czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 10


(Harry)
- Powiedz coś. - zażądałem z tonem nieznoszącym sprzeciwu, kiedy jechaliśmy do kwiaciarni.
Jej wzrok przeniósł się na mnie. Przymknęła powieki i spojrzała na mnie lekceważąco. Nadal nic nie mówiła. Chyba testowała moją cierpliwość, która miała naprawdę bliskie siebie granice.
Mimo, że zachowywałem się dziś wobec niej co najmniej jak tępy chuj, to nadal chciałem być tym na górze; tym, który rządzi. Ale ona chyba nie doceniała mojego potencjału.
Droga do kwiaciarni dłużyła się niemiłosiernie. Radio wygrywało jakieś hity z lat 90 a ja uderzałem palcami w kierownice w ich rytm.
Właściwie, to po co ja nadal się z nią zadaję? Chyba tylko po to, żeby znowu zostać pobitym przez tych pierdolonych goryli Horana. Jak jakiś debil ryzykowałem życie swoje i Louisa tylko po to, żeby chronić tę pokrakę. W dodatku nie jestem pewny, czy Niall wypłaci mi za ten tydzień.
Kurwa mać.


Gdy zatrzymałem się pod kwiaciarnią, ona nadal milczała jak grób mimo to, że przez ostatnie 10 minut drogi próbowałem jakoś rozkręcić pomiędzy nami rozmowę. Spoglądałem na nią, gdy wychodziła z auta. Niezbyt się zastanawiając wyszedłem za nią, chowając dłonie do dosyć ciasnych kieszeni moich czarnych rurek. Liv obejrzała się za siebie i wywróciła oczyma, widząc, że podążam za nią. Pchnęła delikatnie szklane drzwi, wcześniej otwierając je niezdarnie kluczykiem i mimowolnie obróciła wzrok w moja stronę tak, jakby jednak chciała żebym za nią wszedł. Przygryzając wnętrze policzka, delikatnie przyśpieszyłem kroki i wszedłem do środka tuż za nią. Już od razu uderzył mnie ostry zapach kwiatów i wody perfumowanej o kwiatowym zapachu, która również była sprzedawana w kwiaciarni. Błyszczące flakoniki poustawiane na półkach iskrzyły się po moich oczach, dając złudne wrażenie tęczowych promyków, latających po pomieszczeniu. Przetarłem oczy dłońmi i westchnąłem.
Gdy ponownie podniosłem powieki, Olivia już stała za ladą obsypaną chaotycznie zielonymi listkami i zabłąkanymi, różnokolorowymi płatkami kwiatów, które pewnie poodpadały z kwiatostanów podczas układania bukietów. Liv wyjęła spod lady śliczny, kryształowy wazon i postawiła go na ladzie. Zupełnie ignorowała moją obecność. Odwróciła się do mnie plecami i rozejrzała się po 2 przeźroczystych, szklanych półkach powieszonych w pewnych odstępach, pełnych sporawych wazonów wypełnionych po brzegi różnorodnymi kwiatami. Jej oczy zatrzymały się na białych różach, ślicznie prezentujących się na samym środku górnej półki. Wyciągnęła prawą rękę, sięgając po wazon, ale odznaczała się dość niskim wzrostem, co poskutkowało … właściwie to niczym. Nie udało jej się zdjąć wazonu, więc oparła się zrezygnowana o blat.
- Em... Może ci pomóc? - szepnąłem delikatnie unosząc wzrok na jej głowę.
Obróciła się do mnie, i delikatnie skrzywiła usta. Westchnąłem i podszedłem do lady, nie zwracając większej uwagi na jej protesty.
Przeskoczyłam przez ladę i stanąłem obok niej, delikatnie się chwiejąc. Bez trudu sięgnąłem do wazonu, chwytając go w swoją dużą dłoń. Postawiłem go na ladzie, patrząc na Olivię. Ignorowała mnie zupełnie tak, jakbym był tylko skrawkiem powietrza, zupełnie nie widocznym i nie ważnym dla nikogo. Przeniosła wzrok na wazon i uśmiechnęła się do niego.
Fajnie wiedzieć, że te jebane róże są bardziej warte tego jebanego uśmiechu niż ja.
Ponownie przeskoczyłem blat i spojrzałem na brunetkę. Na ladzie już leżała turkusowa wstążka i kilka róż. Olivia w ciszy przycinała ozdobne liście do bukietu, po czym układała je na białej siatce, przeznaczonej do okalania bukietu. Jej dłonie szybko poruszały się, układając coraz to więcej liści i kwiatów. Jej dłonie... Spojrzałem na nie, a gdy mój wzrok powędrował nieco wyżej, dostrzegłem na jej bladych zwykle nadgarstkach fioletowe siniaki, okalające je jak bransoletki.
Wiedziałem, że to moja sprawka, ale gdy furia i złość w pełni ze mnie wyparowała czułem się coraz bardziej winny i okropny.
Moja piękna bogini oszpecona przez te okropne siniaki udawała, że mnie nie zna i nawet nie zaszczyciła mnie jedynym, chociażby najchłodniejszym spojrzeniem, od kiedy weszliśmy do kwiaciarni. To wypalało we mnie tak cholernie głęboką ranę, że aż miałem ochotę krzyczeć z rozpaczy i bezsilności.
Powinienem przejmować się teraz Louisem, a nie Olivią. Nienawidziłem siebie za to, że tak olewam Tomlinsona. Już od dawna nie dostałem telefonu od porywaczy, co bardzo mnie niepokoiło. Nie wiedziałem, czy Louis nadal żyje, lecz mimo to pieniądze oszczędzane na okup nadal spokojnie leżały na moim koncie w banku. Było ich o wiele za mało, już od dawna szukałem jakiegoś innego sposobu zarobku niż praca dla tego kutasa Grave'a w tej jebanej strzelnicy i jego brudnych interesach, ale kiedy nie miałem innego wyboru?
Spojrzałem ponownie na Olivię, lecz ona związywała turkusową wstążką bukiet białych róż, nadal mnie ignorując i mając głęboko w poważaniu.
Wstawiła bukiet do wazonu i otrzepała ostentacyjnie dłonie.
W końcu podniosła na mnie wzrok. Z jej oczu bił chłód, który mroził mnie od środka na kość, jak mięso w zamrażarce. Patrzyła na mnie tak, jakby chciała mnie wypchnąć z pomieszczenia siłą woli. Jej górna warga delikatnie się uniosła, ukazując moim oczom zaciśnięte ciasno zęby, okazujące złość.
Zmierzwiłem swoje nieco rozprostowane dzisiaj loki, i odwróciłem się na pięcie. Wyszedłem.
Mimo wszystko to nie złość Liv wypchnęła mnie stamtąd, a poczucie winy. Nie byłem w stanie stać tam i patrzeć na nią wiedząc, co jej zrobiłem.

* * *

(Olivia)
Godzinę przed końcem mojej zmiany obmyśliłam plan. Plan, jak mi się wydawało, doskonały. Postanowiłam wcześniej wyjść z kwiaciarni, nie informując Harrego, żeby mogąc wrócić do własnego domu. Nie chciałam ryzykować tego, że Styles znowu mnie skrzywdzi. O nie.

Gdy szybko zmiotłam podłogę przystrojoną małymi, zabłąkanymi listkami i płatkami kwiatów, wyszłam z kwiaciarni. Uderzyło mnie zanieczyszczone powietrze miasta i od razu miała ochotę wrócić do kwieciście pachnącej kwiaciarni, lecz drzwi, które zamknęłam przed sekundą na klucz, delikatnie, nie miały już prawa się otworzyć.
Nie chciałam przecież spotkać po drodze Harrego.
Szybkim krokiem ruszyłam przed siebie, chowając dłonie wraz z sinymi nadgarstkami do kieszeni. Nim się obejrzałam, przebyłam już połowę drogi do mojego mieszkania w nie za ciekawej kamienicy o szarych, obdrapanych ścianach.
Z nudów liczyłam kroki, które stawiałam i zastanawiałam się, czy mam w domu jakąś zapasową szczoteczkę do zębów, ponieważ jedną zostawiłam u Stylesa.
Na pewno miałam w domu troszkę ubrań. Byłam nawet tak zdesperowana, że mogłam wydać moje oszczędności na ubrania, byleby tylko nie musieć po nie wracać do Harrego i znowu na niego patrzeć.
Przez całą drogę oglądałam się za siebie. Przerażenie rosło we mnie nawet wtedy, kiedy nadepnęłam na gałązkę. Bałam się, że ten cały Grave mnie śledzi i chce mnie zabić tak, jak obiecał zrobić. Serce biło mi cholernie szybko.
Odkryłam wtedy, ze jestem hipokrytką.
Mimo wszystko chciałam, żeby Harry objął mnie ramieniem i zaprowadził do domu. Wiedziałam, że mimo wszystko by mnie obronił. Sama nie wiem, czemu.


Znalazłam się w domu przed 18. Weszłam do środka i od razu zamknęłam za sobą drzwi, zasuwając je na dwa zamki i złoty łańcuszek. Odetchnęłam głęboko i przetarłam wilgotne ze strachu czoło. Wyjęłam nadal pachnące perfumami klucze od kwiaciarni i zawiesiłam je na haczyku przy drzwiach frontowych. Klucze zabrzęczały delikatnie, odbijając się od ściany. Zdjęłam moją kurtkę i odwiesiłam ją do szafy. Weszłam do kuchni i od razu spojrzałam na butelkę wina. Miałam taką cholerną ochotę je teraz wypić i dać upust moim emocjom, ale to naprawdę mogłoby się źle dla mnie skończyć, już i tak miałam zbyt wiele przygód z alkoholem i skutkami jego picia , szczególnie
przeze mnie, schowałam więc butelkę przejrzystego płynu do szafki, żeby nie ulec pokusie wypicia go. Miałam słaba głowę, więc już jedna butelka wina mogłaby sprawić, że zacznę robić różne, dziwne i niewytłumaczalne rzeczy.


Koczowałam nad kuchenką, niespokojnie mieszając serowy sos do zapiekanki makaronowej, którą miałam zamiar przyrządzić sobie na obiad. Była smaczna i tania, więc często ją jadałam. Na prawdę często.
Stałam przy kuchence jak na szpilkach. Cały czas miałam wrażenie, że ktoś idzie klatką schodową i staje pod moimi drzwiami, chcąc je wyważyć. Wiedziałam, że to tylko moja chora wyobraźnia, lecz ten list nadal siedział mi w pamięci, tworząc w niej w ogóle nie istniejący problem.


Gdy zalewałam brytfankę pełną makaronu sosem i wstawiałam ją do piekarnika, usłyszałam donośne pukanie do drzwi. Zatrzasnęłam drzwiczki piekarnika przerażona i wytarłam dłonie o ścierkę. Otworzyłam szybko szufladę i wyjęłam z niej tłuczek do mięsa w akcie nadmiernej ostrożności.
Przewidywałam w głębi duszy, że za drzwiami stoi Styles, zdenerwowany jej nagłym zniknięciem z miejsca pracy. Wyszłam na korytarz, kurczowo ściskając w dłoni tłuczek połyskujący w słabym świetle żarówki umiejscowione pod pomarańczowym kloszem żyrandola. Podeszłam do drewnianej powłoki drzwi i wyjrzałam przez wizjer. Całe pole widzenia zasłaniała mi blond czupryna z dopełniającymi ją brązowymi odrostami. Upuściłam tłuczek i zaczęłam siłować się z łańcuszkiem. Gdy już otworzyłam drzwi, Niall uśmiechnął się do mnie swoim ciepłym uśmiechem.
- Niall! - pisnęłam.
Podbiegłam do niego te 3 kroki i objęłam go mocno. Zaczęłam cicho płakać, zaciągając po omacku rękawy bluzy, żeby nie zauważył siniaków na nadgarstkach. Tylko tego mi brakowało, żeby Niall się o nie dopytywał.
Możecie mnie mieć za idiotkę, ale broniłabym Harrego.
Znając mnie, domyśliłby się że kłamię i wysłał sowich goryli na Stylesa. Mimo wszystko naprawdę tego nie chciałam. Widok jego idealnego ciała pełnego w ranach i szramach i tak już przyprawiało mnie o dreszcze.
Horan obejmował mnie lewą ręką. Zerknęłam na jego prawą dłoń znad ramienia i dostrzegłam w niej biały koszyk przykryty zielonym kocykiem, który delikatnie się unosił.
Dziwne.
- Um... Niall? - zapytałam delikatnie pociągając nosem. - Co tam masz?
Blondyn przeniósł wzrok na koszyk i uśmiechnął się pod nosem. Odsunęłam się delikatnie od niego i uniosłam jedną brew. Niall sam odsunął mnie jeszcze wolną ręką na jeden krok i podał mi koszyk.
- Zobacz. - powiedział cicho z zawadiackim uśmiechem.
Zaciekawiona chwyciłam koszyk w prawą rękę, a lewą delikatnie uchyliłam delikatnie poruszający się kocyk o odcieniu jasnej zieleni.
Patrzyła się na mnie para czarnych oczu.
Kociak zabawnie poruszył łapką. Miał na pewno nie cały miesiąc. Spojrzałam na Nialla.
- Kot? - zdziwiłam się otwarcie, wskazując na koszyk.
Horan uśmiechnął się.
- Ma na imię Sparkle. - powiedział – To ona, ma miesiąc. Jest twoja. - szepnął. - To na wypadek, żebyś nie czuła się samotna, kiedy nie będzie mnie w pobliżu.
Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Niall, ja... Nie wiem co powiedzieć.
Byłam szczęśliwa jak małe dziecko, które dostało cukierka. Kotek machał łapkami i po chwili przewrócił się na grzbiet, delikatnie zarywając kocyk w dół. Jego wąsiki poruszały się zabawnie, co przyprawiło mnie o szeroki uśmiech.
Sparkle delikatnie obróciła się na bok, a pod kocykiem dostrzegłam skrawek czerwonej, podwójnej miseczki na karmę i wodę. Spojrzałam na Nialla z szerokim uśmiechem już chyba któryś raz z kolei.
- Jesteś wspaniały. - szepnęłam i odstawiłam koszyk na ziemię.
Sparkle niezdarnie wyszła ze śnieżnobiałego koszyka i zaczęła chodzić po korytarzu, ocierając się z cichym pomrukiem o meble.

 

Ufff, skończone :) Mimo, ze jest czwartek, dodaje rozdział :) Przepraszam, ale chyba ucieknę się do szantażu - Czytasz = Komentujesz :3
Jest 22, więc nie bardzo wiem, co pisać. Jestem śpiąca skarby. Kocham was <3

11 komentarzy:

  1. boże, on jest z nią.. a ona nie wie kim o n tak naprawde jest.. co sie stanie jak jej coś zrobi?

    OdpowiedzUsuń
  2. On chce ją zabić i daje jej w prezencie kota dalej udając jej przyjaciela? Oj Horan nie ładnie

    OdpowiedzUsuń
  3. nie widome co mu może odwalić. ciekawe czy Harry wie o tym gdzie jest Grave. chcę szybko kolejną cześć!

    OdpowiedzUsuń
  4. omg.Moim zdaniem to opowiadanie jest super !
    nie moge sie doczekac kolejnego rozdziału :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow xx ciekawa jestem reakcji Harry'ego i tego co ten Niall kombinuje - @emili_sd

    OdpowiedzUsuń
  6. boże *o* za przeproszeniem jebany kłamca z tego Nialla :( jak on śmie wogóle do niej przychodzić :( i jeszcze daje jej kota :/ Jprdl jakby ona wiedziała kim on jest :( zapewne nie uciekła by Harremu :( mam nadzieję że Niall jej nic nie zrobi :(

    boję się jak cholera :(

    czekam na nexta :)

    a i rozdział świetny ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział czekam na nexta
    Oj Horan chcesz ją zabić i dajesz jej kotka nie ładnie :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Harry i poczucie winy to takie słodkie xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Niall pewnie chce uspic jej podejrzenia

    OdpowiedzUsuń
  10. alisfhkashfiahiflshailfhail k o c h a m

    OdpowiedzUsuń
  11. omg ona o niczym nie wie :O kot z nadajnikiem daje sobie.. włosy uciąć xD nie zaryzykuje bo w tym opowiadaniu wszystko się może zdarzyć ♥

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K