(Harry)
- Powiedz coś. -
zażądałem z tonem nieznoszącym sprzeciwu, kiedy jechaliśmy do
kwiaciarni.
Jej wzrok
przeniósł się na mnie. Przymknęła powieki i spojrzała na mnie
lekceważąco. Nadal nic nie mówiła. Chyba testowała moją
cierpliwość, która miała naprawdę bliskie siebie granice.
Mimo, że
zachowywałem się dziś wobec niej co najmniej jak tępy chuj, to
nadal chciałem być tym na górze; tym, który rządzi. Ale ona
chyba nie doceniała mojego potencjału.
Droga do
kwiaciarni dłużyła się niemiłosiernie. Radio wygrywało jakieś
hity z lat 90 a ja uderzałem palcami w kierownice w ich rytm.
Właściwie, to po
co ja nadal się z nią zadaję? Chyba tylko po to, żeby znowu
zostać pobitym przez tych pierdolonych goryli Horana. Jak jakiś
debil ryzykowałem życie swoje i Louisa tylko po to, żeby chronić
tę pokrakę. W dodatku nie jestem pewny, czy Niall wypłaci mi za
ten tydzień.
Kurwa mać.
Gdy zatrzymałem
się pod kwiaciarnią, ona nadal milczała jak grób mimo to, że
przez ostatnie 10 minut drogi próbowałem jakoś rozkręcić
pomiędzy nami rozmowę. Spoglądałem na nią, gdy wychodziła z
auta. Niezbyt się zastanawiając wyszedłem za nią, chowając
dłonie do dosyć ciasnych kieszeni moich czarnych rurek. Liv
obejrzała się za siebie i wywróciła oczyma, widząc, że podążam
za nią. Pchnęła delikatnie szklane drzwi, wcześniej otwierając
je niezdarnie kluczykiem i mimowolnie obróciła wzrok w moja stronę
tak, jakby jednak chciała żebym za nią wszedł. Przygryzając
wnętrze policzka, delikatnie przyśpieszyłem kroki i wszedłem do
środka tuż za nią. Już od razu uderzył mnie ostry zapach kwiatów
i wody perfumowanej o kwiatowym zapachu, która również była
sprzedawana w kwiaciarni. Błyszczące flakoniki poustawiane na
półkach iskrzyły się po moich oczach, dając złudne wrażenie
tęczowych promyków, latających po pomieszczeniu. Przetarłem oczy
dłońmi i westchnąłem.
Gdy ponownie
podniosłem powieki, Olivia już stała za ladą obsypaną
chaotycznie zielonymi listkami i zabłąkanymi, różnokolorowymi
płatkami kwiatów, które pewnie poodpadały z kwiatostanów podczas
układania bukietów. Liv wyjęła spod lady śliczny, kryształowy
wazon i postawiła go na ladzie. Zupełnie ignorowała moją
obecność. Odwróciła się do mnie plecami i rozejrzała się po 2
przeźroczystych, szklanych półkach powieszonych w pewnych
odstępach, pełnych sporawych wazonów wypełnionych po brzegi
różnorodnymi kwiatami. Jej oczy zatrzymały się na białych
różach, ślicznie prezentujących się na samym środku górnej
półki. Wyciągnęła prawą rękę, sięgając po wazon, ale
odznaczała się dość niskim wzrostem, co poskutkowało …
właściwie to niczym. Nie udało jej się zdjąć wazonu, więc
oparła się zrezygnowana o blat.
- Em... Może ci
pomóc? - szepnąłem delikatnie unosząc wzrok na jej głowę.
Obróciła się do
mnie, i delikatnie skrzywiła usta. Westchnąłem i podszedłem do
lady, nie zwracając większej uwagi na jej protesty.
Przeskoczyłam
przez ladę i stanąłem obok niej, delikatnie się chwiejąc. Bez
trudu sięgnąłem do wazonu, chwytając go w swoją dużą dłoń.
Postawiłem go na ladzie, patrząc na Olivię. Ignorowała mnie
zupełnie tak, jakbym był tylko skrawkiem powietrza, zupełnie nie
widocznym i nie ważnym dla nikogo. Przeniosła wzrok na wazon i
uśmiechnęła się do niego.
Fajnie wiedzieć,
że te jebane róże są bardziej warte tego jebanego uśmiechu niż
ja.
Ponownie
przeskoczyłem blat i spojrzałem na brunetkę. Na ladzie już leżała
turkusowa wstążka i kilka róż. Olivia w ciszy przycinała ozdobne
liście do bukietu, po czym układała je na białej siatce,
przeznaczonej do okalania bukietu. Jej dłonie szybko poruszały
się, układając coraz to więcej liści i kwiatów. Jej dłonie...
Spojrzałem na nie, a gdy mój wzrok powędrował nieco wyżej,
dostrzegłem na jej bladych zwykle nadgarstkach fioletowe siniaki,
okalające je jak bransoletki.
Wiedziałem, że
to moja sprawka, ale gdy furia i złość w pełni ze mnie wyparowała
czułem się coraz bardziej winny i okropny.
Moja piękna
bogini oszpecona przez te okropne siniaki udawała, że mnie nie zna
i nawet nie zaszczyciła mnie jedynym, chociażby najchłodniejszym
spojrzeniem, od kiedy weszliśmy do kwiaciarni. To wypalało we mnie
tak cholernie głęboką ranę, że aż miałem ochotę krzyczeć z
rozpaczy i bezsilności.
Powinienem
przejmować się teraz Louisem, a nie Olivią. Nienawidziłem siebie
za to, że tak olewam Tomlinsona. Już od dawna nie dostałem
telefonu od porywaczy, co bardzo mnie niepokoiło. Nie wiedziałem,
czy Louis nadal żyje, lecz mimo to pieniądze oszczędzane na okup
nadal spokojnie leżały na moim koncie w banku. Było ich o wiele za
mało, już od dawna szukałem jakiegoś innego sposobu zarobku niż
praca dla tego kutasa Grave'a w tej jebanej strzelnicy i jego
brudnych interesach, ale kiedy nie miałem innego wyboru?
Spojrzałem
ponownie na Olivię, lecz ona związywała turkusową wstążką
bukiet białych róż, nadal mnie ignorując i mając głęboko w
poważaniu.
Wstawiła bukiet
do wazonu i otrzepała ostentacyjnie dłonie.
W końcu podniosła
na mnie wzrok. Z jej oczu bił chłód, który mroził mnie od środka
na kość, jak mięso w zamrażarce. Patrzyła na mnie tak, jakby
chciała mnie wypchnąć z pomieszczenia siłą woli. Jej górna
warga delikatnie się uniosła, ukazując moim oczom zaciśnięte
ciasno zęby, okazujące złość.
Zmierzwiłem swoje
nieco rozprostowane dzisiaj loki, i odwróciłem się na pięcie.
Wyszedłem.
Mimo wszystko to
nie złość Liv wypchnęła mnie stamtąd, a poczucie winy. Nie
byłem w stanie stać tam i patrzeć na nią wiedząc, co jej
zrobiłem.
* * *
(Olivia)
Godzinę
przed końcem mojej zmiany obmyśliłam plan. Plan, jak mi się
wydawało, doskonały. Postanowiłam wcześniej
wyjść z kwiaciarni, nie informując Harrego, żeby mogąc wrócić
do własnego domu. Nie chciałam ryzykować tego, że Styles znowu
mnie skrzywdzi. O nie.
Gdy
szybko zmiotłam podłogę przystrojoną małymi, zabłąkanymi
listkami i płatkami kwiatów, wyszłam z kwiaciarni. Uderzyło mnie
zanieczyszczone powietrze miasta i od razu miała ochotę wrócić do
kwieciście pachnącej kwiaciarni, lecz drzwi, które zamknęłam
przed sekundą na klucz, delikatnie, nie miały już prawa się
otworzyć.
Nie
chciałam przecież spotkać po drodze Harrego.
Szybkim
krokiem ruszyłam przed siebie, chowając dłonie wraz z sinymi
nadgarstkami do kieszeni. Nim się obejrzałam, przebyłam już
połowę drogi do mojego mieszkania w nie za
ciekawej kamienicy o szarych, obdrapanych ścianach.
Z
nudów liczyłam kroki, które stawiałam i zastanawiałam się, czy
mam w domu jakąś zapasową szczoteczkę do zębów, ponieważ jedną
zostawiłam u Stylesa.
Na
pewno miałam w domu troszkę ubrań. Byłam nawet tak zdesperowana,
że mogłam wydać moje oszczędności na ubrania, byleby tylko nie
musieć po nie wracać do Harrego i znowu na niego patrzeć.
Przez
całą drogę oglądałam się za siebie. Przerażenie rosło we mnie
nawet wtedy, kiedy nadepnęłam na gałązkę. Bałam się, że ten
cały Grave mnie śledzi i chce mnie zabić tak, jak obiecał zrobić.
Serce biło mi cholernie szybko.
Odkryłam
wtedy, ze jestem hipokrytką.
Mimo
wszystko chciałam, żeby Harry objął mnie ramieniem i zaprowadził
do domu. Wiedziałam, że mimo wszystko by mnie obronił. Sama nie
wiem, czemu.
Znalazłam
się w domu przed 18. Weszłam do środka i od razu zamknęłam za
sobą drzwi, zasuwając je na dwa zamki i złoty łańcuszek.
Odetchnęłam głęboko i przetarłam wilgotne ze
strachu czoło. Wyjęłam nadal pachnące perfumami klucze od
kwiaciarni i zawiesiłam je na haczyku przy drzwiach frontowych.
Klucze zabrzęczały delikatnie, odbijając się od ściany. Zdjęłam
moją kurtkę i odwiesiłam ją do szafy. Weszłam do kuchni i od
razu spojrzałam na butelkę wina. Miałam taką cholerną ochotę je
teraz wypić i dać upust moim emocjom, ale to naprawdę mogłoby się
źle dla mnie skończyć, już i tak miałam zbyt wiele przygód z
alkoholem i skutkami jego picia , szczególnie
przeze mnie,
schowałam więc butelkę przejrzystego płynu do szafki, żeby nie
ulec pokusie wypicia go. Miałam słaba głowę, więc już jedna
butelka wina mogłaby sprawić, że zacznę robić różne, dziwne i
niewytłumaczalne rzeczy.
Koczowałam
nad kuchenką, niespokojnie mieszając serowy sos do zapiekanki
makaronowej, którą miałam zamiar przyrządzić sobie na obiad.
Była smaczna i tania, więc często ją jadałam. Na prawdę często.
Stałam
przy kuchence jak na szpilkach. Cały czas miałam wrażenie, że
ktoś idzie klatką schodową i staje pod moimi drzwiami, chcąc je
wyważyć. Wiedziałam, że to tylko moja chora wyobraźnia, lecz ten
list nadal siedział mi w pamięci, tworząc w niej w ogóle nie
istniejący problem.
Gdy
zalewałam brytfankę pełną makaronu sosem i wstawiałam ją do
piekarnika, usłyszałam donośne pukanie do drzwi. Zatrzasnęłam
drzwiczki piekarnika przerażona i wytarłam dłonie o ścierkę.
Otworzyłam szybko szufladę i wyjęłam z niej
tłuczek do mięsa w akcie nadmiernej ostrożności.
Przewidywałam
w głębi duszy, że za drzwiami stoi Styles, zdenerwowany jej nagłym
zniknięciem z miejsca pracy. Wyszłam na korytarz, kurczowo
ściskając w dłoni tłuczek połyskujący w słabym świetle
żarówki umiejscowione pod pomarańczowym kloszem żyrandola.
Podeszłam do drewnianej powłoki drzwi i
wyjrzałam przez wizjer. Całe pole widzenia zasłaniała mi blond
czupryna z dopełniającymi ją brązowymi odrostami. Upuściłam
tłuczek i zaczęłam siłować się z łańcuszkiem. Gdy już
otworzyłam drzwi, Niall uśmiechnął się do mnie swoim ciepłym
uśmiechem.
-
Niall! - pisnęłam.
Podbiegłam
do niego te 3 kroki i objęłam go mocno. Zaczęłam cicho płakać,
zaciągając po omacku rękawy bluzy, żeby nie zauważył siniaków
na nadgarstkach. Tylko tego mi brakowało, żeby
Niall się o nie dopytywał.
Możecie
mnie mieć za idiotkę, ale broniłabym Harrego.
Znając
mnie, domyśliłby się że kłamię i wysłał sowich goryli na
Stylesa. Mimo wszystko naprawdę tego nie chciałam. Widok jego
idealnego ciała pełnego w ranach i szramach i tak już przyprawiało
mnie o dreszcze.
Horan
obejmował mnie lewą ręką. Zerknęłam na jego prawą dłoń znad
ramienia i dostrzegłam w niej biały koszyk przykryty zielonym
kocykiem, który delikatnie się unosił.
Dziwne.
-
Um... Niall? - zapytałam delikatnie pociągając nosem. - Co tam
masz?
Blondyn
przeniósł wzrok na koszyk i uśmiechnął się pod nosem. Odsunęłam
się delikatnie od niego i uniosłam jedną brew. Niall sam odsunął
mnie jeszcze wolną ręką na jeden krok i podał mi koszyk.
-
Zobacz. - powiedział cicho z zawadiackim uśmiechem.
Zaciekawiona
chwyciłam koszyk w prawą rękę, a lewą delikatnie uchyliłam
delikatnie poruszający się kocyk o odcieniu jasnej zieleni.
Patrzyła
się na mnie para czarnych oczu.
Kociak
zabawnie poruszył łapką. Miał na pewno nie cały miesiąc.
Spojrzałam na Nialla.
-
Kot? - zdziwiłam się otwarcie, wskazując na koszyk.
Horan
uśmiechnął się.
-
Ma na imię Sparkle. - powiedział – To ona, ma miesiąc. Jest
twoja. - szepnął. - To na wypadek, żebyś nie czuła się samotna,
kiedy nie będzie mnie w pobliżu.
Spojrzałam
na niego z uśmiechem.
-
Niall, ja... Nie wiem co powiedzieć.
Byłam
szczęśliwa jak małe dziecko, które dostało cukierka. Kotek
machał łapkami i po chwili przewrócił się na grzbiet, delikatnie
zarywając kocyk w dół. Jego wąsiki poruszały się zabawnie, co
przyprawiło mnie o szeroki uśmiech.
Sparkle
delikatnie obróciła się na bok, a pod kocykiem dostrzegłam
skrawek czerwonej, podwójnej miseczki na karmę i wodę. Spojrzałam
na Nialla z szerokim uśmiechem już chyba któryś raz z kolei.
-
Jesteś wspaniały. - szepnęłam i odstawiłam
koszyk na ziemię.
Sparkle
niezdarnie wyszła ze śnieżnobiałego koszyka i zaczęła chodzić
po korytarzu, ocierając się z cichym pomrukiem
o meble.
Ufff,
skończone :) Mimo, ze jest czwartek, dodaje rozdział :)
Przepraszam, ale chyba ucieknę się do szantażu - Czytasz =
Komentujesz :3
Jest
22, więc nie bardzo wiem, co pisać. Jestem śpiąca skarby. Kocham
was <3

boże, on jest z nią.. a ona nie wie kim o n tak naprawde jest.. co sie stanie jak jej coś zrobi?
OdpowiedzUsuńOn chce ją zabić i daje jej w prezencie kota dalej udając jej przyjaciela? Oj Horan nie ładnie
OdpowiedzUsuńnie widome co mu może odwalić. ciekawe czy Harry wie o tym gdzie jest Grave. chcę szybko kolejną cześć!
OdpowiedzUsuńomg.Moim zdaniem to opowiadanie jest super !
OdpowiedzUsuńnie moge sie doczekac kolejnego rozdziału :D
pozdrawiam
Wow xx ciekawa jestem reakcji Harry'ego i tego co ten Niall kombinuje - @emili_sd
OdpowiedzUsuńboże *o* za przeproszeniem jebany kłamca z tego Nialla :( jak on śmie wogóle do niej przychodzić :( i jeszcze daje jej kota :/ Jprdl jakby ona wiedziała kim on jest :( zapewne nie uciekła by Harremu :( mam nadzieję że Niall jej nic nie zrobi :(
OdpowiedzUsuńboję się jak cholera :(
czekam na nexta :)
a i rozdział świetny ;)
Świetny rozdział czekam na nexta
OdpowiedzUsuńOj Horan chcesz ją zabić i dajesz jej kotka nie ładnie :P
Harry i poczucie winy to takie słodkie xx
OdpowiedzUsuńNiall pewnie chce uspic jej podejrzenia
OdpowiedzUsuńalisfhkashfiahiflshailfhail k o c h a m
OdpowiedzUsuńomg ona o niczym nie wie :O kot z nadajnikiem daje sobie.. włosy uciąć xD nie zaryzykuje bo w tym opowiadaniu wszystko się może zdarzyć ♥
OdpowiedzUsuń