Jękniecie
niezadowolenia wydostało się z moich spierzchniętych ust, kiedy
irytująca melodyjka dzwonka wydostawała się jednostajnie z mojego
telefonu, wyrywając mnie z błogiego snu. Kilka leniwych obrotów na
łóżku wystarczyło, żebym rozbudziła się i uświadomiła sobie,
że telefon jednak dzwoni i muszę go odebrać. Wymacałam lewą
dłonią telefon. Chwyciłam go, ale podłączona do niego ładowarka
nie pozwoliła mi przyciągnąć go do ucha. Podniosłam się i
przetarłam zaspane oczy. Wyjęłam bolec ładowarki z telefonu i
odebrałam go chyba z ostatniej chwili, bo po drugiej stronie
usłyszałam lekko już podirytowany, męski głos.
- Miejska komenda
policji, czy to pani Olivia Prince? - zapytał, a ja przetarłam
czoło jeszcze nieco zaspana.
Kiwnęłam głową,
a gdy uświadomiłam sobie, że to raczej do niego nie dotrze,
powiedziałam tylko:
- Ta...
- Czy mogłaby
pani zjawić się na komisariacie? Mamy nowe informacje w sprawie
śmierci pani brata.
Wzdrygnęłam się
niespokojnie i poczułam falę łez słysząc słowa „Śmierć” i
„Pani Brata”. Wstałam z łóżka stawiając stopę na pustym
kartonie który wgniótł się pod jej wpływem. Przeklęłam pod
nosem, i słysząc mlasknięcie komendanta pełne dezaprobaty
szepnęłam.
- Przepraszam....
Tak, zaraz będę. - rozłączyłam się.
Jedna, pojedyncza
zabłąkana łza spłynęła po moim policzku.
- Bądź Ślina...
- szepnęłam idąc do łazienki.
Mijając kalendarz
na korytarzu dostrzegłam, że mam dzisiaj zmianę na 8:30. Nie ma
bata, nie zdążę. Wróciłam się po telefon i wykręciłam numer o
Betty, mojej 50 letniej szefowej. Bardzo miła kobieta. Była dla
mnie jak druga matka.
Przyłożyłam
telefon do ucha, a po drugiej stronie usłyszałam jakiś hit z lat
sześćdziesiątych zamiast standardowego dzwonka telefonu. Cała
Betty.
- Halo? -
usłyszałam jej głos.
- Betty? Tu Liv. -
powiedziałam cicho.
- Oh, cześć
skarbie. - powiedziała smutno – Jak się czujesz kochana? -
zapytała z troską.
Od kiedy umarł
Adam Betty strasznie się o mnie martwiła. Ona sama niedawno
straciła męża chorego na raka i to ja ją pocieszałam. Chyba
chciała pozbyć się długu wdzięczności, ale wydaje mi się, że
raczej po prostu była jak babcia- dobra, miła i opiekuńcza.
- Dobrze Betty...
Słuchaj, czy mogłabym wziąć dzisiaj wolne? Wzywają m,nie na
komisariat.
- Oczywiście. W
sumie to ja mogę dziś wziąć zmianę za ciebie kochanie. - nie
byłam pewna, ale chyba się uśmiechnęła.
- Dziękuje,
jesteś wspaniała. - rozłączyłam się.
Odłożyłam
telefon i pobiegłam do łazienki. Musiałam się pośpieszyć.
Chciałam jak najszybciej znaleźć się na komisariacie i dowiedzieć
tego, co mieli mim do powiedzenia policjanci.
* * *
Szary
korytarz komisariatu wyłożony białym linoleum ciągnął się w
nieskończoność gdy szłam w stronę pokoju przesłuchań, do
którego miałam się zgłosić. Byłam przerażona. Pokój ten był
przeznaczony dla skazanych, prawda? Po co ja byłam tam potrzebna?
Moje
kolana był jak z galaretki. Bałam się, że niekontrolowanie wyrżnę
jak długa o ziemię, ale na szczęście udało mi się dojść do
ciężkich, drewnianych drzwi bez żadnych wypadków po drodze.
Przejechałam dłonią po grubym skrzydle drzwiowym i nacisnęłam
umorusaną czymś klamkę. Weszłam do środka. Pomiędzy czterema
pustymi ścianami stał stolik, a przy nim dwa krzesła po obu jego
stronach. Na jednym z nich siedziała smukła, nieco pochylona nad
stolikiem postać w brązowej, skórzanej i nieco wytartej kurtce.
Mężczyzna notował coś przy świetle lampki w swoim białym
notesie, lecz po chwili podniósł na mnie wzrok.
- Panna
Prince... - powiedział miękkim, wręcz denerwującym tonem.
Wstał
i podszedł do drugiego krzesła, odsuwając je szarmancko. Zabrał
ode mnie torebkę i położył ja pod stołem. Usiadłam przy stoliku
pokierowana skinieniem jego ręki. Stres owładną mnie. Chyba już
nawet pachniałam nutką zestresowania i perfum fiołkowych.
- A
więc... Jestem detektyw Homesby. Andrew Homesby. - usiadł naprzeciw
mnie.
Jego
ton głosu był miękki i miły. Uśmiechnęłam się lekko, czując
się mniej osaczona przez ściany, kiedy mówił do mnie takim tonem.
Wydawał mi się bardzo miły.
Szkoda
tylko że okazał się być totalnym fagasem.
Momentalnie
ogromna lampa została nakierowana na moje zaspane oczy, które
momentalnie zamknęłam. Zasłoniłam ej dodatkowo rękoma. Cholernie
mocno świeciła ta lampa.
- W
szafce twojego brata znaleźliśmy narkotyki i 10 tysięcy funtów,
co wiesz na ten temat? - zapytał ostro, a każdego jego słowo
płynęło w rzece pogardy.
Przygryzłam
wargę nadal nie chcąc otwierać oczu. W końcu to zrobiłam, a
światło sprawiło, że moje oczy przeszył palący ból. Każda
moja myśl krążyła teraz wokoło tej sumy pieniędzy... Dziesięć
tysięcy. Powiedziałby mi... Narkotyki? Nie, to nie Adam. Nie on.
Kaszlnęła czując suchość w gardle. Sięgnęłam po szklankę
wody stojącą na stole, ale została brutalnie wytrącona mi z ręki
przez Homesby'iego. Chłodna woda rozlała się po stoliku, mocząc
jego notatnik, ale chyba się tym nie przejął, bo nadal mierzył
mnie wzrokiem. . Pojedyncze kropelki wody skapywały ze stołu na
idealnie czyste linoleum.
-
Gadaj! - jego ostry głos przeszył mnie na wskroś.
Podrapałam
się nerwowo po szyi.
- Nic
nie wiem. - powiedziałam pewnie, zaciskając dłonie na krawędzi
stołu.
-
Czyżby? W jego notatniku znaleźliśmy notatkę „Dać pieniądze
dla Olivii.” Po co ci były te pieniądze?
-
Przysięgam, nie wiem skąd on miał te pieniądze i dlaczego chciał
mi je dać. - powoli traciłam cierpliwość.
Pokręcił
zniesmaczony głową. Uniósł rękę i uderzył pięścią w stół,
dając mi do zrozumienia,że jego cierpliwość również ma granice.
Jego usta szeptały coś nieskładnie.
- W
takim razie... Powiedz mi co wiesz. - warknął spuszczając wzrok.
Przełknęła
gulę, która uformowała się w moim gardle i otworzyłam usta. W
moim gardle było coraz bardziej sucho ze stresu i strachu.
- Chcę
mi się pić. Mam wodę w torebce. - szepnęłam ignorując jego
prośbę.
Prychnął
pogardliwie i podniósł moją torebkę. Bez pardonu zaczął w niej
grzebać. Wyjął butelkę wody i podał mi ją niezbyt kulturalnie,
ponieważ potoczyła się po stole i wylądowała na ziemi, tocząc
się do drzwi. Wstała i podeszła do niej. Chwyciłam ja w palce i
ponownie usiadłam przy stoliku. Odkręciłam błękitny korek i
upiłam łyk wody czując, jak zimny płyn rozlewa mi się po gardle
i przynosi ulgę. Odstawiłam butelkę i zakręciłam na niej korek.
Przetarłam usta wierzchem dłoni i spojrzałam na Homesby'iego,
który mierzył mnie wzrokiem.
- Co
wiesz? - powtórzył się, a ja westchnęłam.
- Mój
brat był mechanikiem samochodowym, uczciwie zarabiał, czasami dawał
mi 10 funtów gdy dostał premię. Tyle wiem. - powiedziałam
przygryzając wargę.
-
Polemizowałbym. - warknął Homesby, uderzając opuszkami palców w
blat stolika. - Wydaje mi się, że jesteś taką samą suką, jak
wszystkie te przestępczynie. Nawet mi nie wmawiaj, że ty i ten twój
braciszek nie sprzedawaliście narkotyków!
Jego
słowa mnie dotknęły. Głęboko. Moje oczy napełniły się łzami
kiedy zdałam sobie sprawę, co właśnie powiedział. Coraz bardziej
byłam pewna tego, że Adam jednak sprzedawał te jebane narkotyki.
Ale dlaczego chciał mi dać te pieniądze? Nie były mi potrzebne.
Po co wplątał się to całe gówno? Tera by żył, i był ze mną...
Rozstawało jeszcze pytanie, czemu ci psychopaci chcieli też zabić
mnie? Może dowiedzieli się, że Adam chciał mi przekazać
pieniądze i myślą, że je mam? Przecież dziesięć tysięcy
funtów to nie jest mało, nigdy nie miałam tyle w rękach. Nie
wzięłabym tylu pieniędzy od Adama, nawet bym na nie nie spojrzała.
Kilka
łez spłynęło mi po policzkach. Normalnie bym je powstrzymała,
ale nie miałam już siły. Kręciło mi się w głowie. To za dużo
jak dla mnie. O wiele za dużo.
Spojrzałam
na Homesby'iego.
Na jego
ręce dostrzegłam wystające, bladoniebieskie żyły. Wzdrygnęłam
się. Albo był zły albo sama już nie wiem.
Przepełniła
mnie euforia, kiedy drzwi otworzyły się z charakterystycznym
skrzypem. Stanął w nich gruby, przysadzisty policjant. Trzymał w
ręce jakąś teczkę.
- Panno
Prince, jest pani wolna. Przesłuchanie skończone. - mruknął do
mnie Homebsy, ponaglając mnie swoim morderczym spojrzeniem.
Bez
wahania wstałam, zgarnęłam torebkę i w ekspresowym tempie
opuściłam pokój przesłuchań. Miałam wrażenie, że zaraz cały
świat zawali mi się na głowę. Śmierć Adama, narkotyki... Co
jeszcze do cholery? Nie widziałam żadnej jasnej i przejrzystej
rzeczy w tej całej sytuacji, a mój żołądek skręcał się na
wszystkie strony ze stresu i głodu. Nogi mi się plątały, kiedy z
zaszklonymi od łez oczyma przemierzałam szary korytarz, aby w końcu
zatrzymać się pod drzwiami. Pchnęłam je i już nieco pewniej
opuściłam komisariat policji.
Tyle że
chyba moje łzy również nabrały pewności siebie i już
strumieniami lały się po moich policzkach. Tyle zostało z mojej
odwagi i stabilności psychicznej. Nic, null, zero.
Delikatnie
stąpałam po szarych, nieco wyszczerbionych betonowych schodach.
Prosiłam Boga żeby zesłał na mnie grom, bo to by było dla mnie
jak wybawienie. Szkoda tylko, że Bóg miał chyba coś na głowie,
bo pozwolił mi spokojnie ruszyć przed siebie.
* * *
W
połowie drogi dopadła mnie myśl, że ktoś mnie może obserwować.
Wiedzieć, gdzie mieszkam, co robię w wolnym czasie, gdzie pracuję.
Ta myśl wywiercała mnie od środka. Zaczynałam się bać o własne
życie, które i tak było już szare i bez wyrazu.
Łzy
cały czas nawilżały moje spuchnięte oczy. Ciężko było mi
mrugać, tak bardzo spuchły mi powieki. Spuściłam głowę widząc
w oddali przede mną jakąś zamazaną postać. Nie chciałam pokazać
komukolwiek, że jestem słaba i najzwyczajniej w świecie płaczę.
Nie miałam jednak pojęcia, że ktoś stanie mi na drodze.
Przymknęłam
powieki pozwalając łzom spływać po moich policzkach, gdy nagle
wpadłam na kogoś, kogo naprawdę nie miałam ochoty oglądać.
-
Uważaj jak leziesz, pokrako! - usłyszałam nad sobą, a delikatny
podmuch wiatru rozwiał moje włosy, gdy podniosłam głowę.
Harry
przyglądał mi się z zaciekawieniem i lekko przechylił głowę na
bok tak, jakby chciał mi się bliżej przyjrzeć. Jego blade wargi
ułożyły się w cienką linię dając mi do zrozumienia, ze
wyglądam co najmniej zaskakująco. Co jak co, ale on nie miał
prawa zobaczyć mnie zapłakanej. Nie zniosłabym jego chamskich
docinek. Styles, ku mojemu zaskoczeniu, uniósł swoje duże dłonie
i chwycił nimi moje policzki. Otarł delikatnie moje łzy kciukami,
i uśmiechnął się do mnie pogodnie. Wyglądało to dość
żałośnie. Chyba rzadko się uśmiechał. Mimo to poczułam, że
robi mi się cieplej na sercu, kiedy jego chłodne dłonie przynoszą
ulgę moim rozgrzanym od płaczu policzkom.
Szkoda,
że wszystko co dobre szybko się kończy.
Nagle
puścił moje policzki i schował dłonie do kieszeni skórzanej
kurtki dając mi znak, że wyczerpał swój roczny zasób czułości.
- Nie
rycz już. - mruknął swoim codziennym tonem i potrząsnął głową.
Prychnęłam.
„Nie rycz już”... Serio Harry? Mimo to przestałam płakać.
Ktoś ustawił mnie w końcu do pionu. Można powiedzieć, że Harry
wymierzył mi mentalny policzek. Dobrze mi to zrobiło.
-
Zawieźć cie do domu? - zapytał ochryple, a jego włosy opadły mu
na czoło, gdy podniósł na mnie wzrok.
- O ile
mi wiadomo to przyszedłeś tu piechotą. - mruknęłam.
Wywrócił
oczyma i poprawił włosy, które najwidoczniej zasłaniały mu pole
widzenia. Uniósł prawą dłoń i wskazał nią na ulicę. Po
drugiej stronie stało czarne, błyszczące auto. Nie za nowe, ale
bardzo zadbane.
- To
jak? - mruknął, patrząc na mnie wyczekująco.
Kiwnęłam
głową wzdychając ciężko. Przeszliśmy przez ulicę, a Styles
otworzył przede mną drzwi tuż obok kierowcy. Wsiadłam do środka
nieco uchylając głowę. Auto pachniało jodłą. Spojrzałam na
odświeżacz wiszący na lusterku. Zielone drzewko zabawnie chwiało
się na cienkim sznureczku. Wyciągnęłam rękę i otworzyłam
lusterko dla pasażera . Przejrzałam się w nim i otworzyłam
szeroko usta. Zaczęłam desperacko przeczesywać włosy i przecierać
spuchnięte powieki. Kiedy udało mi się nieco poprawić w moim
wyglądzie, za lusterkiem dostrzegłam zdjęcie Harrego z jakimś
chłopakiem. Wyciągnęłam je i przyjrzałam się mu dokładnie. Pokręciłam głową z niedowierzaniem a moje usta uformowały się literę "o".
Styles
wsiadł do auta i zmarszczył brwi.
- Skąd
to masz? - zapytał zabierając mi zdjęcie.
- Tu
było. - wskazałam na lusterko nieco odstające od powłoki.
Westchnął
i wetknął zdjęcie z powrotem na miejsce nachylając się nade mną.
Poczułam jego zniewalający zapach i wzdrygnęłam się nieco.
Na usta
cisnęło mi się jedno pytanie.
-
Jesteś gejem? - zapytałam niepewnie bawiąc się palcami.
Zaśmiał
się dźwięcznie.
-
Wyglądam ci na geja? - mruknął rozbawiony.
Wzruszyłam
ramionami i zlustrowałam go wzrokiem.
- Może
odrobinkę. To zdjęcie mówi samo za siebie. - szepnęłam.
Sekunda.
Nie minęła jedna sekunda a usta Harrego znalazły się na moich,
przyprawiając mnie o zawrót głowy. Delikatnie oddałam pocałunek
nie wiedząc, co innego mogłabym w takiej sytuacji zrobić.
Szczerze, podobało mi się to. Jego oddech dostawał się do moich ust sprawiając, że czułam się coraz słabiej.
Nie
minęła druga, cholernie długa sekunda a Harry rozłączył nasze
wargi i zachichotał.
- Teraz
wyglądam ci na geja? - odpalił silnik.
Nic nie
mówiłam, a moje mięśnie zesztywniały. Pokręciłam po chwili
mechanicznie głową, a on uśmiechnął się.
-
Głupia. - mruknął i odjechał.
- Nie
chcesz mojego adresu? - zapytałam cicho
- Znam
twój adres. - spojrzał na mnie i się zaśmiał. - Niall. -
odpowiedział na moje drugie pytanie, nawet nie wiedząc, jak ono
brzmiało.
Zacisnęłam
szczękę. Przysięgam, przywalę Horanowi lampką w głowę jak go spotkam.
Rozdział pojawi się za tydzień w sobotę :) Zachęcam do pozostawienia komentarza :P

aww zniecierpliwiona czekam na następny <33
OdpowiedzUsuńSuper czekam na nexta :D @wilk_julia
OdpowiedzUsuńczekam na następny, jeju! :D
OdpowiedzUsuńsuper ,czekam na next :D
OdpowiedzUsuńWow, to jest na serio dobre :D Czekam na nn :) @Gagrasia
OdpowiedzUsuńomg! czekam na nn ♥ aww pocałował ją XD
OdpowiedzUsuń@trouvdag
Szczerze to też się tym jaram że tak napisałam XDDDD
UsuńObserwuję :D Bardzo mi się podoba !
OdpowiedzUsuńxoxo Marta_Kupiec
Świetny !! Czekam na następny ;3
OdpowiedzUsuńŚwietny styl, naprawdę masz potencjał! Niestety całość jest dla mnie trochę zbyt dramatyczna (chodzi o wydarzenia), generalnie nie przepadam za fanfikami pisanymi jako kryminały. Chyba nie będę czytać dalej, ale wiedz że to absolutnie nie jest Twoja wina :)
OdpowiedzUsuńDzięki za szczerą opinię :) Na takich zależy mi najbardziej <3
UsuńSuper rozdział! Jedno z moich ulubionych ff :)
OdpowiedzUsuńKurcze.. No blog świetny. Strasznie wciągający.. i pisany niemonotonnym językiem;) mówi ci to mól książkowy więc uwierz ze mam rację.. no i jesteś świetna ;) niecierpliwie będę odliczać dni do następnego rozdziału! powodzenia w pisaniu :*
OdpowiedzUsuńPokochałam to opowiadanie !
OdpowiedzUsuńCzekałam na ten moment :D świetny rozdział xx @Nann_loves1D
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba :) Czekam na nn xx
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba ;)
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością będę czekać na następny rozdział ;)
Pozdrawiam xxx
Świetnie piszesz. Tak bardzo dokładnie aż chcę się jeszcze. Bardzo wciągające :) czekam na kolejne rozdziały :))
OdpowiedzUsuńPodoba mi się, cudnie piszesz
OdpowiedzUsuńPierwsze dwa rozdziały były nieco przytłaczające,takie ciężkie. Ten już o wiele lepszy,ale jednak jeszcze mu czegoś brakuje.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny,mam nadzieję,że się na nim nie zawiodę! Wierzę w Ciebie,bo masz potencjał. Staraj się po prostu mniej skupiać na śmierci Adama i emocjonalności Liv,a będzie dobrze :)
@foryoudear7
Po prostu epickie! :D
OdpowiedzUsuńSuper! naprawde :) - @emili_sd
OdpowiedzUsuńPisz dalej jest świetne nie mogę doczekać się następnych rozdziałów.x
OdpowiedzUsuńciekawa fabuła,oschły Harry jest dość intrygujący :) czekam na więcej :D
OdpowiedzUsuńciekawe ;)
OdpowiedzUsuńGenialny rozdział.
OdpowiedzUsuńUu świetne ^·^
OdpowiedzUsuńczekam tylko aż-zimny Harry- pokaże swoją dobrą strone, chociaż ta jego zła natura jest intrygująca ;)
Harry ma jakieś wahania nastrojów, jak kobieta w ciąży :D raz jest kochany, a raz ma się ochotę go po prostu zabić. Kocham to!
OdpowiedzUsuń