Auto Nialla
pracowało na cichych obrotach, co tylko sprzyjało mojej krótkiej
drzemce, która postanowiłam sobie w nim urządzić. Horan zerwał
mnie brutalnie z łóżka o 9, nie dając mi nawet 5 minut na
poleżenie sobie w miękkiej pościeli. Po tym jak dałam mu klucze
do mojego nowego domu to wchodził do niego jak pan i władca, nawet
nie pytając o pozwolenie. Czasem mnie to irytowało, ale bądź co
bądź Horan to mój przyjaciel. Był jedyna osobą którą miałam
na każde skinienie, więc nie narzekałam.
- Mała, obudź
się. - usłyszałam jego cichy głos.
Podniosłam głowę
i przejechałam dłonią po policzku czerwonym od zimnej szyby. Auto
stało na parkingu wyłożonym szarą kostka brukową. Krople deszczu
odbijały się od niego, tworząc przy tym bardzo irytujący dźwięk,
który powoli wyrywał mnie z półprzytomności.
- Już, już... -
spojrzałam przez przednią szybę.
Na przeciwko mnie
rozlegał się długi budynek, przyozdobiony grafiti i kilkoma
malutkimi oknami tuż przy dachu. Strzelnica. Otworzyłam drzwi, a
szum deszczu stał się 2 razy bardziej irytujący, drażniąc moje
uszy. Zdjęła z oparcia fotela kurtkę i nałożyłam ją,
zakrywając głowę jej szarym kapturem. Chociaż sama nie wiem, czy
moja fryzura mogłaby wyglądać gorzej niż teraz. Schowała ręce
do kieszeni, wcześniej zamykając nimi z impetem drzwi. Niall
spiorunował mnie wzrokiem.
- To nowe auto. -
burknął – Rozumiem, że przeżywasz śmierć Adama i się nie
wyspałaś, ale to nie upoważnia cię do tego, żeby niszczyć
Felicję.
Zdusiłam szyderczy
śmiech i kopnęłam kamień, który wpadł z pluskiem w pobliską
kałużę.
- Felicja? -
fuknęłam.
Wzruszył ramionami
i podszedł do mnie wyciągając dłoń. Moje zdziwione spojrzenie
przeniknęło go na wskroś, lecz mimo to niepewnie ją chwyciłam.
Przeszyło mnie ciepło. Ciepło, którego tak bardzo teraz
potrzebowałam. Niall uśmiechnął się splatając nasze palce.
Spojrzałam na niego przygryzając wargę. Jego włosy, jak zwykle
idealnie ułożone, niszczyły swój układ, kiedy deszcz
jednostajnie je moczył. Nigdy nie patrzyłam na niego z tej strony,
ale bądź co bądź, był dosyć przystojny. Pozwoliłam mu
prowadzić się za rękę, mimo tego, że widziałam w nas tylko parę
dobrych przyjaciół. Nic więcej. Uśmiechnęłam się krzywo i
przeszliśmy przez bramę, wchodząc na telefon strzelnicy.
Do moich uszu
dobiegł odgłos wystrzałów, który sprawił, że przeszły mnie
dreszcze. Puściłam dłoń Nialla, cofając się do tyłu. Moje
adidasy stawiały niepewnie kroki na mokrym betonie, którym wylany
był plac przed strzelnicą.
- Liv... - rzucił
sucho Horan – Nie wydurniaj się!
Fajnie. Wrócił
stary bufon.
Ale ja dalej szłam
do tyłu, nie zważając na to, że zaraz wpadnę na drucianą
siatkę. Odliczałam tylko w myślach kroki, nerwowo trzęsąc
dłońmi. Moje stopy były coraz szybsze, aż w końcu poniosłam
tego konsekwencje. Pośliznęłam się na którejś z mniejszych
kałuż. Ruszałam bezradnie rękami żeby nie upaść, ale coraz
bardziej zbliżałam się do „czułego” spotkania z twardym jak
diabli betonem.
Okazał się on
jednak bardziej odległy niż mogłam się spodziewać.
Na mojej talii
znalazły się czyjeś duże dłonie, podtrzymujące mnie, żebym nie
upadła. Długie palce mocno zacisnęła się na moim brzuchu, nie
dając mi możliwości nieprzewrócenia się. Mimo, że nie możliwe
było to, żeby to Horan mnie złapał, jednak podniosłam wzrok,
żeby upewnić się, czy to aby na pewno nie jego dłonie oplotły
mnie, uniemożliwiając upadek.
Stał tam z
uniesioną głową. Patrzył na coś nade mną.
Odchyliłam głowę,
ale napotkałam niewielki opór. Kilka brązowych., lekko kręconych
włosów opadło mi na czoło, zmuszając mnie do zamknięcia oczu.
Gdy je otworzyłam napotkałam zimny wzrok zielonookiego bruneta,
który lustrował moją twarz. Przełknęłam ślinę i lekko
odsunęłam się od chłopaka, który nadal kurczowo trzymał moją
talię nie pozwalając mi zrobić nawet jednego kroku.
- Ty pokrako. -
syknął i nagle puścił mnie, rozprostowując gwałtownie palce. -
Horan. - skinął na niego głową, a ja spoglądałam na bruneta
zszokowana.
Jego włosy, mimo
ciągle siąpiącego deszczu wyglądały tak, jakby przed chwilą je
ułożył.
Laluś.
Podszedł do mnie
nagle i chwycił za nadgarstek, ciągnąc w swoją stronę. Zaparłam
się nogami patrząc błagalnie na Nialla, ale on tylko założył
ręce na piersi i i skinął na mnie głową.
- No idź. To twój
instruktor.
Spojrzałam na
bruneta a on tylko wywrócił oczyma.
- Niall, nie sadzę
żeby ktoś, kto boi się za mną pójść nauczył się strzelać. -
mocniej zacisnął dłoń na moim nadgarstku.
- Puszczaj lalusiu!
- warknęłam próbując bezskutecznie wyrwać rękę.
- Powiedziała
pokraka. - odszczeknął się, zupełnie mącąc mi w głowie.
Stawiał pewnie
każdy krok prowadząc mnie siłą do czarnych, metalowych drzwi
prowadzących na strzelnicę. Zapierałam się nogami jak mogłam, aż
w końcu odwrócił się i chwycił mnie w tali. Przerzucił mnie
sobie przez ramię tak, jakbym była tylko zabawką, którą można
rzucać i robić z nią co tylko by się mu podobało. Zaczęłam być
go pięściami po plecach, nie bardzo mogąc nic tym wskórać.
Spoglądałam na Nialla który obojętnie ruszył w stronę bramy.
- Wrócę po ciebie
z godzinę. - rzucił tylko i szybkim krokiem podszedł do auta,
uciekając przed deszczem.
- Palant. -
syknęłam tylko poprawiając mokre włosy.
Brunet zatrzymał
się i zacieśnił uścisk na mojej talii, sprawiając, że moje
serce zaczęło bić dwa razy szybciej. Każdy jego palec po kolei
oderwał się i ponownie przywarł do mojej talii z dwa razy większą
siłą niż robił to wcześniej.
- Jeszcze raz
nazwiesz mnie palantem to zrobię ci krzywdę.
Przełknęłam
ślinę, a moje usta ułożyły się w cienką linię. Jak Niall mógł
mnie zostawić z tym agresywnym typem?
- To nie było do
ciebie – burknęłam delikatnie jeżdżąc palcami po jego plecach.
Cholera, co ja
robię?
Jego uścisk
rozluźnił się. Czyli coś jednak wskórałam swoim dziwnym gestem.
Chłopak otworzył nogą drzwi, które bez trudu się uchyliły, ba,
jeszcze odbiły się od wewnętrznej ściany budynku. Nie widziałam
zbytu wiele, ponieważ gdy próbowała wykręcić szyję żeby
zobaczyć co jest przed nami, jego ramię skutecznie mi to
uniemożliwiało. Po chwili ku mojej uciesze, chłopak postawił mnie
na ziemi,. Przejechał palcami po mojej talii, co przyprawiło mnie o
dreszcze. Po chwili jednak przestał, a ja stałam tak i gapiłam się
na niego zdziwionym wzrokiem.
- Jestem Harry,
pokrako. - mruknął, zdejmując płaszcz.
Spojrzałam na moja
przemoczoną kurtkę i westchnęłam. Zdjęłam ją i powiesiłam na
wieszaku tuż obok jego płaszcza. Przejechałam dłonią po moich
włosach. Nieco wilgotne, bez tragedii.
- Jestem Liv. -
mruknęłam patrząc na niego.
- Nie obchodzi mnie
to pokrako. - wyminął mnie sprawnie.
Otworzyłam usta
żeby mu odpysknąć, ale jego groźba cały czas dzwoniła mi w
uszach. Zrezygnowałam więc z chamskich odzywek i odwróciłam się
w jego stronę. Szedł w stronę niewielkiej lady, przyozdobionej
kilkoma pucharami. Zaczął rozmawiać z barczystym mężczyzną
stojącym za nią. Uścisnęli sobie dłonie. Mężczyzna podał
Harremu dwie pary przeźroczystych gogli i nauszników. Styles
odłożył je na ladę i szybkim skinieniem ręki przywołał mnie do
siebie. Zaczęłam powoli iść w jego stronę, jeszcze nieco
zagubiona w nowym miejscu. Stanęłam przy ladzie, zaciskając pięści
na jej brzegu. Rosły mężczyzna zlustrował mnie wzrokiem, a jego
oczy zatrzymały się na moim dekolcie. Wykrzywiłam usta w grymasie
zniesmaczenia, ale po chwili duża ręka Harrego znalazła się na
białej, idealnie uprasowanej koszulce faceta.
- Podajesz mi te
gnaty czy gapisz się na jej cycki, zboku? - warknął, puszczając
jego koszulkę – Nie chcę widzieć, że robisz to znowu. Nigdy.
Zdziwiona
przestąpiłam z jednej stopy na drugą. Powtarzałam te czynność,
dopóki Harry nie wcisnął mi w ręce gogli i słuchawek. Miał w
dużej, lewej dłoni jeszcze dwa czarne pistolety, których za żadne
skarby świata nie chciałam dotykać. Na moje szczęście Harry
odwrócił się nie podając mi żadnego z nich.
- Chodź. - rzucił
i ruszył przed siebie bez żadnych wyjaśnień.
Ja nadal zszokowana
tym, że tak oburzył się wścibskim wzrokiem tego mięśniaka,
stałam w miejscu i ściskałam rzeczy, które mi dał, bojąc się,
że moje drżące ręce je upuszczą.
- Olivia, chodź. -
warknął już podirytowany, zatrzymując się w miejscu.
Ciesząc się, że
w końcu zwrócił się do mnie po imieniu bez gadania ruszyłam za
nim. Zatrzymał się przed dużymi, metalowymi drzwiami i otworzył
mi je. Cóż za Gentleman.
Już przy
otwieraniu drzwi całe, ciche jak dotąd pomieszczenie, wypełnił
dźwięk strzałów i upadających na ziemię łusek. Zatrzymałam
się przerażona, i złapałam się ręką framugi drzwi. W moich
myślach zaczęły wirować obrazy z nocy, w której zamordowano
Adama. Strzał, jego martwe, zakrwawione ciało i mordercza kula w
mojej dłoni.
- Nic nie jest? -
usłyszałam ciche mruczenie tuż nad uchem.
Pokręciłam głową,
a moje kolana zaczęły się trząść. Harry stanął przede mną.
- Płaczesz. -
stwierdził sucho.
Sama nie byłam
tego świadoma, ale faktycznie łzy moczyły całe moje policzki.
Pociągałam co chwila nosem, a on wywrócił oczyma.
- Nie maż się
pokrako. - wszedł do środka.
Westchnęłam i od
razu nałożyłam nauszniki na uszy. Nieco stłumiło to odgłosy
wystrzałów, co poprawiło mój stan psychiczny. Ruszyłam za nim na
Jeszce nieco trzęsących się nogach. 3 „tarcze”, czyli białe
kartki papieru z sylwetką człowieka, były ostrzeliwane przez
jakichś mężczyzn. Robili to tak, jakby nie obchodziło ich to, że
przed nimi jest sylwetka człowieka. Z każdym kolejnym krokiem
postawionym w tej strzelnicy czułam się coraz mniej pewnie.
Przerażało mnie tu absolutnie wszystko – od wystrzałów do
bezwzględności tych mężczyzn.
Harry zatrzymał
się 10 metrów od jednej z tych okropnych „tarczy” i odłożył
pistolety na ziemię. Nałożył gogle i kazał mi skinieniem ręki
zrobić to samo. Nałożyłam je niezdarnie. Brunet przewiesił swoje
słuchawki na szyi. Od kilku minut bacznie mnie obserwował i zdjął
mi dłonią słuchawki.
- Czemu płakałaś?
- zapytał neutralnym tonem, patrząc się na tarczę.
Przeczesał palcami
włosy i przeniósł wzrok na mnie. Jego zielone oczy zdawały się
wywiercać mi dziury w źrenicach.
- Po prostu nie
lubię huku strzałów. - westchnęłam, bawiąc się własnymi
palcami.
- Nie lubisz huków
strzałów bo...? - dopytywał się.
Nie był taki
głupi, za jakiego go miałam.
- Tydzień temu
zamordowano mi brata. - mruknęłam niechętnie – Byłam przy tym.
Ktoś go zastrzelił, nie wiem dlaczego. - zakończyłam, ocierając
łzę spływającą mi po policzku.
Harry zlustrował
mnie wzrokiem. Schował dłonie do kieszeni jeansów nic nie mówiąc.
Myślałam, że to był akt jego bezsilności, ale szukał czegoś w
kieszeniach. Po chwili w jego prawej ręce znalazła się biała
karteczka. Podał mi ją. Niepewnie wzięłam ją w ręce, obracając
w palcach.
Spojrzałam na
niego i westchnęłam.
- Po co mi to? -
zapytałam ignorancko, wkładając wizytówkę do kieszeni.
- Dzwoń. Jakbyś
się wywróciła pokrako albo potrzebowała pomocy.
- Skąd ten pomysł,
że potrzebuje pomocy? - mruknęłam, delikatnie bujając się z
pięt na palce.
Wywrócił oczyma.
- Horan mi
powiedział o twoich obawach. Powiedział mi też o zabójstwie,
chciałem tylko żebyś się przede mną otworzyła. - mruknął,
podnosząc pistolety z ziemi.
Otworzyłam szeroko
oczy nie wierząc własnym uszom. Ten Niall, któremu tak bardzo
ufałam potraktował moje sekrety jak jakąś świeżą ploteczkę
którą można rozpowiedzieć. Burknęłam coś pod nosem.
Podniosłam wzrok i
dojrzałam przed moją twarzą czarny pistolet. Przełknęłam gule w
gardle. „Bądź silna Liv!”. Wzięłam pistolet do drżącej
ręki.
- Dzielna. -
powiedział Harry. - Załóż nauszniki, bo znowu się rozryczysz,.
Moje policzki
przybrały kolor czerwieni. Złość powoli mnie ogarniała, ale
starałam się tego nie okazywać. Obróciłam pistolet w palcach.
- Zaczynajmy. - szepnęłam czując
nagły kopniak adrenaliny.
Broń idealnie
wpasowała się w moją dłoń, którą drżała coraz mnie. Miałam
wtedy taki uczcie, że gdybym spotkała na tej strzelnicy zabójcę
Adama, to mimo to, że nie wiem jak używa się tej broni, zabiłabym
go na miejscu.
Ale to było tylko
uczucie.
* * *
Niall
był dzisiaj na mojej czarnej liście. Nie dość, że musiałam
spędzić godzinę z Harrym, który strasznie sceptycznie podchodził
do mojej nauki strzelania, to jeszcze piechotą musiałam iść do
pracy w tym deszczu, ponieważ szanowny pan Styles nie zaproponował
mi podwózki.
On też
był palantem.
Układałam
właśnie jakiś mały bukiecik na idealnie czystej ladzie dla
zestresowanego 40 latka, który nerwowo kręcił się op kwiaciarni.
-
Urodziny żony czy rocznica ślubu? - zapytałam cicho, wiążąc na
zielonych łodyżkach małą kokardkę.
-
Rocznica. - powiedział, palcem wskazującym odciągając kołnierz
łososiowej koszuli od szyi.
W ręce
trzymał marynarkę a pod jego pachami widziałam nie małe plamy
potu. Aż tak się stresowa? Podałam mu bukiecik.
- Na
koszt firmy. - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
Chyba
mnie nie słuchał, tylko wyjął z kieszeni banknot 50 funtowy a ja
otworzyłam szeroko oczy.
-
Reszta dla pani. - powiedział i prędko opuścił budynek.
- Ale
ten bukiecik to tylko 5 funtów... - powiedziałam z każdym słowem
ściszając ton głosu.
Był
już w swoim aucie, które widziałam zza przeszklonych szyb
kwiaciarni. Westchnęła i włożyłam banknot do kasy. Wyciągnęłam
z niej 45 funów i spojrzałam na nie. Uśmiechnęłam się mimo woli
i schowałam je do mojej kremowej portmonetki schowanej pod ladą.
- Może
w końcu kupię sobie coś nowego. - spojrzałam na swój stary,
wyciągnięty sweter który miała na sobie.
Adam mi
go kupił. Łza zakręciła jej się w oku, ale prędko ją starłam.
Delikatnie uniosłam kąciki ust, kiedy do usłyszałam cichy dzwonek
oznajmiający wejście nowego klienta. Moja twarz znowu przybrała
wesołą maskę. Bądź silna Liv, bądź silna.
* * *
Weszłam
do domu około 20. Każdy mój krok był ospały i ociężały.
Prawie zasnęłam układając bukiet róż, kalecząc przy tym palec,
który zaraz potem opatrzyłam białym plastrem.
Rzuciłam
kurtkę niedbale na któryś z kartonów i weszłam do kuchni. Coś
było nie tak. Byłam pewna że zamykałam do niej drzwi gdy
wychodziłam z domu. A może byłam zbyt senna żeby o tym pamiętać?
Weszłam w głąb pomieszczenia, a na moją twarz wkradł się
minimalny uśmiech. Na końcu lady stała butelka białego wina,
które zapadło mi w pamięci.
Podeszłam
do niego i chwyciłam je w rękę, delikatnie gładząc kciukiem
idealnie gładką etykietę. Spojrzałam na ladę i dostrzegłam na
niej mały liścik. Z uśmiechem chwyciłam go w palce, odstawiając
wcześniej ostrożnie butelkę.
Lekko
powiększyłam uśmiech i westchnęłam patrząc na butelkę.
-
Szkoda tylko, że nie mam kieliszków.
Nowy
rozdział za tydzień, komentujcie x



Podoba mi się. Wciąga: ) Czekam na kolejny rozdział :P
OdpowiedzUsuńbardzo mi się podoba :) wracam za jakiś czas i czytam 3 rozdział
OdpowiedzUsuńTo było świetne :)
OdpowiedzUsuńdziękuje ci za ten ff :)
wciągnęło mnie niesamowicie! :)
OdpowiedzUsuńZaczyna mi się podobać jeszcze bardziej :)) @Nann_loves1D xx
OdpowiedzUsuńŚwietne ff :D
OdpowiedzUsuńLiv coraz bardziej mi się podoba, za to Harry nazywaniem jej "pokraką" niezmiernie mnie ubawił :D
OdpowiedzUsuń