Na moje szczęście
Niall zostawił uchylone drzwi, więc bez nadmiernego wytężania
słuchu mogłam usłyszeć, o czym rozmawiał. Usiadł na łóżku i
przejechał palcem po ekranie telefonu. Po chwili przyłożył go do
ucha.
- Czego, Gregory? -
zapytał drapiąc się po karku.
Zamrużyłam oczy z
lekkim zaciekawieniem. Blondyn skupił wzrok na swoich kolanach i
przycisnął mocno stopy do podłogi. Spojrzałam na jego czarne
rurki i westchnęłam głęboko oddychając.
- Jak to kurwa, źle
go postrzeliłeś? - zaśmiał się gorzko.
Wstrzymałam
oddech... Czyli Niall to Grave? Ta cała paplanina Stylesa to jednak
jebana prawda? Nie mogłam uwierzyć mimo że właśnie usłyszałam
z ust Nialla słowa, które każdy mógłby uznać za wystarczający
dowód.
Horan przez chwilę
siedział nasłuchując rozmówcy po drugiej stronie telefonu, lecz
potem odezwał się szybko, przez zaciśnięte zęby.
- Chuj mnie
obchodzi to, że Eric dziś musiał wyjechać i nie masz nikogo do
pomocy, to po pierwsze. Po drugie, jak mogłeś tylko drasnąć mu
ramię gdy celowałeś w głowę? - zapytał, a w powietrzu aż
unosiła się jego wściekłość, zagęszczając atmosferę.
Przełknęłam
ślinę. Wszystko, jak dla mnie dopiero teraz, układało się w
logiczną całość, w którą mogłam uwierzyć. Powoli wzrastało
we mnie poczucie winy, które rozsadzało moje wnętrzności od
środka. Dlaczego, kurwa nie uwierzyłam Harremu? Przecież... Z tego
wszystkiego jak na razie wynika, że nie kłamał. Pozostaje tylko
sprawa Grave'a – chciałam mieć stuprocentową pewność, że
Niall to on.
Odpowiedź przyszła
jak na zawołanie.
- Nie mów do mnie
Grave, skurwysynie! To jest pseudonim do interesów głąbie! -
warknął Niall, a ja miałam ochotę pisnąć z przerażenia –
Przewiozłeś go do siebie? Dlaczego kurwa? - krzyknął wstając a
ja schowałam się za ścianą, żeby mnie nie zauważył. -
Chciałeś opatrzyć mu ranę po kuli? Oh, jak słodki i dobroduszny
porywacz. - rzucił sarkastycznie - Może jeszcze Tomlinsonowi kawy
zaparz! - krzyknął. - Podaj mi swój adres. - dodał oschle, jakby
od niechcenia.
Ręce zaczęły mi
się trząść, gdy wyciągałam telefon. Nagle do głowy wpadł mi
pomysł tak absurdalny, jak jeszcze nigdy wcześniej. W tej całej
irytującej ciszy słyszałam nawet cicho szuranie ołówka Nialla po
kartce. Powoli zaczynała boleć mnie już od tego wszystkiego głowa.
Gdy Horan zapisał
adres powtórzył go na głos do słuchawki, żeby upewnić się, czy
jest dobry, ja zapisałam go szybko i niezdarnie w swoim telefonie
wykorzystując niepowtarzalną okazję. Czyli teraz było już
wszystko jasne. Teraz musiałam się szybko ulotnić spod sypialni,
niezauważona przez blondyna, inaczej miałabym nie małe kłopoty.
- Przyjadę do
ciebie gdy wrócę z lotniska. - warknął. - Widzimy się nie długo.
- rozłączył się i mocno wsunął telefon do kieszeni.
Ze sztywnymi
plecami powoli stąpałam długim korytarzem w stronę kuchni, a gdy
już, bezpiecznie, się w niej znalazłam momentalnie chwyciłam swój
kubek do połowy wypełniony zimną herbatą. Wyzerowałam go
momentalnie, a chłodny płyn idealnie zwilżył moje suche ze
zdenerwowania gardło.
- Em... Coś nie
tak, Liv? - spojrzałam na Gin, która myła swój kubek w zlewie.
Pokręciłam głową,
ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, czyjeś silne ramiona
oplotły mnie od tyłu krępując ręce. Długie palce gładziły mój
brzuch tuż pod piersiami.
- Cześć mała. -
usłyszałam ochrypły głos Nialla.
Ten pierdolony chuj
ma czelność mnie przytulać?
Ale nie wyrywałam
się, aby nie wzbudzić podejrzeń. Delikatnie odsunęłam się
jednak po dłuższej chwili.
- Cześć Niall. -
powiedziałam cicho.
- Słuchaj,
strasznie się cieszę, że tu jesteś, ale muszę pojechać na
lotnisko po rodziców. Zostaniesz z Gin, prawda? - zapytał.
Pokiwałam głową,
ale ku mojemu... szczęściu Gin podeszła do niego.
- Obiecałeś, że
zabierzesz mnie ze sobą... - szepnęła słodko, wydymając usta z
niezadowolenia. Błyszczyk skrzył się na jej wargach.
Horan ponownie
przeniósł na mnie wzrok.
- Możesz zostać
tu sama? - zapytał a ja kiwnęłam bardzo szybko i chyba
nienaturalnie głową, ale on tylko zachichotał w reakcji na mój
gwałtowny gest. - Czyli widzimy się jutro? - zapytał, a ja
mruknęłam coś w twierdzącej odpowiedzi.
Po chwili jednak
pokręciłam szybko głową zdezorientowana.
- Jak to jutro? -
mruknęłam zdziwiona.
- Rodzice
wylądowali na lotnisku w Liverpoolu. Jest późno, chcemy tam
zostać na noc. Wiesz, która sypialnia w moim domu należy do
ciebie, prawda? - zapytał – W łazience są ręczniki, spokojnie
możesz skorzystać z prysznica. - zaśmiał się ochryple.
Kiwnęłam głową
posępnie i spojrzałam na własne stopy. „Idź już stąd chuju,
spierdalaj” - powtarzałam w myślach, dusząc w sobie negatywne
emocje.
~
Gdy
upewniłam się, że Horan odjechał już wraz z Ginevrą na
lotnisko, zamknęłam drzwi na klucz. Odwróciłam się i spojrzałam
na kamerę w kącie korytarza. One był praktycznie wszędzie, Niall
prędzej czy później dowiedziałby się, że go podsłuchiwałam...
Więc w sumie było mi wszystko jedno. Biegiem popędziłam do jego
sypialni, po drodze o niemal się nie wywracając na śliskich
kafelkach. Z wyciągniętymi w razie niespodziewanego upadku rękom
biegłam przed siebie. Wpadłam do sypialni Horana tak szybko niczym
torpeda. Mój wzrok od razu skierował się w stronę szafki nocnej.
Moje nogi powędrowały do niej, a ręce wysunęły dębową
szufladę. Zaczęła przekopywać sterty różnych papierów.
Znalazłam 2 paczki prezerwatyw, co mnie wcale nie zdziwiło, kilka
papierków po miętówkach, papierosy, okulary przeciwsłoneczne i
notes. To na nim mi zależało najbardziej.
Drżącymi
dłońmi wyjęłam go nawet nie dbając o porozrzucaną na miękkiej,
jedwabnej pościeli pozostałej zawartości szuflady. Otworzyłam
bordową, ciężką okładkę zdezelowanego nieco już notesu.
Pierwsza strona była pełna numerów, adresów i innych biznesowych
pierdół, które były dla Nialla osobistą biblią... Dobrze
wiedziałam, że Horan całą jego zawartość znał na pamięć lub
miał w samrtfonie, a notes trzymał tylko na wszelki wypadek.
Dzięki
Bogu.
Ale nie
zależało mi teraz na tych adresach. Chciałam wprowadzić w życie
mój szalony plan odbicia Louisa. Zawzięłam się wtedy tak, że
chyba nic i nikt by mnie nie powstrzymał. Gdzieś w na kartkach tego
notatnika było hasło do sejfu ukrytego za obrazem w korytarzu
przedstawiającym reprodukcję słoneczników Van Gogha. Od zawsze
uważałam, że to banalna skrytka, ale Niall zawsze wiedział
lepiej.
Nigdy
mnie nie słuchał.
Przewracałam
kartki tak szybko, aż kurz który zebrał się pomiędzy nimi
tworzył delikatny pyłek. Kichnęłam niekontrolowanie, zasłaniając
nos wolną ręką. Potrząsnęłam głową i wróciłam do
przeglądania notesu, co zdawało się ciągnąć w nieskończoność.
Jak za
złość, szyfr składający się z kombinacji 8 cyfr znajdował się
na tylnej okładce notesu. 70984734 – przeczytałam na głos.
Westchnęłam i szybkim krokiem ruszyłam z notesem na korytarz.
~
Kiedy, z
wielkim wysiłkiem, zdjęłam obraz i postawiłam go na ziemi oparty
o ścianę, spojrzałam zdenerwowana na elektryczny zamek.
Wiedziałam, że mam szansę wpisać szyfr tylko raz, w przeciwnym
wypadku uruchomi się alarm. Poczułam chłodne kropelki potu na
czole, gdy delikatnie wstukałam na panelu dotykowym dwie pierwsze
cyfry. Palce trzęsły mi się niemiłosiernie, gdy kończyłam
wpisywać szyfr co chwila zerkając do notesu.
Alarm ku
mojej uldze nie zadzwonił.
Ciężkie
i połyskujące, metalowe drzwi sejfu odskoczyły i ukazały mi jego
bogatą zawartość. Kilkanaście plików banknotów „spoglądało”
na mnie swoimi oczyma. Przygryzłam wargę i chwyciłam ręką jeden
z nich. Na białej, papierowej opasce, utrzymującej w równej kupce
banknoty znajdował się nabazgrany czarnym markerem napis,
oznajmiający, że mojej ręce spoczywa 25 tysięcy funtów. Zamarłam
a uścisk mojej dłoni na banknotach zelżał nieco w obawie, że
mogę je w jakiś sposób uszkodzić.
Nigdy
nawet nie widziałam tyle na oczy. Nie sądziłam, że taka suma
pieniędzy może się zmieścić w mojej, stosunkowo małej dłoni.
Położyłam plik na ziemię i zgarnęłam jeszcze dwa takie same.
Chciałam wziąć tylko 30 tysięcy, a nie 75... Ale skoro miałam
już jechać po Louisa, chciałam zabrać jeszcze coś... ekstra.
Skąd miałam wiedzieć, że porywacze nie zażądają więcej, bo
takie będzie ich 'widzimisię' ? Prawdę powiedziawszy nie znałam
ani nie widziałam ich jeszcze, ale bałam się ich jak cholera.
Wypuściłam głośno powietrze gdy zamykałam sejf. Chwyciłam
drgającymi dłońmi banknoty i popędziłam w stronę drzwi
frontowych. Starałam się nie upuścić plików pieniędzy w tym
całym wariackim pośpiechu.
Gdy
dotarłam do drewnianej, ciężkiej powłoki drzwi frontowych
położyłam na szafce banknoty i szybko i spojrzałam na małą
szufladę w szafce na buty. Odsunęłam ją delikatnie i spojrzałam
na 3 czarne kluczyki do aut Nialla. Chwyciłam pierwszy lepszy i
schowałam je do kieszeni spodni. Pogmerałam w małej szafce i
znalazłam torbę Ginevry. Wrzuciłam w nią szybko banknoty i
przetarłam spocone ze stresu czoło. Zasunęłam szczelnie torbę i
spojrzałam ostatni raz w kamerę z krzywym uśmiechem.
- Żegnaj
Niall. Mam nadzieję, że już cię więcej nigdy nie zobaczę,
sukinsynu. - szepnęłam sarkastycznie i wyszłam z jego domu.
Już po
chwili znalazłam się w garażu. Zobaczyłam 3 samochody –
wszystkie wyglądały tak, jakby dopiero co wyjechały z fabryki...
Miałam nawet podejrzenia, że Niall w ogóle nimi nie jeździł.
Wyjęłam kluczyki z kieszeni mocno trzymając beżową, elegancką i
nie bardzo mi teraz pasującą torbę na ramieniu. Niezdarnie
kliknęłam guzik na małym pilociku przy kluczyku, a środkowe,
czarne auto piknęło mrugając pomarańczowymi diodami.
Przełknęłam
ślinę i podeszłam do sportowego jeepa. Nie uśmiechało mi się
jechać nim przez miasto, przecież tak dawno już nie siedziałam za
kółkiem... Ale cóż. Nie miałam już czasu na zmianę auta,
kosztowałoby mnie mnie to zbyt duże... Sama nie wiem, ryzyko? Każda
minuta była wtedy cenna. Otworzyłam drzwi od strony kierowcy i
rzuciłam torbę na fotel tuż obok skórzanego fotela, na którym
miałam zamiar usiąść. Usiadłam na nim a gdy położyłam
delikatnie stopy na pedałach poczułam nieprzyjemny dreszcz. W
samochodzie pachniało sosnowym zapachem, który unosił się od
zawieszki na lusterku. Wzruszyłam ramionami energicznie, żeby się
rozluźnić i wyjęłam z kieszeni telefon. Jeszcze raz przyjrzałam
się adresowi i podrapałam się po karku.
- Weź
się w garść Liv, dasz radę. - wydęłam delikatnie wargi.
Wsunęłam
kluczyk do stacyjki i delikatnie go przekręciłam. Silnik zaczął
pracować na bardzo cichych obrotach, a gdy niepewnie podjechałam
kawałek przed siebie, drzwi garażowe naprzeciwko auta zaczęły się
otwierać.
Miałam
wrażenie, że jadę na pewną śmierć.
Jestem
wariatką.
Na
początek – przepraszam za taki krótki rozdział, ale czasu brak
:c
Po
drugie – mam małą prośbę. Niech każdy, kto czyta blooga, KAŻDY
da tu komentarz, króciutki. Chcę wiedzieć, ile was jest naprawdę
pysie :) Kocham was mocno x

po prostu KOCHAM te opowiadanie... Liv staje sie odwazniejsza,ale boje sie,ze Niall moze jej cos zrobic.. no coz,czekam na nastepny xx
OdpowiedzUsuńŚwietnyrozdział, czekam z niecirpliwościà na nastepny ;-)
OdpowiedzUsuń@lou_my_angel
Rozdział jak zawsze cudowny :)
OdpowiedzUsuńNie mogę doczekać się następnego !
omg cudnowny rozdział *o*
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, że Liv nic się nie stanie i uratuje Louisa :(
dlaczego skończyłaś w takim momencie?!!!!
@im_purple_ninja
*cudowny
UsuńWow, az sama sie wczułam w sytuacje Liv O.o heh :) swietny, czekam na next xx weny życzę @emili_sd
OdpowiedzUsuńKocham to ja ciebie <3 ŚWIETNE po prostu no *o* Jeju a jak wróci wcześniej? Czemu Liv nie zadzwoniła po Harrego? Uda jej się odbić Lou? OMG umieram z ciekawości :c Czekam na następny <3
OdpowiedzUsuń@trouvdag
Nic nie szkodzi że rozdział jest krótki :) dużo się w nim dzieje i to załatwia sprawę ;)
OdpowiedzUsuńoch... Przepraszam że nie dodałam ostatnio komentarza ale tak się jakoś porobiło że nie dałam rady :)
Nic nie szkodzi że rozdział jest krótki :) dużo się w nim dzieje i to załatwia sprawę ;)
OdpowiedzUsuńoch... Przepraszam że nie dodałam ostatnio komentarza ale tak się jakoś porobiło że nie dałam rady :)
Nawet jak piszesz krótkie rozdziały to i tak są świetne ! Tylko zastanawia mnie jedno: dlaczego Liv nie zadzwoniła po Harry'ego ? Było by jej łatwiej... No ale cóż mam nadzieję,że jej się uda :) Czekam na kolejny rozdział :) / @loczekxx
OdpowiedzUsuńpewnie ją znajda, porwa i Hazza będzie musiał ratować i Lou i Liv :(
OdpowiedzUsuńGenialny :))))) Xx
OdpowiedzUsuńO mój boże ja chcę następny
OdpowiedzUsuńHha przez cały rozdział się denerwowałam jakbym to ja była na miejscu Liv .
OdpowiedzUsuńFajny rozdział ,i ten blog i wgl.
czekam na next:)
Wow, oby jej się udało :)
OdpowiedzUsuńHajsbshks *-* Jeeeeeeej. JA TO BYM OD RAZU DO HAZZY ZADZWONILA ALE OK
OdpowiedzUsuńCiekawe czy Liv go odbije ?? A rozdział zajebisty
OdpowiedzUsuńUwielbiam tego bloga
OdpowiedzUsuńOni się skapną że to za duzo. Ja bym usunela nagranie z monitoringu XD kocham to opowiedanie <3 @wilk_julia
OdpowiedzUsuń