Podniosłam się
gwałtownie z łóżka, kiedy usłyszałam dźwięk budzika. Dopiero
teraz uświadomiłam sobie, że z 7 razy włączałam tryb drzemki.
Po omacku zaczęłam szybko szukać telefonu, żeby wyłączyć
jednostajne pikanie, drażniące moje uszy. Kiedy w końcu udało mi
się wyłączyć budzik, zamrugałam kilkakrotnie oczyma i spojrzałam
w ekran telefonu. Małe cyferki zegara wskazywały godzinę 9.
Kurwa mać!
Byłam już godzinę
spóźniona do pracy. Poprawiłam rozbiegane po mojej twarzy włosy,
które przesłaniały mi pole widzenia. Odchyliłam róg kołdry
odkrywając moje okryte pidżamą ciało. Zbiegłam z łóżka i
wbiegłam do łazienki. Przez ten cały pośpiech prawie nie
zdeptałam śpiącej obok mojego łóżka śnieżnobiałej kotki.
Sparkle syknęła niezadowolona moimi nagłymi ruchami, a futerko na
jej grzbiecie najeżyło się dając mi znak, żebym nie zbliżała
się do niej przez następne kilka minut, po inaczej jej pazurki
zatopią się w mojej skórze. Gdy już wykonałam rutynową poranną
toaletę składającą się z wzięcia prysznica i nałożenia pod
moje zaspane oczy odrobiny korektora, i nasypałam karmy do miski dla
Sparkle, zdjęłam klucze do kwiaciarni zawieszone na wieszaczku i
wyszłam z domu, zamykając za sobą starannie drzwi, aby mieć
pewność, że gdy wrócę nie będzie za nimi czyhał na mnie jakiś
zabójca. Kilkakrotnie sprawdziłam, czy dobrze zamknęłam zamek i
wybiegłam z kamienicy.
* * *
Biegłam
w stronę pracy, jeszcze w drodze co chwila poprawiając nałożone
niezdarnie jeansy i koszulę w kratę. Dopinałam właśnie ostatni
guzik, gdy znalazłam się tuż za zakrętem pomiędzy wysokimi
budynkami, który prowadził tuż do kwiaciarni. Podniosłam wzrok
znad koszuli i zamarłam. Pod kwiaciarnią stał radiowóz i tłumy
gapiów. Wśród nich dostrzegłam ten charakterystyczny sweterek
należący do Betty. Zaczęłam biec najszybciej jak potrafiłam i
zaraz znalazłam się przy Betty, ciężko dysząc. Ledwo co
zatrzymałam się tuz przy jej plecach. Położyłam prawą dłoń na
jej ramieniu, a ona odwróciła się do mnie nieco zaskoczona i
przerażona. Spodziewałam się dostrzec w jej oczach łzy, ale
zobaczyłam tylko strach i... cień radości gdy mnie zobaczyła?
- Oh,
dzięki Bogu, Olivia! - objęła mnie drżącymi ramionami.
- Tak...
To ja. Co się stało? - zapytałam, obejmując staruszkę opiekuńczo
ramionami.
Betty
zamilkła na chwilę, aby zaraz przemówić cicho i spokojnie, jak to
miała w zwyczaju.
- Był
napad na kwiaciarnie... - szepnęła.
Rozejrzałam
się od razu. Faktycznie, pod moimi stopami dostrzegłam odłamki
szkła. Przeniosłam wzrok na pokruszone resztki szyby w futrynie, a
moje usta uformowały się w literę „o”.
- Ile
pieniędzy zginęło? - zapytałam cicho.
- Nic a
nic. Ktoś najwidoczniej chciał przestraszyć ciebie... Miałaś na
poranną zmianę, prawda? - zapytała, ale chyba sama
odpowiedziała sobie w myślach, bo po chwili kontynuowała swoją wypowiedź –
Dziękujmy Panu, że się spóźniłaś.
Kiwnęłam
głową. Dziękujmy Panu. Ale Boga nie ma. Gdyby był, nie pozwoliłby
mi tak cierpieć, tak się bać. Czemu inni mają życie usłane różami, a ja muszę chodzić po ostrych kamieniach?
Nagle, nic stąd ni zowąd zadzwonił
mój telefon. Odebrałam go widząc, że to Horan.
- Niall?
- szepnęłam drżącym głosem.
- To
ja... Słuchaj, przed chwilą na stronie internetowej London News
pojawiła się informacja o napadzie na kwiaciarnie. Wszystko z tobą
okej? - zapytał cicho z troską w głosie.
Odpowiedziałam
twierdząco czując ciepło w sercu, kiedy wiedziałam, że ktoś
taki wspaniałomyślny jak Niall się o mnie szczerze martwi.
Kochany.
-
Słuchaj... - mruknął – Ja... Mam dla ciebie jedną ważną
informację. Twoje zajęcia na strzelnicy... Cóż.. Odwołane, Harry
się wycofał. - szepnął tak, jakby sam był niezadowolony z tego
faktu.
Zmarłam.
Miałam coraz nadziei na to, że uda mi się jakoś obronić przed
tym całym psychopatą Gravem. Zapadła pomiędzy nami nieprzyjemna
cisza.
-
Więc... - Niall nie pozwolił mi nawet nic powiedzieć. - Muszę
kończyć piękna. Do usłyszenia.
To było
tak strasznie irytujące. Ignorancja na opinie innych – to była
jego zdecydowanie najgorsza cecha, która wręcz przyprawiała mnie o
mdłości.
Mimo
wszechogarniającej mnie frustracji schowałam telefon do kieszeni i
podeszłam do Betty, żeby pocieszyć ją w tych chwilach, kiedy
naprawdę mnie potrzebowała.
* * *
Wróciłam
do domu z perspektywą siedzenia samotnie przez ten tydzień w domu.
Z powodu braku przedniej szyby kwiaciarnia została zamknięta na 7
dni, póki szkody nie zostaną naprawione. Nie bardzo chciałam, ale
niestety, miałam te cholerne poczucie winy związane z tym całym
napadem. To zdecydowanie była moja wina, której brzemienia tak
strasznie nie chciałam w sobie nosić. Ale niestety... Nie miałam
innego wyboru.
Sparkle
przywitała się ze mną cichutki mruknięciem, a bok jej puszystego
ciałka przejechał po mojej łydce, powodując przyjemne mrowienie w
nodze. Westchnęłam, idąc do kuchni. Mój wzrok od razu powędrował
na szafkę, w której schowała butelkę białego wina. Bez wahania
weszłam w głąb pomieszczenia i sięgnęłam po butelkę. Wyjęłam
ją ostrożnie i postawiłam na blacie. Wyjęłam połyskujący
korkociąg z szafki, ale w ostatniej chwili powstrzymałam się przed
otworzeniem butelki. Nie. Nie mogłam zaczynać topić smutków w
alkoholu. To na pewno nie skończyłoby się dobrze. Zostawiłam więc
butelkę na blacie w spokoju. Musiałam zadowolić się jej widokiem.
Przeglądałam
właśnie zawartość mojej szafy i mlasnęłam ustami z niesmakiem.
Mebel świecił pustkami, co dla kobiety w moim wieku zdawało się
być grzechem śmiertelnym. Wypuściłam cicho powietrze i zamknęłam
niezbyt delikatnie i tak już nieco zużyte drzwi starej szafy. W
powietrzu zapachniało moją desperacją. Na pewno nie miałam
zamiaru wracać do Harrego. Nawet myślenie o nim przywracało ten
piekący ból w moich jeszcze sinych nadgarstkach. Odwróciłam się
na pięcie od szafy i szybkim, posuwistym krokiem poszłam do kuchni.
Otworzyłam szafkę i z górnej półki zdjęłam pudełko z
namalowanymi na nim ciasteczkami. Otworzyłam ją i spojrzałam do
środka. Spora kupka banknotów spowodowała, że automatycznie się
uśmiechnęłam. Wsunęłam dłoń do puszki i chwyciłam w garść
pieniądze wiedząc, że za kilka godzin już nie będę ich miała.
* * *
Spoglądałem
na telefon jakby jakaś magiczna siła zabraniała mi oderwać od
niego wzroku. Liv była już w domu od godziny, lecz ja nadal
patrzyłem się w telefon chcąc się upewnić, że nigdzie nie
pójdzie. Po tym, jak Niall odwołał nasze zajęcia ze strzelania,
nie miałem już z nią żadnego kontaktu, co doszczętnie rujnowało
mnie od środka. Uderzałem nerwowo palcem wskazującym o obudowę
telefonu. W końcu przełamałem się. Wyłączyłem program
nawigacyjny i odłożyłem komórkę na stolik. Z łoskotem opadła
na drewniany blat. Przetarłem zaspaną ciągłym brakiem snu twarz i
ziewnąłem delikatnie, zakrywając usta dłonią, żeby przypadkiem
nie połknąć wszystkiego po koleji. Jednocześnie czekałem na
jakiś ruch Liv i telefon od porywaczy, których wynajął Niall. Już
od tygodnia nie miałem z nimi kontaktu.
Cholera
jasna!
Nie
miałem jeszcze tych 20 tysięcy funtów na okup a miałem złe
przeczucia że Louis nie żyje. Wstałem i zacząłem z dziką furią
kopać w kanapę, dopóki ktoś mi nie przeszkodził mocnym
uderzaniem pięściami w drzwi frontowe. Momentalnie uspokoiłem się
i odliczyłem do 10. Podbiegłem do drzwi i nacisnąłem klamkę.
Drewniana powłoka, odchylona mocno przeze mnie, ukazała za sobą
Nialla. Przełknąłem nerwowo ślinę.
-
Witaj.... Chuju. - jego pięść odbiła się od mojego już i tak
obitego policzka.
Zachwiałem
się i ledwo co zdążyłem złapać się framugi, żeby się nie
wywrócić pod wpływem jego prawego sierpowego.
- Kurwa
mać, Horan, za co to? - warknąłem.
Przetarłem
strużkę krwi spływającą z mojej wargi. Niall zmierzył mnie
morderczym spojrzeniem i wszedł do środka, zmuszając mnie do
cofnięcia się o parę sporych kroków. Jego milczenie sprawiało,
że robiło mi się niedobrze, a przerażenie ogarniało moje ciało.
Nie bądź tchórzem, Styles! Blondyn zmierzwił swoje farbowane
włosy ze sztucznym uśmiechem.
- Możesz
mi powiedzieć chuju, czemu śledzisz moją ofiarę? - splunął na
moją podłogę.
Kutas.
- Wiesz
co? Zrobię wszystko, żeby nie stała się twoją ofiarą. -
powiedziałem pewnie, delikatnie się uśmiechając.
To był
błąd. 3 odbitki jego pięści wylądowały na mojej twarzy. Kolejne
strużki niezahamowanych łez upokorzenia spływały po moich
opuchniętych policzkach, a krew spływała z rozciętej mocno i
boleśnie wargi.
- Jeśli
się od niej nie odczepisz, to przysięgam ci, że Louis zginie od
tak. - pstryknął palcami cofając się delikatnie do tyłu – Masz
już kasę? - zapytał niemrawo.
Pokręciłem
głową ścierając nadal upokarzające mnie łzy bólu z policzków.
-
Zostało ci mało czasu Styles. - mruknął Niall, kręcąc głową.
- Zegar tyka.
Zacisnąłem
szczękę i powieki.
-
Pracuje tylko dla ciebie, a płacisz mi cholernie mało... W dodatki
od kilku dni nie wpłaciłeś mi kasy za ten tydzień.
- Bo nie
zasłużyłeś. - warknął. - I nic w tym tygodniu nie dostaniesz.
Moje
oczy rozszerzyły się od zdziwienia. Nie mogłem uwierzyć. Kurwa
mać, te pieniądze są mi potrzebne... Jednakże bałem się
powiedzieć cokolwiek w sprzeciwie, ponieważ nie zadowalała mnie
perspektywa oberwania po ryju. Niall miał dziś na palcach dwa
sygnety, które boleśnie zdarły mi skórę z policzka, co poczułem,
gdy na mojej wardze znalazła się kropla krwi z prawego policzka o
metalicznym smaku. Z pogardą oblizałem wargi, gdy Horan na mnie
spojrzał. Nie chciałem, żeby wyczuł mój strach.
Niall
zmierzył mnie zimnym wzrokiem i bez słowa ruszył do drzwi.
Spojrzał ostatni raz na mnie.
- Zegar
tyka. - szepnął i wyszedł trzaskając drzwiami.
O jezu XD Uświadomiłam sobie że Liv i Harry to Hiv... toksyczny związek XDDDD Dobra, tak się pośpieszyliście z tymi komentarzami, u la la! :D ale niestety, następny rozdział dopiero w piątek/sobotę/niedzielę. Przepraszam, ale nie mam czasu. święta i te sprawy. Nawet nie wiem czy uda mi się w te święta coś dodać, ale obiecuje - postaram się więć zaglądajcie tu i nie opuszczajcie mnie pyśki.

O jezu, niech już się spotkają i niech Hazz ją chroni :o
OdpowiedzUsuńHaha to ja napisałam o Hivie, czyżby to ja Cię uświadomiłam? xx
Biedny Harry ;cc
OdpowiedzUsuńHahaha Hiv... xxd - @emili_sd
Wspaniały jak każdy inny czekam na next
OdpowiedzUsuńJENY. czekam na moment spotkania Harrego i Liv. tego,jak on ja bedzie bronic. czekam az przyjdzie do niej do domu i powie "pakuj sie, nie ma czasu, musimy uciekac"... nie wytrzymam do weekendu chyba.. czekam na kolejny rozdzial x
OdpowiedzUsuńNiech Harry się postawi :( biedny. Durny Grave asshole :/ ale czekam na Hiv @wilk_julia
OdpowiedzUsuńBoski
OdpowiedzUsuńświetny *-* niall mnie irytuje :/ i to bardzo :(
OdpowiedzUsuńHaha HIV XD bo padne :D "shipuję HIV!!" TO BRZMI PRZYNAJMNIEJ DZIWNIE XD
świetny *-* niall mnie irytuje :/ i to bardzo :(
OdpowiedzUsuńHaha HIV XD bo padne :D "shipuję HIV!!" TO BRZMI PRZYNAJMNIEJ DZIWNIE XD
wstaw jak najszybciej rozdział :(
OdpowiedzUsuńHIV hahahahah oki hahaha jestem HIV shipper hahah
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział zresztą jak zwykle xxxxx
Czekam na nastepnyyy