sobota, 15 marca 2014

Rozdział 3

Jękniecie niezadowolenia wydostało się z moich spierzchniętych ust, kiedy irytująca melodyjka dzwonka wydostawała się jednostajnie z mojego telefonu, wyrywając mnie z błogiego snu. Kilka leniwych obrotów na łóżku wystarczyło, żebym rozbudziła się i uświadomiła sobie, że telefon jednak dzwoni i muszę go odebrać. Wymacałam lewą dłonią telefon. Chwyciłam go, ale podłączona do niego ładowarka nie pozwoliła mi przyciągnąć go do ucha. Podniosłam się i przetarłam zaspane oczy. Wyjęłam bolec ładowarki z telefonu i odebrałam go chyba z ostatniej chwili, bo po drugiej stronie usłyszałam lekko już podirytowany, męski głos.
- Miejska komenda policji, czy to pani Olivia Prince? - zapytał, a ja przetarłam czoło jeszcze nieco zaspana.
Kiwnęłam głową, a gdy uświadomiłam sobie, że to raczej do niego nie dotrze, powiedziałam tylko:
- Ta...
- Czy mogłaby pani zjawić się na komisariacie? Mamy nowe informacje w sprawie śmierci pani brata.
Wzdrygnęłam się niespokojnie i poczułam falę łez słysząc słowa „Śmierć” i „Pani Brata”. Wstałam z łóżka stawiając stopę na pustym kartonie który wgniótł się pod jej wpływem. Przeklęłam pod nosem, i słysząc mlasknięcie komendanta pełne dezaprobaty szepnęłam.
- Przepraszam.... Tak, zaraz będę. - rozłączyłam się.
Jedna, pojedyncza zabłąkana łza spłynęła po moim policzku.
- Bądź Ślina... - szepnęłam idąc do łazienki.
Mijając kalendarz na korytarzu dostrzegłam, że mam dzisiaj zmianę na 8:30. Nie ma bata, nie zdążę. Wróciłam się po telefon i wykręciłam numer o Betty, mojej 50 letniej szefowej. Bardzo miła kobieta. Była dla mnie jak druga matka.
Przyłożyłam telefon do ucha, a po drugiej stronie usłyszałam jakiś hit z lat sześćdziesiątych zamiast standardowego dzwonka telefonu. Cała Betty.
- Halo? - usłyszałam jej głos.
- Betty? Tu Liv. - powiedziałam cicho.
- Oh, cześć skarbie. - powiedziała smutno – Jak się czujesz kochana? - zapytała z troską.
Od kiedy umarł Adam Betty strasznie się o mnie martwiła. Ona sama niedawno straciła męża chorego na raka i to ja ją pocieszałam. Chyba chciała pozbyć się długu wdzięczności, ale wydaje mi się, że raczej po prostu była jak babcia- dobra, miła i opiekuńcza.
- Dobrze Betty... Słuchaj, czy mogłabym wziąć dzisiaj wolne? Wzywają m,nie na komisariat.
- Oczywiście. W sumie to ja mogę dziś wziąć zmianę za ciebie kochanie. - nie byłam pewna, ale chyba się uśmiechnęła.
- Dziękuje, jesteś wspaniała. - rozłączyłam się.
Odłożyłam telefon i pobiegłam do łazienki. Musiałam się pośpieszyć. Chciałam jak najszybciej znaleźć się na komisariacie i dowiedzieć tego, co mieli mim do powiedzenia policjanci.

* * *

Szary korytarz komisariatu wyłożony białym linoleum ciągnął się w nieskończoność gdy szłam w stronę pokoju przesłuchań, do którego miałam się zgłosić. Byłam przerażona. Pokój ten był przeznaczony dla skazanych, prawda? Po co ja byłam tam potrzebna?
Moje kolana był jak z galaretki. Bałam się, że niekontrolowanie wyrżnę jak długa o ziemię, ale na szczęście udało mi się dojść do ciężkich, drewnianych drzwi bez żadnych wypadków po drodze. Przejechałam dłonią po grubym skrzydle drzwiowym i nacisnęłam umorusaną czymś klamkę. Weszłam do środka. Pomiędzy czterema pustymi ścianami stał stolik, a przy nim dwa krzesła po obu jego stronach. Na jednym z nich siedziała smukła, nieco pochylona nad stolikiem postać w brązowej, skórzanej i nieco wytartej kurtce. Mężczyzna notował coś przy świetle lampki w swoim białym notesie, lecz po chwili podniósł na mnie wzrok.
- Panna Prince... - powiedział miękkim, wręcz denerwującym tonem.
Wstał i podszedł do drugiego krzesła, odsuwając je szarmancko. Zabrał ode mnie torebkę i położył ja pod stołem. Usiadłam przy stoliku pokierowana skinieniem jego ręki. Stres owładną mnie. Chyba już nawet pachniałam nutką zestresowania i perfum fiołkowych.
- A więc... Jestem detektyw Homesby. Andrew Homesby. - usiadł naprzeciw mnie.
Jego ton głosu był miękki i miły. Uśmiechnęłam się lekko, czując się mniej osaczona przez ściany, kiedy mówił do mnie takim tonem. Wydawał mi się bardzo miły.
Szkoda tylko że okazał się być totalnym fagasem.
Momentalnie ogromna lampa została nakierowana na moje zaspane oczy, które momentalnie zamknęłam. Zasłoniłam ej dodatkowo rękoma. Cholernie mocno świeciła ta lampa.
- W szafce twojego brata znaleźliśmy narkotyki i 10 tysięcy funtów, co wiesz na ten temat? - zapytał ostro, a każdego jego słowo płynęło w rzece pogardy.
Przygryzłam wargę nadal nie chcąc otwierać oczu. W końcu to zrobiłam, a światło sprawiło, że moje oczy przeszył palący ból. Każda moja myśl krążyła teraz wokoło tej sumy pieniędzy... Dziesięć tysięcy. Powiedziałby mi... Narkotyki? Nie, to nie Adam. Nie on. Kaszlnęła czując suchość w gardle. Sięgnęłam po szklankę wody stojącą na stole, ale została brutalnie wytrącona mi z ręki przez Homesby'iego. Chłodna woda rozlała się po stoliku, mocząc jego notatnik, ale chyba się tym nie przejął, bo nadal mierzył mnie wzrokiem. . Pojedyncze kropelki wody skapywały ze stołu na idealnie czyste linoleum.
- Gadaj! - jego ostry głos przeszył mnie na wskroś.
Podrapałam się nerwowo po szyi.
- Nic nie wiem. - powiedziałam pewnie, zaciskając dłonie na krawędzi stołu.
- Czyżby? W jego notatniku znaleźliśmy notatkę „Dać pieniądze dla Olivii.” Po co ci były te pieniądze?
- Przysięgam, nie wiem skąd on miał te pieniądze i dlaczego chciał mi je dać. - powoli traciłam cierpliwość.
Pokręcił zniesmaczony głową. Uniósł rękę i uderzył pięścią w stół, dając mi do zrozumienia,że jego cierpliwość również ma granice. Jego usta szeptały coś nieskładnie.
- W takim razie... Powiedz mi co wiesz. - warknął spuszczając wzrok.
Przełknęła gulę, która uformowała się w moim gardle i otworzyłam usta. W moim gardle było coraz bardziej sucho ze stresu i strachu.
- Chcę mi się pić. Mam wodę w torebce. - szepnęłam ignorując jego prośbę.
Prychnął pogardliwie i podniósł moją torebkę. Bez pardonu zaczął w niej grzebać. Wyjął butelkę wody i podał mi ją niezbyt kulturalnie, ponieważ potoczyła się po stole i wylądowała na ziemi, tocząc się do drzwi. Wstała i podeszła do niej. Chwyciłam ja w palce i ponownie usiadłam przy stoliku. Odkręciłam błękitny korek i upiłam łyk wody czując, jak zimny płyn rozlewa mi się po gardle i przynosi ulgę. Odstawiłam butelkę i zakręciłam na niej korek. Przetarłam usta wierzchem dłoni i spojrzałam na Homesby'iego, który mierzył mnie wzrokiem.
- Co wiesz? - powtórzył się, a ja westchnęłam.
- Mój brat był mechanikiem samochodowym, uczciwie zarabiał, czasami dawał mi 10 funtów gdy dostał premię. Tyle wiem. - powiedziałam przygryzając wargę.
- Polemizowałbym. - warknął Homesby, uderzając opuszkami palców w blat stolika. - Wydaje mi się, że jesteś taką samą suką, jak wszystkie te przestępczynie. Nawet mi nie wmawiaj, że ty i ten twój braciszek nie sprzedawaliście narkotyków!
Jego słowa mnie dotknęły. Głęboko. Moje oczy napełniły się łzami kiedy zdałam sobie sprawę, co właśnie powiedział. Coraz bardziej byłam pewna tego, że Adam jednak sprzedawał te jebane narkotyki. Ale dlaczego chciał mi dać te pieniądze? Nie były mi potrzebne. Po co wplątał się to całe gówno? Tera by żył, i był ze mną... Rozstawało jeszcze pytanie, czemu ci psychopaci chcieli też zabić mnie? Może dowiedzieli się, że Adam chciał mi przekazać pieniądze i myślą, że je mam? Przecież dziesięć tysięcy funtów to nie jest mało, nigdy nie miałam tyle w rękach. Nie wzięłabym tylu pieniędzy od Adama, nawet bym na nie nie spojrzała.
Kilka łez spłynęło mi po policzkach. Normalnie bym je powstrzymała, ale nie miałam już siły. Kręciło mi się w głowie. To za dużo jak dla mnie. O wiele za dużo.
Spojrzałam na Homesby'iego.
Na jego ręce dostrzegłam wystające, bladoniebieskie żyły. Wzdrygnęłam się. Albo był zły albo sama już nie wiem.
Przepełniła mnie euforia, kiedy drzwi otworzyły się z charakterystycznym skrzypem. Stanął w nich gruby, przysadzisty policjant. Trzymał w ręce jakąś teczkę.
- Panno Prince, jest pani wolna. Przesłuchanie skończone. - mruknął do mnie Homebsy, ponaglając mnie swoim morderczym spojrzeniem.
Bez wahania wstałam, zgarnęłam torebkę i w ekspresowym tempie opuściłam pokój przesłuchań. Miałam wrażenie, że zaraz cały świat zawali mi się na głowę. Śmierć Adama, narkotyki... Co jeszcze do cholery? Nie widziałam żadnej jasnej i przejrzystej rzeczy w tej całej sytuacji, a mój żołądek skręcał się na wszystkie strony ze stresu i głodu. Nogi mi się plątały, kiedy z zaszklonymi od łez oczyma przemierzałam szary korytarz, aby w końcu zatrzymać się pod drzwiami. Pchnęłam je i już nieco pewniej opuściłam komisariat policji.
Tyle że chyba moje łzy również nabrały pewności siebie i już strumieniami lały się po moich policzkach. Tyle zostało z mojej odwagi i stabilności psychicznej. Nic, null, zero.
Delikatnie stąpałam po szarych, nieco wyszczerbionych betonowych schodach. Prosiłam Boga żeby zesłał na mnie grom, bo to by było dla mnie jak wybawienie. Szkoda tylko, że Bóg miał chyba coś na głowie, bo pozwolił mi spokojnie ruszyć przed siebie.

* * *

W połowie drogi dopadła mnie myśl, że ktoś mnie może obserwować. Wiedzieć, gdzie mieszkam, co robię w wolnym czasie, gdzie pracuję. Ta myśl wywiercała mnie od środka. Zaczynałam się bać o własne życie, które i tak było już szare i bez wyrazu.
Łzy cały czas nawilżały moje spuchnięte oczy. Ciężko było mi mrugać, tak bardzo spuchły mi powieki. Spuściłam głowę widząc w oddali przede mną jakąś zamazaną postać. Nie chciałam pokazać komukolwiek, że jestem słaba i najzwyczajniej w świecie płaczę. Nie miałam jednak pojęcia, że ktoś stanie mi na drodze.
Przymknęłam powieki pozwalając łzom spływać po moich policzkach, gdy nagle wpadłam na kogoś, kogo naprawdę nie miałam ochoty oglądać.
- Uważaj jak leziesz, pokrako! - usłyszałam nad sobą, a delikatny podmuch wiatru rozwiał moje włosy, gdy podniosłam głowę.
Harry przyglądał mi się z zaciekawieniem i lekko przechylił głowę na bok tak, jakby chciał mi się bliżej przyjrzeć. Jego blade wargi ułożyły się w cienką linię dając mi do zrozumienia, ze wyglądam co najmniej zaskakująco. Co jak co, ale on nie miał prawa zobaczyć mnie zapłakanej. Nie zniosłabym jego chamskich docinek. Styles, ku mojemu zaskoczeniu, uniósł swoje duże dłonie i chwycił nimi moje policzki. Otarł delikatnie moje łzy kciukami, i uśmiechnął się do mnie pogodnie. Wyglądało to dość żałośnie. Chyba rzadko się uśmiechał. Mimo to poczułam, że robi mi się cieplej na sercu, kiedy jego chłodne dłonie przynoszą ulgę moim rozgrzanym od płaczu policzkom.
Szkoda, że wszystko co dobre szybko się kończy.
Nagle puścił moje policzki i schował dłonie do kieszeni skórzanej kurtki dając mi znak, że wyczerpał swój roczny zasób czułości.
- Nie rycz już. - mruknął swoim codziennym tonem i potrząsnął głową.
Prychnęłam. „Nie rycz już”... Serio Harry? Mimo to przestałam płakać. Ktoś ustawił mnie w końcu do pionu. Można powiedzieć, że Harry wymierzył mi mentalny policzek. Dobrze mi to zrobiło.
- Zawieźć cie do domu? - zapytał ochryple, a jego włosy opadły mu na czoło, gdy podniósł na mnie wzrok.
- O ile mi wiadomo to przyszedłeś tu piechotą. - mruknęłam.
Wywrócił oczyma i poprawił włosy, które najwidoczniej zasłaniały mu pole widzenia. Uniósł prawą dłoń i wskazał nią na ulicę. Po drugiej stronie stało czarne, błyszczące auto. Nie za nowe, ale bardzo zadbane.
- To jak? - mruknął, patrząc na mnie wyczekująco.
Kiwnęłam głową wzdychając ciężko. Przeszliśmy przez ulicę, a Styles otworzył przede mną drzwi tuż obok kierowcy. Wsiadłam do środka nieco uchylając głowę. Auto pachniało jodłą. Spojrzałam na odświeżacz wiszący na lusterku. Zielone drzewko zabawnie chwiało się na cienkim sznureczku. Wyciągnęłam rękę i otworzyłam lusterko dla pasażera . Przejrzałam się w nim i otworzyłam szeroko usta. Zaczęłam desperacko przeczesywać włosy i przecierać spuchnięte powieki. Kiedy udało mi się nieco poprawić w moim wyglądzie, za lusterkiem dostrzegłam zdjęcie Harrego z jakimś chłopakiem. Wyciągnęłam je i przyjrzałam się mu dokładnie. Pokręciłam głową z niedowierzaniem a moje usta uformowały się literę "o".



Styles wsiadł do auta i zmarszczył brwi.
- Skąd to masz? - zapytał zabierając mi zdjęcie.
- Tu było. - wskazałam na lusterko nieco odstające od powłoki.
Westchnął i wetknął zdjęcie z powrotem na miejsce nachylając się nade mną. Poczułam jego zniewalający zapach i wzdrygnęłam się nieco.
Na usta cisnęło mi się jedno pytanie.
- Jesteś gejem? - zapytałam niepewnie bawiąc się palcami.
Zaśmiał się dźwięcznie.
- Wyglądam ci na geja? - mruknął rozbawiony.
Wzruszyłam ramionami i zlustrowałam go wzrokiem.
- Może odrobinkę. To zdjęcie mówi samo za siebie. - szepnęłam.
Sekunda. Nie minęła jedna sekunda a usta Harrego znalazły się na moich, przyprawiając mnie o zawrót głowy. Delikatnie oddałam pocałunek nie wiedząc, co innego mogłabym w takiej sytuacji zrobić. Szczerze, podobało mi się to. Jego oddech dostawał się do moich ust sprawiając, że czułam się coraz słabiej. 
Nie minęła druga, cholernie długa sekunda a Harry rozłączył nasze wargi i zachichotał.
- Teraz wyglądam ci na geja? - odpalił silnik.
Nic nie mówiłam, a moje mięśnie zesztywniały. Pokręciłam po chwili mechanicznie głową, a on uśmiechnął się.
- Głupia. - mruknął i odjechał.
- Nie chcesz mojego adresu? - zapytałam cicho
- Znam twój adres. - spojrzał na mnie i się zaśmiał. - Niall. - odpowiedział na moje drugie pytanie, nawet nie wiedząc, jak ono brzmiało.

Zacisnęłam szczękę.  Przysięgam, przywalę Horanowi lampką w głowę jak go spotkam.

 Rozdział pojawi się za tydzień w sobotę :) Zachęcam do pozostawienia komentarza :P 


28 komentarzy:

  1. aww zniecierpliwiona czekam na następny <33

    OdpowiedzUsuń
  2. Super czekam na nexta :D @wilk_julia

    OdpowiedzUsuń
  3. czekam na następny, jeju! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. super ,czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, to jest na serio dobre :D Czekam na nn :) @Gagrasia

    OdpowiedzUsuń
  6. omg! czekam na nn ♥ aww pocałował ją XD
    @trouvdag

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze to też się tym jaram że tak napisałam XDDDD

      Usuń
  7. Obserwuję :D Bardzo mi się podoba !

    xoxo Marta_Kupiec

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny !! Czekam na następny ;3

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny styl, naprawdę masz potencjał! Niestety całość jest dla mnie trochę zbyt dramatyczna (chodzi o wydarzenia), generalnie nie przepadam za fanfikami pisanymi jako kryminały. Chyba nie będę czytać dalej, ale wiedz że to absolutnie nie jest Twoja wina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za szczerą opinię :) Na takich zależy mi najbardziej <3

      Usuń
  10. Super rozdział! Jedno z moich ulubionych ff :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurcze.. No blog świetny. Strasznie wciągający.. i pisany niemonotonnym językiem;) mówi ci to mól książkowy więc uwierz ze mam rację.. no i jesteś świetna ;) niecierpliwie będę odliczać dni do następnego rozdziału! powodzenia w pisaniu :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Pokochałam to opowiadanie !

    OdpowiedzUsuń
  13. Czekałam na ten moment :D świetny rozdział xx @Nann_loves1D

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo mi się podoba :) Czekam na nn xx

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo mi się podoba ;)
    Z niecierpliwością będę czekać na następny rozdział ;)
    Pozdrawiam xxx

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetnie piszesz. Tak bardzo dokładnie aż chcę się jeszcze. Bardzo wciągające :) czekam na kolejne rozdziały :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Podoba mi się, cudnie piszesz

    OdpowiedzUsuń
  18. Pierwsze dwa rozdziały były nieco przytłaczające,takie ciężkie. Ten już o wiele lepszy,ale jednak jeszcze mu czegoś brakuje.
    Czekam na następny,mam nadzieję,że się na nim nie zawiodę! Wierzę w Ciebie,bo masz potencjał. Staraj się po prostu mniej skupiać na śmierci Adama i emocjonalności Liv,a będzie dobrze :)
    @foryoudear7

    OdpowiedzUsuń
  19. Po prostu epickie! :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Super! naprawde :) - @emili_sd

    OdpowiedzUsuń
  21. Pisz dalej jest świetne nie mogę doczekać się następnych rozdziałów.x

    OdpowiedzUsuń
  22. ciekawa fabuła,oschły Harry jest dość intrygujący :) czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Genialny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  24. Uu świetne ^·^
    czekam tylko aż-zimny Harry- pokaże swoją dobrą strone, chociaż ta jego zła natura jest intrygująca ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Harry ma jakieś wahania nastrojów, jak kobieta w ciąży :D raz jest kochany, a raz ma się ochotę go po prostu zabić. Kocham to!

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K