Badałam stopami wycieraczkę w aucie Harrego nie mogąc już znieść to potwornej ciszy panującej między nami. Styles zaciskał palce na kierownicy aż do tego stopnia, że pobielały mu knykcie. Chyba nie był zadowolony faktem, że szuram butami po jego idealnie czystych wycieraczkach, więc natychmiast przestałam. Jego uścisk nieco się rozluźnił.
- Dobrze, że
zauważyłaś moją irytację. Miałem ochotę wypieprzyć cię z
auta.
Spojrzałam na
niego i rozchyliłam jeszcze nieco roztrzęsione od pocałunku usta.
- Sam mi
zaproponowałeś, że mnie podwieziesz! - powiedziałam z lekką nutą
oburzenia w głosie.
Prychnął
widocznie rozbawiony moją wypowiedzią i spojrzał na mnie unosząc
brew. Jego usta rozchyliły się delikatnie, a jego różowy język
przejechał po dolnej wardze. Ponownie przerzucił oczy na drogę
przed sobą i westchnął. Mimo, że nie ruszałam już stopami ani
żadną częścią ciała, jego knykcie zaczynały stopniowo bieleć.
- Powiesz mi w
końcu czemu płakałaś czy nadal będziesz udawała że nic się
nie stało? - zapytał cierpkim głosem.
Spojrzałam na
niego i delikatnie przygryzłam wargę. Ścisnęłam uda i
pogładziłam je dłońmi. Co miałam mu powiedzieć? Nie wiedziałam,
czy mogę mu ufać. W sumie, to nie wiedziałam czy mogę ufać
komukolwiek. Każdy wydawał mi się ostatnio dziwny i podejrzany,
wręcz niebezpieczny. Wypuściłam głośno powietrze i na jednym
tchu wydukałam:
- Mój brat
najprawdopodobniej był dilerem narkotykowym i dlatego go
zamordowano. Miał mi dać jakieś pieniądze i podejrzewają mnie o
współpracę z nim. - zakończyłam łapczywie łykając powietrze.
Cisza. Jedyne co
uzyskałam to ta cholerna cisza. Zajebiście. Wypchnęłam plecy do
tyłu mocniej zatapiając je w oparciu czarnego fotela. Fuknęłam
pod nosem coś niezrozumiałego i czekałam z utęsknieniem na
moment, aż Harry zatrzyma się pod moim domem i będę mogła
opuścić jego auto i nie patrzeć na jego ignoranckie oblicze oraz
nie czuć się przytłoczona przez jego wielkie ego. Poprawka,
ogromne ego.
Palant.
Koła toczyły się
coraz szybciej. Kiedy w końcu zdałam sobie z tego sprawę,
Podniosłam się i momentalnie zapięłam pasy. Do moich uszu doszedł
szyderczy śmiech Harrego.
- To zabawne. Na
prawdę zabawne. - jego usta ułożyły się w cienką linię.
Chciałam to jakoś
skomentować, ale powstrzymałam się, żeby zachować resztkę mojej
i tak już nadszarganej godności. Spojrzałam przez szybę auta na
przewijający się w zawrotnej prędkości obraz szarego i
zachmurzonego Londynu. Przymrużyłam powieki starając się wyłapać
z niego cokolwiek, ale przy 90 kilometrach na godzinę było to nieco
trudne.
- Zwolnij albo
wysadź mnie tu. - powiedziałam cicho czując coraz większy strach.
Spojrzałam na
niego. Kolano Harrego nieco się podkurczyło, o świadczyło o tym,
że mocniej naciska pedał gazu.
Mega palant.
- Styles! -
pisnęłam widząc, że niedaleko przed nami stoi czerwone auto,
które zatrzymało się na czerwonym świetle.
Nigdy nie
zdążyłabym zatrzymać się przed tym autem. Mimo, że za kółkiem
nie siedziałam od śmierci rodziców w wypadku, wiedziałam, że
Harry zachowywał się co najmniej nieodpowiedzialnie.
Nagle usłyszałam
ostry i nieprzyjemny pisk hamulców. Od razu zarzuciło mną do
przodu, i gdyby nie pasy wyrżnęłabym głową o deskę rozdzielczą.
Czarny pas boleśnie ucisnął mnie w klatce piersiowej sprawiając,
że zaczęłam desperacko łapać powietrze. Duża dłoń Harrego
znalazła się momentalnie na moim dekolcie i przycisnęła mnie do
oparcia fotela, co poskutkowało ponowną możnością do nabrania
głębokiego oddechu. Rozchyliłam usta i odetchnęłam głęboko
zamykając oczy. Skóra na moim dekolcie paliła od jego dotyku, ale
nie miałam ochoty go karcić. Chciał mi pomóc, więc byłoby to co
najmniej niestosowne.
Zamknęłam oczy,
gdy auto ponownie ruszyło. Nie chciałam patrzeć jak Harry znowu
ryzykuje nasze istnienia.
* * *
Otworzyłam
oczy kiedy poczułam, że koła stopniowo zwalniają, a bicie mojego
serca jednostajnie z nimi się uspokaja. Wypuściłam cicho powietrze
i odpięłam pas. Wyprostowałam się i otworzyłam drzwi.
Spojrzałam
na Stylesa.
Patrzył
się tępo przed siebie uderzając palcami w kierownicę. Chyba tylko
czekał, aż w końcu sobie pójdę. Jego wargi wydęły się
nieznacznie w niezadowoleniu, więc postanowiłam szybko się
ulotnić.
- To
cześć. - mruknęłam.
Chciałam
go jeszcze przetestować. Dobrą minutę stałam w drzwiach jego auta
nieco pochylona, lustrując go wzrokiem. Czekałam na głupie „Do
widzenia” albo zwykłe „Cześć, do zobaczenia na strzelnicy”.
Ale nie powiedział nic.
- Czyli
nic nie powiesz? - syknęłam – Okej. - stanęłam na chodniku i
trzasnęłam z impetem drzwiami.
Spojrzałam
jeszcze na niego. Patrzył na mnie morderczym wzrokiem. Nie powinnam
była trzaskać drzwiami. Szybkim krokiem weszłam do kamienicy i
wspięłam się po schodach na górę tuż pod drzwi mojego małego
mieszkania. Drżącą dłonią wsunęłam klucz w zamek i weszłam do
środka. Z trzaskiem zamknęłam drzwi i przejechałam dłonią po
wilgotnym czole. Przetarłam dłoń o koszulkę i potrząsnęłam
głową z niesmakiem. Mlasnęłam ustami. Weszłam do kuchni, a mój
wzrok od razu przeniósł się na butelkę wina stojącą na blacie.
Oblizałam wargi i chwyciłam je w dłoń. Ledwo się powstrzymałam
od rozpoczęcia poszukiwań korkociągu.
- Nie. -
odstawiłam butelkę.
Nie
chciałam teraz pić. Byłam trochę podłamana, gdybym teraz wypiła
zrobiłabym jakieś głupstwo i nie byłoby za ciekawie. Już miałam
z tym nie jedno doświadczenie. Na przykład wyjście w samej
bieliźnie do sklepu i skończenie na komisariacie. Nie wspominam
tego dobrze, zważywszy na to, że policjant próbował mnie
podrywać.
Szczerze
mówiąc, alkohol nie był moja dobrą stroną od śmierci rodziców.
Piłam wtedy dość sporo w ukryciu przed Adamem, ale on jak to on, w
końcu ustawił mnie do pionu i przestałam. Tak wiele mu
zawdzięczam. Zastanawiałam się wtedy, czy kiedykolwiek mu za to
podziękowałam... Wiedziałam, że nie mogę się w to dłużej
zagłębiać bo poczucie winy pochłonęłoby mnie
doszczętnie. Spojrzałam
ostatni raz na wino. Musiałam obejść się smakiem ale... Może to
i lepiej?
* * *
Miętosiłam
w palcach krawędź koszulki siedząc w autobusie. Była 17, właśnie
zaczynała się moja ulubiona hiszpańska telenowela, a Niall dzwoni
do mnie z informacją, że mam zaraz stawić się na strzelnicy na
lekcji strzelania. Dlaczego do kurwy nędzy Harry nie powiedział mi
o niej kiedy odwoził mnie do domu? Przebrzydły, perfidny laluś.
Chwyciłam
się mocno żółtej barierki w autobusie gdy wjechaliśmy w zakręt.
Nieco przechyliłam się bezwładnie na bok, żeby po chwili z
powrotem stanąć prosto. Nie czułam się zbyt komfortowo jadąc
komunikacją miejską. Nie potrafiłam odpędzić wrażenia, że ktoś
w autobusie mnie obserwuje. Ba, nie potrafiłam odpędzić wrażenia,
że ktoś w autobusie chce mnie zabić. Przymrużyłam oczy, kiedy
autobus zatrzymał się na ostatnim przystanku przed pętlą.
Wysiadłam z pojazdu i zatrzymałam się na prawie pustym parkingu
samochodowym tuż przed strzelnicą.
Szybkim
krokiem udałam się w stronę podłużnego budynku, delikatnie
szurając starymi, czarnymi trampkami po betonie. Gdzieniegdzie przez
pękniętą, szarą powłokę wydostawały się źdźbła wątłej
trawy, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że dawno nikt nie
zajmował się tym miejscem. Przekroczyłam furtkę i z trudem
otworzyłam ciężkie drzwi na strzelnicę. W szatni jak zwykle
panowała cisza. Podeszłam do lady i odchrząknęłam znacząco, nie
widząc większego zainteresowania ze strony faceta stojącego za
nią. Ten sam facet ostatnio obmacywał mnie wzrokiem, więc nie była
to dla mnie zbyt komfortowa sytuacja, tym bardziej, że nie widziałam
nigdzie w pobliżu Harrego.
- Czego?
- odwrócił się do mnie.
Spiorunowałam
go wzrokiem. Nie wiedziałam, skąd ten nie miły ton. Mięśniak
zlustrował mnie wzrokiem i wyprostował się. Ja również
przyjrzałam się mu uważniej. Jego prawe oko „przyozdabiała”
fioletowa opuchlizna. Wzdrygnęłam się. Sama poczułam pulsujący
ból tuz pod okiem gdy na to patrzyłam.
-
Przepraszam panno Prince, Harry.... To znaczy pan Styles jest już na
strzelnicy. Zaprowadzić panią? - wskazał na drzwi.
Pokręciłam
głową z niesmakiem. Jego nagłe nastawienie do mnie i ta śliwa pod
okiem bardzo mnie zastanawiały. Miałam coraz mniej wątpliwości,
że to wszystko to sprawka Harrego, ale wolałam się najpierw
dowiedzieć tego od niego zanim wyciągnęłabym pochopne wnioski.
- Nie,
dziękuje. Poradzę sobie sama. - burknęłam.
Powolnym
krokiem ruszyłam do drzwi i otworzyłam je. Zdziwiłam się, gdy nie
usłyszałam żadnych strzałów. Rozejrzałam się zamykając drzwi.
Przy środkowej tarczy stał Harry i zbierał kule.
Gdy
tylko mnie zauważył od razu do mnie podszedł i pociągnął mnie
za ramię.
-
Spóźniłaś się. - stwierdził sucho i nałożył mi na uszy
nauszniki tak, jak matka zakłada je czteroletniemu dziecku.
Zdjęłam
je i nałożyłam na szyję.
- To ty
uderzyłeś tamtego gościa? - zapytałam cicho.
Spojrzał
na mnie podirytowany i kiwnął głową. Prychnęłam gniewnie.
-
Dlaczego? - moje wargi nieco się wydęły.
Zignorował
moje pytanie i załadował broń podając mi ją. Chwyciłam ją
mechanicznie, nadal czekając na odpowiedź. Odchrząknęłam
znacząco, ale on nadal mnie ignorował.
- Harry!
- pisnęłam z irytacją. - Nie ignoruj mnie do cholery!
- To
chyba oczywiste! Nie toleruje tego, kiedy ktoś gapi się moim
uczennicom na cycki, tak? - warknął, a ja od razu wycofałam się
do tyłu.
Zacisnął
szczękę. Policzył w ciszy do 10 i uspokoił się.
-
Zaczynamy lekcję. - powiedział tylko i wskazał dłonią na skrawek
podłogi obok siebie. Podeszłam do niego i nałożyłam nauszniki,
przełykając ślinę.
* * *
- Stój
prosto kiedy strzelasz! - Harry wydawał coraz bardziej surowe i
głośniejsze komendy, co tylko przyprawiało mnie o mdłości.
Oddałam
strzał niepewnie, nie trafiając w wyznaczony tuż pośrodku tarczy
przez Harrego cel.
- Kurwa,
ty nawet w cel trafić nie umiesz pokrako! - powiedział, co już
totalnie przelało czarę goryczy, która zbierała się w moim
sercu. Cisnęłam pistoletem i nausznikami po ziemię. Magazynek
wypadł z broni a naboje potoczyły się po ziemi. Styles patrzył
się na mnie zszokowany.
- Jesteś
pierdolonym lalusiem! - wrzasnęłam i wybiegłam zapłakana.
Nie
pamiętam, jak szybko znalazłam się na przystanku autobusowym. Wiem
tylko, że przez szloch słyszałam głośne krzyki Harrego, które w
końcu odpuściły i ucichły. Drżącymi dłońmi jeździłam
palcami po rozkładzie jazdy żeby odnaleźć linię autobusową
kierującą się do mojego domu. Kiedy w końcu znalazłam najbliższy
autobus moja mina zrzedła. Co jak co, ale nie uśmiechało mi się
czekanie na niego pół godziny. Ale do domu było daleko. W
czeluściach moich kieszeni odnalazłam słuchawki. Wetknęłam bolec
do telefonu. Włożyłam je do uszu i usiadłam na ławeczce pod
wiatą przystankową czekając na autobus, który zjawił się
wcześniej niż oczekiwałam .
W
ramach małej niespodzianki dodaje rozdział wcześniej :D Niestety,
nie miałabym czasu wrzucić go jutro bo jadę do radia, a w piątek
mam klasowy wypad na pizzę więc też odpada :/ Sobotę też mam
zajętą... Ale chyba nie jesteście zawiedzeni, że rozdział
pojawia się wcześniej?
Po
drugie, DZIĘKI ZA 26 KOMEMNTARZY! Cholercia, nie wiecie jak mnie to
motywuje :) Mam nadzieję, że rozdział podobał się każdemu :) Kocham was bardzo bardzo bardzooo :3

Rozdzial swietny ! Nie mg doczekać się kolejnego :) zycze weny
OdpowiedzUsuńWow,świetna robota! Tym razem do rozdziału nie mam żadnych zastrzeżeń :)
OdpowiedzUsuńWidać,że wzięłaś sobie do serca różne rady :)
@foryoudear7
:) Właśnie najbardziej opierałam się na twoim komentarzu :D Siedziałam nad tym rozdziałem dość sporo dokonując poprawek więc bardzo mi miło :3
UsuńŚwietne :) Są jakieś drobne błędy (pisanie nie razem albo osobno gdy nie ma takiej potrzeby), ale fabuła bardzo mi się podoba. Życzę weny xx
OdpowiedzUsuńMusze powiedzieć, że cała historia przypadła mi do gustu :D
OdpowiedzUsuńczekam na następny rozdział xx
Super, czekam :D @wilk_julia
OdpowiedzUsuńCudoo :) czekam na nexta :* @emili_sd
OdpowiedzUsuńfantastyczne ♥ czekam na nn
OdpowiedzUsuń@trouvdag
C U D O dziś sobota więc mam nadzieję, że rozdział następny sie pojawi <3
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział! Harry coraz bardziej mnie intryguje. Czekam na rozwój akcji.
OdpowiedzUsuńŻyczę dużo weny!
chciałabym kolejny rozdział. wszystko w tym rozdziale pasuje, a cały ff wciąga. postaraj się jak najszybciej dodać rozdział! :)
OdpowiedzUsuńSuper ! :)
OdpowiedzUsuń