piątek, 2 maja 2014

Rozdział 18



(Harry)
Księżyc wzniósł już się na niebo, a ja stałem w kuchni rozmyślając, co jeszcze mogę w swoim życiu spierdolić. Czułem się coraz gorzej wypijając kolejny kieliszek wódki mimo to, że miałem nadzieję, że jej ostry smak nieco wyrwie mnie z pustki wszechogarniającej moje ciało. Wszystko działo się nie tak, jak chciałem. Olivia uciekła, Louis... Louis pewnie kurwa nie żyje, a mój program do nawigacji zupełnie się popierdolił. Nie mogłem odnaleźć Olivi, nie wiedziałem czy Horan już jej nie zabił. W dodatku jak jebany tchórz nie miałem odwagi pojechać do niego i najzwyczajniej w świecie tego sprawdzić. Spojrzałem na połyskującą w słabym blasku żarówki butelkę z alkoholem i westchnąłem. Była już do połowy opróżniona, co było tylko i wyłącznie moją sprawką.
Czułem, że jeżeli Louis nie żyje, to jest tylko i wyłącznie moja wina... Mogłem szybciej zbierać te pieniądze, cholera, mogłem sprzedać dom, auto. Cokolwiek. Miałem bardzo małe nadzieję na to, że Tomlinson jeszcze żyje, lecz i tak trzymałem przy sobie telefon w razie, jakby porywacze znowu zadzwonili.
Ponownie chwyciłem butelkę gdy moje myśli zaczęły kłócić się o to, kto jest ważniejszy – Liv czy Louis. O tę pokrakę martwiłem się bardziej, co wywoływało we mnie okropne poczucie winy. Poszła do Grave'a, a ja nie wiedziałem, co się z nią dzieje. Chwyciłem kieliszek i napełniłem go niezgrabnie, nieco wódki wylewając na blat. Wyzerowałem go momentalnie i skrzywiłem się odchylając nieco głowę. Miałem wrażenie, że moje policzki rumienią od sporej ilości alkoholu, którą już przyjął mój organizm. Zacisnąłem dłonie na blacie wypuszczając głośno powietrze. Coś we mnie za buzowało, zdecydowanie czara się przelała.
- Olivia ty pierdolona idiotko. Czemu mi to kurwa robisz. - warknąłem i potrząsnąłem głową.
Już miałem na wszystko wyjebane, nawet na to, czy Grave mnie zabije czy nie. Wyszedłem z kuchni z trzaskiem dostawiając kieliszek na blat. Miałem zamiar, choćby siłą, zaciągnąć Olivię do swojego domu, zamknąć w sypialni i już nigdy nie wypuszczać, żeby nie wpakowała się w kłopoty, które czyhały na nią na każdym kroku. Ona chyba zapraszała je do siebie z otwartymi ramionami. W korytarzu zdjąłem z wieszaka kurtkę, ale zanim zdążyłem nacisnąć klamkę frontowych drzwi, usłyszałem dość cichy, lecz dobrze mi słyszalny pisk opon za oknem i podrapałem się po czole nerwowo. Miałem wrażenie, że jestem w ciemnym zaułku z którego nie da się uciec. Cichy pisk tego auta znałem zbyt dobrze, żeby nie zacząć się nie denerwować. To ja miałem pojechać, a raczej pójść do Grave'a po Liv... Ale to Grave przyjechał do mnie.
Cóż za zaskoczenie.
- Harry! - usłyszałem zrozpaczony głos po kilku minutach stania i czekania, aż ktoś w końcu zapuka do moich drzwi.
Tyle że ten głos nie przypominał głosu Horana... O nie.
Olivia.
* * *

(Olivia)
Jechałam w stronę domu, którego adres zapisywał Horan czując okropny ból w podbrzuszu. Wmawiałam sobie, że to z powodu nadchodzącego okresu, ale nie bardzo wierzyłam w to, że moje własne podejrzenia mogą być prawdą. Od śmierci rodziców nie dostawałam go. Chodziłam z tym do szpitala wiele razy zaniepokojona swoim układem hormonalnym. W ciąży jako dziewica być przecież nie mogłam, chociaż powoli zaczynałam wierzyć w samozapłodnienie. Lekarz mówił że to z tego całego stresu i szoku z powodu wypadku, i że w ciągu dłuższego czasu praca mojego układu hormonalnego się unormuje. Sporo czasu już minęło, a nadal wszystko było tak samo. Przestawałam wierzyć że kiedykolwiek będę mogła mieć dzieci, ponieważ stresujące i szokujące sytuacje w moim życiu zdarzały się ostatnio zadziwiająco często.
W aucie Nialla znalazłam paczkę papierosów, miętowej gumy do żucia i kilka długopisów. Byłam wtedy pewna, że Horan tym autem jeździł. Ale czy było to teraz istotne?
Ból nasilił się, gdy zatrzymałam się pod wskazanym w telefonie adresem. Stałam pod starym domem z zaniedbanym podwórkiem. Z szarych ścian obłaził tynk, było widać czerwone cegły z których były zbudowane ściany. Wysiadłam z auta kurczowo ściskając w rękach torbę. Weszłam na szary chodnik, a tuż przede mną znajdowała się bramka do wejścia na podwórko z zepsutą klamką zwisającą bezwładnie. Pchnęłam furtkę otwartą dłonią, a ona odskoczyła gwałtownie. Zadrżałam. Weszłam na podwórko i nabrałam wątpliwości. Miałam jeszcze chwilę na ucieczkę, bo byłam pewna, że osobnik zamieszkujący ten usłyszał głośne brzdęknięcie furtki zamykającej się za mną. Ale... Nie to już bez sensu. Jeżeli ten cały Louis żył to... Trzeba było go ratować. Dla Harrego. On tyle dla mnie zrobił, byłam mu coś winna.
Nie pamiętam jak szybko znalazłam się pod obdrapanymi, starymi drzwiami. Zapukałam drżącą dłonią, cały czas trzymając w drugiej ręce torbę. Bałam się. Cholera jasna.
Usłyszałam po drugiej stronie szum otwieranych zamków, a już po chwili ktoś delikatnie uchylił drzwi.
- Czego? - mruknął.
Zobaczyłam tylko sporą twarz o łysej głowie. Facet mierzył mnie wzrokiem. Nie mogłam sobie przypomnieć jego imienia, które Niall dzisiaj jeszcze wypowiadał podczas rozmowy telefonicznej. Wyraz jego twarzy był raczej dziecinny, co rozwiało nieco mój strach. Zaczęłam mieć wątpliwości, czy trafiłam pod dobry adres.
- Ja.... Przywiozłam okup. - rzuciłam kawę na ławę, przymykając oczy.
Drzwi momentalnie otworzyły się na oścież, a facet wciągnął mnie do środka za nadgarstek. Dlaczego skojarzyło mi się to z Harrym?
Zatrzasnął drzwi i popatrzył na mnie chytrze.
- Kasa. - wyciągnął ręce.
Spojrzałam na niego. Chyba nie bardzo obchodziło go to kim jestem, tylko te pierdolone pieniądze. Drżącymi dłońmi odsunęłam torbę i wyjęłam z niej 2 pliki banknotów. Podałam mu je, a on łapczywie je chwycił. Spojrzał na nie i uśmiechnął się nawet ich nie przeliczając.
- Kto cie przysłał? - zapytał ostro. - Z tego mi wiadomo, okup miał dostarczyć ten cały Styles do którego dziś Grave kazał mi zadzwonić. - splunął na swój własny dywan.
- Ja... - Zaczęłam, ale spuściłam wzrok.
Bez zastanowienia wyjęłam ostatni plik banknotów i podałam je facetowi.
- Masz. Dla ciebie. Tylko oddaj mi już Tomlinsona i pozwól nam jechać. - powiedziałam sucho i beznamiętnie, starając się nie okazywać strachu.
Facet spojrzał na 25 tysięcy tak, jak wygłodniały pies patrzy na mięso. Położył 3 pliki banknotów na szafce.
- Chodź lalunia. - rzucił i ruszył brudnym, najwidoczniej dawno nie sprzątanym korytarzem przed siebie.
Poszłam za nim na drżących nogach. Smród wilgoci drażnił mój nos, lecz czułam coś jeszcze. Znałam ten zapach, ale nie mogłam sobie skojarzyć, co tę znajomą mi woń wydziela. Zmarszczyłam nos i skupiłam się tylko i wyłącznie na wyłapaniu źródła owego zapachu... Ten sam zapach czułam tego dnia, w którym zabili Adama... Krew.
Zamarłam, ale nadal szłam za mięśniakiem, dorównując mu kroku na drżących nogach. Po chwili stanęliśmy przed metalowymi drzwiami do piwnicy. Facet otworzył je, a ja usłyszałam czyjś cichy i słaby kaszel. Domyślałam się, że to Louis... Przede mną znajdowały się długie, zdezelowane i pomalowane niedbale czerwoną farbą również metalowe schody prowadzące na dół, po których po chwili łysy facet, którego imienia nawet nie znałam szybko schodził.
Otrząsnęłam się i zaczęłam iść za nim bojąc się tego co zobaczę... I słusznie. Osiłek zapalił światło.
Gdy znalazłam się na dole, nie dostrzegłam niczego ciekawego, póki dokładniej się nie przyjrzałam. W kącie piwnicy siedział blady, wychudzony brunet. Miał związane i przetarte do krwi kostki oraz nadgarstki., a jego posiniaczony tors sprawiał, że bolała mnie klatka piersiowa od samego patrzenia. Miał liczne strupy na wargach od ciągłego bicia i czerwone, niewielkie okręgi na torsie, nie bardzo wiedziałam od czego. W oczy rzucał się duży, najwidoczniej świeży bo śnieżnobiały bandaż. Podejrzewałam, że to od tego postrzału.
Tomlinson patrzył się na mnie z upokorzeniem w oczach, a ja miałam ochotę je zamknąć, by zaoszczędzić mu wstydu. Strasznie chciałam się rozpłakać widząc go takiego mimo że nigdy wcześniej go nie widziałam, nawet nie zamieniłam z nim słowa.
- Tomlinson, twoje piekło dziś się kończy. - zaśmiał się sarkastycznie barczysty facet i podszedł do niego i mało delikatnie zaczął odwiązywać mu ręce.
Bez zastanowienia podbiegłam do niego i odciągnęłam go widząc, że Tomlinson ma ochotę krzyczeć z bólu, a żyły na jego szyi robią się coraz wyraźniejsze.
- Ja to zrobię... - szepnęłam.
Facet spojrzał na mnie i zaśmiał się gorzko, a Louis był najwyraźniej zdezorientowany. Nie chciał, żebym go rozwiązała, czyżby bał się mnie? Bał się dziewczyny, która ma metr sześćdziesiąt siedem wzrostu? Nawet nie chciałam wiedzieć co mu robili, aby go tak zniszczyć.
- Louis... Nie bój się, zawiozę cię do Harrego. - szepnęłam kojąco.
Tomlinson spojrzał na mnie z nadzieją w oczach i wystawił w moją stronę związane nadgarstki. Uśmiechnęłam się krzywo i zaczęłam rozwiązywać je najdelikatniej jak potrafiłam. Gdy już to zrobiłam, moim oczom ukazały się otwarte rany, skrzywiłam się. Nachyliłam się mocniej i rozwiązałam jego kostki. Widziałam ulgę w jego oczach mimo że musiało go to kurewsko boleć. Ukucnęłam i zastanawiałam się, jak pomóc mu wstać. W końcu nadstawiłam mu ramię. Zarzucił na nie swoją rękę i powoli wstaliśmy. Musiał mieć strasznie odrętwiałe nogi, ponieważ staliśmy przez chwilę w bez ruchu by mógł się przyzwyczaić do nowej pozycji swojego ciała. Sprzecznie ze wszystkimi moimi podejrzeniami, był zaskakująco lekki. Od jego ciała biła delikatna woń potu, ale żadnej innej... Czyli na szczęście pozwalali mu korzystać z łazienki... Ale z tymi ranami musiał mieć z tym okropne trudności. Bolesne trudności.
- Możemy iść. - wychrypiał nagle.
Uświadomiłam sobie, że jak najszybciej muszę dać mu się czegoś napić. Prawie 10 minut wspinaliśmy się po tych schodach, a na każdym stopniu Louis wydawał z siebie jęknięcie bólu.

 


Gdy znaleźliśmy się już w aucie, pomogłam Louisowi usiąść z przodu i zaczęłam przeszukiwać tył auta Nialla szukając jakieś bluzy lub czegokolwiek by dać chłopakowi odrobinę komfortu w jego krępującej sytuacji. Spodnie miał podarte i zakrwawione, ale już się tym nie martwiłam. Zawiozę go do Harrego, tam się to załatwi.
Otworzyłam bagażnik w przypływie desperacji... I znalazłam walizkę. Jezu, co za ulga. Wdrapałam się do dużego bagażnika i otworzyłam ją. Na wierzchu znalazłam jakąś najzwyklejsza czarną koszulkę. Szybko ją wyjęłam i wyszłam z bagażnika. Zamknęłam bagażnik i pobiegłam do otwartych drzwi pasażera tam, gdzie siedział Louis. Z moją małą pomocą nałożył czarny t-shirt.
- Kim jesteś? - wychrypiał, gdy podawałam mu butelkę wody, którą udało mi się wybłagać od porywacza przed wyjściem z jego domu, który jak się okazało miał na imię Gregory i był raczej... Tępawy.
- Ja... Jestem Olivia, można powiedzieć, że worek treningowy Harrego. - zaśmiałam się bez humoru z własnego sarkazmu.
Louis zmierzył mnie wzrokiem gdy bardzo powoli unosił butelkę do ust. Wypił całą wodę jednym haustem, a ja patrzyłam na to w ciszy.
- Jak to, „worek treningowy"?- zapytał po chwili, gdy już wsiadłam do auta i odpaliłam pośpiesznie silnik.
Tomlinson cały czas wił się z bólu na fotelu, lecz mimo to starał się zachować ze mną kontakt. Jego blade, zapadnięte policzki sprawiały, że po moim kręgosłupie przechodziły dreszcze przerażenia. 
- Nie ważne. - szepnęłam – Ja... Może zawiozę cię do szpitala zanim pojedziemy do Harrego? - zapytałam cicho.
- Nie! - powiedział głośno i nagle stracił dech w piersiach.
Zaczął kaszleć i po chwili opadł wyczerpany na fotel. Minęła dłuższa chwila, zanim unormował oddech i wyjaśnił mi swój sprzeciw.
- Nie, nie do szpitala... Zamknął mnie w kiciu. - szepnął, a ja kiwnęłam głową niezbyt przekonana do jego upartego postanowienia.
Odjechałam szybko karcąc się w myślach za to, że nie wzięłam apteczki aby chociaż trochę uśmierzyć jego ból.
- Nie masz zakażenia po postrzale? - zapytałam cicho.
Tomlinson spojrzał na mnie i pokręcił głową przecząco.
- Gregory nawet dobrze mi to opatrzył... Cholernie bolało, ale jest okej. Nawet nie wiem, czemu się nade mną ulitował... Ale cóż, jest nowym gnojkiem na posyłki Grave'a. - syknął i zacisnął szczękę. - Czemu Harry nie przyjechał zamiast ciebie? - szepnął.
- Bo... Bo można powiedzieć że myśli, że nie żyjesz. - szepcze – A Grave... Grave to mój przyjaciel, znaczy były przyjaciel, mnie też chce zabić... Pojechałam dziś do niego dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi.... Podsłuchałam dziś jego rozmowę przez telefon i dowiedziałam się, że jednak żyjesz... Więc pojechałam po ciebie. Ukradłam mu kasę na okup z sejfu. - szepnęłam.
- Dlaczego? - zapytał słabo.
Wywróciłam oczyma i zatrzymałam się na czerwonym świetle.
- Jestem to winna Harremu za jego pomoc.. - westchnęłam przeciągle - I szczerze, chciałam utrzeć nosa Horanowi... Za wszystko co mi zrobił.
Louis patrzył na mnie i delikatnie kiwnął głową.
- Jesteś kurewsko odważną laską.- złapał się z charakterystycznym syknięciem za obandażowane ramię.
- Nie jestem. - mruknęłam i ponownie nacisnęłam pedał gazu, gdy zielona dioda mignęła na światłach.
Louis już do końca podróży się nie odzywał. Po prostu zasnął. Nie dziwiłam mu się. Podejrzewałam, że ten cały czas siedział na niewygodnej, twardej ziemi i tak tez musiał spać, więc mięciutki, skórzany fotel musiał być dla niego wybawieniem.



Zatrzymałam się pod domem Harrego. Zaczęłam delikatnie szturchać Louisa, aby się obudził. Uważałam na jego siniaki, które był praktycznie wszędzie. Już myślałam, że go nie dobudzę tymi delikatnymi kuksańcami, ale w końcu brunet otworzył oczy.
- Jesteśmy – szepnęłam i wysiadłam z auta.
Nadal nie mogłam uwierzyć, że odbiłam dilera narkotykowego z rąk porywaczy. Może Louis miał racje i faktycznie byłam „kurewsko odważna”.
Pomogłam delikatnie wysiąść Louisowi i stanęliśmy na chodniku. Księżyc już dawno świecił na niebie, a my powoli szliśmy w stronę drzwi. Tomlinson kuśtykał tuż obok mnie, podpierając się o moje ramię. Jeszcze chwilę tak było, ale nagle poczułam, że brunet zatrzymuje się i w ciszy osuwa na ziemię. Próbowałam go podtrzymać, ale najzwyczajniej w świecie nie miałam sił.
- Harry! - krzyknęłam, a już po kilkunastu sekundach, które wydawały się dla mnie wiecznością drzwi otworzyły się, a w progu stanął brunet.
- Olivia! - krzyknął, a jego sylwetka była prawie niewidoczna na ciemnym ganku. - Lou... Louis? - dodał jąkając się z niedowierzaniem, a ja osunęłam się na ziemię.
Wzięłam głowę Louisa na kolana, żeby nie uderzył nią o ziemię. Po moich policzkach ściekały gorące łzy. Patrzyłam no pobitą i bladą twarz chłopaka oświetlaną przez księżyc i zamknęłam oczy czując, że nie wytrzymam tego widoku bez wybuchnięcia płaczem. Szybkie kroki Harrego był coraz głośniejsze. Już po chwili Styles unosił Louisa do góry za ramiona, a ja podniosłam się wraz z nim. Tomlinson ocknął się i przytrzymał na ramieniu bruneta, głośno kaszląc i plując krwią na trawnik.
Styles wszedł do środka a ja za nim. Zamknęłam za nami drzwi i cała się trzęsłam. Pociągnęłam nosem. Już nie pachniało tu miętą jak po południu – czułam tylko ostry zapach wódki i papierosów. Zakręciło mi się od tego wszystkiego w głowie i jak we śnie podążyłam z nimi do salonu. Louis już leżał na kanapie, a Harry zaczął go rozbierać aż do bokserek. Widok, jaki ujrzałam przerósł moje oczekiwania. Wszędzie na nogach miał rany, które pootwierały się od chodzenia – ściekała z nich krew, plamiła szkarłatnymi plamami kanapę.
Harry nawet na mnie nie spojrzał, był zbyt zajęty odwijaniem bandaża z ramienia Louisa. Jego oczy świeciły się od łez jak koraliki, a policzki były rumiane jakby spaliły się na słońcu, Najwidoczniej był zszokowany tym, że on jednak żyje i leży przed nim na wpół przytomny, sama nie wiedziałam wtedy czy nie na wpół martwy. Wiedziałam, że na razie jestem na drugim planie, więc muszę jakoś pomóc w opatrywaniu ran, aby się na cokolwiek teraz przydać. 
Pobiegłam więc do łazienki w ciszy po apteczkę, na szczęście wiedziałam gdzie jest. Mimo, że miałam ochotę wybuchnąć płaczem i skulić się na ziemi, postanowiłam pozostać twarda i wziąć się w garść. Już za dużo razy okazywałam słabość.

Alihaklsfhkaughsfukagfukasgf zaraz będzie 5 tysięcy wyświetleń, jaram się! :D Boże ten rozdział jest chyba taki... Hym... Przełomowy? tak, tak bym go nazwała :D
Siedziałam wczoraj do 1 w nocy i pisałam go dla was, nie mogłam zostawiać was w takiej niepewności pyszczki :)
Zastanawiam się ostatnio kto umarł w Chillsie (3 część to frozen bite czy jakoś kurwa tak, nie ważne) i obstawiam Amber XD z początku myślałam, że to Victoria, ale no co, nie ma Zayna bez Re XD
i przeżywam nowy rozdział knockouta. tak cholernie chciałam żeby Harry zobaczył Bo.. alshailfhsailfhilashfilashfilah kurwa mać
Dobra, odłóżmy mój fangirlizm na później
endżoj
koment, si ju lejter
aj lof ju

17 komentarzy:

  1. Najlepszy rozdział.
    Super, super.
    @lou_my_angel

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebisty rozdział nie umiem sie doczekać dalszej części fjcejejchgjejsjsjahc :D xx @wilk_julia

    OdpowiedzUsuń
  3. Ok ok *o* to jest genialne *-* biedny lou :'( błagam niech on przeżyje :'( idę ryczeć bye :''''((

    OdpowiedzUsuń
  4. najlepszy rozdział.
    ciekawe czy Hazza wynagrodzi to Liv.
    co zrobi Grave?
    chcę kolejny rzdział kjfdfsd

    OdpowiedzUsuń
  5. aj low ju tu.
    ajdjfbejabsuwhshaue ja fangirluje przez te opowiadanie!
    kocham cie dziewczynoo!
    czekam na nastepny xxx

    OdpowiedzUsuń
  6. Swietne .xx
    Juz sie boje co bedzie jak Horan wroci @emili_sd

    OdpowiedzUsuń
  7. Niesamowity rozdział ! Ależ tam się dzieje !
    Czekam na kolejny xx / @loczekxx

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana, ale Ty masz talent. Serio potrafisz budować napięcie. Czasem domyślałam się, co zaraz się wydarzy, ale oprócz tego jest idealnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Super! Nie mogę się doczekać następnego rozdziału i jestem ciekawa co zrobi Niall jak się dowie. @_xoxanna

    OdpowiedzUsuń
  10. Aksgsksshsjsgka o kurwaaaaaa japierdole
    Olivia chce płakać ale nie musi ja poplacze za nią
    Kurwaa jak ja kocham to ff
    Zdecydowanie the best kooochaaaam

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja chce juz neexxttttt>>>>

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeju no nie mogę, kocham to!
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, oby był jak najszybciej! ! :))

    OdpowiedzUsuń
  13. jejjuuuu nie mogę !!! ale super! Olivia go uratowała a Harry się popłakał :< [prawie] Ojej i jeszcze jeden rozdział i będzie 20 a wtedy ja wiem co będzie i czekam na to niecierpliwie ;) KOCHAM CIĘ ♥
    @trouvdag

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak Zmiana planów, 21 rozdział

      Usuń
    2. Kurczę ;/ jeszcze więcej czekania ale wiem że warto ♥ kocham to opowiadanie aww ♥

      Usuń
  14. Wow to było super,.Masz talent do pisania opowiadań. Te emocje...
    to było świetne :)

    I ja tez czekam na nowy rozdział knockout :D
    aaaa

    OdpowiedzUsuń
  15. Raczej ich male DZIECKO(?) plod(?) ciaza(?) umarlo co nie?

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K