Stałam tam trzęsąc
się z bólu, upokorzenia i strachu. Harry leżał na ziemi skulony.
Dostał szklanym wazonem który stał na parapecie od Erica w tył
głowy i upadł nieprzytomny wśród potłuczonego, matowego szkła.
Kawałki owego szkła porozrzucane dookoła moich nagich stóp
sprawiały, że bałam się zrobić krok w jakąkolwiek stronę.
Przełamałam się jednak i małymi kroczkami podeszłam do Harrego.
Ugięłam kolana zapłakana, żeby uklęknąć przy krwawiący
brunecie, skulić się na ziemi obok niego i umrzeć.. Ale tak
wielkie 'szczęście' nie było mi dane, ponieważ Gregory złapał
mnie pod pachami i pociągnął ku górze, a Harry oberwał od Nialla
kilka kopniaków w brzuch. Widziałam, jak z ust bruneta ścieka
krew, gdy kaszląc wraca do rzeczywistości. Już po chwili nie
mogłam na to patrzeć, więc wybuchnęłam głośnym szlochem,
zamykając oczy.
- Przestań,
przestań, przestań! - krzyczałam płaczliwie do Nialla, który
cały czas go kopał, a ja wierzgałam nadgarstkami.
W końcu kopniaki w
kierunku Harrego ustały, a ja poczułam na dłoniach i palcach
strużki krwi spływającej z rozciętej przez podrażniającą moją
skórę linki.
- Liv... -
wychrypiał Harry unosząc powieki, a jego wargi były przystrojone
krwią
- Wstawaj! -
warknął Niall z wyższością, czubkiem buta unosząc mało
delikatnie policzek Harrego.
- Nie... Nie dam
rady. - zająknął się słabo zaciskając ponownie powieki.
Eric wywrócił
oczyma i na polecenia Harrego ukucnął i mocno podniósł go na
ramiona. Harry zareagował głośnym jęknięciem bólu, gdy został
popchnięty na ścianę. A ja? Podbiegłam do niego i wtuliłam
nieporadnie twarz w zagłębienie jego szyi, ciesząc się z każdej
chwili blisko niego, ponieważ wiedziałam, że zaraz Niall siłą
mnie od niego odciągnie i najprawdopodobniej znowu uderzy. Harry
zamajaczył nosem po moim czole, ciężko oddychając. Mimo, że miał
związane ręce czułam, że jego dusza mocno mnie do siebie
przytula.
Jak się
domyśliłam, Horan odciągnął mnie od niego bardzo boleśnie za
włosy, wyrywając ich sporą ilość, którą upuścił na dywan.
Coraz więcej łez spływało po moich policzkach.
- Zaprowadź ich do
auta. - prychnął do Gregorego , popychając mnie w jego stronę.
Ręce zboczeńca
ponownie wylądowały na moich piersiach, a ja poczułam, że robi mi
się nie dobrze. Harry podszedł do z grobową miną, a ja
przyuważyłam, że jego tatuaż motyla na brzuchu zachodzi sinym
odcieniem od licznych kopniaków Nialla.
- Nie... -
szepnęłam zapłakana patrząc na Harrego, a Gregory puścił moje
piersi, złapał mnie w talii i przerzucił przez ramię.
Płakałam.
- Zamknij ryj. A ty
idziesz ze mną. - warknął do Harrego, a dłoń tego zboczeńca
wylądowała tym razem na moich pośladkach.
Drżałam. Nie
miałam jak uciec, a Harry szedł za mną z lufą pistoletu Nialla
przy głowie, który szedł krok w krok za nim. Eric przeszukiwał
sypialnię robiąc ogromny bałagan, sama nie wiedziałam czego
szukał. Gdy szliśmy do auta Harry rozglądał się niespokojnie po
domku. Widać było ślady krwi i szarpaniny, a na korytarzu... Leżał
zakrwawiony nóż. Harry przełknął ślinę. Widziałam w jego
oczach łzy, a gdy opuszczaliśmy domek cały czas bezgłośnie
szeptał 'przepraszam'.
* * *
Zatrzymaliśmy
się pod domem Nialla tak, jak się spodziewałam. Siedziałam
związana z zakneblowanymi ustami w obszernym bagażniku starego mini
vana tuż obok Harrego. Stykaliśmy się ramionami, a ja trzymałam
głowę na jego ramieniu roztrzęsiona. Miała spierzchnięte usta,
coraz bardziej chciało mi się pić, było mi zimno. Brzuch Harrego
zsiniał podczas podróży nieco mocniej, ale nie przeszkadzało mu
to w bezskutecznych próbach uwolnienia rąk. On również w ustach
miał długi kawałek białej tkaniny opleciony dookoła głowy.
Gdy
pod podwórkiem wsiedliśmy w ekspresowym tempie do mini vana a Niall
kneblował nam usta, Eric opuścił domek wycierając czerwone ręce
o podkoszulek.
-
Zakopany. - powiedział, a ja wzdrygnęłam się i łkałam, a
kawałek tkaniny w moich ustach zagłuszał moje lamenty. Było mi
zimno w samej dolnej części bielizny.
Harry
patrzył się na mnie z politowaniem i rozpaczą w załzawionych
oczach, gdy Niall wyszedł z bagażnika i zamknął go za sobą.
Zaczęłam drżeć gdy chłodny powiew spowodowany zamknięciem się
drzwi przebiegł po moim ciele. Było mi tak wstyd. Fala upokorzenia
rozlewała się po moim ciele, gdy Gregory tylko położył łapska
na intymnych częściach mojego ciała. Spadło we mnie poszanowanie
własnej wartości. Widok moich nagich piersi, dotykanie nagiej mnie
było zarezerwowane tylko dla Harrego, który bezskutecznie szarpał
się ze związanymi nadgarstkami. Przysunęłam się do niego
delikatnie, a auto ruszyło. Zachwiałam się i mocno przywarłam do
niego ramieniem, żeby nie upaść na podskakujące na koleinach
podłożę bagażnika.
Zaczęłam
nosem wodzić po jego ramieniu i obojczyku, dając mu sygnały, żeby
przestał, żeby się uspokoił, ale od nadal się wierzgał.
Podniosłam wzrok i zerknęłam ukradkiem na jego nadgarstki. Były
jeszcze bardziej pozdzierane od moich, a krew spływała z nich
obficie, co zaczynało mnie powoli martwić.
-
Ha... - udało mi się wypowiedzieć bez większego seplenienia.
Przestał.
Spojrzał na mnie. Przyglądał się mojemu policzkowi bacznie.
Pewnie miałam na nim ślad po uderzeniu Horana, więc ponownie
schowałam głowę pomiędzy jego szyją a obojczykiem, nieco
wyginając plecy. Położył podbródek na mojej głowie a ja
zaczęłam łkać stłumionym głosem. Harry delikatnie i nieco
niezdarnie się kołysał tak, jakby chciał mi powiedzieć, że
wszystko będzie dobrze.
Ale
nie miałam złudzeń.
* * *
(Ginevra)
Wyciągnęła igłę, którą wkłułam w okolicach
zgięcia mojej lewej ręki po wielu nieudolnych wkłuciach.
Zaaplikowałam sobie to, co zalecił mi Niall, ale nic się nie
działo.
Nic a nic.
Westchnęłam i odrzuciłam strzykawkę na bok, po czym
schowałam twarz w dłonie. Gęste, świeżo umyte włosy opadały mi
na policzki i delikatnie je łaskotały, ale nie byłam teraz skora
do śmiechu. Szantaż, jaki wykorzystał na mnie Niall rozsadzał
moją psychikę. Właśnie, w imię miłości do młodego, prawie 20
lat młodszego mężczyzny stanęłam na dobrej drodze do stania się
narkomanką. Łzy skapywały z moich policzków.
- Głupia. - rzuciłam obelgę na samą siebie.
Ale nagle coś mnie tknęło. To było jak ostre
kopnięcie w brzuch, tylko że bezbolesne, rozchodzące się po całym
moim ciele.
Przestało mnie obchodzić wszystko i wszyscy. Problemy
zaczęły znikać, a zastępowało je nowe, przyjemne doznanie.
Obojętność.
Wstałam z łóżka i uśmiechnęłam się. Powolnym
krokiem ruszyłam na dół słysząc pod domem pisk hamującego auta.
Czułam tylko radość z tego, że Niall będzie ze mnie dumny, że
mnie pochwali za wykonanie jego rozkazów... I może nagrodzi tak jak
rano.
Dosłownie słyszałam bicie własnego serca, które
huczało mi w głowie, a każdy najmniejszy ruch ciała nabierał
wielkiego sensu. Chciałam biec, ale wolałam powoli iść do drzwi,
które ktoś gwałtownie otworzył. Stałam akurat w holu głównym z
głupim uśmieszkiem na twarzy, gdy do domu wpadł Niall z całą
swoją bandą. Na jego widok od razu poczułam przyjemne uczucie w
podbrzuszu i... wilgoć w mojej bieliźnie. Czy właśnie tak
działała heroina?
Spojrzałam na jednego z kumpli Horana. Niósł półnagą
Olivię do piwnicy, a drugi pchał jakiegoś bruneta o połyskujących,
kręconych włosach tuż za nim grożąc mu pistoletem. Nie
obchodziło mnie zbytnio, po co ich tam prowadzą, niech sobie robią
co chcą.
Zachichotałam.
- Grzeczna. - usłyszałam tuż nad uchem.
Niall stał przede mną. Jak to możliwe, że nie
zauważyłam, jak do mnie podszedł? Jęknęłam cicho, gdy dmuchnął
zimnym powietrzem na moją szyję.
- Wzięłaś.... - spojrzał w moje oczy. - Więc teraz
mam do ciebie prośbę. - Uniósł brew.
- Co tylko chcesz.... panie. - zakończyłam z głośnym
chichotem, śmiejąc się z własnego żarciku, który Niall wziął
chyba na poważnie.
On tylko uśmiechnął się zadziornie i wyciągnął z
kieszeni swój scyzoryk. Przetarłam oczy.
- Kiedy ci powiem, weźmiesz go... - zaczął i nachylił
się tuż nad moim uchem, szepcząc mi dalszą część planu.
Gdy skończył kiwnęłam głową. Było mi wszystko
jedno, w sumie dla niego mogłabym zrobić teraz dosłownie wszystko.
Byleby mnie nagrodził.
* * *
(Olivia)
Piwnica w domu Horana była bardzo mała, wręcz
nieproporcjonalna do jego wielkiego domu. Siedziałam pod ścianą z
podkulonymi nogami starając się za wszelką cenę jakoś przysłonić
nagie piersi, a Harry naprzeciwko mnie pod drugą ścianą
przywiązany do jakiejś rury, ponieważ strasznie próbował się
wyrywać. Nadal mieliśmy zakneblowane usta, a ja łkałam
niekontrolowanie czując, że już niedługo wszystko się skończy,
że Niall nas zabije, że będziemy mogli być razem. Oczywiście,
nie cieszyła mnie ta myśl, ale jeżeli tylko tak mogłam mieć
spokój i być z Harrym, to chciałam tego dokonać, chociażby w
taki sposób.
Eric siedział przy Harrym i jeździł płaską częścią
noża po jego lewej piersi. Zatrzymał ostry koniuszek ostra tuż
przy jaskółce.
Mojej jaskółce.
- Wiesz, może wykończę cię tak jak Mike Louisa... -
mruknął, wskazując Mikea siedzącego w ciszy w kącie na jakimś
starym materacu.
Nie odzywał się, siedział tam i palił papierosa, a
gryzący dym unosił się w powietrzu.
Harry syknął cicho, kiedy ostrze noża delikatnie
wbiło się w jego tatuaż. Pociekła krew, plamiąc jego zatuszowaną
gdzieniegdzie skórę, którą tak bardzo chciałam teraz dotknąć,
aby chociaż trochę się uspokoić.
Harry wypuścił z oka zabłąkana łzę, gdy spojrzał
na mnie. Widziałam, że jest zrozpaczony śmiercią Louisa i obecną
sytuacją, z której najwidoczniej nie mieliśmy wyjścia.
Ja jedynie zastanawiałam się, gdzie polazł Niall, co
się stało z Ginevrą i czy wie o tej całej pieprzonej intrydze.
- Mała.... Zabawimy się? - usłyszałam nad sobą.
Podniosłam przekrwione od płaczu oczy i mocniej
docisnęłam kolana do piersi, kiedy dostrzegłam Gregorego. Cofnęłam
się niezdarnie do tyłu odpychając ciało nogami i wpadłam na
szarą ścianę. Gregory kucnął przede mną, a ja, bezbronna nie
mogłam nic zrobić. Ręce miałam związane, a kopać go nie
chciałam, aby nie patrzył się pożądliwie na mój biust.
Kiedy mięśniak chwycił moje kolana i zaczął
rozchylać uda zaczęłam płakać czując, że na pewno mnie
skrzywdzi. Mike wstał z materaca.
- Zostaw. Ją. - warknął, a ja zdezorientowana
patrzyłam się na niego. - Horan zabronił – rzucił, widząc mój
pełen wdzięczności wzrok, który na nim skupiłam.
Gregory odsunął się burcząc coś pod nosem i usiadł
na materacu obok Mike'a i Ercia, częstując się od niego papierosem
z nieco wygniecionej paczki. Delikatnie zaciągnęłam się gęstym
od dymu powietrzem i zakaszlałam. Brzmiało to dość żałośnie
przez zakneblowane usta, ale zaniepokoiło Harrego, ponieważ od jego
nagłych ruchów rura zaczęły dzwonić. Patrzył się na mnie
próbując się wyrwać, póki do piwnicy nie wpadła jasna łuna
światła. Drzwi otworzył Niall i zszedł pod dość długich
schodach. Nieco świeżego powietrza wpadło do środka a jaj
łapczywie zaczęłam oddychać, lecz nadal co jakiś czas kaszlałam.
- Przestań się wyrywać, chuju – warknął
przebiegle Niall, nachylając się nad Stylesem. - Nie masz teraz
wyjścia. Chciałem ci odpuścić ale ty polazłeś tu za tą suką.
Sam wpakowałeś w bagno, teraz się nie wierzgaj.
Przyjrzałam się blondynowi dokładniej. W jednej z rąk
trzymał metalowy dzbanek zupełnie taki jak te stare dzbanki do
podgrzewania wody na kuchence gazowej. Spod jego pokrywki wydostawała
się gorąca para. W drugiej ręce Niall miał lejek. Nie wiedziałam,
po co mu to wszystko, ale podejrzewałam, że nie miał zamiaru robić
herbaty. Po chwili odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął
się przebiegle. Podszedł do mnie i postawił dzbanek tuż obok
moich ud, nachylając się. Lejek rzucił niezdarnie na ziemię i
ukucnął przede mną,
- A teraz... - chwycił mój podbródek i uniósł go do
góry. - Bądź grzeczna i wyprostuj nogi.
Moje mięśnie odmawiały posłuszeństwa, tym bardziej
nie chciałam znowu obnażać swoich piersi, i tak czułam się już
cholernie upokorzona.
- Powiedziałem, wyprostuj nogi... - warknął Niall i
uniósł rękę, aby pogłębić czerwień mojego obitego policzka.
Strasznie szybko tracił cierpliwość.
Przełknęłam ślinę i wyprostowałam nogi, czekając
na na siarczyste uderzenie, które nie nastąpiło. Zacisnęłam
szczękę na kawałku materiału kneblującym moje usta i wypuściłam
głośno powietrze nosem, gdy zobaczyłam, jak Niall łapczywie
wpatruje się w mój biust. Wychyliłam nieco głowę, aby spojrzeć
na Harrego – sam jego widok dodawał mi otuchy, ale jedyne co
dostrzegłam to kawałek jego ramienia, ponieważ Niall chwycił mój
podróbek w dłoń.
- A teraz sobie porozmawiamy. - warknął i mało
delikatnie wyjął mi knebel z ust.
Zamrugałam czerwonymi od płaczu oczyma.
- Pić... - załkałam żałośnie, kuląc się na
ziemi.
Cholernie piekły mnie nadgarstki.
- Oh, dostaniesz pić... - zaśmiał się szyderczo i
spojrzał na dzbanek. Odwrócił głowę w stronę materaca na którym
siedzieli Gregory i Mike. Jego podbródek szybkim tempem wskazał na
Harrego – A teraz zdejmijcie temu psu knebel, chcę słyszeć jak
krzyczy.
* * *
(Louis)
- Ratunku! - darłem się siedząc przywiązany do
jedynego drzewa w małym ogródku.
Lina przebiegała kilka razy po moim torsie aż dookoła
pnia. W przeciągu 2 godzin udało mi się trudnymi manewrami szczęki
pozbyć się knebla z ust, który teraz zwisał na mojej szyi.
Siedziałem tam w samych bokserkach, a z otwartej rany na nodze
ciekła krew.
Nie chciałem litości Mike'a. Zaciągnął mnie do
ogródka na pokaz lejąc mnie po ryju. Myślałem, że mnie po prostu
zajebie i zakończy to wszystko, ale on rozciął mi nożem nogę
tylko po to, żeby zaplamić go krwią, przywiązał do drzewa,
wykopał dół w ogródku, rzucił w kąt łopatę, zabrał
zakrwawiony nóż i tak po prostu sobie poszedł mówiąc:
-
Siedź cicho póki nie odjedziemy, jeśli chcesz przeżyć. Wisisz mi
przysługę.
Po czym splunął na ziemię.
Siedząc tak pod tym drzewem pomiędzy krzykami z prośbą
o pomoc, rozmyślałem, jakim to geniuszem jest Niall. Moje myśli
wręcz pływały w rzece sarkazmu. Okej, kazał Mike'owi mnie zabić,
po czym w ogóle nie sprawdził, czy ten kutas wykonał zadanie. A ja
tak się go bałem. To robiło się strasznie śmieszne.
Aż dosłownie zacząłem się śmiać jak psychopata.
Harry polazł za Liv na śmierć, ja siedzę tutaj, pośród mrówek,
krwawiąc i śmiejąc się. Odchrząknąłem nie mając już żadnych
nadziei na to, że ktoś mnie tu znajdzie.
- Ratunku! - krzyknąłem ostatni raz i zaśmiałem się
z od niechcenia.
Spojrzałem na ranę na nodze umiejscowioną wśród
licznych skrzepów krwi po starych ranach. Jeżeli ktoś by mi szybko
nie pomógł to albo bym się tam kurwa wykrwawił, albo dostał
zakażenia i upierdolili by mi nogę, a tego nie chciałem. Mike
musiał mieć cholerną satysfakcję z tego, że wbił mi ten
pierdolony nóż tak głęboko. Nigdy nie lubiłem gościa. On i Adam
zawsze trzymali się razem. Byli z nich dobrzy kumple po fachu, tyle
że Mike oprócz sprzedawania narkotyków mordował na zlecenie
Horana. Adama też się pozbył. Tak przynajmniej słyszałem z
cichych rozmów Nialla z Ericiem, gdy jeszcze trzymał mnie w tej
zajebanej piwnicy. Zastanawiało mnie teraz, dlaczego Mike zabił
swojego kumpla, dlaczego się na to zgodził. Najoczywistszą
odpowiedzią były chyba pieniądze, do których Mike lgnął jak
muchy do gówna.
Straciłem już sporo krwi Powoli delikatne mroczki
zaczęły pojawiać mi się przed oczyma, gdy nagle stało się coś,
czego bym się nie spodziewał.
Szelest.
Usłyszałem szelest wyblakłej firanki wiszącej przy
oszklonych drzwiach w domku prowadzących do ogrodu. Od razu dostałem
jakiegoś kopa adrenaliny. Mroczki zniknęły. Zastąpiła je
nadzieja na ucieczkę i uratowanie Harrego z Olivią. Podniosłem
głowę, aby spojrzeć w tamtą stronę. W progu stał facet w
granatowej czapce z daszkiem oraz koszuli tego samego wsuniętej w
spodnie zapięte paskiem w okolicy pępka.
Wyglądał jak typowy kurwa przydupas. Lepszego
wybawienia nie mogłem sobie wymarzyć.
- Co się panu stało? - zapytał, cały czas stojąc w
drzwiach.
- Kurwa, pomóż mi człowieku a nie stoisz jak słup
soli! - krzyknąłem, wyskakując brodą na liny.
Ruszył przed siebie i kucnął przede mną. Zaczął
rozwiązywać liny, a gęba mu się nie zamykała.
- Przejeżdżałem właśnie niedaleko z dostawą do
sklepu i zobaczyłem, że drzwi do domku i furtka są otwarte. Wydało
mi się to dziwne, więc się zatrzymałem. Jak tylko wysiadłem
usłyszałem wołanie o pomoc. Wpadłem do środka, zobaczyłem
nóż... Cholera, jest pan ranny. - zaskrzeczał przerażony
oswobadzając moje ciało.
- Masz komórkę? - zapytałem go z ignorancją , gwałtownie wstając.
Od razu podparłem się ręką o drzewo. Mroczki wróciły. W
dodatku gdy tylko stanąłem w pionie, rozcięte udo dało o sobie
znać pulsującym bólem. Osunąłem się delikatnie w dół.
Jeszcze obita klatka piersiowa również sprawiła mi potworny ból,
gdy delikatnie się ugiąłem. Nie, nie mdlej Louis! Musisz zadzwonić
na policję, musisz ratować Harrego...
Moje ciało chyba nie bardzo mnie słuchało, ponieważ
już po chwili leżałem na ziemi zdany na ratunek tego cipowatego
dostawcy.
NAZWIJCIE MNIE NAJBARDZIEJ NIEZDECYDOWANĄ NA ŚWIECIE, ALE JA JUŻ WAS NIE MOGĘ TAK MĘCZYĆ NIE, NIE, NIE. ROZDZIAŁY BĘDE DODAWAŁA NA SPONTANA, ZAPOMNIJCIE O INNYCH RZECZACH KTÓE PIERDOLIŁAM XDDDD ZAPISUJCIE DO INFORMOWANYCH ZEBY YĆ NA BIEŻACO
ZAPRASZAM!
Zaskoczeni? Lułis żyje XD
dfhfghgfgsdhs
OdpowiedzUsuńświetny !
KOCHAM CIE KURWA!! jak ty dobrze nas rozumiesz! co chwila wchodze na bloga i sprawadzam czy dodalas nowy rozdzial, hahahaha! DZIEKUJE, LOUIS ZYJE, ILYSM <3
OdpowiedzUsuńLułi żyje <33 przynajmniej tyle dobrego...
OdpowiedzUsuńBiedna Liv i Harry... @emili_sd
cudowny, kocham cię!!!!
OdpowiedzUsuńjestem mile zaskoczona ze rozdział jest dziś a nie w poniedziałek
czekam na następny, boże zwariuje <3
Jezuuuuuu louis zyje ja pierdole nigdy sie tak nie cieszylam i nie bylam tak zdolowana na raz
OdpowiedzUsuńJa pierdole louis ja mam kurwa nadzieje ja pierdole nadzieja wrocila kurwaa
kocham cie pisz dalej didawaj rozdialy kiedy chcesz xxxx
Hhaa ale adrenalina mi podskoczyła
OdpowiedzUsuńsuper !
O jezu Lou żyje cjdiehfjhdjvdj Mam nadzieje że ich uratuje
OdpowiedzUsuńcałe szczęście,że tak dodajesz,bo nie wytrzymałabym xd Louehh ratuj ich ! <3 / @lavmyheroes
OdpowiedzUsuńOmg to jest wspaniale i Lou zyje omfg a ten zboczeniec okropnosc omg po co Niallowi ta woda?! Ja sie boje :((( kurde nie moge sie doczekac nastepnego haha kocham cie <3
OdpowiedzUsuń@trouvdag
Szczerze to tak myślałam, że Lou przeżyje jeju ale i tak się cieszę :D
OdpowiedzUsuńGjfkdljfcnkmriedlojfcnkedrilo to ff jest ZAJEBISTE i tyle :D idę czytać kolejny rozdział, bo widzę, że jest :D