W tym samym momencie, gdy głos Harrego
obezwładnił moje zmysły, chłodne strugi deszczu spłynęły po
moim ciele. Zadrżałam z zimna i zazgrzytałam zębami. Moje
roztrzepane, mokre już po chwili włosy zaczęły stopniowo
przyklejać się do mojej twarzy. Chłodny podmuch wiatru sprawił,
że zatrzęsłam się niekontrolowanie nadal stojąc tyłem do
Harrego.
Nie odzywał się.
Może to i dobrze.
Może miałam humory jak kobieta w ciąży, ale teraz, gdy już tu
był chciałam, żeby zniknął. Znajome pieczenie w nadgarstkach
powróciło mimo że siniaki zniknęły prawie całkowicie. Nie dość,
że chciałam oddać mu za to, co mi zrobił, to jednocześnie
cholernie się go bałam. Każdy jego ruch wzbudzał we mnie lęk i
paraliżował moje mięśnie nawet wtedy, gdy Styles chciał być
czuły i opiekuńczy. Po postu tym nagłym wybuchem złości i
siniakami pozwolił mi „przykleić” mu etykietkę złego,
nieczułego gnojka. Na razie nie miałam ochoty jej odklejać.
Deszcz padał coraz
gęściej a ja drżałam, chyba nawet nie zdając sobie z tego
sprawy. Cichy jęk wydostał się z moich ust, kiedy wiatr ponownie
zawiał przenikając przez moje przesiąknięte wodą ubrania aż do
delikatnej, wilgotnej skóry. Ulgę przyniósł mi miękki, ciężki
i czarny jak noc płaszcz Harrego, który w milczeniu zarzucił mi
delikatnie na plecy. Jego duże, silne dłonie znalazły się na
moich ramionach i obróciły mnie w jego stronę ze stanowczością,
jaką miał w sobie tylko on. Harry miał na sobie prześwitującą
od deszczu, białą koszulkę, a na jego klatce piersiowej
dostrzegłam kilka tatuaży. Tylkom tyle mogłam dostrzec patrząc
przed siebie. Niepewnie uniosłam wzrok, przemykając powieki.
Brunet wyglądał cudownie nawet wtedy, kiedy jego loki opadały
całkiem płasko na jego twarz, a jego usta układały się cienką
linię. Jedna dłoń Harrego uniosła się z mojego ramienia i
powędrowała na moja twarz, delikatnie opadając na policzek.
Pozwalałam mu na te gesty mimo to, że bałam się jego dotyku, jego
dłoni. Dużych, silnych dłoni. Opuszek jego kciuka delikatnie
gładził moją siną od wiatru i chłodu dolną wargę aż do
momentu, kiedy znowu nie nabrała różowej barwy.
- Zimno ci. -
szepnął zjeżdżając prawą dłonią z ramienia na mój
nadgarstek.
Delikatnie uniósł
moją rękę i przeprowadził ją opiekuńczo przez rękaw płaszcza,
bardzo delikatnie trzymając dłoń na jeszcze lekko sinej części
mojej bladej ręki.
Czyli jednak miał
w sobie trochę człowieczych uczuć.
To samo zrobił z
drugą ręką, a gdy płaszcz już swobodnie na mnie opadł bez
ryzyka, że osunie się na ziemię, Styles wychylił delikatnie głowę
i spojrzał na lekko pokruszoną płytę nagrobną, a potem na mnie.
- Uderz mnie. -
wyszeptał, nadstawiając lewy policzek w moją stronę.
Osłupiałam, nie
wiedziałam, co miałam powiedzieć. To wszystko działo się bardzo
powoli, ale jednocześnie za szybko, żebym mogła to wszystko
przeanalizować. Stałam jak słup soli, który zaraz miałby się
rozpuścić z bezradności na tym deszczu. Czułam, jak obie wargi
powoli zaczynają mi zachodzić sinawym kolorem.
Pieprzony deszcz.
- Nie. -
wyszeptałam – Czemu miałabym to zrobić? - zapytałam, lekko
unosząc rękę.
Ciężki rękaw
płaszcza zmusił mnie do użycia nieco większej siły , aby zebrać
mokre i przeszkadzające mi włosy z czoła. Zielone oczy Harrego
nieco zbledły, kiedy spojrzał na mój nadgarstek, który odsłonił
się nieco, gdy poprawiałam włosy.
- Wyżyj się. -
szepcze – Wyżyj się na mnie, nie na grobie brata, to nie jest
rozwiązanie – ani dla nagrobka, ani dla twoich stóp. Uderz mnie.
- powtórzył, lecz tym razem szybko pokręciłam głową.
- Nie chcę cię
bić. Nie dam rady cię uderzyć... - szepnęłam, a szum deszczu
niemalże zagłuszył moje słowa.
Bałam się
konsekwencji. Nawet, jeśli Harry prosił mnie o policzek to miałam
obawy, że znowu wpadnie w furie i zrobi mi krzywdę. Nie chcę tego.
To zdecydowanie nie jest najprzyjemniejsze doświadczenie. Opuściłam
głowę dając mu do zrozumienia, że nie chcę już o tym rozmawiać.
Bez problemu wsunęłam dłonie pod płaszcz aby ukryć to, że
zaciskam bezsilnie pięści. Wkładałam w ten gest jednak tak mało
siły, że zaraz moje palce się rozprostowały.
Jesteś słaba,
Olivio Prince.
* * *
(Harry)
Trzymałem
telefon przy uchu czekając, aż sygnał oczekiwania umilknie, a
Niall ponownie zignoruje mój telefon. Już miałem sam zakończyć
połączenie, ale usłyszałem po drugiej stronie widocznie znudzony
głos Nialla:
-
Czego ty chcesz, Styles? - mruknął z lekką nutką rozbawienia w
głosie. - Przeszkadzasz mi w pracy, Louis czeka na kolejne lanie. -
zaśmiał się szyderczo, a ja czułem narastającą we mnie
wściekłość i furię.
-
Potrzebuje pieniędzy Niall. Nie mam ich teraz... Daj mi czas. -
powiedziałem siląc się na neutralny ton.
Po
chwili ciszy Niall odpowiedział mi.
- Sam
powiedziałeś Erciowi przed kilkoma minutami, że potrzebujesz tylko
tygodnia. Więc w czym problem, Styles? - zaśmiał się.
-
Problem jest w tym, że dług wzrasta w zastraszającym tempie, a ja
nie mam teraz 30 000 funtów? - warknąłem.
Niall
westchnął i mlasnął przeciągle dając mi do zrozumienia, że
nudzi go ten temat. Słyszałem głośny oddech Louisa i jak cicho
skomle moje imię. Musiał być gdzieś blisko Nialla.
-
Okej, tydzień. Dostarczę ci tę kasę za tydzień. Tylko proszę
cię, daj mi porozmawiać z Louisem. - powiedziałem, tym razem
używając błagalnego tonu.
Wiedziałem,
że Horan lubi, gdy ktoś się przed nim „płaszczy”.
-
Tydzień... Dostarczysz mi 35 tysięcy funtów i możesz sobie z nim
pogadać.
Wypuściłem
głośno powietrze.
- Na
chuj ci ta kasa Grave, skoro i tak jesteś jebanym bogaczem? -
krzyknąłem do słuchawki.
Śmiech
Nialla był tak głośny, że zabolała mnie głowa.
- Ta
kasa jest moja. Louis mi ją zapierdolił, dobrze o tym wiesz.
-
Zapierdolił ci 20 tysięcy! - warknąłem.
-
Chcę mieć jakąś korzyść z tego, że tak się staram ukrywać
tego chuja. - warknął. - To jak? Chcesz z nim gadać czy nie? -
syknął.
Przygryzłem
wargę i pokiwałem głową, lecz gdy dotarło do mnie, że Niall
raczej tego nie zauważy szybko powiedziałem:
-
Tak.
Minęła
dłuższa chwila, po której usłyszałem ochrypły głos Louisa.
-
Harry, czemu pakowałeś się w to gówno?
Czułem,
że Louis cierpi. Słyszałem to w jego głosie. Mimo to, odpowiedź
na jego pytanie wydawała mi się oczywista.
- Bo
jesteś moim kumplem... Jak się czujesz? Trzymasz się? - zapytałem
go, delikatnie opierając się ręką o parapet w sypialni.
- Jak
możesz mnie pytać jak się czuje? Czuje się zajebiście, jak
zawsze. - Tomlinson starał się mnie pocieszyć, lecz wiedziałem,
że nie jest najlepiej.
-
Przestań... Odbiję cię, zobaczysz. - powiedziałem.
Byłem
zdeterminowany do tego stopnia, że mógłbym sprzedać własny dom,
byleby móc go uratować i ulżyć mu w cierpieniu, ale no to było
już chyba nieco za późno.
-
Harry... - szepnął – Nie wiem kurwa, kim jest ta laska... -
zakaszlał – Której cały czas bronisz... Ale obrywam za nią.
Wiem, że nie broniłbyś jej, gdyby nie była ważna. Dlatego rób
to dalej. Wytrzymam. - skończył ale po chwili jęknął z bólu,
a ja usłyszałem słabo głos Nialla „Zamknij ryj śmieciu!”.
Zacisnąłem
pięści, kiedy Horan ponownie odezwał się w słuchawce:
-
Znasz moje stanowisko w sprawie Liv. Masz tydzień. - Warknął i
rozłączył się.
~
Słowa Louisa sprawiły, że poczułem się pewniej. Wiedziałem, że
Tomlinson chce mi się w ten sposób odwdzięczyć za to, co dla
niego robię, ale nie wiedziałem co Horan zrobi mu, gdy dowie się,
że właśnie stoję ¼ metra od Liv na cmentarzu przed nagrobkiem
Adama, ona ma na sobie mój płaszcz, a ja mam zamiar zabrać ją do
mojego domu.
Cały czas bacznie obserwowałem Olivię, chcąc wyczytać z jej
postawy jakiekolwiek emocje. Jej spuszczona głowa wskazywała na to,
że nie ma już siły na to, żeby mnie uderzyć, żeby mi wygarnąć.
Moja biedna, krucha istotka. Chciałem, żeby przywaliła mi raz a
dobrze. Zasłużyłem. Za te nadgarstki, za jej łzy, za jej
cierpienie. Do cholery, zasłużyłem. Ale ona nie chciała mnie bić.
Po tym wszystkim i tak nie chciała mi się odpłacić. Była dla
mnie zbyt dobra.
- Zbieram cię do domu. - wyszeptałem, a ona powoli uniosła głowę.
Jej dolna warga delikatnie drżała i znowu zaczynała sinieć. Sam
zaczynałem drżeć z zimna, lecz gdy patrzyłem w jej oczy
zapominałem o wszystkim dookoła mnie, nawet o obezwładniającym
mnie chłodzie.
- Harry, ja nie chcę. - powiedziała cicho.
Nie zdziwiłem się. Wypuściłem cicho powietrze, które
przeistoczyło się w parę i spojrzałem na nią. Deszcz delikatnie
zamazywał jej twarz, lecz dokładnie widziałem na jej policzkach
łzy.
- Zaufaj mi, proszę. - szepnąłem – Nie chciałem cię
skrzywdzić. Na prawdę. Wiem, że to zrobiłem. Ale nie chciałem. -
zakończyłem drżącym głosem.
Pokręciła głową i zaczęła cofać się sporymi krokami. Nie
zrobiła ich zbyt dużo, ponieważ potknęła się o nagrobek.
Szybkim susem stanąłem przed nią i objąłem ją w talii tak, żeby
nie upadła. Postanowiłem wykorzystać sytuacje jej szoku i
nieuwagi.
Uniosłem ja do góry chwytając ją w talii i przerzuciłem jej drżące i ociekające
woda ciało przez ramię tak, że jej stopy znajdowały się na
wysokości moich ud.
Od razu poczułem mocne uderzenia pięściami w plecy. Zastanawiało
mnie skąd taka kruszynka może wykrzesać tyle siły.
- Przestań i tak cię nie puszczę – powiedziałem, i ruszyłem
mokrą trawą w stronę wyjścia z cmentarza.
* * *
(Olivia)
Harry wyciągnął mnie z auta tak samo jak wcześniej
przed cmentarzem mnie do niego wepchnął mimo tego, że bez przerwy
się opierałam. Nawet z samochodu nie udało mi się uciec, mimo że
na każdym czerwonym świetle szarpałam za rączkę drzwi.
Zablokował je... Jejku jestem taką cholerną hipokrytką – raz
chcę, żeby Harry przy mnie był, a potem próbuje mu uciekać.
Kurwa.
Gdy Styles przekroczył próg swojego niedużego domu,
do mojego nosa dotarł ten znajomy z jego auta mdły zapach
papierosów i mięty, która stała w doniczce na szafce w
korytarzu... Nie wiem po co. Może Styles pijał z niej napar? Nie
zastanawiałam się nad tym dłużej. Moje ciało delikatnie
podskakiwało na ramieniu bruneta, gdy szybko wchodził po schodach.
Odetchnęłam gdy stanął na równej podłodze korytarza. Odchyliłam
boleśnie szyję i spojrzałam na długi, mokry ślad, który
zostawiał za sobą Styles.
Harry otworzył nogą drzwi sypialni, które odbiły się
od ściany z impetem, rozbryzgując z niej odrobinę beżowej farby.
Brunet, nie zważając na moje protesty położył mnie na łóżku i
nachylił się nade mną. Chłodna woda z jego włosów skapywała na
moją twarz. Patrzył przez chwilę w moje oczy, hipnotyzując mnie
swoimi zielonymi tęczówkami, po czym wstał i bez słowa wyszedł z
sypialni. Zamknął za sobą drzwi a ja usłyszałam zgrzyt
zamykanego zamka. Zrzuciłam z siebie płaszcz i podbiegłam do
drzwi.
- Harry! - wychrypiałam, mimo to, że chciałam
krzyczeć.
Deszcz dał po sobie znać. Zaczynałam powoli łapać
jakieś przeziębienie, powoli traciłam głos.
Uderzałam słabo pięściami w drzwi. Moje ręce powoli
odmawiały mi posłuszeństwa, a kolana miękły z bezsilności.
- Harry! Harry... - mój głos słabł z każdym
uderzeniem, aż w końcu w ogóle przestałam uderzać i krzyczeć.
Osunęłam się po drzwiach na ziemie siadając na
dywanie. Woda ściekająca z moich ubrań moczyła go jednostajnie a
ja zaczęłam cicho płakać. Co on do cholery wyprawiał? Dlaczego
nie pozwolił mi robić tego co chce? Palant! Pieprzony, popierdolony
palant!
Nagle w pokoju rozbrzmiał stłumiony dzwonek telefonu.
Dochodził z płaszcza Harrego. Podczołgałam się do niego,
wymacałam telefon w kieszeni i wyciągnęłam go. Spojrzałam na
spory ekranik smart fona. Numer prywatny? Odebrałam niepewnie. Po
drugiej stronie usłyszałam męski głos, zanim zdążyłam
powiedzieć głupie „halo” :
- Przykro nam Styles, Horan cię ostrzegał.
Analizowałam przez chwilę to, co właśnie usłyszałam.
Przestałam, gdy po drugiej stronie słuchawki usłyszałam strzał a
następnie męski krzyk.
alisjailfhasilfilajfilasjfila już mamy tu na blogu 4000 tysiące wyświetleń
WOW
mówiłam już, ze was kocham? bo kocham pyśki
jutro mam wolne aklsfhalfhsilahfila
i w czwartek też
i w piątek
takie uroki 15 latka
XD
nowy rozdział w piątek :)
Nadal zachęcam do komentowania i dodawania się do informowanych (zakładki)
alisjailfhasilfilajfilasjfila już mamy tu na blogu 4000 tysiące wyświetleń
WOW
mówiłam już, ze was kocham? bo kocham pyśki
jutro mam wolne aklsfhalfhsilahfila
i w czwartek też
i w piątek
takie uroki 15 latka
XD
nowy rozdział w piątek :)
Nadal zachęcam do komentowania i dodawania się do informowanych (zakładki)

Ostatnio narobiłam sobie zaległości w czytaniu tego opowiadania :/ Dużo się dzieje i to mi się podoba :) Bardzo podoba mi się postać Harry'ego :) Świetna praca :)
OdpowiedzUsuń@foryoudear7
Umieram z ciekawości
OdpowiedzUsuńNo nie nie nie powiedz ze oni chcieli go tylko nastraszyć błagam noo no poprostu nie mogli zabić Lou no nie po prosty jedno wielkie stanowcze NIE ZGADZAM SIĘ
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział ale czemu kinczysz w takim momencie?!?!
No dobra moze wytrzymam do piątku x
Huehuehue ja tez mam 15 lat czuje sie zaszczycona xxx
Wow ,super ,kocham to opowiadanie
OdpowiedzUsuńalishfilahsfilashfilahfilhas k o c h a m t o t a a a a a a a a a k b a r d z o
OdpowiedzUsuńZajebiste tak jak mówiłam skoro ktoś krzyzał chyba Lou to chyba rzyje moze postrzelili go w kolano? Nie umiem sie doczekac nexta :) @wilk_julia
OdpowiedzUsuńFuck miało byc żyje a nie rzyje fuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu @wilk_julia
OdpowiedzUsuńNIE NI NIE WIERZE. NAWET NIE WIESZ JAK W TYM ENCIE CIR STRASZNIE NIE LUBIE:( NORMALNIE. .... JAK MOGLAS???! JAK??!!!! W TYM MOMENCIE MI PRZERWAC?! :''( NO KURDE. OCZYWISCIE ZARTUJR ZE CIR NIR LUBIE. KOCHAM CIE. JESTES SWIETNA TWOJE FF JEST SJJSGAIABGJAJAHSHS *.* BO NIE DA SIE TEGO WYJASNIC SLOWAMI JAHAJAHAHA <3 JEZU. JESTEM PSYCHICZNA FANKA TEGO. OMOMOM :D
OdpowiedzUsuńN I G D Y ALE TO NIGDY WIECEJ MI NIE. ROB CZEGOS TAKIEGO BO JA SIE ZABIJE MOJA CIEKAWOSC DO NASTEPNEGO ROZDZIALU>>>>>>>>
OMFG ... Lou :'(
OdpowiedzUsuń@emili_sd
O boże *o* jezu to nie może być prawda :'( on nie mógł zabić louisa :'(
OdpowiedzUsuńon musi żyć :'( MUSI do cholery :'(
Nie wytrzymam do kolejnego rozdziału :'( ja nie wytrzymam :'(
IDĘ SKOCZYĆ Z DACHU :'(
O boże *o* jezu to nie może być prawda :'( on nie mógł zabić louisa :'(
OdpowiedzUsuńon musi żyć :'( MUSI do cholery :'(
Nie wytrzymam do kolejnego rozdziału :'( ja nie wytrzymam :'(
IDĘ SKOCZYĆ Z DACHU :'(
Jak mogłaś przerwać w takim momencie ?? A rozdział cudowny w sumie jak każdy
OdpowiedzUsuńCZY. TY. ZABIŁAŚ. LOUISA. KURWA. MAĆ.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że tak późno ale... HJHDSKJABSJDFCHBASJHD OMG nazwał ją jego i wziął ją do siebie ale.. aaaaaaahhhhh czy Louis umrze?!?! jaaaaa nooooooooo :<<<<<<<<<<<<< dobra lece do następnego !! Kocham cię to jest wspaniałe <33
OdpowiedzUsuń