wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 1

 Waniliowe lody zawsze smakowały lepiej gdy jadłam je z Adamem. Mój brat pracował całymi dniami od kiedy zmarli nasi rodzice. Nie miałam mu tego za złe. Sama pracowałam w kwiaciarni, ale jego pensja była dwa razy większa od mojej, co dawało nam trochę więcej funtów na miesiąc, żeby czasem wyjść do kina lub właśnie na lody.
Siedzieliśmy na oparciu ławki jak to mieliśmy w zwyczaju i rozmawialiśmy o tym, jak nam minął dzień lub o innych rzeczach o których rozmawiać w środku dnia nie mieliśmy czasu.
- Wiesz, dostałem podwyżkę. - powiedział Adam, wycierając palce w chusteczkę.
Uśmiechnęłam się szeroko, z wrażenia aż upuściłam mój rożek. Spojrzałam w dół na topiącą się na szarym chodniku gałkę waniliowych lodów i zaczęłam się głośno śmiać. Adam mi zawtórował, a po chwili spoważniał, gdy z mojej kieszeni zaczął dochodzić dźwięk dzwonka telefonu.
- Przepraszam. - powiedziałam i zeskoczyłam z ławki, odchodząc kilka metrów, żeby odebrać telefon.
Spojrzałam na Adama który zamyślony spoglądał przed siebie bawiąc się palcami. Coś go trapiło, na pewno. Zbyt dobrze go znałam. Przypominając sobie o telefonie nacisnęłam na nim zieloną słuchawkę i przyłożyłam go do ucha.
- Tak? - mruknęłam, przygryzając strapiona wnętrze policzka.
- Jesteś następna maleńka. - usłyszałam po drugiej stronie.
Zdziwiłam się i zaintrygowana zacisnęłam mocniej palce na telefonie. Co to w ogóle miało znaczyć? Z zamyślenia wyrwał mnie głośny huk, rozdzierający spokojną, sielankową wieczorna atmosferę. Odwróciłam się, a to, co zobaczyłam sprawiło, że miałam ochotę zwrócić połowę loda którego zjadłam i w dodatku się rozpłakać. Upuściłam telefon.
Adam leżał na chodniku z szeroko otwartymi oczyma a spod jego pleców wyciekała szkarłatna krew, która przyprawiała mnie o dreszcze. Przerażona zaczęłam chaotycznie szukać oczyma sprawcy tego, co właśnie się stało. W oddali dostrzegłem jednak tylko oddalającą się postać w czarnym płaszczu.
- Adam! - krzyknęłam płaczliwie upadając przed nim na kolana i plamiąc przy tym jasne jeansy krwią.
W jego piersi widoczna była spora szrama tuż na wysokości serca. Ktoś kto oddał strzał musiał być w tym dobry. Chwyciłam policzki Adama w dłonie i uniosłam jego twarz ku górze. Krzyczałam jego imię jeszcze przez chwilę, ale jego oczy patrzyły tępo w widoczne już na niebie gwiazdy, tak jakby obserwowały własną duszę uciekającą w ich stronę, które teraz wydawały się świecić jakby smutniej.
Był martwy.
Odsunęłam się delikatnie i desperacko zaczęła wymachiwać rękoma w poszukiwaniu telefonu leżącego gdzieś na chodniku. Oczy miałam całe czerwone od płaczu i żalu. Moja lewa ręka natrafiła na coś małego. Upuściłam to od razu i podniosłam dłoń na wysokość oczu. Wnętrze mojej dłoni przyozdabiała krew. Odwróciłam się gwałtownie. Tuż przy mojej stopie leżała upuszczona przeze mnie kula, która przeszyła ciało mojego brata. Obrzydzona pospiesznie wytarłam dłoń o koszulkę i wróciłam do poszukiwań telefonu. Gdy go w końcu znalazłam, od razu wykręciłam numer na policję. Kiedy tylko usłyszałam po drugiej stronie głos młodej kobiety, moje serce nieco się uspokoiło. W każdym razie zaczęłam paplać płaczliwie. Musiałam powtarzać wszystko trzy razy, póki kobieta zrozumiała o co mi chodzi.
Chwile potem zostałam zabrana przez policjantów. Nawet nie pozwolili mi pożegnać się z Adamem. To był zdecydowanie najgorszy dzień mojego życia.

* * *

Czarna ziemia spadała z łopat tuż na dębową trumnę z ciałem mojego brata. Miałam ochotę wskoczyć tam i zostać zakopana razem z nim, ale Niall trzymał mnie mocno w talii. Niall. Mój najlepszy przyjaciel. Zawsze się mną zajmował, kiedy Adama nie było obok. Chyba potrafił czytać mi w myślach, ponieważ jego uścisk z każdą sekundą się zacieśniał.
Nie najlepiej zniósł śmierć Adama. Byli dobrymi kumplami. Rzadko się odzywał, od kiedy Adam został zamordowany. Nie spał trzy dni – dokładnie tyle minęło od jego śmierci. Każdą noc przeznaczał an główkowanie i rozmyślanie, dlaczego Adam skończył tak jak skończył. Ja nie chciałam o tym myśleć, za każdym razem gdy choćby próbowałam, od razu zalewałam się łzami i nie chciałam nawet wyjrzeć spod kołdry która jest godzina, tylko płakać i płakać. Łzy były dla mnie prawdziwym upokorzeniem. Od zawsze starałam się być silna. Tym bardziej, gdy dwa lata temu umarli nasi rodzice. A teraz? Stałam i chyba nawet sama niebyt tego świadoma wypuszczałam z oczu strumyki łez moczące moja czarną sukienkę.
Ksiądz stał i ze spuszczoną głową spoglądał na trumnę już ledwo widoczną pod natłokiem tego całego piasku. Zastanawiałam się, dlaczego jest taki zamyślony. Może się modlił? A może również bolało go to, że tak młody człowiek zginał w tak straszny sposób?
Mnie bardziej bolało to, że nie wiedziałam czym sobie mój brat sobie na to zasłużył. Na pewno by mi powiedział, gdyby miał jakieś problemy. Nie rozumiałam. Ten morderca nawet nie podszedł, nie zabrał mu pieniędzy, kosztowności. Po prostu go zabił. Z zimną krwią odebrał mu życie.
I jeszcze ten telefon. Nie powiedziałam o nim nawet policji. Nie chciałam wywoływać w około siebie niepotrzebnego szumu. Miałam nadzieję że jeśli nie powiem nikomu o telefonie, morderca da mi spokój. Ale policja i tak go szukała. Nawet Niall był nieświadomy tego, że ktoś mi groził. Z jego pieniędzmi i chorymi pomysłami miałabym już 2 goryli którzy chodzili by za mną krok w krok gotowi przyjąć za mnie nawet serie z kałasznikowa.
Z błogiego zamyślenia wyrwał mnie Horan.
- Olivia, kwiaty... - mruknął tuż nad moim uchem.
Spojrzałam na pracowników zakładu pogrzebowego, którzy w znoszonych garniturach kładli ciężki, prostokątny kawałek marmuru tuż nad zakopanym ciałem mojego brata. Tłumów na pogrzebie nie było, zaledwie kilku znajomych z pracy mojego brata, nasza sąsiadka w podeszłym wieku, Mary Berkinson, oraz ja i Niall.
Biała róża którą trzymałam w ręku zaczęła niebezpiecznie mocno drżeć, kiedy podchodziłam do płyty nagrobnej. Każdy mój krok zdawał się przeciągać w nieskończoność, a moje powieki puchły od łez zbierających się pod nimi. Tak bardzo nie chciałam zostawiać tam tej róży. To byłoby jak pożegnanie z Adamem. Na zawsze. Nie chciałam się z nim zegnać, nie teraz. Był mi potrzebny. Byłam małą, głupią, 19 letnią gówniarą bez perspektyw na przyszłość. Nie było mnie stać na studia, nie miałam wtedy nic oprócz niego. Ciężko mi było pogodzić się ze stratą.
Ukucnęłam na drżących nogach i delikatnie położyłam różę na białym nagrobku. Pogładziłam opuszkami palców jej delikatne płatki, a jedna jedyna zagubiona łza spłynęła z mojego policzka i kapnęła na nagrobek zostawiając na nim wilgotny okrąg. Wstałam, obciągnęłam sukienkę i bardzo szybkim, chyba aż nietaktownym jak na pogrzeb krokiem podeszłam do Nialla i wtuliłam się w jego ciepły tors. Moje łzy swobodnie ściekały na jego koszulę, którą jeszcze rano mu prasowałam gdy przyjechał po mnie. Nigdy nie potrafił prasować, a jego gosposia gdzieś wyjechała. Objął mnie ramionami i szeptał uspokajające słowa które teraz nie bardzo pamiętam, a każdym bądź razie tylko wzmagały mój płacz.

Nie pamiętam jak opuściliśmy cmentarz. Byłam zbyt zajęta cichym łkaniem w rękaw marynarki Nialla, którą dał mi na cmentarzu. Siedziałam w aucie i wtulałam się w zimną szybę, nie wiedząc czy to łzy czy siąpiący na dworze deszcz zamazuje mi pole widzenia. Tak c czy siak przymknęłam oczy i chlipałam nieco ciszej, szukając bez rezultatu jakichś chusteczek w marynarce Nialla.
- Co powiesz na to, żebym zabrał cie na obiad? - zapytał Niall, gładząc palcami kierownicę.
Otworzyłam delikatnie oczy, odwracając do niego powoli głowę. Kiwnęłam głowa zdając sobie sprawę że od trzech dni zjadłam tylko nieświeży makaron z serem i 2 kanapki.
Uśmiechnął się do mnie ciepło, a jego prawa dłoń na chwilę puściła kierownicę, żeby pogładzić mnie po udzie. Niall pierwszy raz pozwolił sobie na taki gest. Może nie była to zbyt odpowiednia sytuacja, ale uśmiechnęłam się czując kojący efekt tego ruchu. Ponownie przymknęłam oczy, już w lepszym humorze przylegając policzkiem do szyby. Dłoń Nialla cały czas gładziła moje udo, a ja czułam się coraz lepiej. Miałam jeszcze Horana. To się liczyło.

* * *

Usiadłam przy dębowym stoliku w restauracji. Niall dobrze wiedział że nie lubiłam, kiedy zabierał mnie do takich miejsc. Zbyt ekstrawagancko, zbyt gburowato i przede wszystkim zbyt drogo. Horan, nie ukrywam, uwielbiał szastać pieniędzmi. Jego ojciec, właściciel sporej firmy mającej kilka siedzib w całej Anglii rozpieszczał go od dzieciństwa zaczynając od drogich rowerów a kończąc na sportowych autach. Nie lubiłam takich ludzi, ale on... On był inny. Miły, poukładany ale czasem zbytnio się wywyższał. Ale każdy ma jakąś wadę, co nie? Ja nie miałam pieniędzy. Skromna pensja florystki nie wystarczała na takie wypady. Po śmierci Adama byłam zmuszona wynieść się z naszego starego domu, ponieważ nie dałabym rady zapłacić czynszu. Przeniosłam się do małej kawalerki na obrzeżach Londynu. Mieszkałam tam od wczoraj, nawet nie zdążyłam się dobrze rozpakować. Wszystkie rzeczy Adama sprzedałam żeby odłożyć oszczędności na czarną godzinę i żeby jakoś ładnie urządzić nowe mieszkanie. Naciągnęłam rękaw marynarki Nialla na dłoń.
- Liv. - usłyszałam jego ochrypły, niski głos.
- Tak? - podniosłam nagle głowę zdając sobie sprawę, że nie słuchałam tego co do mnie mówił.
- Na co masz ochotę? - powtórzył się wzdychając.
Spojrzałam na swoje świeżo pomalowane dziś na biało paznokcie i wypuściłam cicho powietrze.
- Na makaron w sosie ziołowym. - powiedziałam w końcu przejeżdżając szybko oczyma po Menu.
Uśmiechnął się nieznacznie i skinieniem ręki pośpieszył kelnera idącego w nasza stronę z butelką białego wina. Brunet spojrzał na mnie i przygryzł wargę. Zignorowałam ten gest. Przyjął zamówienie nie spuszczając ze mnie wzroku., co mnie krępowało. Niall zmierzył go wzrokiem i wsunął pomiędzy kartki menu banknot. Sama nie wiem ile tam było, wiem tylko, że więcej niż wynosiło zamówienie. Cały Niall. Kelner odkorkował wino i postawił je na stoliku, po czym odszedł jeszcze przez chwilę lustrując mnie wzrokiem.
- Boję się. - powiedziałam do niego kiedy kelner wystarczająco się oddalił.
Niall nalała mi wina do kieliszka, po czym uniósł brew.
- Czego?
- To zabójstwo to nie był przypadek. Boje się, że zabójca chce też zrobić krzywdę mnie. - szepnęłam, upijając łyk wina.
To było najlepsze wino jakie w życiu piłam. Oblizałam niestosowanie wargi i odstawiłam powoli kieliszek uważając, żeby go jakoś przypadkiem nie uszkodzić. Bóg jedyny wie ile on kosztował. Horan zmierzył mnie wzrokiem i fuknął coś pod nosem.
- Kupię ci broń.
Spojrzałam na niego zszokowana. O czym on, do kurwy nędzy, opowiada.
- Oszalałeś do reszty? Broń? Nawet nie mam pozwolenia! - powiedziałam głośnym szeptem.
Poprawiłam szerokie ramiączko sukienki cały czas patrząc w jego oczy.
- Wyrobisz. Zapłacę.
Pokręciłam głową roztrzepując i tak już nieco zepsutą fryzurę. Nie lubiłam pożyczać pieniędzy. Mama zawsze mówiła „Nie pożyczaj od nikogo pieniędzy bo wydasz cudze a oddasz swoje”.
- Dobrze wiesz że nie lubię, gdy za mnie płacisz. - westchnęłam, chwytając kieliszek w rękę.
Upiłam kolejny łyk wina cały czas patrząc na nie skonsternowana. Skąd oni je biorą? Z nieba? Upiłam kolejny łyk już nawet nie zważając na etykietę zachowania przy stole. Chciałam zapomnieć, a jeżeli ta odrobina alkoholu miała mi w tym pomóc to będę się chwytać każdej deski ratunku. Wyzerowałam kieliszek i przejechałam językiem po podniebieniu żeby jeszcze przez chwile czuć oszałamiający smak tego płynu i odstawiłam go z powrotem na stół.
- Ja lubię za ciebie płacić. - westchnął.
Wyjął telefon i zaczął coś w nim pisać, szczerze mówiąc, ciekawiło mnie to. Zanim zdążyłam o cokolwiek zapytać, przyłożył telefon do ucha. Po chwili odezwał się głośno:
- Chciałbym zapisać kogoś na kurs. Jutro rano? Świetnie. Będzie punktualnie. - rozłączył się kładąc niedbale telefon na stoliku. - Jutro rano rozpoczynasz kurs na strzelnicy.
Wzdrygnęłam się słysząc to słowo. Od śmierci Adama wszystko, co ze strzelaniem związane było dla mnie tematem tabu. Moje usta ułożyły się w cienką linię. Zaczęłam sobie w myślach polemizować nad tym wszystkim. Jeżeli nauczę się strzelać, będę czuła się bezpieczniej... Och, na pewno będę się czuła bezpieczniej z pistoletem w torebce. Ale kto mówi, że będę koniecznie musiała go używać? Nawet gdybym użyła, nie strzeliłabym. Najwyżej pogroziła.... Ale kto się przestraszy laski która ma 160 centymetrów wzrostu i wymachuje mu pistolecikiem przed twarzą? Chyba nikt.
Spojrzałam na Nialla. Oczekiwał jakieś reakcji, to pewne.
- Oh... No ja... Okej. - powiedziałam szybko, żeby już mieć spokój.
Nie chciałam się teraz sprzeczać z Horanem, bo gdyby on się ode mnie odwrócił... Wtedy naprawdę zostałabym samiusieńka jak palec.
Podniosłam wzrok i spojrzałam na jego uśmiech.

- Mogę ci załatwić bodyguarda jeśli wolisz. - powiedział, przeczesując palcami, pomalowane na blond włosy.
- Zdecydowanie wolę pistolet. - powiedziałam sama nie dowierzając, że wypowiedziałam takie zdanie.
Moje usta delikatnie się rozchyliły, kiedy spojrzałam na jeszcze w ¾ pełną butelkę wina. Horan zbyt dobrze mnie znał. Chwycił butelkę w swoją dużą dłoń i nalał mi trochę do kieliszka. Uśmiechnęłam się. Pociągnęłam nosem, a gdy zapach napoju dobiegł do moich nozdrzy nie mogłam już się powstrzymywać. Chwyciłam kieliszek i napiłam się trochę, ponownie dopuszczając się niesmacznego gestu oblizania ust. Ale kto by się teraz przejmował. Niall również napił się, ale on, jak na syna bogatego biznesmena przystało, odstawił kieliszek z powrotem na stół i tylko patrzył na mnie, ja wyzerowuje swoja lampkę jeszcze przed chwila pełną winogronowego płynu.

* * *

Weszłam do domu i zdjęłam buty. Powoli przeszłam pomiędzy kartonowymi pudłami leżącymi jeszcze na podłodze i rzuciłam torebkę na szafkę. Wyjęłam z niej telefon i zaniosłam go do sypialni. Wróciłam do przedpokoju delikatnie się chwiejąc. Przejechałam dłonią po czole czując w nim pulsujący ból. Wypiłam prawie ¾ butelki wina, na pewno wywarło to jakiś wpływ na moje samopoczucie. Nieco wirowało mi w głowie. Jeszcze w przedpokoju, zsunęłam z siebie czarną sukienkę i w samej bieliźnie weszłam do łazienki. Wrzuciłam ubranie do pralki i zaczęłam przekopywać kartonowe pudło stojące na niej w poszukiwaniu pidżamy. Kiedy już ją znalazłam uśmiechnęłam się tryumfalnie. Ubrałam ją i związałam frotką włosy, nawet nie troszcząc się o wzięcie prysznica. Odłożyłam to na rano. Podeszłam do lustra i wypakowałam z paczki nową szczoteczkę. Niebieską. Niebieski bł ulubionym kolorem Adama... Z mojego oka mimowolnie skapnęła łza. Odłożyłam szczoteczkę i chwyciłam dłońmi krawędzie umywalki powstrzymując się od płaczu. Pochyliłam głowę i odliczyłam do dziesięciu, powtarzając sobie.
- Musisz być silna, Liv. Adam by tego chciał... Weź się w garść Olivio Prince! - krzyknęłam drżącym głosem.
Odetchnęłam i chwyciłam szczoteczkę. Umyłam prędko zęby i weszłam do sypialni. Łóżko było z każdej strony okalane pudłami pełnymi zdjęć i różnych drobiazgów których nie mogłam się pozbyć – albo były po rodzicach, po Adamie, lub po prostu były moje. Położyłam się na łóżku, na razie jeszcze dość skromnie przykrytym jedną, fioletową poduszką i grubą, puszystą kołdra tego samego koloru. Chwyciłam dłonią metalową ramę łóżka i westchnęłam. Położyłam się i pogładziłam bolącą głowę. Zamknęłam oczy i opanował mnie błogi sen.


Jeżeli dotrwałeś do końca I rozdziału, to chciałabym ci serdecznie pogratulować. Może nie zapowiada się nazbyt ciekawie, ale zapewniam, ze będzie :) Jeżeli masz ochotę zostaw komentarz z opinia i zaobserwuj <3 Następny rozdział pojawi się około piątku.



14 komentarzy:

  1. Cudowne x
    Czekam na nexta misiaku!
    Informuj mnie xx / @horanove_love_

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesująca historia, lecę czytać następny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. świetne, biorę się za kolejny rozdział! x

    OdpowiedzUsuń
  4. fajnie się zapowiada więc czytam dalej ;)
    @trouvdag

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny, ciekawy :) ~ @emili_sd

    OdpowiedzUsuń
  6. Na prawde fajny :) bede czytac
    @ola_ber99

    OdpowiedzUsuń
  7. Zajebisty rozdział, lecę czytać alej *-* ;D ~@Maggie_7738

    OdpowiedzUsuń
  8. Podoba mi się, jestem ciekawa co się później wydarzy :) @zaba98

    OdpowiedzUsuń
  9. Podoba mi się i to bardzo! Tajemnicze zabójstwo Adama - intrygujące, i jeszcze ktoś chce zrobić to samo Olivii.
    W dodatku szablon jest po prostu cudowny *.*
    @aalinkamalinkaa

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawa historia idę czytac kolejne @BoooBear09

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapowiada się ciekawie :D
    Lecę czytać dalej xx
    @Dreams_Horan_

    OdpowiedzUsuń
  12. Poryczałam się czytając o pogrzebie :o
    OMG
    Zajebiste ff,masz wielki talent x

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K