wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 12


Podniosłam się gwałtownie z łóżka, kiedy usłyszałam dźwięk budzika. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że z 7 razy włączałam tryb drzemki. Po omacku zaczęłam szybko szukać telefonu, żeby wyłączyć jednostajne pikanie, drażniące moje uszy. Kiedy w końcu udało mi się wyłączyć budzik, zamrugałam kilkakrotnie oczyma i spojrzałam w ekran telefonu. Małe cyferki zegara wskazywały godzinę 9.
Kurwa mać!
Byłam już godzinę spóźniona do pracy. Poprawiłam rozbiegane po mojej twarzy włosy, które przesłaniały mi pole widzenia. Odchyliłam róg kołdry odkrywając moje okryte pidżamą ciało. Zbiegłam z łóżka i wbiegłam do łazienki. Przez ten cały pośpiech prawie nie zdeptałam śpiącej obok mojego łóżka śnieżnobiałej kotki. Sparkle syknęła niezadowolona moimi nagłymi ruchami, a futerko na jej grzbiecie najeżyło się dając mi znak, żebym nie zbliżała się do niej przez następne kilka minut, po inaczej jej pazurki zatopią się w mojej skórze. Gdy już wykonałam rutynową poranną toaletę składającą się z wzięcia prysznica i nałożenia pod moje zaspane oczy odrobiny korektora, i nasypałam karmy do miski dla Sparkle, zdjęłam klucze do kwiaciarni zawieszone na wieszaczku i wyszłam z domu, zamykając za sobą starannie drzwi, aby mieć pewność, że gdy wrócę nie będzie za nimi czyhał na mnie jakiś zabójca. Kilkakrotnie sprawdziłam, czy dobrze zamknęłam zamek i wybiegłam z kamienicy.

* * *

Biegłam w stronę pracy, jeszcze w drodze co chwila poprawiając nałożone niezdarnie jeansy i koszulę w kratę. Dopinałam właśnie ostatni guzik, gdy znalazłam się tuż za zakrętem pomiędzy wysokimi budynkami, który prowadził tuż do kwiaciarni. Podniosłam wzrok znad koszuli i zamarłam. Pod kwiaciarnią stał radiowóz i tłumy gapiów. Wśród nich dostrzegłam ten charakterystyczny sweterek należący do Betty. Zaczęłam biec najszybciej jak potrafiłam i zaraz znalazłam się przy Betty, ciężko dysząc. Ledwo co zatrzymałam się tuz przy jej plecach. Położyłam prawą dłoń na jej ramieniu, a ona odwróciła się do mnie nieco zaskoczona i przerażona. Spodziewałam się dostrzec w jej oczach łzy, ale zobaczyłam tylko strach i... cień radości gdy mnie zobaczyła?
- Oh, dzięki Bogu, Olivia! - objęła mnie drżącymi ramionami.
- Tak... To ja. Co się stało? - zapytałam, obejmując staruszkę opiekuńczo ramionami.
Betty zamilkła na chwilę, aby zaraz przemówić cicho i spokojnie, jak to miała w zwyczaju.
- Był napad na kwiaciarnie... - szepnęła.
Rozejrzałam się od razu. Faktycznie, pod moimi stopami dostrzegłam odłamki szkła. Przeniosłam wzrok na pokruszone resztki szyby w futrynie, a moje usta uformowały się w literę „o”.
- Ile pieniędzy zginęło? - zapytałam cicho.
- Nic a nic. Ktoś najwidoczniej chciał przestraszyć ciebie... Miałaś na poranną zmianę, prawda? - zapytała, ale chyba sama odpowiedziała sobie w myślach, bo po chwili kontynuowała swoją wypowiedź – Dziękujmy Panu, że się spóźniłaś.
Kiwnęłam głową. Dziękujmy Panu. Ale Boga nie ma. Gdyby był, nie pozwoliłby mi tak cierpieć, tak się bać. Czemu inni mają życie usłane różami, a ja muszę chodzić po ostrych kamieniach?
Nagle, nic stąd ni zowąd zadzwonił mój telefon. Odebrałam go widząc, że to Horan.
- Niall? - szepnęłam drżącym głosem.
- To ja... Słuchaj, przed chwilą na stronie internetowej London News pojawiła się informacja o napadzie na kwiaciarnie. Wszystko z tobą okej? - zapytał cicho z troską w głosie.
Odpowiedziałam twierdząco czując ciepło w sercu, kiedy wiedziałam, że ktoś taki wspaniałomyślny jak Niall się o mnie szczerze martwi. Kochany.
- Słuchaj... - mruknął – Ja... Mam dla ciebie jedną ważną informację. Twoje zajęcia na strzelnicy... Cóż.. Odwołane, Harry się wycofał. - szepnął tak, jakby sam był niezadowolony z tego faktu.
Zmarłam. Miałam coraz nadziei na to, że uda mi się jakoś obronić przed tym całym psychopatą Gravem. Zapadła pomiędzy nami nieprzyjemna cisza.
- Więc... - Niall nie pozwolił mi nawet nic powiedzieć. - Muszę kończyć piękna. Do usłyszenia.
To było tak strasznie irytujące. Ignorancja na opinie innych – to była jego zdecydowanie najgorsza cecha, która wręcz przyprawiała mnie o mdłości.
Mimo wszechogarniającej mnie frustracji schowałam telefon do kieszeni i podeszłam do Betty, żeby pocieszyć ją w tych chwilach, kiedy naprawdę mnie potrzebowała.
* * *

Wróciłam do domu z perspektywą siedzenia samotnie przez ten tydzień w domu. Z powodu braku przedniej szyby kwiaciarnia została zamknięta na 7 dni, póki szkody nie zostaną naprawione. Nie bardzo chciałam, ale niestety, miałam te cholerne poczucie winy związane z tym całym napadem. To zdecydowanie była moja wina, której brzemienia tak strasznie nie chciałam w sobie nosić. Ale niestety... Nie miałam innego wyboru.
Sparkle przywitała się ze mną cichutki mruknięciem, a bok jej puszystego ciałka przejechał po mojej łydce, powodując przyjemne mrowienie w nodze. Westchnęłam, idąc do kuchni. Mój wzrok od razu powędrował na szafkę, w której schowała butelkę białego wina. Bez wahania weszłam w głąb pomieszczenia i sięgnęłam po butelkę. Wyjęłam ją ostrożnie i postawiłam na blacie. Wyjęłam połyskujący korkociąg z szafki, ale w ostatniej chwili powstrzymałam się przed otworzeniem butelki. Nie. Nie mogłam zaczynać topić smutków w alkoholu. To na pewno nie skończyłoby się dobrze. Zostawiłam więc butelkę na blacie w spokoju. Musiałam zadowolić się jej widokiem.
Przeglądałam właśnie zawartość mojej szafy i mlasnęłam ustami z niesmakiem. Mebel świecił pustkami, co dla kobiety w moim wieku zdawało się być grzechem śmiertelnym. Wypuściłam cicho powietrze i zamknęłam niezbyt delikatnie i tak już nieco zużyte drzwi starej szafy. W powietrzu zapachniało moją desperacją. Na pewno nie miałam zamiaru wracać do Harrego. Nawet myślenie o nim przywracało ten piekący ból w moich jeszcze sinych nadgarstkach. Odwróciłam się na pięcie od szafy i szybkim, posuwistym krokiem poszłam do kuchni. Otworzyłam szafkę i z górnej półki zdjęłam pudełko z namalowanymi na nim ciasteczkami. Otworzyłam ją i spojrzałam do środka. Spora kupka banknotów spowodowała, że automatycznie się uśmiechnęłam. Wsunęłam dłoń do puszki i chwyciłam w garść pieniądze wiedząc, że za kilka godzin już nie będę ich miała.
* * *

Spoglądałem na telefon jakby jakaś magiczna siła zabraniała mi oderwać od niego wzroku. Liv była już w domu od godziny, lecz ja nadal patrzyłem się w telefon chcąc się upewnić, że nigdzie nie pójdzie. Po tym, jak Niall odwołał nasze zajęcia ze strzelania, nie miałem już z nią żadnego kontaktu, co doszczętnie rujnowało mnie od środka. Uderzałem nerwowo palcem wskazującym o obudowę telefonu. W końcu przełamałem się. Wyłączyłem program nawigacyjny i odłożyłem komórkę na stolik. Z łoskotem opadła na drewniany blat. Przetarłem zaspaną ciągłym brakiem snu twarz i ziewnąłem delikatnie, zakrywając usta dłonią, żeby przypadkiem nie połknąć wszystkiego po koleji. Jednocześnie czekałem na jakiś ruch Liv i telefon od porywaczy, których wynajął Niall. Już od tygodnia nie miałem z nimi kontaktu.
Cholera jasna!
Nie miałem jeszcze tych 20 tysięcy funtów na okup a miałem złe przeczucia że Louis nie żyje. Wstałem i zacząłem z dziką furią kopać w kanapę, dopóki ktoś mi nie przeszkodził mocnym uderzaniem pięściami w drzwi frontowe. Momentalnie uspokoiłem się i odliczyłem do 10. Podbiegłem do drzwi i nacisnąłem klamkę. Drewniana powłoka, odchylona mocno przeze mnie, ukazała za sobą Nialla. Przełknąłem nerwowo ślinę.
- Witaj.... Chuju. - jego pięść odbiła się od mojego już i tak obitego policzka.
Zachwiałem się i ledwo co zdążyłem złapać się framugi, żeby się nie wywrócić pod wpływem jego prawego sierpowego.
- Kurwa mać, Horan, za co to? - warknąłem.
Przetarłem strużkę krwi spływającą z mojej wargi. Niall zmierzył mnie morderczym spojrzeniem i wszedł do środka, zmuszając mnie do cofnięcia się o parę sporych kroków. Jego milczenie sprawiało, że robiło mi się niedobrze, a przerażenie ogarniało moje ciało. Nie bądź tchórzem, Styles! Blondyn zmierzwił swoje farbowane włosy ze sztucznym uśmiechem.
- Możesz mi powiedzieć chuju, czemu śledzisz moją ofiarę? - splunął na moją podłogę.
Kutas.
- Wiesz co? Zrobię wszystko, żeby nie stała się twoją ofiarą. - powiedziałem pewnie, delikatnie się uśmiechając.
To był błąd. 3 odbitki jego pięści wylądowały na mojej twarzy. Kolejne strużki niezahamowanych łez upokorzenia spływały po moich opuchniętych policzkach, a krew spływała z rozciętej mocno i boleśnie wargi.
- Jeśli się od niej nie odczepisz, to przysięgam ci, że Louis zginie od tak. - pstryknął palcami cofając się delikatnie do tyłu – Masz już kasę? - zapytał niemrawo.
Pokręciłem głową ścierając nadal upokarzające mnie łzy bólu z policzków.
- Zostało ci mało czasu Styles. - mruknął Niall, kręcąc głową. - Zegar tyka.
Zacisnąłem szczękę i powieki.
- Pracuje tylko dla ciebie, a płacisz mi cholernie mało... W dodatki od kilku dni nie wpłaciłeś mi kasy za ten tydzień.
- Bo nie zasłużyłeś. - warknął. - I nic w tym tygodniu nie dostaniesz.
Moje oczy rozszerzyły się od zdziwienia. Nie mogłem uwierzyć. Kurwa mać, te pieniądze są mi potrzebne... Jednakże bałem się powiedzieć cokolwiek w sprzeciwie, ponieważ nie zadowalała mnie perspektywa oberwania po ryju. Niall miał dziś na palcach dwa sygnety, które boleśnie zdarły mi skórę z policzka, co poczułem, gdy na mojej wardze znalazła się kropla krwi z prawego policzka o metalicznym smaku. Z pogardą oblizałem wargi, gdy Horan na mnie spojrzał. Nie chciałem, żeby wyczuł mój strach.
Niall zmierzył mnie zimnym wzrokiem i bez słowa ruszył do drzwi. Spojrzał ostatni raz na mnie.
- Zegar tyka. - szepnął i wyszedł trzaskając drzwiami.


O jezu XD Uświadomiłam sobie że Liv i Harry to Hiv... toksyczny związek XDDDD Dobra, tak się pośpieszyliście z tymi komentarzami, u la la! :D ale niestety, następny rozdział dopiero w piątek/sobotę/niedzielę. Przepraszam, ale nie mam czasu. święta i te sprawy.  Nawet nie wiem czy uda mi się w te święta coś dodać, ale obiecuje - postaram się więć zaglądajcie tu i nie opuszczajcie mnie pyśki.

10 komentarzy:

  1. O jezu, niech już się spotkają i niech Hazz ją chroni :o
    Haha to ja napisałam o Hivie, czyżby to ja Cię uświadomiłam? xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedny Harry ;cc
    Hahaha Hiv... xxd - @emili_sd

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały jak każdy inny czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  4. JENY. czekam na moment spotkania Harrego i Liv. tego,jak on ja bedzie bronic. czekam az przyjdzie do niej do domu i powie "pakuj sie, nie ma czasu, musimy uciekac"... nie wytrzymam do weekendu chyba.. czekam na kolejny rozdzial x

    OdpowiedzUsuń
  5. Niech Harry się postawi :( biedny. Durny Grave asshole :/ ale czekam na Hiv @wilk_julia

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny *-* niall mnie irytuje :/ i to bardzo :(

    Haha HIV XD bo padne :D "shipuję HIV!!" TO BRZMI PRZYNAJMNIEJ DZIWNIE XD

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny *-* niall mnie irytuje :/ i to bardzo :(

    Haha HIV XD bo padne :D "shipuję HIV!!" TO BRZMI PRZYNAJMNIEJ DZIWNIE XD

    OdpowiedzUsuń
  8. wstaw jak najszybciej rozdział :(

    OdpowiedzUsuń
  9. HIV hahahahah oki hahaha jestem HIV shipper hahah
    Świetny rozdział zresztą jak zwykle xxxxx
    Czekam na nastepnyyy

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K