Chyba są sceny,
sama nie wiem czy coś poza Hiv (Harry + Liv) się dla was liczy, ale
ostrzegam w razie czego X'''D
Poczułam delikatne
wibrowanie pod poduszką. Mlasnęłam cicho niezadowolona, że coś
wyrywa mnie ze snu. Zastanawiałam się chwile, skąd to wibrowanie
może dochodzić... Telefon! Podniosłam głowę gwałtownie i
zaczęłam gmerać ręką po poduszką w jego poszukiwaniu. Byłam
tak otępiała i zaspana, że nie zauważyłam nic podejrzanego w tak
wczesnym telefonie. Gdy w końcu wyjęłam komórkę, przed
odebraniem spojrzałam na godzinę. 6:18. Westchnęłam i nawet nie
patrząc kto to odebrałam, przeciągając z trudem zieloną
słuchawkę kciukiem. Mój telefon już tak słabo reagował na
dotyk... Westchnęłam i postanowiłam sobie, że jak tylko wydostanę
się z tego pustkowia wszystkie moje oszczędności wydam na nowy
telefon... Ale to były tylko mrzonki sennego i otępiałego umysłu.
Przecież ja nie miałam oszczędności na nowy telefon.
- Halo? -
powiedziałam zaspanym głosem.
- Cześć suko. -
usłyszałam po drugiej stronie – Uciekłaś z Louisem
kochanieńka... Czyli już poznałaś mój mały sekrecik?
Niall.
Podniosłam się
gwałtownie i spojrzałam w dół. Harry nadal spał, więc
postanowiłam opuścić salon, aby dokończyć 'rozmowę', jeżeli
można to było tak nazwać. Moje mięśnie spięły się. Ostatnią
osobą, z którą chciałam teraz rozmawiać był Niall. Wstając z
kanapy milczałam jak grób przerażona. Gdy wyszłam zamknęłam za
sobą drzwi i oparłam się o nie szybko i płytko oddychając.
- Czego chcesz
Niall? - szepnęłam płaczliwie, a moje oczy błądziły po
korytarzu oświetlanym przez delikatne promienie słoneczne wpadające
przez okno. - Czemu dzwonisz tak wcześnie?
- Cóż... Chcę
twojej śmierci to raz. - zaśmiał się – A dwa, chce cię
uświadomić z kim właśnie przebywasz.
Uniosłam jedną
brew.
- O-o co c-ci
chodzi? - zapytałam cicho, siląc się na normalny ton, ale za
jąkałam się tak mocno, że mój strach był mocno słyszalny.
- O Harrego. -
mruknął.
Przełknęłam
ślinę i odsunęłam się od drzwi prowadzących do salonu o kilka
kroków.
- Co z Harrym? -
zapytałam.
Czekałam chwilę
na odpowiedź, ponieważ Niall śmiał się szyderczo. Psychopata.
Kiedy Horan w końcu przestał, poczułam czyjś gorący oddech na
plecach. Zadrżałam. Mogłam być ciszej gdy wstawałam. Mocne
dłonie Harrego błądziły po moich plecach, a ja miałam ochotę
powiedzieć mu, żeby przestał. Strasznie mnie to rozpraszało i
sprawiało, że bardziej się trzęsłam:
- A więc Harry...
Harry pracował dla mnie nie tylko na strzelnicy. Robił inne rzeczy,
aby mi pomagać. Nie będziesz za szczęśliwa gdy ci o nich powiem.
Niall manipulował
mną, wciągając mnie w rozmowę, lecz teraz ciekawość wzięła
górę i mimo tego, że Harry stał za mną nie powstrzymałam
gadatliwego jęzora.
- Jakie inne rzeczy
robił Ha... - Wyrwało mi się z ust, ale szybko je zamknęłam, gdy
poczułam, że brunet zabiera gwałtownie ręce z mojego ciała.
- Z kim rozmawiasz?
- zapytał ostro Harry, a ja przełknęłam ślinę odwracając się
do niego na pięcie.
- Z Ni... Niallem.
- spuściłam wzrok – Zadzwonił do mnie.
Harry spoglądał
na mnie sfrustrowany. Wyrwał mi telefon z ręki, a ja usłyszałam
jeszcze to, ze Niall kontynuował swoją wypowiedź. Niem usłyszałam
reszty, ponieważ Harry zakończył połączenie i upuścił telefon
na ziemię. Chwycił moje ramiona.
- Co on ci
powiedział? - zapytał, delikatnie mną potrząsając, ponieważ nie
odpowiadałam na jego pytanie. - Rozmawialiście o mnie?
- Powiedział że
chce mojej śmierci. - mój oddech przyśpieszył. - I mówił coś o
tobie. - szepnęłam – Znaczy, chciał coś powiedzieć ale
zabrałeś mi telefon.
Tym razem to Harry
patrzył to raz na mnie, to raz na mój telefon. Po chwili jego
sporych rozmiarów stopa kopnęła moją komórkę na ścianę.
Telefon odbił się od niej z impetem, a szybko pękła pod wpływem
uderzenia. Spoglądałam na bruneta zszokowana jego zachowaniem. Nie
szkoda mi było telefonu, lecz nie rozumiałam, po co to zrobił.
- Co to miało być?
- To ja się teraz
o coś zapytam. Louis kazał ci wyłączyć telefon? - kiwnęłam
niepewnie głową – To czemu tego nie zrobiłaś? - zapytał mocno
zaciskając dłonie na moich ramionach.
- Zapomniałam. -
syknęłam cicho – To boli Harry.
Momentalnie zabrał
dłonie. Spoglądał na mnie spod przymrużonych powiek i westchnął.
Obrócił się i ruszył w stronę salonu, ale szybkim susem
zagrodziłam mu drogę.
- Chciał mi coś o
tobie powiedzieć. - powtórzyłam – Mówił, że robiłeś dla
niego inne rzeczy, o których wolałabym nie wiedzieć. Jakie rzeczy?
Patrzył się na
mnie tymi swoimi zabłąkanymi oczyma tak, jakby nie wiedział co ma
powiedzieć czy zrobić. Czyli jednak Horan mówił prawdę.
Zaciągnęłam się ciepłym powietrzem i rozchyliłam wargi.
- Ukrywasz coś
przede mną... Powiedz mi prawdę. Całą prawdę. - szepnęłam, a
ona opuścił głowę.
- Na pewno tego
chcesz? - zapytał cicho.
- Na pewno. -
wymruczałam, a on chwycił niepewnie moją dłoń, po czym pociągnął
mnie w stronę salonu.
Szłam za nim krok
w krok jak cień nie wiedząc, czego mogę się spodziewać. Harry
usiadł na tapczanie tuż obok kołdry zwiniętej w kłębek, którą
z siebie zrzuciłam, gdy w pośpiechu opuszczałam salon. Poklepał
swoje kolana porozumiewawczo. Usiadłam na nich, przodem do niego i
wzdrygnęłam się, gdy Harry przyciągnął mnie do siebie bliżej,
delikatnie chwytając mnie za pośladki. Widziałam, jak się waha,
lecz gdy otworzył usta i zaczął mówić, zdawało mi się, że już
nigdy nie przestanie a jego historia nie ma końca.
~
Skończył
opowiadać, a ja siedziałam jeszcze chwilę na jego kolanach
zszokowana. Analizowałam jego opowieść w myślach, czując, że
nie mogę w nią uwierzyć. Że ona nie mogła być pardwą... Jednym
słowem wychodziło na to, że on też chciał mojej krzywdy. Nic nie
rozumiałam.
-
Myślałam, że z tobą mogę czuć się bezpiecznie... Ale ty też
chciałeś, żeby Niall mnie zabił. - wstałam prędko z kolan
Harrego, wyrywając biodra z objęć jego dużych dłoni.
Po moich
policzkach spływały słone, gorące łzy, a moje kolana trzęsły
się.
Olivia,
miałaś nie płakać!
Styles
wstał razem ze mną i chwycił moją dłoń.
-
Usiądź, bo się przewrócisz. - powiedział cicho – Pozwól mi
wyjaśnić, to nie tak... - szepnął, ale ja już nie mogłam
inaczej dać upustu mojej frustracji
Moja
ręką z zawrotną prędkością uderzyła o jego policzek. Harry
odchylił głowę zszokowany i splunął na dywan niehigienicznie.
Zanim jednak zdążył coś powiedzieć, wyszłam z salonu i
przeszłam cała roztrzęsiona i zapłakana przez korytarz aż do
drzwi frontowych. Otworzyłam je i wyszłam na ganek w samej koszulce
do spania i majtkach. Zatrzęsłam się z zimna i usiadłam pod
drewnianą ścianą domku. Zaczęłam płakać niekontrolowanie. Moje
dłonie odmawiały posłuszeństwa, nie mogłam nawet wytrzeć
własnych łez płynących potokami z moich oczu.
Nadajnik
w telefonie? Śledzenie mnie? Podobno „nie robił tego dla Nialla,
tylko dla mojego bezpieczeństwa”. Gówno prawda. Wszystko to było
dla Louisa, nie dla mnie. Oszukiwał mnie przez ten cały czas, a gdy
mówił, że chce mojego bezpieczeństwa... Miałam podejrzenia, że
on nadal spiskuje z Niallem przeciwko mnie, że siedzę tutaj jak w
pułapce i czekam na wyrok.
Czułam
się wtedy tak potwornie oszukana. Drżałam z zimna i upokorzenia.
Moja psychika złamała się na pół, jak krucha gałąź targana
mocnym wiatrem. Już nie wiedziałam, kto jest ten dobry, a kto ten
zły.
Już tak
naprawdę nie wiedziałam nic.
* * *
(Niall)
Nadajnik
umieszczony w telefonie Liv nad ranem nagle przestał wskazywać
miejsce jej aktualnego położenia. Na szczęście potrzebne
współrzędne zdążyłem zapisać wcześniej, przewidywałem, że
tak się stanie.
Ale nie
mogłem teraz ryzykować tego, że miejsce jej pobytu nagle się
zmieni. Zadzwoniłem więc do moich najemników z informacją, że
akcja uprowadzenia Olivii przesuwa się na dzisiaj i mają
niezwłocznie się stawić w moim domu. Cholernie zależało mi na
tym, żeby ją skrzywdzić, zabić, upokorzyć, sprawić jej ból.
Gregory,
Mike i Eric zjawili się tu około 7. Każdy z nich miał broń, tak
jak ich poinstruowałem. Usiedliśmy w moim salonie, a ja apatycznie
paliłem papierosa za papierosem, próbując jakoś oczyścić umysł.
W pokoju unosił się gęsty szarym dym. Gdy Mike wyciągnął swoje
papierosy i tak samo jak ja zaczął odpalać jednego za drugim, dym
zagęścił się tworząc pod sufitem popielatą zawiesinę.
-
Wyjeżdżamy za 20 minut. Będziemy tam w 3 godziny. Wchodzimy do
domu i zgarniamy tylko dziewczynę. - powiedziałem – Tylko
dziewczynę. Reszta zostaje tam póki nie odjedziemy. - zaciągnąłem
się obojętnie dymem. - Potem niech sobie robią co chcą, i tak nie
zdążą jej uratować. - zaśmiałem się szyderczo.
- A co
jeśli oni też mają broń? - zapytał Gregory, wciągając nosem
dym unoszący się w powietrzu.
-
Będziemy szybsi. Do domu wchodzimy jak najszybciej można.
Zaskoczymy ich tak nagle, że nie zdążą nawet wyjąć tej swojej
broni. - westchnąłem i zrobiłem cudzysłów w powietrzu na chwilę
wkładając papierosa do ust. - Czasem mało myślisz.
Gregory
kiwnął głową z pobłażaniem. Uwielbiałem to uczucie dominacji,
gdy ktoś się przede mną płaszczył.
Gdy tak
rozmawialiśmy, do salonu niespodziewanie weszła Ginevra w krótkiej
koszuli nocnej z koronkowym haftem, którą jej kupiłem. Myślałem,
że będzie spała cały dzień, tak ją w nocy wymęczyłem. Oczy
moich towarzyszy skupiły się na niej, na co przygryzłem wargę.
Wkurwiało mnie to, gdy ktoś patrzył takim wzrokiem na kobietę, z
którą w nocy się pieprzyłem.
- Misiu?
Co tu się dzieje? - szepnęła, zarzucając swoje rude włosy na
ramię.
Kurwa,
ile razy mam ci powtarzać że nie znoszę, gdy mówisz do mnie
'Misiu'.
- Twój
Misio jedzie załatwiać ważne sprawy. - rzucił zgryźliwie Eric, a
ja warknąłem na niego niekontrolowanie.
- Sklej
ryj. - spojrzałem na Gin. - Jedziemy po Olivię. - rzuciłem, a ona
kiwnęła głową skonsternowana.
- Ale
dlaczego we 4? - zapytała dociekliwie.
Westchnąłem.
- Gin,
Gin, Gin. Jak ty mało wiesz o życiu. - wstałem i podszedłem do
niej rzucając po drodze peta do popielniczki stojącej na stoliku do
kawy. - Musimy pogadać. - pociągnąłem ją do wyjścia z salonu
za nadgarstek.
Kiedy
znaleźliśmy się po drugiej stronie korytarza, złapałem ją za
tyłek i nachyliłem się, umiejscawiając usta tuż nad jej uchem.
-
Kochasz mnie? - zapytałem cicho, wodząc dłońmi po jej pośladkach.
Kiwnęła
głową.
Jak ona
łatwo dawała się podpuścić. Zmanipulować ją mogłem w krótką
chwilę i już robiła wszystko, o co tylko ją prosiłem. Sięgnąłem
jedną dłonią do kieszeni spodni i wyjąłem z niej woreczek ze
spora działką hery przygotowaną dla niej już wcześniej. Podałem
jej go do ręki.
- Co to?
- zapytała cicho. - Nie mów, że to narkotyki...
-
Kochasz mnie? - ponowiłem pytanie – Chcesz ze mną być? -
szepnąłem całując łapczywie jej szyję.
Gęsia
skórka pojawiła się na niej zaskakująco szybko na co, mimo
wszystko, w moich spodniach zrobiło się nieco ciaśniej. Gin
zaciągnęła się powietrzem i jęknęła ciche 'Tak' wprost do
mojego ucha, wywołując uśmiech na mojej twarzy.
-
Więc... Napiszę do ciebie krótkiego smsa o godzinie... Sam nie
wiem której. Napiszę ci go, a w nim poinformuje cię, że masz je
wziąć. - wskazałem na działkę heroiny, którą cały czas mocno
ściskała w dłoniach. - Jeśli tego nie zrobisz lub nie masz
zamiaru, to już możesz pakować manatki. - uciekłem się do
szantażu.
- Ale...
- przygryzła wargę – Ale jak? - zapytała szeptem.
Wywróciłem
oczyma.
-
Nakładasz to, co jest w woreczku na łyżkę z dosłownie kilkoma
kroplami soku z cytryny oraz wody. - spojrzałem na nią. Kiwała
zawzięcie głową wskazując mi, że rozumie – Łyżkę
podgrzewasz najlepiej nad świeczką, ewentualnie zapalniczką aby
proszek się rozpuścił. Zawartość wlewasz do strzykawki...
Strzykawki są w dolnej szufladzie w kuchni – wyprzedziłem jej
kolejne pytanie, gdyż już otwierała usta żeby je zadać –
Rozluźniasz się i starasz się wkłuć w żyłę. Następnie
pociągasz tłok strzykawki odrobinę w górę. Jeżeli napłynie do
niego krew, to znaczy że trafiłaś i wkłułaś się w żyłę.
Możesz wtedy zaaplikować to, co jest w strzykawce. - westchnąłem.
- Ale...
Dlaczego jedziecie po Liv? Nie wyjaśniłeś mi tego. - szepnęła.
- O to
już się nie martw. - syknąłem, czując, że Gin nadszarpuje moją
cierpliwość.
Gdy
weźmie tak dużą działkę jaką jej przygotowałem, odleci i nie
dość, że zrobi z 'miłości' wszystko co jej każe, to jeszcze nic
nie będzie pamiętała. A na tym mi zależało.
Gin
kiwnęła głową, i schowała woreczek do małej kieszonki w koszuli
nocnej tuż na lewą piersią. Oblizałem wargi, gdy ramiączko
koszuli obsunęło się, a jej spora pierś naparła na materiał i
ukazała mi się w całej okazałości. To już nie było na moje
nerwy. Nachyliłem się i zassałem jej sutek ustami, delikatnie
drażniąc go językiem. Poczułem, że moje spodnie zaraz
eksplodują, więc rozpiąłem rozporek i zsunąłem je do połowy
ud wraz z bokserkami. Odsunąłem piersi od jej twardego już czułego
punktu na piersi. Byłem gotowy jak nigdy do dalszego działania,
więc chwyciłem Gin w udach i przyparłem do ściany unosząc do
góry. Oplotła nogami moje biodra i spojrzała na mnie z pożądaniem
w oczach. Nie zważając na to, że obok w pokoju siedzą moi
najemnicy, podwinąłem jej pidżamę, i wiedząc, że nie ma
bielizny zamajaczyłem główką członka o jej wejście i gwałtownie
się w nią wsunąłem. Jęknęła cicho, zaciskając szczękę.
-
Grzeczna dziewczynka. Teraz korzystaj z nagrody. - warknąłem.
W
sumie, mogłem przesunąć wyjazd o jakieś 10 minut, ale byłem
cholernie nabuzowany. Miałem świadomość, że bardzo szybko
skończę. Poruszałem się w niej w tak zawrotnym tempie, że na
korytarzu słychać było tylko jej zduszone jęki i obijanie się
moich ud o jej pośladki.
* * *
Godzina.
Siedziałam godzinę na ganku cała zmarznięta, i w głębi duszy
czekałam aż Harry wyjdzie i okryje mnie kocem, żeby chociaż
trochę udowodnić mi to, że jednak mu zależy. Tak się jednak nie
stało. Wtulałam się w ścianę, i liczyłam samochody
przejeżdżające szybko co jakiś czas po asfalcie. Byliśmy na tak
cholernym pustkowiu, żeby przejechało ich tutaj zaledwie 7 w ciągu
godziny. Ale ja nie mogłam już się skupić na ich liczeniu –
zęby dzwoniły mi z zimna, lecz moja chora duma nie pozwalała mi
wrócić do środka, a ja z nią walczyć również nie miałam chęci
ani zamiaru.
Lecz
nagle drzwi frontowe zaskrzypiały. Momentalnie odwróciłam głowę
w nadziei, że zobaczę twarz o męskich rysach, okalaną brązowymi
lokami, lecz stał tam nieco przygarbiony chłopak, który albo
przyszedł specjalnie mnie wkurzać, labo sama nie wiem po co.
Louis
człapał do mnie bardzo powoli, chwytając się na brzuch. Po co on
tu przylazł, skoro i tak musi odpoczywać? Uparty to on był. Za
cholerę nikogo się nie słuchał. Jego kolana delikatnie się
trzęsły, gdy delikatnie je ugiął. Usiadł obok mnie z trudem. Pod
pachą trzymał jeansową kurtkę, którą delikatnie narzucił mi na
plecy.
- Harry
kazał mi ci ją dać. - szepnął.
Była to
kurtka Stylesa, pachniała jego wodą po goleniu. Zaciągnęłam się
jej zapachem mimo woli i mocniej oparłam o ścianę. Wyobrażałam
sobie, że siedzimy sobie razem w moim mieszkaniu na kanapie, bez
problemów, bez żadnych zmartwień, on mnie przytula, a jego loki
łaskoczą mój policzek.
Louis
wyrwał mnie mentalnym uderzeniem w policzek ze snów na jawie.
-
Zepsułaś mi kumpla. - powiedział, a ja uniosłam niego brew
odwracając w końcu do niego głowę.
Patrzył
się na mnie chwilę w milczeniu i westchnął. Przetarł moje łzy z
policzków wierzchem dłoni.
- Siedzi
w sypialni i ryczy jak baba... Coś ty mu zrobiła kobieto...
- Ja...
To on bez ustanku krzywdzi mnie. - szepnęłam – Pracował dla
Nialla, zdobywał dla niego informacje o moim miejscu pobytu, o tym
co robię, też chciał mojej śmierci...
- Wiem.
- mruknął zrezygnowany Louis drapiąc się z trudem po znikającym
powoli siniaku na czole. - Powiedział mi... A ty nadal nie
potrafisz wyciągnąć z tego odpowiednich wniosków. - żachnął
się.
- Niby
jakich? - zapytałam ozięble.
Atmosfera
zaczynała się pomiędzy nami ostro zagęszczać i coraz mnie
podobała mi się ta wymiana zdań pomiędzy nami.
- On nie
robił tego z własnej woli, rozumiesz? Robił to dla mnie. Może z
początku nie bardzo obchodziło go, co się z tobą stanie, ale z
czasem zaczął dostrzegać w tobie niewinną istotkę, która
potrzebuje opieki. Robił to co robił tylko i wyłącznie dla mnie,
powtarzam. Więc jeżeli masz się na kogoś bezpodstawnie wkurwiać
o to wszystko, to właśnie na mnie, nie na Harrego. - warknął i
powoli wstał. - On coś do ciebie czuje kretynko a ty już 3 raz w
ciągu kilku dni robisz go w bambuko!
- Niby
co? Nie okazuje mi swoim uczuć! Kurwa, żadnej miłości, czułości,
tylko same wrzaski i szarpanie mną na wszystkie strony! Że niby ja
go robię w bambuko? To on mnie do tego zmusza swoim zachowaniem!
No może
przesadziłam. Ale pod wpływem emocji mówi się różne głupie
rzeczy, zwłaszcza gdy kłócisz się z Louisem Tomlinsonem.
-
Miłości? Jeżeli oczekujesz miłości to nie odtrącaj go za to,
że chciał mi pomóc bo jestem jego przyjacielem! Pozwól mu przy
sobie zostać i się zakochać! - warknął i po chwili zakaszlał.
Wstałam
momentalnie, a kurtka spadła z moich ramion. Podniosłam ją szybko
kucając, i złapałam jego ramię, gdy ponownie stałam
wyprostowana. Strącił moją dłoń szybko ruszając barkiem.
- W
porządku? - zapytałam go cicho, a on spojrzał na mnie spode łba.
- Ta. W
porządku. - warknął.
-
Przepraszam. - szepnęłam i spuściłam głowę – Ale... Ja... -
podniosłam głowę. Przypomniałam sobie o pytaniu, które chciałam
mu już od dawna zadać – Znałeś Adama Prince'a? - zapytałam
cicho.
Zmierzył
mnie wzrokiem i kiwnął głową.
-
Twojego brata? - Zrobiłam pytająca minę. Skąd wiedział? - Harry
mi powiedział jeszcze pierwszego dnia. - mruknął widząc, jak na
niego spoglądam– Zabawne jest to, że Adam nigdy nie mówił że
miał siostrę... Najwyraźniej chciał cię chronić. Szkoda
chłopaka, Mike, taki jeden, nie znasz, zajebał go na zlecenie
Horana. - westchnął – Był całkiem spoko. - wzruszył ramionami
– Ale nie żyje. Chciało mu się przekrętów z kasą Nialla to
dostał nauczkę.
Zachłysnęłam
się powietrzem i powstrzymałam jakoś łzy.
- Jak
uważasz . - szepnęłam, lecz tak na prawdę nie mogłam znieść
tego, jak on mówił o moim bracie, który zajmował się mną
najlepiej jak tylko mógł. Przecież ja go nadal kochałam. Mimo
wszystko.
- Ej...
Przepraszam mała. - mruknął z odrobiną skruchy w głosie
chłopak, nachylając się do mnie – Uśmiechnij się ładnie.
Pociągnęłam
nosem i narzuciłam kurtkę na plecy. Podniosłam głowę zaskoczona
jego nagłą zmianą nastroju.
- Nie
gadajmy już o tym, okej? - szepnęłam.
Nie
chciałam tego roztrząsać, już i tak miałam dużo zmartwień na
głowie.
- Pod
warunkiem że pójdziesz i naprawisz Harrego. - powiedział wręcz
prosząco wskazując głową na drzwi frontowe, a ja uniosłam lekko
kąciki ust.
- Taki
właśnie miałam zamiar.
Kochani, rozdział dodany, jest poniedziałek, jak obiecałam :3
Jezu jak ja was kocham.
Hahahaha nie wiem co mam tu pisać, proszę tylko o komentarze (szczere <3 )

Grave fanfiction >>>>>>> życie
OdpowiedzUsuń@oopsmyheroes
wow to było super ,płaczący Harry , rozmowa Lou z Liv
OdpowiedzUsuńomg.kocham ten FF <3
Jesteś niesamowita. Zaczęłam czytać twoje ff jak mi wysłałaś link i to było to. Dziękuję, że poświęcasz czas pisząc. Czekam na to co się stanie dalej. <3
OdpowiedzUsuńten rozdział >>>>>>>
OdpowiedzUsuńpiątku przybywaj,bo chcę kolejny rozdział ! <3 / @loczekxx
kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham ciesze sie ze tu nie ma limity na znaki hhha
OdpowiedzUsuńkocham kcham kocham
NIall jaki napaleniec hahaha
Lou jak zwykle czarujący bezczelny i wesoły nie ważne jak bardzo skopaną miał dupę
hahaha nie moge sie doczekać następnego xx
Kochaaaaam jeju wgl ta rozmowa Liv z Lou taka fajna :D ale boję się co będzie jak Nialll przyjedzie :o Nie wiem jak ja przeżyję do piątku :o ale czekam CZEKAM CZEKAM CZEKAM JESTŚ ŚWIETNA <3
OdpowiedzUsuńWięc... cudowny, świetny, znakomity! Mam nadzieję że między Liv a Harrym wszystko się ułoży i że Niall już im nic nie popsuje. Czekam na nastepny! Kocham Cię za to że piszesz życzę weny @_xoxanna
OdpowiedzUsuńchciałabym kolejny rozdział, ciekawa jestem czy uda się jej naprawić Harrego i czy on wreszcie przestanie się nad nią roztrząsać. świetny rozdział, pare literówek ale tak to jest okej.
OdpowiedzUsuńOk ok dopiero do mnie dobiera więc nie wiem co napisać
OdpowiedzUsuńJEST PO PROSTU ŚWIETNY I TYLE XD
k o c h a m t o f f
OdpowiedzUsuńKocham Cie Kocham Cie ! Dziekuje ze piszesz tak wspaniale opowiadanie , jest zdecydowanie najlepszy ze wszystkich ktoré czytalam , lepsze níž after dark czy jakies tam bzdety . Uwielbiam to opowiadanie ! Jeej Kč ! Mam nadzieje ze líc i harry nd rázem x heh . oky xx ily xx
OdpowiedzUsuń