poczułam, że koła stopniowo zwalniają, a bicie mojego serca jednostajnie z nimi się uspokaja. Wypuściłam cicho powietrze i odpięłam pas. Wyprostowałam się i otworzyłam drzwi.
Spojrzałam na Stylesa.
Patrzył się tępo przed siebie uderzając palcami w kierownicę. Chyba tylko czekał, aż w końcu sobie pójdę. Jego wargi wydęły się nieznacznie w niezadowoleniu, więc postanowiłam szybko się ulotnić.
- To cześć. - mruknęłam.
Chciałam go jeszcze przetestować. Dobrą minutę stałam w drzwiach jego auta nieco pochylona, lustrując go wzrokiem. Czekałam na głupie „Do widzenia” albo zwykłe „Cześć, do zobaczenia na strzelnicy”. Ale nie powiedział nic.
- Czyli nic nie powiesz? - syknęłam – Okej. - stanęłam na chodniku i trzasnęłam z impetem drzwiami.
Spojrzałam jeszcze na niego. Patrzył na mnie morderczym wzrokiem. Nie powinnam była trzaskać drzwiami. Szybkim krokiem weszłam do kamienicy i wspięłam się po schodach na górę tuż pod drzwi mojego małego mieszkania. Drżącą dłonią wsunęłam klucz w zamek i weszłam do środka. Z trzaskiem zamknęłam drzwi i przejechałam dłonią po wilgotnym czole. Przetarłam dłoń o koszulkę i potrząsnęłam głową z niesmakiem. Mlasnęłam ustami. Weszłam do kuchni, a mój wzrok od razu przeniósł się na butelkę wina stojącą na blacie. Oblizałam wargi i chwyciłam je w dłoń. Ledwo się powstrzymałam od rozpoczęcia poszukiwań korkociągu.
- Nie. - odstawiłam butelkę.
Nie chciałam teraz pić. Byłam trochę podłamana, gdybym teraz wypiła zrobiłabym jakieś głupstwo i nie byłoby za ciekawie. Już miałam z tym nie jedno doświadczenie. Na przykład wyjście w samej bieliźnie do sklepu i skończenie na komisariacie. Nie wspominam tego dobrze, zważywszy na to, że policjant próbował mnie podrywać.
Szczerze mówiąc, alkohol nie był moja dobrą stroną od śmierci rodziców. Piłam wtedy dość sporo w ukryciu przed Adamem, ale on jak to on, w końcu ustawił mnie do pionu i przestałam. Tak wiele mu zawdzięczam. Zastanawiałam się wtedy, czy kiedykolwiek mu za to podziękowałam... Wiedziałam, że nie mogę się w to dłużej zagłębiać bo poczucie winy pochłonęłoby mnie
doszczętnie. Spojrzałam ostatni raz na wino. Musiałam obejść się smakiem ale... Może to i lepiej?

* * *

Miętosiłam w palcach krawędź koszulki siedząc w autobusie. Była 17, właśnie zaczynała się moja ulubiona hiszpańska telenowela, a Niall dzwoni do mnie z informacją, że mam zaraz stawić się na strzelnicy na lekcji strzelania. Dlaczego do kurwy nędzy Harry nie powiedział mi o niej kiedy odwoził mnie do domu? Przebrzydły, perfidny laluś.
Chwyciłam się mocno żółtej barierki w autobusie gdy wjechaliśmy w zakręt. Nieco przechyliłam się bezwładnie na bok, żeby po chwili z powrotem stanąć prosto. Nie czułam się zbyt komfortowo jadąc komunikacją miejską. Nie potrafiłam odpędzić wrażenia, że ktoś w autobusie mnie obserwuje. Ba, nie potrafiłam odpędzić wrażenia, że ktoś w autobusie chce mnie zabić. Przymrużyłam oczy, kiedy autobus zatrzymał się na ostatnim przystanku przed pętlą. Wysiadłam z pojazdu i zatrzymałam się na prawie pustym parkingu samochodowym tuż przed strzelnicą.
Szybkim krokiem udałam się w stronę podłużnego budynku, delikatnie szurając starymi, czarnymi trampkami po betonie. Gdzieniegdzie przez pękniętą, szarą powłokę wydostawały się źdźbła wątłej trawy, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że dawno nikt nie zajmował się tym miejscem. Przekroczyłam furtkę i z trudem otworzyłam ciężkie drzwi na strzelnicę. W szatni jak zwykle panowała cisza. Podeszłam do lady i odchrząknęłam znacząco, nie widząc większego zainteresowania ze strony faceta stojącego za nią. Ten sam facet ostatnio obmacywał mnie wzrokiem, więc nie była to dla mnie zbyt komfortowa sytuacja, tym bardziej, że nie widziałam nigdzie w pobliżu Harrego.
- Czego? - odwrócił się do mnie.
Spiorunowałam go wzrokiem. Nie wiedziałam, skąd ten nie miły ton. Mięśniak zlustrował mnie wzrokiem i wyprostował się. Ja również przyjrzałam się mu uważniej. Jego prawe oko „przyozdabiała” fioletowa opuchlizna. Wzdrygnęłam się. Sama poczułam pulsujący ból tuz pod okiem gdy na to patrzyłam.
- Przepraszam panno Prince, Harry.... To znaczy pan Styles jest już na strzelnicy. Zaprowadzić panią? - wskazał na drzwi.
Pokręciłam głową z niesmakiem. Jego nagłe nastawienie do mnie i ta śliwa pod okiem bardzo mnie zastanawiały. Miałam coraz mniej wątpliwości, że to wszystko to sprawka Harrego, ale wolałam się najpierw dowiedzieć tego od niego zanim wyciągnęłabym pochopne wnioski.
- Nie, dziękuje. Poradzę sobie sama. - burknęłam.
Powolnym krokiem ruszyłam do drzwi i otworzyłam je. Zdziwiłam się, gdy nie usłyszałam żadnych strzałów. Rozejrzałam się zamykając drzwi. Przy środkowej tarczy stał Harry i zbierał kule.
Gdy tylko mnie zauważył od razu do mnie podszedł i pociągnął mnie za ramię.
- Spóźniłaś się. - stwierdził sucho i nałożył mi na uszy nauszniki tak, jak matka zakłada je czteroletniemu dziecku.
Zdjęłam je i nałożyłam na szyję.
- To ty uderzyłeś tamtego gościa? - zapytałam cicho.
Spojrzał na mnie podirytowany i kiwnął głową. Prychnęłam gniewnie.
- Dlaczego? - moje wargi nieco się wydęły.
Zignorował moje pytanie i załadował broń podając mi ją. Chwyciłam ją mechanicznie, nadal czekając na odpowiedź. Odchrząknęłam znacząco, ale on nadal mnie ignorował.
- Harry! - pisnęłam z irytacją. - Nie ignoruj mnie do cholery!
- To chyba oczywiste! Nie toleruje tego, kiedy ktoś gapi się moim uczennicom na cycki, tak? - warknął, a ja od razu wycofałam się do tyłu.
Zacisnął szczękę. Policzył w ciszy do 10 i uspokoił się.
- Zaczynamy lekcję. - powiedział tylko i wskazał dłonią na skrawek podłogi obok siebie. Podeszłam do niego i nałożyłam nauszniki, przełykając ślinę.

* * *

- Stój prosto kiedy strzelasz! - Harry wydawał coraz bardziej surowe i głośniejsze komendy, co tylko przyprawiało mnie o mdłości.
Oddałam strzał niepewnie, nie trafiając w wyznaczony tuż pośrodku tarczy przez Harrego cel.
- Kurwa, ty nawet w cel trafić nie umiesz pokrako! - powiedział, co już totalnie przelało czarę goryczy, która zbierała się w moim sercu. Cisnęłam pistoletem i nausznikami po ziemię. Magazynek wypadł z broni a naboje potoczyły się po ziemi. Styles patrzył się na mnie zszokowany.
- Jesteś pierdolonym lalusiem! - wrzasnęłam i wybiegłam zapłakana.
Nie pamiętam, jak szybko znalazłam się na przystanku autobusowym. Wiem tylko, że przez szloch słyszałam głośne krzyki Harrego, które w końcu odpuściły i ucichły. Drżącymi dłońmi jeździłam palcami po rozkładzie jazdy żeby odnaleźć linię autobusową kierującą się do mojego domu. Kiedy w końcu znalazłam najbliższy autobus moja mina zrzedła. Co jak co, ale nie uśmiechało mi się czekanie na niego pół godziny. Ale do domu było daleko. W czeluściach moich kieszeni odnalazłam słuchawki. Wetknęłam bolec do telefonu. Włożyłam je do uszu i usiadłam na ławeczce pod wiatą przystankową czekając na autobus, który zjawił się wcześniej niż oczekiwałam .

W ramach małej niespodzianki dodaje rozdział wcześniej :D Niestety, nie miałabym czasu wrzucić go jutro bo jadę do radia, a w piątek mam klasowy wypad na pizzę więc też odpada :/ Sobotę też mam zajętą... Ale chyba nie jesteście zawiedzeni, że rozdział pojawia się wcześniej?

Po drugie, DZIĘKI ZA 26 KOMEMNTARZY! Cholercia, nie wiecie jak mnie to motywuje :) Mam nadzieję, że rozdział podobał się każdemu :)  Kocham was bardzo bardzo bardzooo :3 

12 komentarzy:

  1. Rozdzial swietny ! Nie mg doczekać się kolejnego :) zycze weny

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow,świetna robota! Tym razem do rozdziału nie mam żadnych zastrzeżeń :)
    Widać,że wzięłaś sobie do serca różne rady :)
    @foryoudear7

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Właśnie najbardziej opierałam się na twoim komentarzu :D Siedziałam nad tym rozdziałem dość sporo dokonując poprawek więc bardzo mi miło :3

      Usuń
  3. Świetne :) Są jakieś drobne błędy (pisanie nie razem albo osobno gdy nie ma takiej potrzeby), ale fabuła bardzo mi się podoba. Życzę weny xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Musze powiedzieć, że cała historia przypadła mi do gustu :D
    czekam na następny rozdział xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, czekam :D @wilk_julia

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudoo :) czekam na nexta :* @emili_sd

    OdpowiedzUsuń
  7. fantastyczne ♥ czekam na nn
    @trouvdag

    OdpowiedzUsuń
  8. C U D O dziś sobota więc mam nadzieję, że rozdział następny sie pojawi <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowny rozdział! Harry coraz bardziej mnie intryguje. Czekam na rozwój akcji.
    Życzę dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  10. chciałabym kolejny rozdział. wszystko w tym rozdziale pasuje, a cały ff wciąga. postaraj się jak najszybciej dodać rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K