środa, 30 kwietnia 2014

Rozdział 17




Na moje szczęście Niall zostawił uchylone drzwi, więc bez nadmiernego wytężania słuchu mogłam usłyszeć, o czym rozmawiał. Usiadł na łóżku i przejechał palcem po ekranie telefonu. Po chwili przyłożył go do ucha.
- Czego, Gregory? - zapytał drapiąc się po karku.
Zamrużyłam oczy z lekkim zaciekawieniem. Blondyn skupił wzrok na swoich kolanach i przycisnął mocno stopy do podłogi. Spojrzałam na jego czarne rurki i westchnęłam głęboko oddychając.
- Jak to kurwa, źle go postrzeliłeś? - zaśmiał się gorzko.
Wstrzymałam oddech... Czyli Niall to Grave? Ta cała paplanina Stylesa to jednak jebana prawda? Nie mogłam uwierzyć mimo że właśnie usłyszałam z ust Nialla słowa, które każdy mógłby uznać za wystarczający dowód.
Horan przez chwilę siedział nasłuchując rozmówcy po drugiej stronie telefonu, lecz potem odezwał się szybko, przez zaciśnięte zęby.
- Chuj mnie obchodzi to, że Eric dziś musiał wyjechać i nie masz nikogo do pomocy, to po pierwsze. Po drugie, jak mogłeś tylko drasnąć mu ramię gdy celowałeś w głowę? - zapytał, a w powietrzu aż unosiła się jego wściekłość, zagęszczając atmosferę.
Przełknęłam ślinę. Wszystko, jak dla mnie dopiero teraz, układało się w logiczną całość, w którą mogłam uwierzyć. Powoli wzrastało we mnie poczucie winy, które rozsadzało moje wnętrzności od środka. Dlaczego, kurwa nie uwierzyłam Harremu? Przecież... Z tego wszystkiego jak na razie wynika, że nie kłamał. Pozostaje tylko sprawa Grave'a – chciałam mieć stuprocentową pewność, że Niall to on.
Odpowiedź przyszła jak na zawołanie.
- Nie mów do mnie Grave, skurwysynie! To jest pseudonim do interesów głąbie! - warknął Niall, a ja miałam ochotę pisnąć z przerażenia – Przewiozłeś go do siebie? Dlaczego kurwa? - krzyknął wstając a ja schowałam się za ścianą, żeby mnie nie zauważył. - Chciałeś opatrzyć mu ranę po kuli? Oh, jak słodki i dobroduszny porywacz. - rzucił sarkastycznie - Może jeszcze Tomlinsonowi kawy zaparz! - krzyknął. - Podaj mi swój adres. - dodał oschle, jakby od niechcenia.
Ręce zaczęły mi się trząść, gdy wyciągałam telefon. Nagle do głowy wpadł mi pomysł tak absurdalny, jak jeszcze nigdy wcześniej. W tej całej irytującej ciszy słyszałam nawet cicho szuranie ołówka Nialla po kartce. Powoli zaczynała boleć mnie już od tego wszystkiego głowa.
Gdy Horan zapisał adres powtórzył go na głos do słuchawki, żeby upewnić się, czy jest dobry, ja zapisałam go szybko i niezdarnie w swoim telefonie wykorzystując niepowtarzalną okazję. Czyli teraz było już wszystko jasne. Teraz musiałam się szybko ulotnić spod sypialni, niezauważona przez blondyna, inaczej miałabym nie małe kłopoty.
- Przyjadę do ciebie gdy wrócę z lotniska. - warknął. - Widzimy się nie długo. - rozłączył się i mocno wsunął telefon do kieszeni.
Ze sztywnymi plecami powoli stąpałam długim korytarzem w stronę kuchni, a gdy już, bezpiecznie, się w niej znalazłam momentalnie chwyciłam swój kubek do połowy wypełniony zimną herbatą. Wyzerowałam go momentalnie, a chłodny płyn idealnie zwilżył moje suche ze zdenerwowania gardło.
- Em... Coś nie tak, Liv? - spojrzałam na Gin, która myła swój kubek w zlewie.
Pokręciłam głową, ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, czyjeś silne ramiona oplotły mnie od tyłu krępując ręce. Długie palce gładziły mój brzuch tuż pod piersiami.
- Cześć mała. - usłyszałam ochrypły głos Nialla.
Ten pierdolony chuj ma czelność mnie przytulać?
Ale nie wyrywałam się, aby nie wzbudzić podejrzeń. Delikatnie odsunęłam się jednak po dłuższej chwili.
- Cześć Niall. - powiedziałam cicho.
- Słuchaj, strasznie się cieszę, że tu jesteś, ale muszę pojechać na lotnisko po rodziców. Zostaniesz z Gin, prawda? - zapytał.
Pokiwałam głową, ale ku mojemu... szczęściu Gin podeszła do niego.
- Obiecałeś, że zabierzesz mnie ze sobą... - szepnęła słodko, wydymając usta z niezadowolenia. Błyszczyk skrzył się na jej wargach.
Horan ponownie przeniósł na mnie wzrok.
- Możesz zostać tu sama? - zapytał a ja kiwnęłam bardzo szybko i chyba nienaturalnie głową, ale on tylko zachichotał w reakcji na mój gwałtowny gest. - Czyli widzimy się jutro? - zapytał, a ja mruknęłam coś w twierdzącej odpowiedzi.
Po chwili jednak pokręciłam szybko głową zdezorientowana.
- Jak to jutro? - mruknęłam zdziwiona.
- Rodzice wylądowali na lotnisku w Liverpoolu. Jest późno, chcemy tam zostać na noc. Wiesz, która sypialnia w moim domu należy do ciebie, prawda? - zapytał – W łazience są ręczniki, spokojnie możesz skorzystać z prysznica. - zaśmiał się ochryple.
Kiwnęłam głową posępnie i spojrzałam na własne stopy. „Idź już stąd chuju, spierdalaj” - powtarzałam w myślach, dusząc w sobie negatywne emocje.
~
Gdy upewniłam się, że Horan odjechał już wraz z Ginevrą na lotnisko, zamknęłam drzwi na klucz. Odwróciłam się i spojrzałam na kamerę w kącie korytarza. One był praktycznie wszędzie, Niall prędzej czy później dowiedziałby się, że go podsłuchiwałam... Więc w sumie było mi wszystko jedno. Biegiem popędziłam do jego sypialni, po drodze o niemal się nie wywracając na śliskich kafelkach. Z wyciągniętymi w razie niespodziewanego upadku rękom biegłam przed siebie. Wpadłam do sypialni Horana tak szybko niczym torpeda. Mój wzrok od razu skierował się w stronę szafki nocnej. Moje nogi powędrowały do niej, a ręce wysunęły dębową szufladę. Zaczęła przekopywać sterty różnych papierów. Znalazłam 2 paczki prezerwatyw, co mnie wcale nie zdziwiło, kilka papierków po miętówkach, papierosy, okulary przeciwsłoneczne i notes. To na nim mi zależało najbardziej.
Drżącymi dłońmi wyjęłam go nawet nie dbając o porozrzucaną na miękkiej, jedwabnej pościeli pozostałej zawartości szuflady. Otworzyłam bordową, ciężką okładkę zdezelowanego nieco już notesu. Pierwsza strona była pełna numerów, adresów i innych biznesowych pierdół, które były dla Nialla osobistą biblią... Dobrze wiedziałam, że Horan całą jego zawartość znał na pamięć lub miał w samrtfonie, a notes trzymał tylko na wszelki wypadek.
Dzięki Bogu.
Ale nie zależało mi teraz na tych adresach. Chciałam wprowadzić w życie mój szalony plan odbicia Louisa. Zawzięłam się wtedy tak, że chyba nic i nikt by mnie nie powstrzymał. Gdzieś w na kartkach tego notatnika było hasło do sejfu ukrytego za obrazem w korytarzu przedstawiającym reprodukcję słoneczników Van Gogha. Od zawsze uważałam, że to banalna skrytka, ale Niall zawsze wiedział lepiej.
Nigdy mnie nie słuchał.
Przewracałam kartki tak szybko, aż kurz który zebrał się pomiędzy nimi tworzył delikatny pyłek. Kichnęłam niekontrolowanie, zasłaniając nos wolną ręką. Potrząsnęłam głową i wróciłam do przeglądania notesu, co zdawało się ciągnąć w nieskończoność.
Jak za złość, szyfr składający się z kombinacji 8 cyfr znajdował się na tylnej okładce notesu. 70984734 – przeczytałam na głos. Westchnęłam i szybkim krokiem ruszyłam z notesem na korytarz.

~

Kiedy, z wielkim wysiłkiem, zdjęłam obraz i postawiłam go na ziemi oparty o ścianę, spojrzałam zdenerwowana na elektryczny zamek. Wiedziałam, że mam szansę wpisać szyfr tylko raz, w przeciwnym wypadku uruchomi się alarm. Poczułam chłodne kropelki potu na czole, gdy delikatnie wstukałam na panelu dotykowym dwie pierwsze cyfry. Palce trzęsły mi się niemiłosiernie, gdy kończyłam wpisywać szyfr co chwila zerkając do notesu.
Alarm ku mojej uldze nie zadzwonił.
Ciężkie i połyskujące, metalowe drzwi sejfu odskoczyły i ukazały mi jego bogatą zawartość. Kilkanaście plików banknotów „spoglądało” na mnie swoimi oczyma. Przygryzłam wargę i chwyciłam ręką jeden z nich. Na białej, papierowej opasce, utrzymującej w równej kupce banknoty znajdował się nabazgrany czarnym markerem napis, oznajmiający, że mojej ręce spoczywa 25 tysięcy funtów. Zamarłam a uścisk mojej dłoni na banknotach zelżał nieco w obawie, że mogę je w jakiś sposób uszkodzić.
Nigdy nawet nie widziałam tyle na oczy. Nie sądziłam, że taka suma pieniędzy może się zmieścić w mojej, stosunkowo małej dłoni. Położyłam plik na ziemię i zgarnęłam jeszcze dwa takie same. Chciałam wziąć tylko 30 tysięcy, a nie 75... Ale skoro miałam już jechać po Louisa, chciałam zabrać jeszcze coś... ekstra. Skąd miałam wiedzieć, że porywacze nie zażądają więcej, bo takie będzie ich 'widzimisię' ? Prawdę powiedziawszy nie znałam ani nie widziałam ich jeszcze, ale bałam się ich jak cholera. Wypuściłam głośno powietrze gdy zamykałam sejf. Chwyciłam drgającymi dłońmi banknoty i popędziłam w stronę drzwi frontowych. Starałam się nie upuścić plików pieniędzy w tym całym wariackim pośpiechu.
Gdy dotarłam do drewnianej, ciężkiej powłoki drzwi frontowych położyłam na szafce banknoty i szybko i spojrzałam na małą szufladę w szafce na buty. Odsunęłam ją delikatnie i spojrzałam na 3 czarne kluczyki do aut Nialla. Chwyciłam pierwszy lepszy i schowałam je do kieszeni spodni. Pogmerałam w małej szafce i znalazłam torbę Ginevry. Wrzuciłam w nią szybko banknoty i przetarłam spocone ze stresu czoło. Zasunęłam szczelnie torbę i spojrzałam ostatni raz w kamerę z krzywym uśmiechem.
- Żegnaj Niall. Mam nadzieję, że już cię więcej nigdy nie zobaczę, sukinsynu. - szepnęłam sarkastycznie i wyszłam z jego domu.
 
 
Już po chwili znalazłam się w garażu. Zobaczyłam 3 samochody – wszystkie wyglądały tak, jakby dopiero co wyjechały z fabryki... Miałam nawet podejrzenia, że Niall w ogóle nimi nie jeździł. Wyjęłam kluczyki z kieszeni mocno trzymając beżową, elegancką i nie bardzo mi teraz pasującą torbę na ramieniu. Niezdarnie kliknęłam guzik na małym pilociku przy kluczyku, a środkowe, czarne auto piknęło mrugając pomarańczowymi diodami.
Przełknęłam ślinę i podeszłam do sportowego jeepa. Nie uśmiechało mi się jechać nim przez miasto, przecież tak dawno już nie siedziałam za kółkiem... Ale cóż. Nie miałam już czasu na zmianę auta, kosztowałoby mnie mnie to zbyt duże... Sama nie wiem, ryzyko? Każda minuta była wtedy cenna. Otworzyłam drzwi od strony kierowcy i rzuciłam torbę na fotel tuż obok skórzanego fotela, na którym miałam zamiar usiąść. Usiadłam na nim a gdy położyłam delikatnie stopy na pedałach poczułam nieprzyjemny dreszcz. W samochodzie pachniało sosnowym zapachem, który unosił się od zawieszki na lusterku. Wzruszyłam ramionami energicznie, żeby się rozluźnić i wyjęłam z kieszeni telefon. Jeszcze raz przyjrzałam się adresowi i podrapałam się po karku.
- Weź się w garść Liv, dasz radę. - wydęłam delikatnie wargi.
Wsunęłam kluczyk do stacyjki i delikatnie go przekręciłam. Silnik zaczął pracować na bardzo cichych obrotach, a gdy niepewnie podjechałam kawałek przed siebie, drzwi garażowe naprzeciwko auta zaczęły się otwierać.
Miałam wrażenie, że jadę na pewną śmierć.
Jestem wariatką.



Na początek – przepraszam za taki krótki rozdział, ale czasu brak :c

Po drugie – mam małą prośbę. Niech każdy, kto czyta blooga, KAŻDY da tu komentarz, króciutki. Chcę wiedzieć, ile was jest naprawdę pysie :) Kocham was mocno x

19 komentarzy:

  1. po prostu KOCHAM te opowiadanie... Liv staje sie odwazniejsza,ale boje sie,ze Niall moze jej cos zrobic.. no coz,czekam na nastepny xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnyrozdział, czekam z niecirpliwościà na nastepny ;-)
    @lou_my_angel

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jak zawsze cudowny :)
    Nie mogę doczekać się następnego !

    OdpowiedzUsuń
  4. omg cudnowny rozdział *o*
    mam nadzieję, że Liv nic się nie stanie i uratuje Louisa :(
    dlaczego skończyłaś w takim momencie?!!!!
    @im_purple_ninja

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, az sama sie wczułam w sytuacje Liv O.o heh :) swietny, czekam na next xx weny życzę @emili_sd

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham to ja ciebie <3 ŚWIETNE po prostu no *o* Jeju a jak wróci wcześniej? Czemu Liv nie zadzwoniła po Harrego? Uda jej się odbić Lou? OMG umieram z ciekawości :c Czekam na następny <3
    @trouvdag

    OdpowiedzUsuń
  7. Nic nie szkodzi że rozdział jest krótki :) dużo się w nim dzieje i to załatwia sprawę ;)
    och... Przepraszam że nie dodałam ostatnio komentarza ale tak się jakoś porobiło że nie dałam rady :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nic nie szkodzi że rozdział jest krótki :) dużo się w nim dzieje i to załatwia sprawę ;)
    och... Przepraszam że nie dodałam ostatnio komentarza ale tak się jakoś porobiło że nie dałam rady :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nawet jak piszesz krótkie rozdziały to i tak są świetne ! Tylko zastanawia mnie jedno: dlaczego Liv nie zadzwoniła po Harry'ego ? Było by jej łatwiej... No ale cóż mam nadzieję,że jej się uda :) Czekam na kolejny rozdział :) / @loczekxx

    OdpowiedzUsuń
  10. pewnie ją znajda, porwa i Hazza będzie musiał ratować i Lou i Liv :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Genialny :))))) Xx

    OdpowiedzUsuń
  12. O mój boże ja chcę następny

    OdpowiedzUsuń
  13. Hha przez cały rozdział się denerwowałam jakbym to ja była na miejscu Liv .
    Fajny rozdział ,i ten blog i wgl.
    czekam na next:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wow, oby jej się udało :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Hajsbshks *-* Jeeeeeeej. JA TO BYM OD RAZU DO HAZZY ZADZWONILA ALE OK

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawe czy Liv go odbije ?? A rozdział zajebisty

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam tego bloga

    OdpowiedzUsuń
  18. Oni się skapną że to za duzo. Ja bym usunela nagranie z monitoringu XD kocham to opowiedanie <3 @wilk_julia

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K