(Harry)
Księżyc wzniósł
już się na niebo, a ja stałem w kuchni rozmyślając, co jeszcze
mogę w swoim życiu spierdolić. Czułem się coraz gorzej wypijając
kolejny kieliszek wódki mimo to, że miałem nadzieję, że jej
ostry smak nieco wyrwie mnie z pustki wszechogarniającej moje ciało.
Wszystko działo się nie tak, jak chciałem. Olivia uciekła,
Louis... Louis pewnie kurwa nie żyje, a mój program do nawigacji
zupełnie się popierdolił. Nie mogłem odnaleźć Olivi, nie
wiedziałem czy Horan już jej nie zabił. W dodatku jak jebany
tchórz nie miałem odwagi pojechać do niego i najzwyczajniej w
świecie tego sprawdzić. Spojrzałem na połyskującą w słabym
blasku żarówki butelkę z alkoholem i westchnąłem. Była już do
połowy opróżniona, co było tylko i wyłącznie moją sprawką.
Czułem, że
jeżeli Louis nie żyje, to jest tylko i wyłącznie moja wina...
Mogłem szybciej zbierać te pieniądze, cholera, mogłem sprzedać
dom, auto. Cokolwiek. Miałem bardzo małe nadzieję na to, że
Tomlinson jeszcze żyje, lecz i tak trzymałem przy sobie telefon w
razie, jakby porywacze znowu zadzwonili.
Ponownie chwyciłem
butelkę gdy moje myśli zaczęły kłócić się o to, kto jest
ważniejszy – Liv czy Louis. O tę pokrakę martwiłem się
bardziej, co wywoływało we mnie okropne poczucie winy. Poszła do
Grave'a, a ja nie wiedziałem, co się z nią dzieje. Chwyciłem
kieliszek i napełniłem go niezgrabnie, nieco wódki wylewając na
blat. Wyzerowałem go momentalnie i skrzywiłem się odchylając
nieco głowę. Miałem wrażenie, że moje policzki rumienią od
sporej ilości alkoholu, którą już przyjął mój organizm.
Zacisnąłem dłonie na blacie wypuszczając głośno powietrze. Coś
we mnie za buzowało, zdecydowanie czara się przelała.
- Olivia ty
pierdolona idiotko. Czemu mi to kurwa robisz. - warknąłem i
potrząsnąłem głową.
Już miałem na
wszystko wyjebane, nawet na to, czy Grave mnie zabije czy nie.
Wyszedłem z kuchni z trzaskiem dostawiając kieliszek na blat.
Miałem zamiar, choćby siłą, zaciągnąć Olivię do swojego domu,
zamknąć w sypialni i już nigdy nie wypuszczać, żeby nie
wpakowała się w kłopoty, które czyhały na nią na każdym kroku.
Ona chyba zapraszała je do siebie z otwartymi ramionami. W korytarzu
zdjąłem z wieszaka kurtkę, ale zanim zdążyłem nacisnąć klamkę
frontowych drzwi, usłyszałem dość cichy, lecz dobrze mi słyszalny
pisk opon za oknem i podrapałem się po czole nerwowo. Miałem
wrażenie, że jestem w ciemnym zaułku z którego nie da się uciec.
Cichy pisk tego auta znałem zbyt dobrze, żeby nie zacząć się nie
denerwować. To ja miałem pojechać, a raczej pójść do Grave'a po
Liv... Ale to Grave przyjechał do mnie.
Cóż za
zaskoczenie.
- Harry! -
usłyszałem zrozpaczony głos po kilku minutach stania i czekania,
aż ktoś w końcu zapuka do moich drzwi.
Tyle że ten głos
nie przypominał głosu Horana... O nie.
Olivia.
* * *
(Olivia)
Jechałam
w stronę domu, którego adres zapisywał Horan czując okropny ból
w podbrzuszu. Wmawiałam sobie, że to z powodu nadchodzącego
okresu, ale nie bardzo wierzyłam w to, że moje własne podejrzenia
mogą być prawdą. Od śmierci rodziców nie dostawałam go.
Chodziłam z tym do szpitala wiele razy zaniepokojona swoim układem
hormonalnym. W ciąży jako dziewica być przecież nie mogłam,
chociaż powoli zaczynałam wierzyć w samozapłodnienie. Lekarz
mówił że to z tego całego stresu i szoku z powodu wypadku, i że
w ciągu dłuższego czasu praca mojego układu hormonalnego się
unormuje. Sporo czasu już minęło, a nadal wszystko było tak samo.
Przestawałam wierzyć że kiedykolwiek będę mogła mieć dzieci,
ponieważ stresujące i szokujące sytuacje w moim życiu zdarzały
się ostatnio zadziwiająco często.
W
aucie Nialla znalazłam paczkę papierosów, miętowej gumy do żucia
i kilka długopisów. Byłam wtedy pewna, że Horan tym autem
jeździł. Ale czy było to teraz istotne?
Ból
nasilił się, gdy zatrzymałam się pod wskazanym w telefonie
adresem. Stałam pod starym domem z zaniedbanym podwórkiem. Z
szarych ścian obłaził tynk, było widać czerwone cegły z których
były zbudowane ściany. Wysiadłam z auta kurczowo ściskając w
rękach torbę. Weszłam na szary chodnik, a tuż przede mną
znajdowała się bramka do wejścia na podwórko z zepsutą klamką
zwisającą bezwładnie. Pchnęłam furtkę otwartą dłonią, a ona
odskoczyła gwałtownie. Zadrżałam. Weszłam na podwórko i
nabrałam wątpliwości. Miałam jeszcze chwilę na ucieczkę, bo
byłam pewna, że osobnik zamieszkujący ten usłyszał głośne
brzdęknięcie furtki zamykającej się za mną. Ale... Nie to już
bez sensu. Jeżeli ten cały Louis żył to... Trzeba było go
ratować. Dla Harrego. On tyle dla mnie zrobił, byłam mu coś
winna.
Nie
pamiętam jak szybko znalazłam się pod obdrapanymi, starymi
drzwiami. Zapukałam drżącą dłonią, cały czas trzymając w
drugiej ręce torbę. Bałam się. Cholera jasna.
Usłyszałam
po drugiej stronie szum otwieranych zamków, a już po chwili ktoś
delikatnie uchylił drzwi.
-
Czego? - mruknął.
Zobaczyłam
tylko sporą twarz o łysej głowie. Facet mierzył mnie wzrokiem.
Nie mogłam sobie przypomnieć jego imienia, które Niall dzisiaj
jeszcze wypowiadał podczas rozmowy telefonicznej. Wyraz jego twarzy
był raczej dziecinny, co rozwiało nieco mój strach. Zaczęłam
mieć wątpliwości, czy trafiłam pod dobry adres.
-
Ja.... Przywiozłam okup. - rzuciłam kawę na ławę, przymykając
oczy.
Drzwi
momentalnie otworzyły się na oścież, a facet wciągnął mnie do
środka za nadgarstek. Dlaczego skojarzyło mi się to z Harrym?
Zatrzasnął drzwi i popatrzył na mnie chytrze.
-
Kasa. - wyciągnął ręce.
Spojrzałam
na niego. Chyba nie bardzo obchodziło go to kim jestem, tylko te
pierdolone pieniądze. Drżącymi dłońmi odsunęłam torbę i
wyjęłam z niej 2 pliki banknotów. Podałam mu je, a on łapczywie
je chwycił. Spojrzał na nie i uśmiechnął się nawet ich nie
przeliczając.
-
Kto cie przysłał? - zapytał ostro. - Z tego mi wiadomo, okup miał
dostarczyć ten cały Styles do którego dziś Grave kazał mi
zadzwonić. - splunął na swój własny dywan.
-
Ja... - Zaczęłam, ale spuściłam wzrok.
Bez
zastanowienia wyjęłam ostatni plik banknotów i podałam je
facetowi.
-
Masz. Dla ciebie. Tylko oddaj mi już Tomlinsona i pozwól nam
jechać. - powiedziałam sucho i beznamiętnie, starając się nie
okazywać strachu.
Facet
spojrzał na 25 tysięcy tak, jak wygłodniały pies patrzy na mięso.
Położył 3 pliki banknotów na szafce.
-
Chodź lalunia. - rzucił i ruszył brudnym, najwidoczniej dawno nie
sprzątanym korytarzem przed siebie.
Poszłam
za nim na drżących nogach. Smród wilgoci drażnił mój nos, lecz
czułam coś jeszcze. Znałam ten zapach, ale nie mogłam sobie
skojarzyć, co tę znajomą mi woń wydziela. Zmarszczyłam nos i
skupiłam się tylko i wyłącznie na wyłapaniu źródła owego
zapachu... Ten sam zapach czułam tego dnia, w którym zabili
Adama... Krew.
Zamarłam,
ale nadal szłam za mięśniakiem, dorównując mu kroku na drżących
nogach. Po chwili stanęliśmy przed metalowymi drzwiami do piwnicy.
Facet otworzył je, a ja usłyszałam czyjś cichy i słaby kaszel.
Domyślałam się, że to Louis... Przede mną znajdowały się
długie, zdezelowane i pomalowane niedbale czerwoną farbą również
metalowe schody prowadzące na dół, po których po chwili łysy
facet, którego imienia nawet nie znałam szybko schodził.
Otrząsnęłam
się i zaczęłam iść za nim bojąc się tego co zobaczę... I
słusznie. Osiłek zapalił światło.
Gdy
znalazłam się na dole, nie dostrzegłam niczego ciekawego, póki
dokładniej się nie przyjrzałam. W kącie piwnicy siedział blady,
wychudzony brunet. Miał związane i przetarte do krwi kostki oraz
nadgarstki., a jego posiniaczony tors sprawiał, że bolała mnie
klatka piersiowa od samego patrzenia. Miał liczne strupy na wargach
od ciągłego bicia i czerwone, niewielkie okręgi na torsie, nie
bardzo wiedziałam od czego. W oczy rzucał się duży, najwidoczniej
świeży bo śnieżnobiały bandaż. Podejrzewałam, że to od tego
postrzału.
Tomlinson
patrzył się na mnie z upokorzeniem w oczach, a ja miałam ochotę
je zamknąć, by zaoszczędzić mu wstydu. Strasznie chciałam się
rozpłakać widząc go takiego mimo że nigdy wcześniej go nie
widziałam, nawet nie zamieniłam z nim słowa.
-
Tomlinson, twoje piekło dziś się kończy. - zaśmiał się
sarkastycznie barczysty facet i podszedł do niego i mało delikatnie
zaczął odwiązywać mu ręce.
Bez
zastanowienia podbiegłam do niego i odciągnęłam go widząc, że
Tomlinson ma ochotę krzyczeć z bólu, a żyły na jego szyi robią
się coraz wyraźniejsze.
-
Ja to zrobię... - szepnęłam.
Facet
spojrzał na mnie i zaśmiał się gorzko, a Louis był najwyraźniej
zdezorientowany. Nie chciał, żebym go rozwiązała, czyżby bał
się mnie? Bał się dziewczyny, która ma metr sześćdziesiąt
siedem wzrostu? Nawet nie chciałam wiedzieć co mu robili, aby go
tak zniszczyć.
-
Louis... Nie bój się, zawiozę cię do Harrego. - szepnęłam
kojąco.
Tomlinson
spojrzał na mnie z nadzieją w oczach i wystawił w moją stronę
związane nadgarstki. Uśmiechnęłam się krzywo i zaczęłam
rozwiązywać je najdelikatniej jak potrafiłam. Gdy już to
zrobiłam, moim oczom ukazały się otwarte rany, skrzywiłam się.
Nachyliłam się mocniej i rozwiązałam jego kostki. Widziałam ulgę
w jego oczach mimo że musiało go to kurewsko boleć. Ukucnęłam i
zastanawiałam się, jak pomóc mu wstać. W końcu nadstawiłam mu
ramię. Zarzucił na nie swoją rękę i powoli wstaliśmy. Musiał
mieć strasznie odrętwiałe nogi, ponieważ staliśmy przez chwilę
w bez ruchu by mógł się przyzwyczaić do nowej pozycji swojego
ciała. Sprzecznie ze wszystkimi moimi podejrzeniami, był
zaskakująco lekki. Od jego ciała biła delikatna woń potu, ale
żadnej innej... Czyli na szczęście pozwalali mu korzystać z
łazienki... Ale z tymi ranami musiał mieć z tym okropne trudności.
Bolesne trudności.
-
Możemy iść. - wychrypiał nagle.
Uświadomiłam
sobie, że jak najszybciej muszę dać mu się czegoś napić. Prawie
10 minut wspinaliśmy się po tych schodach, a na każdym stopniu
Louis wydawał z siebie jęknięcie bólu.
Gdy
znaleźliśmy się już w aucie, pomogłam Louisowi usiąść z
przodu i zaczęłam przeszukiwać tył auta Nialla szukając jakieś
bluzy lub czegokolwiek by dać chłopakowi odrobinę komfortu w jego
krępującej sytuacji. Spodnie miał podarte i zakrwawione, ale już
się tym nie martwiłam. Zawiozę go do Harrego, tam się to załatwi.
Otworzyłam
bagażnik w przypływie desperacji... I znalazłam walizkę. Jezu, co
za ulga. Wdrapałam się do dużego bagażnika i otworzyłam ją. Na
wierzchu znalazłam jakąś najzwyklejsza czarną koszulkę. Szybko
ją wyjęłam i wyszłam z bagażnika. Zamknęłam bagażnik i
pobiegłam do otwartych drzwi pasażera tam, gdzie siedział Louis. Z
moją małą pomocą nałożył czarny t-shirt.
-
Kim jesteś? - wychrypiał, gdy podawałam mu butelkę wody, którą
udało mi się wybłagać od porywacza przed wyjściem z jego domu,
który jak się okazało miał na imię Gregory i był raczej...
Tępawy.
-
Ja... Jestem Olivia, można powiedzieć, że worek treningowy
Harrego. - zaśmiałam się bez humoru z własnego sarkazmu.
Louis
zmierzył mnie wzrokiem gdy bardzo powoli unosił butelkę do ust.
Wypił całą wodę jednym haustem, a ja patrzyłam na to w ciszy.
-
Jak to, „worek treningowy"?- zapytał po chwili, gdy już wsiadłam do auta
i odpaliłam pośpiesznie silnik.
Tomlinson
cały czas wił się z bólu na fotelu, lecz mimo to starał się
zachować ze mną kontakt. Jego blade, zapadnięte policzki
sprawiały, że po moim kręgosłupie przechodziły dreszcze
przerażenia.
-
Nie ważne. - szepnęłam – Ja... Może zawiozę cię do szpitala
zanim pojedziemy do Harrego? - zapytałam cicho.
-
Nie! - powiedział głośno i nagle stracił dech w piersiach.
Zaczął
kaszleć i po chwili opadł wyczerpany na fotel. Minęła dłuższa chwila, zanim unormował oddech i wyjaśnił mi swój sprzeciw.
-
Nie, nie do szpitala... Zamknął mnie w kiciu. - szepnął, a ja
kiwnęłam głową niezbyt przekonana do jego upartego postanowienia.
Odjechałam
szybko karcąc się w myślach za to, że nie wzięłam apteczki aby
chociaż trochę uśmierzyć jego ból.
-
Nie masz zakażenia po postrzale? - zapytałam cicho.
Tomlinson
spojrzał na mnie i pokręcił głową przecząco.
-
Gregory nawet dobrze mi to opatrzył... Cholernie bolało, ale jest
okej. Nawet nie wiem, czemu się nade mną ulitował... Ale cóż,
jest nowym gnojkiem na posyłki Grave'a. - syknął i zacisnął
szczękę. - Czemu Harry nie przyjechał zamiast ciebie? - szepnął.
-
Bo... Bo można powiedzieć że myśli, że nie żyjesz. - szepcze –
A Grave... Grave to mój przyjaciel, znaczy były przyjaciel, mnie
też chce zabić... Pojechałam dziś do niego dowiedzieć się, o
co w tym wszystkim chodzi.... Podsłuchałam dziś jego rozmowę
przez telefon i dowiedziałam się, że jednak żyjesz... Więc
pojechałam po ciebie. Ukradłam mu kasę na okup z sejfu. -
szepnęłam.
-
Dlaczego? - zapytał słabo.
Wywróciłam
oczyma i zatrzymałam się na czerwonym świetle.
-
Jestem to winna Harremu za jego pomoc.. - westchnęłam przeciągle - I szczerze, chciałam utrzeć nosa
Horanowi... Za wszystko co mi zrobił.
Louis
patrzył na mnie i delikatnie kiwnął głową.
-
Jesteś kurewsko odważną laską.- złapał się z
charakterystycznym syknięciem za obandażowane ramię.
-
Nie jestem. - mruknęłam i ponownie nacisnęłam pedał gazu, gdy
zielona dioda mignęła na światłach.
Louis
już do końca podróży się nie odzywał. Po prostu zasnął. Nie
dziwiłam mu się. Podejrzewałam, że ten cały czas siedział na
niewygodnej, twardej ziemi i tak tez musiał spać, więc mięciutki,
skórzany fotel musiał być dla niego wybawieniem.
Zatrzymałam się pod domem Harrego. Zaczęłam
delikatnie szturchać Louisa, aby się obudził. Uważałam na jego
siniaki, które był praktycznie wszędzie. Już myślałam, że go
nie dobudzę tymi delikatnymi kuksańcami, ale w końcu brunet
otworzył oczy.
- Jesteśmy – szepnęłam i wysiadłam z auta.
Nadal nie mogłam uwierzyć, że odbiłam dilera
narkotykowego z rąk porywaczy. Może Louis miał racje i faktycznie
byłam „kurewsko odważna”.
Pomogłam delikatnie wysiąść Louisowi i stanęliśmy
na chodniku. Księżyc już dawno świecił na niebie, a my powoli
szliśmy w stronę drzwi. Tomlinson kuśtykał tuż obok mnie,
podpierając się o moje ramię. Jeszcze chwilę tak było, ale nagle
poczułam, że brunet zatrzymuje się i w ciszy osuwa na ziemię.
Próbowałam go podtrzymać, ale najzwyczajniej w świecie nie miałam
sił.
- Harry! - krzyknęłam, a już po kilkunastu sekundach,
które wydawały się dla mnie wiecznością drzwi otworzyły się,
a w progu stanął brunet.
- Olivia! - krzyknął, a jego sylwetka była prawie
niewidoczna na ciemnym ganku. - Lou... Louis? - dodał jąkając się
z niedowierzaniem, a ja osunęłam się na ziemię.
Wzięłam głowę Louisa na kolana, żeby nie uderzył
nią o ziemię. Po moich policzkach ściekały gorące łzy.
Patrzyłam no pobitą i bladą twarz chłopaka oświetlaną przez
księżyc i zamknęłam oczy czując, że nie wytrzymam tego widoku
bez wybuchnięcia płaczem. Szybkie kroki Harrego był coraz
głośniejsze. Już po chwili Styles unosił Louisa do góry za
ramiona, a ja podniosłam się wraz z nim. Tomlinson ocknął się i
przytrzymał na ramieniu bruneta, głośno kaszląc i plując krwią
na trawnik.
Styles wszedł do środka a ja za nim. Zamknęłam za
nami drzwi i cała się trzęsłam. Pociągnęłam nosem. Już nie
pachniało tu miętą jak po południu – czułam tylko ostry zapach
wódki i papierosów. Zakręciło mi się od tego wszystkiego w
głowie i jak we śnie podążyłam z nimi do salonu. Louis już
leżał na kanapie, a Harry zaczął go rozbierać aż do bokserek.
Widok, jaki ujrzałam przerósł moje oczekiwania. Wszędzie na
nogach miał rany, które pootwierały się od chodzenia – ściekała
z nich krew, plamiła szkarłatnymi plamami kanapę.
Harry nawet na mnie nie spojrzał, był zbyt zajęty
odwijaniem bandaża z ramienia Louisa. Jego oczy świeciły się od
łez jak koraliki, a policzki były rumiane jakby spaliły się na
słońcu, Najwidoczniej był zszokowany tym, że on jednak żyje i
leży przed nim na wpół przytomny, sama nie wiedziałam wtedy czy
nie na wpół martwy. Wiedziałam, że na razie jestem na drugim
planie, więc muszę jakoś pomóc w opatrywaniu ran, aby się na
cokolwiek teraz przydać.
Pobiegłam więc do łazienki w ciszy po apteczkę, na
szczęście wiedziałam gdzie jest. Mimo, że miałam ochotę
wybuchnąć płaczem i skulić się na ziemi, postanowiłam pozostać
twarda i wziąć się w garść. Już za dużo razy okazywałam
słabość.
Alihaklsfhkaughsfukagfukasgf zaraz będzie 5 tysięcy wyświetleń, jaram się! :D Boże ten rozdział jest chyba taki... Hym... Przełomowy? tak, tak bym go nazwała :D
Siedziałam wczoraj do 1 w nocy i pisałam go dla was, nie mogłam zostawiać was w takiej niepewności pyszczki :)
Zastanawiam się ostatnio kto umarł w Chillsie (3 część to frozen bite czy jakoś kurwa tak, nie ważne) i obstawiam Amber XD z początku myślałam, że to Victoria, ale no co, nie ma Zayna bez Re XD
i przeżywam nowy rozdział knockouta. tak cholernie chciałam żeby Harry zobaczył Bo.. alshailfhsailfhilashfilashfilah kurwa mać
Dobra, odłóżmy mój fangirlizm na później
endżoj
koment, si ju lejter
aj lof ju
Alihaklsfhkaughsfukagfukasgf zaraz będzie 5 tysięcy wyświetleń, jaram się! :D Boże ten rozdział jest chyba taki... Hym... Przełomowy? tak, tak bym go nazwała :D
Siedziałam wczoraj do 1 w nocy i pisałam go dla was, nie mogłam zostawiać was w takiej niepewności pyszczki :)
Zastanawiam się ostatnio kto umarł w Chillsie (3 część to frozen bite czy jakoś kurwa tak, nie ważne) i obstawiam Amber XD z początku myślałam, że to Victoria, ale no co, nie ma Zayna bez Re XD
i przeżywam nowy rozdział knockouta. tak cholernie chciałam żeby Harry zobaczył Bo.. alshailfhsailfhilashfilashfilah kurwa mać
Dobra, odłóżmy mój fangirlizm na później
endżoj
koment, si ju lejter
aj lof ju

Najlepszy rozdział.
OdpowiedzUsuńSuper, super.
@lou_my_angel
Zajebisty rozdział nie umiem sie doczekać dalszej części fjcejejchgjejsjsjahc :D xx @wilk_julia
OdpowiedzUsuńOk ok *o* to jest genialne *-* biedny lou :'( błagam niech on przeżyje :'( idę ryczeć bye :''''((
OdpowiedzUsuńnajlepszy rozdział.
OdpowiedzUsuńciekawe czy Hazza wynagrodzi to Liv.
co zrobi Grave?
chcę kolejny rzdział kjfdfsd
aj low ju tu.
OdpowiedzUsuńajdjfbejabsuwhshaue ja fangirluje przez te opowiadanie!
kocham cie dziewczynoo!
czekam na nastepny xxx
Swietne .xx
OdpowiedzUsuńJuz sie boje co bedzie jak Horan wroci @emili_sd
Niesamowity rozdział ! Ależ tam się dzieje !
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny xx / @loczekxx
Kochana, ale Ty masz talent. Serio potrafisz budować napięcie. Czasem domyślałam się, co zaraz się wydarzy, ale oprócz tego jest idealnie. :)
OdpowiedzUsuńSuper! Nie mogę się doczekać następnego rozdziału i jestem ciekawa co zrobi Niall jak się dowie. @_xoxanna
OdpowiedzUsuńAksgsksshsjsgka o kurwaaaaaa japierdole
OdpowiedzUsuńOlivia chce płakać ale nie musi ja poplacze za nią
Kurwaa jak ja kocham to ff
Zdecydowanie the best kooochaaaam
Ja chce juz neexxttttt>>>>
OdpowiedzUsuńJeju no nie mogę, kocham to!
OdpowiedzUsuńNie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, oby był jak najszybciej! ! :))
jejjuuuu nie mogę !!! ale super! Olivia go uratowała a Harry się popłakał :< [prawie] Ojej i jeszcze jeden rozdział i będzie 20 a wtedy ja wiem co będzie i czekam na to niecierpliwie ;) KOCHAM CIĘ ♥
OdpowiedzUsuń@trouvdag
Jednak Zmiana planów, 21 rozdział
UsuńKurczę ;/ jeszcze więcej czekania ale wiem że warto ♥ kocham to opowiadanie aww ♥
UsuńWow to było super,.Masz talent do pisania opowiadań. Te emocje...
OdpowiedzUsuńto było świetne :)
I ja tez czekam na nowy rozdział knockout :D
aaaa
Raczej ich male DZIECKO(?) plod(?) ciaza(?) umarlo co nie?
OdpowiedzUsuń