poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 23



Chyba są sceny, sama nie wiem czy coś poza Hiv (Harry + Liv) się dla was liczy, ale ostrzegam w razie czego X'''D
Poczułam delikatne wibrowanie pod poduszką. Mlasnęłam cicho niezadowolona, że coś wyrywa mnie ze snu. Zastanawiałam się chwile, skąd to wibrowanie może dochodzić... Telefon! Podniosłam głowę gwałtownie i zaczęłam gmerać ręką po poduszką w jego poszukiwaniu. Byłam tak otępiała i zaspana, że nie zauważyłam nic podejrzanego w tak wczesnym telefonie. Gdy w końcu wyjęłam komórkę, przed odebraniem spojrzałam na godzinę. 6:18. Westchnęłam i nawet nie patrząc kto to odebrałam, przeciągając z trudem zieloną słuchawkę kciukiem. Mój telefon już tak słabo reagował na dotyk... Westchnęłam i postanowiłam sobie, że jak tylko wydostanę się z tego pustkowia wszystkie moje oszczędności wydam na nowy telefon... Ale to były tylko mrzonki sennego i otępiałego umysłu.
Przecież ja nie miałam oszczędności na nowy telefon.
- Halo? - powiedziałam zaspanym głosem.
- Cześć suko. - usłyszałam po drugiej stronie – Uciekłaś z Louisem kochanieńka... Czyli już poznałaś mój mały sekrecik?
Niall.
Podniosłam się gwałtownie i spojrzałam w dół. Harry nadal spał, więc postanowiłam opuścić salon, aby dokończyć 'rozmowę', jeżeli można to było tak nazwać. Moje mięśnie spięły się. Ostatnią osobą, z którą chciałam teraz rozmawiać był Niall. Wstając z kanapy milczałam jak grób przerażona. Gdy wyszłam zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się o nie szybko i płytko oddychając.
- Czego chcesz Niall? - szepnęłam płaczliwie, a moje oczy błądziły po korytarzu oświetlanym przez delikatne promienie słoneczne wpadające przez okno. - Czemu dzwonisz tak wcześnie?
- Cóż... Chcę twojej śmierci to raz. - zaśmiał się – A dwa, chce cię uświadomić z kim właśnie przebywasz.
Uniosłam jedną brew.
- O-o co c-ci chodzi? - zapytałam cicho, siląc się na normalny ton, ale za jąkałam się tak mocno, że mój strach był mocno słyszalny.
- O Harrego. - mruknął.
Przełknęłam ślinę i odsunęłam się od drzwi prowadzących do salonu o kilka kroków.
- Co z Harrym? - zapytałam.
Czekałam chwilę na odpowiedź, ponieważ Niall śmiał się szyderczo. Psychopata. Kiedy Horan w końcu przestał, poczułam czyjś gorący oddech na plecach. Zadrżałam. Mogłam być ciszej gdy wstawałam. Mocne dłonie Harrego błądziły po moich plecach, a ja miałam ochotę powiedzieć mu, żeby przestał. Strasznie mnie to rozpraszało i sprawiało, że bardziej się trzęsłam:
- A więc Harry... Harry pracował dla mnie nie tylko na strzelnicy. Robił inne rzeczy, aby mi pomagać. Nie będziesz za szczęśliwa gdy ci o nich powiem.
Niall manipulował mną, wciągając mnie w rozmowę, lecz teraz ciekawość wzięła górę i mimo tego, że Harry stał za mną nie powstrzymałam gadatliwego jęzora.
- Jakie inne rzeczy robił Ha... - Wyrwało mi się z ust, ale szybko je zamknęłam, gdy poczułam, że brunet zabiera gwałtownie ręce z mojego ciała.
- Z kim rozmawiasz? - zapytał ostro Harry, a ja przełknęłam ślinę odwracając się do niego na pięcie.
- Z Ni... Niallem. - spuściłam wzrok – Zadzwonił do mnie.
Harry spoglądał na mnie sfrustrowany. Wyrwał mi telefon z ręki, a ja usłyszałam jeszcze to, ze Niall kontynuował swoją wypowiedź. Niem usłyszałam reszty, ponieważ Harry zakończył połączenie i upuścił telefon na ziemię. Chwycił moje ramiona.
- Co on ci powiedział? - zapytał, delikatnie mną potrząsając, ponieważ nie odpowiadałam na jego pytanie. - Rozmawialiście o mnie?
- Powiedział że chce mojej śmierci. - mój oddech przyśpieszył. - I mówił coś o tobie. - szepnęłam – Znaczy, chciał coś powiedzieć ale zabrałeś mi telefon.
Tym razem to Harry patrzył to raz na mnie, to raz na mój telefon. Po chwili jego sporych rozmiarów stopa kopnęła moją komórkę na ścianę. Telefon odbił się od niej z impetem, a szybko pękła pod wpływem uderzenia. Spoglądałam na bruneta zszokowana jego zachowaniem. Nie szkoda mi było telefonu, lecz nie rozumiałam, po co to zrobił.
- Co to miało być?
- To ja się teraz o coś zapytam. Louis kazał ci wyłączyć telefon? - kiwnęłam niepewnie głową – To czemu tego nie zrobiłaś? - zapytał mocno zaciskając dłonie na moich ramionach.
- Zapomniałam. - syknęłam cicho – To boli Harry.
Momentalnie zabrał dłonie. Spoglądał na mnie spod przymrużonych powiek i westchnął. Obrócił się i ruszył w stronę salonu, ale szybkim susem zagrodziłam mu drogę.
- Chciał mi coś o tobie powiedzieć. - powtórzyłam – Mówił, że robiłeś dla niego inne rzeczy, o których wolałabym nie wiedzieć. Jakie rzeczy?
Patrzył się na mnie tymi swoimi zabłąkanymi oczyma tak, jakby nie wiedział co ma powiedzieć czy zrobić. Czyli jednak Horan mówił prawdę. Zaciągnęłam się ciepłym powietrzem i rozchyliłam wargi.
- Ukrywasz coś przede mną... Powiedz mi prawdę. Całą prawdę. - szepnęłam, a ona opuścił głowę.
- Na pewno tego chcesz? - zapytał cicho.
- Na pewno. - wymruczałam, a on chwycił niepewnie moją dłoń, po czym pociągnął mnie w stronę salonu.
Szłam za nim krok w krok jak cień nie wiedząc, czego mogę się spodziewać. Harry usiadł na tapczanie tuż obok kołdry zwiniętej w kłębek, którą z siebie zrzuciłam, gdy w pośpiechu opuszczałam salon. Poklepał swoje kolana porozumiewawczo. Usiadłam na nich, przodem do niego i wzdrygnęłam się, gdy Harry przyciągnął mnie do siebie bliżej, delikatnie chwytając mnie za pośladki. Widziałam, jak się waha, lecz gdy otworzył usta i zaczął mówić, zdawało mi się, że już nigdy nie przestanie a jego historia nie ma końca.

~
Skończył opowiadać, a ja siedziałam jeszcze chwilę na jego kolanach zszokowana. Analizowałam jego opowieść w myślach, czując, że nie mogę w nią uwierzyć. Że ona nie mogła być pardwą... Jednym słowem wychodziło na to, że on też chciał mojej krzywdy. Nic nie rozumiałam.
- Myślałam, że z tobą mogę czuć się bezpiecznie... Ale ty też chciałeś, żeby Niall mnie zabił. - wstałam prędko z kolan Harrego, wyrywając biodra z objęć jego dużych dłoni.
Po moich policzkach spływały słone, gorące łzy, a moje kolana trzęsły się.
Olivia, miałaś nie płakać!
Styles wstał razem ze mną i chwycił moją dłoń.
- Usiądź, bo się przewrócisz. - powiedział cicho – Pozwól mi wyjaśnić, to nie tak... - szepnął, ale ja już nie mogłam inaczej dać upustu mojej frustracji
Moja ręką z zawrotną prędkością uderzyła o jego policzek. Harry odchylił głowę zszokowany i splunął na dywan niehigienicznie. Zanim jednak zdążył coś powiedzieć, wyszłam z salonu i przeszłam cała roztrzęsiona i zapłakana przez korytarz aż do drzwi frontowych. Otworzyłam je i wyszłam na ganek w samej koszulce do spania i majtkach. Zatrzęsłam się z zimna i usiadłam pod drewnianą ścianą domku. Zaczęłam płakać niekontrolowanie. Moje dłonie odmawiały posłuszeństwa, nie mogłam nawet wytrzeć własnych łez płynących potokami z moich oczu.
Nadajnik w telefonie? Śledzenie mnie? Podobno „nie robił tego dla Nialla, tylko dla mojego bezpieczeństwa”. Gówno prawda. Wszystko to było dla Louisa, nie dla mnie. Oszukiwał mnie przez ten cały czas, a gdy mówił, że chce mojego bezpieczeństwa... Miałam podejrzenia, że on nadal spiskuje z Niallem przeciwko mnie, że siedzę tutaj jak w pułapce i czekam na wyrok.
Czułam się wtedy tak potwornie oszukana. Drżałam z zimna i upokorzenia. Moja psychika złamała się na pół, jak krucha gałąź targana mocnym wiatrem. Już nie wiedziałam, kto jest ten dobry, a kto ten zły.
Już tak naprawdę nie wiedziałam nic.
* * *

(Niall)
Nadajnik umieszczony w telefonie Liv nad ranem nagle przestał wskazywać miejsce jej aktualnego położenia. Na szczęście potrzebne współrzędne zdążyłem zapisać wcześniej, przewidywałem, że tak się stanie.
Ale nie mogłem teraz ryzykować tego, że miejsce jej pobytu nagle się zmieni. Zadzwoniłem więc do moich najemników z informacją, że akcja uprowadzenia Olivii przesuwa się na dzisiaj i mają niezwłocznie się stawić w moim domu. Cholernie zależało mi na tym, żeby ją skrzywdzić, zabić, upokorzyć, sprawić jej ból.
Gregory, Mike i Eric zjawili się tu około 7. Każdy z nich miał broń, tak jak ich poinstruowałem. Usiedliśmy w moim salonie, a ja apatycznie paliłem papierosa za papierosem, próbując jakoś oczyścić umysł. W pokoju unosił się gęsty szarym dym. Gdy Mike wyciągnął swoje papierosy i tak samo jak ja zaczął odpalać jednego za drugim, dym zagęścił się tworząc pod sufitem popielatą zawiesinę.
- Wyjeżdżamy za 20 minut. Będziemy tam w 3 godziny. Wchodzimy do domu i zgarniamy tylko dziewczynę. - powiedziałem – Tylko dziewczynę. Reszta zostaje tam póki nie odjedziemy. - zaciągnąłem się obojętnie dymem. - Potem niech sobie robią co chcą, i tak nie zdążą jej uratować. - zaśmiałem się szyderczo.
- A co jeśli oni też mają broń? - zapytał Gregory, wciągając nosem dym unoszący się w powietrzu.
- Będziemy szybsi. Do domu wchodzimy jak najszybciej można. Zaskoczymy ich tak nagle, że nie zdążą nawet wyjąć tej swojej broni. - westchnąłem i zrobiłem cudzysłów w powietrzu na chwilę wkładając papierosa do ust. - Czasem mało myślisz.
Gregory kiwnął głową z pobłażaniem. Uwielbiałem to uczucie dominacji, gdy ktoś się przede mną płaszczył.
Gdy tak rozmawialiśmy, do salonu niespodziewanie weszła Ginevra w krótkiej koszuli nocnej z koronkowym haftem, którą jej kupiłem. Myślałem, że będzie spała cały dzień, tak ją w nocy wymęczyłem. Oczy moich towarzyszy skupiły się na niej, na co przygryzłem wargę. Wkurwiało mnie to, gdy ktoś patrzył takim wzrokiem na kobietę, z którą w nocy się pieprzyłem.
- Misiu? Co tu się dzieje? - szepnęła, zarzucając swoje rude włosy na ramię.
Kurwa, ile razy mam ci powtarzać że nie znoszę, gdy mówisz do mnie 'Misiu'.
- Twój Misio jedzie załatwiać ważne sprawy. - rzucił zgryźliwie Eric, a ja warknąłem na niego niekontrolowanie.
- Sklej ryj. - spojrzałem na Gin. - Jedziemy po Olivię. - rzuciłem, a ona kiwnęła głową skonsternowana.
- Ale dlaczego we 4? - zapytała dociekliwie.
Westchnąłem.
- Gin, Gin, Gin. Jak ty mało wiesz o życiu. - wstałem i podszedłem do niej rzucając po drodze peta do popielniczki stojącej na stoliku do kawy. - Musimy pogadać. - pociągnąłem ją do wyjścia z salonu za nadgarstek.
Kiedy znaleźliśmy się po drugiej stronie korytarza, złapałem ją za tyłek i nachyliłem się, umiejscawiając usta tuż nad jej uchem.
- Kochasz mnie? - zapytałem cicho, wodząc dłońmi po jej pośladkach.
Kiwnęła głową.
Jak ona łatwo dawała się podpuścić. Zmanipulować ją mogłem w krótką chwilę i już robiła wszystko, o co tylko ją prosiłem. Sięgnąłem jedną dłonią do kieszeni spodni i wyjąłem z niej woreczek ze spora działką hery przygotowaną dla niej już wcześniej. Podałem jej go do ręki.
- Co to? - zapytała cicho. - Nie mów, że to narkotyki...
- Kochasz mnie? - ponowiłem pytanie – Chcesz ze mną być? - szepnąłem całując łapczywie jej szyję.
Gęsia skórka pojawiła się na niej zaskakująco szybko na co, mimo wszystko, w moich spodniach zrobiło się nieco ciaśniej. Gin zaciągnęła się powietrzem i jęknęła ciche 'Tak' wprost do mojego ucha, wywołując uśmiech na mojej twarzy.
- Więc... Napiszę do ciebie krótkiego smsa o godzinie... Sam nie wiem której. Napiszę ci go, a w nim poinformuje cię, że masz je wziąć. - wskazałem na działkę heroiny, którą cały czas mocno ściskała w dłoniach. - Jeśli tego nie zrobisz lub nie masz zamiaru, to już możesz pakować manatki. - uciekłem się do szantażu.
- Ale... - przygryzła wargę – Ale jak? - zapytała szeptem.
Wywróciłem oczyma.
- Nakładasz to, co jest w woreczku na łyżkę z dosłownie kilkoma kroplami soku z cytryny oraz wody. - spojrzałem na nią. Kiwała zawzięcie głową wskazując mi, że rozumie – Łyżkę podgrzewasz najlepiej nad świeczką, ewentualnie zapalniczką aby proszek się rozpuścił. Zawartość wlewasz do strzykawki... Strzykawki są w dolnej szufladzie w kuchni – wyprzedziłem jej kolejne pytanie, gdyż już otwierała usta żeby je zadać – Rozluźniasz się i starasz się wkłuć w żyłę. Następnie pociągasz tłok strzykawki odrobinę w górę. Jeżeli napłynie do niego krew, to znaczy że trafiłaś i wkłułaś się w żyłę. Możesz wtedy zaaplikować to, co jest w strzykawce. - westchnąłem.
- Ale... Dlaczego jedziecie po Liv? Nie wyjaśniłeś mi tego. - szepnęła.
- O to już się nie martw. - syknąłem, czując, że Gin nadszarpuje moją cierpliwość.
Gdy weźmie tak dużą działkę jaką jej przygotowałem, odleci i nie dość, że zrobi z 'miłości' wszystko co jej każe, to jeszcze nic nie będzie pamiętała. A na tym mi zależało.
Gin kiwnęła głową, i schowała woreczek do małej kieszonki w koszuli nocnej tuż na lewą piersią. Oblizałem wargi, gdy ramiączko koszuli obsunęło się, a jej spora pierś naparła na materiał i ukazała mi się w całej okazałości. To już nie było na moje nerwy. Nachyliłem się i zassałem jej sutek ustami, delikatnie drażniąc go językiem. Poczułem, że moje spodnie zaraz eksplodują, więc rozpiąłem rozporek i zsunąłem je do połowy ud wraz z bokserkami. Odsunąłem piersi od jej twardego już czułego punktu na piersi. Byłem gotowy jak nigdy do dalszego działania, więc chwyciłem Gin w udach i przyparłem do ściany unosząc do góry. Oplotła nogami moje biodra i spojrzała na mnie z pożądaniem w oczach. Nie zważając na to, że obok w pokoju siedzą moi najemnicy, podwinąłem jej pidżamę, i wiedząc, że nie ma bielizny zamajaczyłem główką członka o jej wejście i gwałtownie się w nią wsunąłem. Jęknęła cicho, zaciskając szczękę.
- Grzeczna dziewczynka. Teraz korzystaj z nagrody. - warknąłem.
W sumie, mogłem przesunąć wyjazd o jakieś 10 minut, ale byłem cholernie nabuzowany. Miałem świadomość, że bardzo szybko skończę. Poruszałem się w niej w tak zawrotnym tempie, że na korytarzu słychać było tylko jej zduszone jęki i obijanie się moich ud o jej pośladki.

* * *
Godzina. Siedziałam godzinę na ganku cała zmarznięta, i w głębi duszy czekałam aż Harry wyjdzie i okryje mnie kocem, żeby chociaż trochę udowodnić mi to, że jednak mu zależy. Tak się jednak nie stało. Wtulałam się w ścianę, i liczyłam samochody przejeżdżające szybko co jakiś czas po asfalcie. Byliśmy na tak cholernym pustkowiu, żeby przejechało ich tutaj zaledwie 7 w ciągu godziny. Ale ja nie mogłam już się skupić na ich liczeniu – zęby dzwoniły mi z zimna, lecz moja chora duma nie pozwalała mi wrócić do środka, a ja z nią walczyć również nie miałam chęci ani zamiaru.
Lecz nagle drzwi frontowe zaskrzypiały. Momentalnie odwróciłam głowę w nadziei, że zobaczę twarz o męskich rysach, okalaną brązowymi lokami, lecz stał tam nieco przygarbiony chłopak, który albo przyszedł specjalnie mnie wkurzać, labo sama nie wiem po co. 
Louis człapał do mnie bardzo powoli, chwytając się na brzuch. Po co on tu przylazł, skoro i tak musi odpoczywać? Uparty to on był. Za cholerę nikogo się nie słuchał. Jego kolana delikatnie się trzęsły, gdy delikatnie je ugiął. Usiadł obok mnie z trudem. Pod pachą trzymał jeansową kurtkę, którą delikatnie narzucił mi na plecy.
- Harry kazał mi ci ją dać. - szepnął.
Była to kurtka Stylesa, pachniała jego wodą po goleniu. Zaciągnęłam się jej zapachem mimo woli i mocniej oparłam o ścianę. Wyobrażałam sobie, że siedzimy sobie razem w moim mieszkaniu na kanapie, bez problemów, bez żadnych zmartwień, on mnie przytula, a jego loki łaskoczą mój policzek.
Louis wyrwał mnie mentalnym uderzeniem w policzek ze snów na jawie.
- Zepsułaś mi kumpla. - powiedział, a ja uniosłam niego brew odwracając w końcu do niego głowę.
Patrzył się na mnie chwilę w milczeniu i westchnął. Przetarł moje łzy z policzków wierzchem dłoni.
- Siedzi w sypialni i ryczy jak baba... Coś ty mu zrobiła kobieto...
- Ja... To on bez ustanku krzywdzi mnie. - szepnęłam – Pracował dla Nialla, zdobywał dla niego informacje o moim miejscu pobytu, o tym co robię, też chciał mojej śmierci...
- Wiem. - mruknął zrezygnowany Louis drapiąc się z trudem po znikającym powoli siniaku na czole. - Powiedział mi... A ty nadal nie potrafisz wyciągnąć z tego odpowiednich wniosków. - żachnął się.
- Niby jakich? - zapytałam ozięble.
Atmosfera zaczynała się pomiędzy nami ostro zagęszczać i coraz mnie podobała mi się ta wymiana zdań pomiędzy nami.
- On nie robił tego z własnej woli, rozumiesz? Robił to dla mnie. Może z początku nie bardzo obchodziło go, co się z tobą stanie, ale z czasem zaczął dostrzegać w tobie niewinną istotkę, która potrzebuje opieki. Robił to co robił tylko i wyłącznie dla mnie, powtarzam. Więc jeżeli masz się na kogoś bezpodstawnie wkurwiać o to wszystko, to właśnie na mnie, nie na Harrego. - warknął i powoli wstał. - On coś do ciebie czuje kretynko a ty już 3 raz w ciągu kilku dni robisz go w bambuko!
- Niby co? Nie okazuje mi swoim uczuć! Kurwa, żadnej miłości, czułości, tylko same wrzaski i szarpanie mną na wszystkie strony! Że niby ja go robię w bambuko? To on mnie do tego zmusza swoim zachowaniem!
No może przesadziłam. Ale pod wpływem emocji mówi się różne głupie rzeczy, zwłaszcza gdy kłócisz się z Louisem Tomlinsonem.
- Miłości? Jeżeli oczekujesz miłości to nie odtrącaj go za to, że chciał mi pomóc bo jestem jego przyjacielem! Pozwól mu przy sobie zostać i się zakochać! - warknął i po chwili zakaszlał.
Wstałam momentalnie, a kurtka spadła z moich ramion. Podniosłam ją szybko kucając, i złapałam jego ramię, gdy ponownie stałam wyprostowana. Strącił moją dłoń szybko ruszając barkiem.
- W porządku? - zapytałam go cicho, a on spojrzał na mnie spode łba.
- Ta. W porządku. - warknął.
- Przepraszam. - szepnęłam i spuściłam głowę – Ale... Ja... - podniosłam głowę. Przypomniałam sobie o pytaniu, które chciałam mu już od dawna zadać – Znałeś Adama Prince'a? - zapytałam cicho.
Zmierzył mnie wzrokiem i kiwnął głową.
- Twojego brata? - Zrobiłam pytająca minę. Skąd wiedział? - Harry mi powiedział jeszcze pierwszego dnia. - mruknął widząc, jak na niego spoglądam– Zabawne jest to, że Adam nigdy nie mówił że miał siostrę... Najwyraźniej chciał cię chronić. Szkoda chłopaka, Mike, taki jeden, nie znasz, zajebał go na zlecenie Horana. - westchnął – Był całkiem spoko. - wzruszył ramionami – Ale nie żyje. Chciało mu się przekrętów z kasą Nialla to dostał nauczkę.
Zachłysnęłam się powietrzem i powstrzymałam jakoś łzy.
- Jak uważasz . - szepnęłam, lecz tak na prawdę nie mogłam znieść tego, jak on mówił o moim bracie, który zajmował się mną najlepiej jak tylko mógł. Przecież ja go nadal kochałam. Mimo wszystko.
- Ej... Przepraszam mała. - mruknął z odrobiną skruchy w głosie chłopak, nachylając się do mnie – Uśmiechnij się ładnie.
Pociągnęłam nosem i narzuciłam kurtkę na plecy. Podniosłam głowę zaskoczona jego nagłą zmianą nastroju.
- Nie gadajmy już o tym, okej? - szepnęłam.
Nie chciałam tego roztrząsać, już i tak miałam dużo zmartwień na głowie.
- Pod warunkiem że pójdziesz i naprawisz Harrego. - powiedział wręcz prosząco wskazując głową na drzwi frontowe, a ja uniosłam lekko kąciki ust.
- Taki właśnie miałam zamiar.

    Kochani, rozdział dodany, jest poniedziałek, jak obiecałam :3
Jezu jak ja was kocham.
Hahahaha nie wiem co mam tu pisać, proszę tylko o komentarze (szczere <3 )

11 komentarzy:

  1. Grave fanfiction >>>>>>> życie
    @oopsmyheroes

    OdpowiedzUsuń
  2. wow to było super ,płaczący Harry , rozmowa Lou z Liv
    omg.kocham ten FF <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś niesamowita. Zaczęłam czytać twoje ff jak mi wysłałaś link i to było to. Dziękuję, że poświęcasz czas pisząc. Czekam na to co się stanie dalej. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. ten rozdział >>>>>>>
    piątku przybywaj,bo chcę kolejny rozdział ! <3 / @loczekxx

    OdpowiedzUsuń
  5. kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham ciesze sie ze tu nie ma limity na znaki hhha
    kocham kcham kocham
    NIall jaki napaleniec hahaha
    Lou jak zwykle czarujący bezczelny i wesoły nie ważne jak bardzo skopaną miał dupę
    hahaha nie moge sie doczekać następnego xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochaaaaam jeju wgl ta rozmowa Liv z Lou taka fajna :D ale boję się co będzie jak Nialll przyjedzie :o Nie wiem jak ja przeżyję do piątku :o ale czekam CZEKAM CZEKAM CZEKAM JESTŚ ŚWIETNA <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Więc... cudowny, świetny, znakomity! Mam nadzieję że między Liv a Harrym wszystko się ułoży i że Niall już im nic nie popsuje. Czekam na nastepny! Kocham Cię za to że piszesz życzę weny @_xoxanna

    OdpowiedzUsuń
  8. chciałabym kolejny rozdział, ciekawa jestem czy uda się jej naprawić Harrego i czy on wreszcie przestanie się nad nią roztrząsać. świetny rozdział, pare literówek ale tak to jest okej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ok ok dopiero do mnie dobiera więc nie wiem co napisać
    JEST PO PROSTU ŚWIETNY I TYLE XD

    OdpowiedzUsuń
  10. k o c h a m t o f f

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham Cie Kocham Cie ! Dziekuje ze piszesz tak wspaniale opowiadanie , jest zdecydowanie najlepszy ze wszystkich ktoré czytalam , lepsze níž after dark czy jakies tam bzdety . Uwielbiam to opowiadanie ! Jeej Kč ! Mam nadzieje ze líc i harry nd rázem x heh . oky xx ily xx

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K