Waniliowe lody
zawsze smakowały lepiej gdy jadłam je z Adamem. Mój brat pracował
całymi dniami od kiedy zmarli nasi rodzice. Nie miałam mu tego za
złe. Sama pracowałam w kwiaciarni, ale jego pensja była dwa razy
większa od mojej, co dawało nam trochę więcej funtów na miesiąc,
żeby czasem wyjść do kina lub właśnie na lody.
Siedzieliśmy na
oparciu ławki jak to mieliśmy w zwyczaju i rozmawialiśmy o tym,
jak nam minął dzień lub o innych rzeczach o których rozmawiać w
środku dnia nie mieliśmy czasu.
- Wiesz, dostałem
podwyżkę. - powiedział Adam, wycierając palce w chusteczkę.
Uśmiechnęłam się
szeroko, z wrażenia aż upuściłam mój rożek. Spojrzałam w dół
na topiącą się na szarym chodniku gałkę waniliowych lodów i
zaczęłam się głośno śmiać. Adam mi zawtórował, a po chwili
spoważniał, gdy z mojej kieszeni zaczął dochodzić dźwięk
dzwonka telefonu.
- Przepraszam. -
powiedziałam i zeskoczyłam z ławki, odchodząc kilka metrów, żeby
odebrać telefon.
Spojrzałam na
Adama który zamyślony spoglądał przed siebie bawiąc się
palcami. Coś go trapiło, na pewno. Zbyt dobrze go znałam.
Przypominając sobie o telefonie nacisnęłam na nim zieloną
słuchawkę i przyłożyłam go do ucha.
- Tak? - mruknęłam,
przygryzając strapiona wnętrze policzka.
- Jesteś następna
maleńka. - usłyszałam po drugiej stronie.
Zdziwiłam się i
zaintrygowana zacisnęłam mocniej palce na telefonie. Co to w ogóle
miało znaczyć? Z zamyślenia wyrwał mnie głośny huk,
rozdzierający spokojną, sielankową wieczorna atmosferę.
Odwróciłam się, a to, co zobaczyłam sprawiło, że miałam ochotę
zwrócić połowę loda którego zjadłam i w dodatku się rozpłakać.
Upuściłam telefon.
Adam leżał na
chodniku z szeroko otwartymi oczyma a spod jego pleców wyciekała
szkarłatna krew, która przyprawiała mnie o dreszcze. Przerażona
zaczęłam chaotycznie szukać oczyma sprawcy tego, co właśnie się
stało. W oddali dostrzegłem jednak tylko oddalającą się postać
w czarnym płaszczu.
- Adam! -
krzyknęłam płaczliwie upadając przed nim na kolana i plamiąc
przy tym jasne jeansy krwią.
W jego piersi
widoczna była spora szrama tuż na wysokości serca. Ktoś kto oddał strzał musiał być w tym dobry. Chwyciłam policzki Adama w
dłonie i uniosłam jego twarz ku górze. Krzyczałam jego imię
jeszcze przez chwilę, ale jego oczy patrzyły tępo w widoczne już
na niebie gwiazdy, tak jakby obserwowały własną duszę uciekającą
w ich stronę, które teraz wydawały się świecić jakby
smutniej.
Był martwy.
Odsunęłam się
delikatnie i desperacko zaczęła wymachiwać rękoma w poszukiwaniu
telefonu leżącego gdzieś na chodniku. Oczy miałam całe czerwone
od płaczu i żalu. Moja lewa ręka natrafiła na coś małego.
Upuściłam to od razu i podniosłam dłoń na wysokość oczu.
Wnętrze mojej dłoni przyozdabiała krew. Odwróciłam się
gwałtownie. Tuż przy mojej stopie leżała upuszczona przeze mnie
kula, która przeszyła ciało mojego brata. Obrzydzona pospiesznie
wytarłam dłoń o koszulkę i wróciłam do poszukiwań telefonu.
Gdy go w końcu znalazłam, od razu wykręciłam numer na policję.
Kiedy tylko usłyszałam po drugiej stronie głos młodej kobiety,
moje serce nieco się uspokoiło. W każdym razie zaczęłam paplać
płaczliwie. Musiałam powtarzać wszystko trzy razy, póki kobieta
zrozumiała o co mi chodzi.
Chwile potem
zostałam zabrana przez policjantów. Nawet nie pozwolili mi pożegnać
się z Adamem. To był zdecydowanie najgorszy dzień mojego życia.
* * *
Czarna
ziemia spadała z łopat tuż na dębową trumnę z ciałem mojego
brata. Miałam ochotę wskoczyć tam i zostać zakopana razem z nim,
ale Niall trzymał mnie mocno w talii. Niall. Mój najlepszy
przyjaciel. Zawsze się mną zajmował, kiedy Adama nie było obok.
Chyba potrafił czytać mi w myślach, ponieważ jego uścisk z każdą
sekundą się zacieśniał.
Nie
najlepiej zniósł śmierć Adama. Byli dobrymi kumplami. Rzadko się
odzywał, od kiedy Adam został zamordowany. Nie spał trzy dni –
dokładnie tyle minęło od jego śmierci. Każdą noc przeznaczał
an główkowanie i rozmyślanie, dlaczego Adam skończył tak jak
skończył. Ja nie chciałam o tym myśleć, za każdym razem gdy
choćby próbowałam, od razu zalewałam się łzami i nie chciałam
nawet wyjrzeć spod kołdry która jest godzina, tylko płakać i
płakać. Łzy były dla mnie prawdziwym upokorzeniem. Od zawsze
starałam się być silna. Tym bardziej, gdy dwa lata temu umarli
nasi rodzice. A teraz? Stałam i chyba nawet sama niebyt tego
świadoma wypuszczałam z oczu strumyki łez moczące moja czarną
sukienkę.
Ksiądz
stał i ze spuszczoną głową spoglądał na trumnę już ledwo
widoczną pod natłokiem tego całego piasku. Zastanawiałam się,
dlaczego jest taki zamyślony. Może się modlił? A może również
bolało go to, że tak młody człowiek zginał w tak straszny
sposób?
Mnie
bardziej bolało to, że nie wiedziałam czym sobie mój brat sobie
na to zasłużył. Na pewno by mi powiedział, gdyby miał jakieś
problemy. Nie rozumiałam. Ten morderca nawet nie podszedł, nie
zabrał mu pieniędzy, kosztowności. Po prostu go zabił. Z zimną
krwią odebrał mu życie.
I
jeszcze ten telefon. Nie powiedziałam o nim nawet policji. Nie
chciałam wywoływać w około siebie niepotrzebnego szumu. Miałam
nadzieję że jeśli nie powiem nikomu o telefonie, morderca da mi
spokój. Ale policja i tak go szukała. Nawet Niall był nieświadomy
tego, że ktoś mi groził. Z jego pieniędzmi i chorymi pomysłami
miałabym już 2 goryli którzy chodzili by za mną krok w krok
gotowi przyjąć za mnie nawet serie z kałasznikowa.
Z
błogiego zamyślenia wyrwał mnie Horan.
-
Olivia, kwiaty... - mruknął tuż nad moim uchem.
Spojrzałam na pracowników zakładu pogrzebowego, którzy w
znoszonych garniturach kładli ciężki, prostokątny kawałek
marmuru tuż nad zakopanym ciałem mojego brata. Tłumów na
pogrzebie nie było, zaledwie kilku znajomych z pracy mojego brata,
nasza sąsiadka w podeszłym wieku, Mary Berkinson, oraz ja i Niall.
Biała
róża którą trzymałam w ręku zaczęła niebezpiecznie mocno
drżeć, kiedy podchodziłam do płyty nagrobnej. Każdy mój krok
zdawał się przeciągać w nieskończoność, a moje powieki puchły
od łez zbierających się pod nimi. Tak bardzo nie chciałam
zostawiać tam tej róży. To byłoby jak pożegnanie z Adamem. Na
zawsze. Nie chciałam się z nim zegnać, nie teraz. Był mi
potrzebny. Byłam małą, głupią, 19 letnią gówniarą bez
perspektyw na przyszłość. Nie było mnie stać na studia, nie
miałam wtedy nic oprócz niego. Ciężko mi było pogodzić się ze
stratą.
Ukucnęłam
na drżących nogach i delikatnie położyłam różę na białym
nagrobku. Pogładziłam opuszkami palców jej delikatne płatki, a
jedna jedyna zagubiona łza spłynęła z mojego policzka i kapnęła
na nagrobek zostawiając na nim wilgotny okrąg. Wstałam,
obciągnęłam sukienkę i bardzo szybkim, chyba aż nietaktownym jak
na pogrzeb krokiem podeszłam do Nialla i wtuliłam się w jego
ciepły tors. Moje łzy swobodnie ściekały na jego koszulę, którą
jeszcze rano mu prasowałam gdy przyjechał po mnie. Nigdy nie
potrafił prasować, a jego gosposia gdzieś wyjechała. Objął
mnie ramionami i szeptał uspokajające słowa które teraz nie
bardzo pamiętam, a każdym bądź razie tylko wzmagały mój płacz.
Nie
pamiętam jak opuściliśmy cmentarz. Byłam zbyt zajęta cichym
łkaniem w rękaw marynarki Nialla, którą dał mi na cmentarzu.
Siedziałam w aucie i wtulałam się w zimną szybę, nie wiedząc
czy to łzy czy siąpiący na dworze deszcz zamazuje mi pole
widzenia. Tak c czy siak przymknęłam oczy i chlipałam nieco
ciszej, szukając bez rezultatu jakichś chusteczek w marynarce
Nialla.
- Co
powiesz na to, żebym zabrał cie na obiad? - zapytał Niall, gładząc
palcami kierownicę.
Otworzyłam
delikatnie oczy, odwracając do niego powoli głowę. Kiwnęłam
głowa zdając sobie sprawę że od trzech dni zjadłam tylko
nieświeży makaron z serem i 2 kanapki.
Uśmiechnął
się do mnie ciepło, a jego prawa dłoń na chwilę puściła
kierownicę, żeby pogładzić mnie po udzie. Niall pierwszy raz
pozwolił sobie na taki gest. Może nie była to zbyt odpowiednia
sytuacja, ale uśmiechnęłam się czując kojący efekt tego ruchu.
Ponownie przymknęłam oczy, już w lepszym humorze przylegając
policzkiem do szyby. Dłoń Nialla cały czas gładziła moje udo, a
ja czułam się coraz lepiej. Miałam jeszcze Horana. To się
liczyło.
* * *
Usiadłam
przy dębowym stoliku w restauracji. Niall dobrze wiedział że nie
lubiłam, kiedy zabierał mnie do takich miejsc. Zbyt ekstrawagancko,
zbyt gburowato i przede wszystkim zbyt drogo. Horan, nie ukrywam,
uwielbiał szastać pieniędzmi. Jego ojciec, właściciel sporej
firmy mającej kilka siedzib w całej Anglii rozpieszczał go od
dzieciństwa zaczynając od drogich rowerów a kończąc na
sportowych autach. Nie lubiłam takich ludzi, ale on... On był inny.
Miły, poukładany ale czasem zbytnio się wywyższał. Ale każdy ma
jakąś wadę, co nie? Ja nie miałam pieniędzy. Skromna pensja
florystki nie wystarczała na takie wypady. Po śmierci Adama byłam
zmuszona wynieść się z naszego starego domu, ponieważ nie dałabym
rady zapłacić czynszu. Przeniosłam się do małej kawalerki na
obrzeżach Londynu. Mieszkałam tam od wczoraj, nawet nie zdążyłam
się dobrze rozpakować. Wszystkie rzeczy Adama sprzedałam żeby
odłożyć oszczędności na czarną godzinę i żeby jakoś ładnie
urządzić nowe mieszkanie. Naciągnęłam rękaw marynarki Nialla na
dłoń.
- Liv. -
usłyszałam jego ochrypły, niski głos.
- Tak? -
podniosłam nagle głowę zdając sobie sprawę, że nie słuchałam
tego co do mnie mówił.
- Na co
masz ochotę? - powtórzył się wzdychając.
Spojrzałam
na swoje świeżo pomalowane dziś na biało paznokcie i wypuściłam
cicho powietrze.
- Na
makaron w sosie ziołowym. - powiedziałam w końcu przejeżdżając
szybko oczyma po Menu.
Uśmiechnął
się nieznacznie i skinieniem ręki pośpieszył kelnera idącego w
nasza stronę z butelką białego wina. Brunet spojrzał na mnie i
przygryzł wargę. Zignorowałam ten gest. Przyjął zamówienie nie
spuszczając ze mnie wzroku., co mnie krępowało. Niall zmierzył go
wzrokiem i wsunął pomiędzy kartki menu banknot. Sama nie wiem ile
tam było, wiem tylko, że więcej niż wynosiło zamówienie. Cały
Niall. Kelner odkorkował wino i postawił je na stoliku, po czym
odszedł jeszcze przez chwilę lustrując mnie wzrokiem.
- Boję
się. - powiedziałam do niego kiedy kelner wystarczająco się
oddalił.
Niall
nalała mi wina do kieliszka, po czym uniósł brew.
- Czego?
- To
zabójstwo to nie był przypadek. Boje się, że zabójca chce też
zrobić krzywdę mnie. - szepnęłam, upijając łyk wina.
To było
najlepsze wino jakie w życiu piłam. Oblizałam niestosowanie wargi
i odstawiłam powoli kieliszek uważając, żeby go jakoś
przypadkiem nie uszkodzić. Bóg jedyny wie ile on kosztował. Horan
zmierzył mnie wzrokiem i fuknął coś pod nosem.
- Kupię
ci broń.
Spojrzałam
na niego zszokowana. O czym on, do kurwy nędzy, opowiada.
-
Oszalałeś do reszty? Broń? Nawet nie mam pozwolenia! -
powiedziałam głośnym szeptem.
Poprawiłam
szerokie ramiączko sukienki cały czas patrząc w jego oczy.
- Wyrobisz.
Zapłacę.
Pokręciłam głową
roztrzepując i tak już nieco zepsutą fryzurę. Nie lubiłam
pożyczać pieniędzy. Mama zawsze mówiła „Nie pożyczaj od
nikogo pieniędzy bo wydasz cudze a oddasz swoje”.
- Dobrze wiesz że
nie lubię, gdy za mnie płacisz. - westchnęłam, chwytając
kieliszek w rękę.
Upiłam kolejny łyk
wina cały czas patrząc na nie skonsternowana. Skąd oni je biorą?
Z nieba? Upiłam kolejny łyk już nawet nie zważając na etykietę
zachowania przy stole. Chciałam zapomnieć, a jeżeli ta odrobina
alkoholu miała mi w tym pomóc to będę się chwytać każdej deski
ratunku. Wyzerowałam kieliszek i przejechałam językiem po
podniebieniu żeby jeszcze przez chwile czuć oszałamiający smak
tego płynu i odstawiłam go z powrotem na stół.
- Ja lubię za
ciebie płacić. - westchnął.
Wyjął telefon i
zaczął coś w nim pisać, szczerze mówiąc, ciekawiło mnie to.
Zanim zdążyłam o cokolwiek zapytać, przyłożył telefon do ucha.
Po chwili odezwał się głośno:
- Chciałbym
zapisać kogoś na kurs. Jutro rano? Świetnie. Będzie punktualnie.
- rozłączył się kładąc niedbale telefon na stoliku. - Jutro
rano rozpoczynasz kurs na strzelnicy.
Wzdrygnęłam się
słysząc to słowo. Od śmierci Adama wszystko, co ze strzelaniem
związane było dla mnie tematem tabu. Moje usta ułożyły się w
cienką linię. Zaczęłam sobie w myślach polemizować nad tym
wszystkim. Jeżeli nauczę się strzelać, będę czuła się
bezpieczniej... Och, na pewno będę się czuła bezpieczniej z
pistoletem w torebce. Ale kto mówi, że będę koniecznie musiała
go używać? Nawet gdybym użyła, nie strzeliłabym. Najwyżej
pogroziła.... Ale kto się przestraszy laski która ma 160
centymetrów wzrostu i wymachuje mu pistolecikiem przed twarzą?
Chyba nikt.
Spojrzałam na
Nialla. Oczekiwał jakieś reakcji, to pewne.
- Oh... No ja...
Okej. - powiedziałam szybko, żeby już mieć spokój.
Nie chciałam się
teraz sprzeczać z Horanem, bo gdyby on się ode mnie odwrócił...
Wtedy naprawdę zostałabym samiusieńka jak palec.
Podniosłam wzrok i
spojrzałam na jego uśmiech.
- Mogę ci załatwić
bodyguarda jeśli wolisz. - powiedział, przeczesując palcami,
pomalowane na blond włosy.
- Zdecydowanie wolę
pistolet. - powiedziałam sama nie dowierzając, że wypowiedziałam
takie zdanie.
Moje usta
delikatnie się rozchyliły, kiedy spojrzałam na jeszcze w ¾ pełną
butelkę wina. Horan zbyt dobrze mnie znał. Chwycił butelkę w
swoją dużą dłoń i nalał mi trochę do kieliszka. Uśmiechnęłam
się. Pociągnęłam nosem, a gdy zapach napoju dobiegł do moich
nozdrzy nie mogłam już się powstrzymywać. Chwyciłam kieliszek i
napiłam się trochę, ponownie dopuszczając się niesmacznego gestu
oblizania ust. Ale kto by się teraz przejmował. Niall również
napił się, ale on, jak na syna bogatego biznesmena przystało,
odstawił kieliszek z powrotem na stół i tylko patrzył na mnie, ja
wyzerowuje swoja lampkę jeszcze przed chwila pełną winogronowego
płynu.
* * *
Weszłam
do domu i zdjęłam buty. Powoli przeszłam pomiędzy kartonowymi
pudłami leżącymi jeszcze na podłodze i rzuciłam torebkę na
szafkę. Wyjęłam z niej telefon i zaniosłam go do sypialni.
Wróciłam do przedpokoju delikatnie się chwiejąc. Przejechałam
dłonią po czole czując w nim pulsujący ból. Wypiłam prawie ¾
butelki wina, na pewno wywarło to jakiś wpływ na moje
samopoczucie. Nieco wirowało mi w głowie. Jeszcze w przedpokoju,
zsunęłam z siebie czarną sukienkę i w samej bieliźnie weszłam
do łazienki. Wrzuciłam ubranie do pralki i zaczęłam przekopywać
kartonowe pudło stojące na niej w poszukiwaniu pidżamy. Kiedy już
ją znalazłam uśmiechnęłam się tryumfalnie. Ubrałam ją i
związałam frotką włosy, nawet nie troszcząc się o wzięcie
prysznica. Odłożyłam to na rano. Podeszłam do lustra i
wypakowałam z paczki nową szczoteczkę. Niebieską. Niebieski bł
ulubionym kolorem Adama... Z mojego oka mimowolnie skapnęła łza.
Odłożyłam szczoteczkę i chwyciłam dłońmi krawędzie umywalki
powstrzymując się od płaczu. Pochyliłam głowę i odliczyłam do
dziesięciu, powtarzając sobie.
- Musisz
być silna, Liv. Adam by tego chciał... Weź się w garść Olivio
Prince! - krzyknęłam drżącym głosem.
Odetchnęłam
i chwyciłam szczoteczkę. Umyłam prędko zęby i weszłam do
sypialni. Łóżko było z każdej strony okalane pudłami pełnymi
zdjęć i różnych drobiazgów których nie mogłam się pozbyć –
albo były po rodzicach, po Adamie, lub po prostu były moje.
Położyłam się na łóżku, na razie jeszcze dość skromnie
przykrytym jedną, fioletową poduszką i grubą, puszystą kołdra
tego samego koloru. Chwyciłam dłonią metalową ramę łóżka i
westchnęłam. Położyłam się i pogładziłam bolącą głowę.
Zamknęłam oczy i opanował mnie błogi sen.
Jeżeli
dotrwałeś do końca I rozdziału, to chciałabym ci serdecznie
pogratulować. Może nie zapowiada się nazbyt ciekawie, ale
zapewniam, ze będzie :) Jeżeli masz ochotę zostaw komentarz z
opinia i zaobserwuj <3 Następny rozdział pojawi się około
piątku.

Cudowne x
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta misiaku!
Informuj mnie xx / @horanove_love_
świetne !
OdpowiedzUsuńjest super <3
OdpowiedzUsuńInteresująca historia, lecę czytać następny :)
OdpowiedzUsuńświetne, biorę się za kolejny rozdział! x
OdpowiedzUsuńfajnie się zapowiada więc czytam dalej ;)
OdpowiedzUsuń@trouvdag
Bardzo fajny, ciekawy :) ~ @emili_sd
OdpowiedzUsuńNa prawde fajny :) bede czytac
OdpowiedzUsuń@ola_ber99
Zajebisty rozdział, lecę czytać alej *-* ;D ~@Maggie_7738
OdpowiedzUsuńPodoba mi się, jestem ciekawa co się później wydarzy :) @zaba98
OdpowiedzUsuńPodoba mi się i to bardzo! Tajemnicze zabójstwo Adama - intrygujące, i jeszcze ktoś chce zrobić to samo Olivii.
OdpowiedzUsuńW dodatku szablon jest po prostu cudowny *.*
@aalinkamalinkaa
Bardzo ciekawa historia idę czytac kolejne @BoooBear09
OdpowiedzUsuńZapowiada się ciekawie :D
OdpowiedzUsuńLecę czytać dalej xx
@Dreams_Horan_
Poryczałam się czytając o pogrzebie :o
OdpowiedzUsuńOMG
Zajebiste ff,masz wielki talent x