sobota, 17 maja 2014

Rozdział 25


Stałam tam trzęsąc się z bólu, upokorzenia i strachu. Harry leżał na ziemi skulony. Dostał szklanym wazonem który stał na parapecie od Erica w tył głowy i upadł nieprzytomny wśród potłuczonego, matowego szkła. Kawałki owego szkła porozrzucane dookoła moich nagich stóp sprawiały, że bałam się zrobić krok w jakąkolwiek stronę. Przełamałam się jednak i małymi kroczkami podeszłam do Harrego. Ugięłam kolana zapłakana, żeby uklęknąć przy krwawiący brunecie, skulić się na ziemi obok niego i umrzeć.. Ale tak wielkie 'szczęście' nie było mi dane, ponieważ Gregory złapał mnie pod pachami i pociągnął ku górze, a Harry oberwał od Nialla kilka kopniaków w brzuch. Widziałam, jak z ust bruneta ścieka krew, gdy kaszląc wraca do rzeczywistości. Już po chwili nie mogłam na to patrzeć, więc wybuchnęłam głośnym szlochem, zamykając oczy.
- Przestań, przestań, przestań! - krzyczałam płaczliwie do Nialla, który cały czas go kopał, a ja wierzgałam nadgarstkami.
W końcu kopniaki w kierunku Harrego ustały, a ja poczułam na dłoniach i palcach strużki krwi spływającej z rozciętej przez podrażniającą moją skórę linki.
- Liv... - wychrypiał Harry unosząc powieki, a jego wargi były przystrojone krwią
- Wstawaj! - warknął Niall z wyższością, czubkiem buta unosząc mało delikatnie policzek Harrego.
- Nie... Nie dam rady. - zająknął się słabo zaciskając ponownie powieki.
Eric wywrócił oczyma i na polecenia Harrego ukucnął i mocno podniósł go na ramiona. Harry zareagował głośnym jęknięciem bólu, gdy został popchnięty na ścianę. A ja? Podbiegłam do niego i wtuliłam nieporadnie twarz w zagłębienie jego szyi, ciesząc się z każdej chwili blisko niego, ponieważ wiedziałam, że zaraz Niall siłą mnie od niego odciągnie i najprawdopodobniej znowu uderzy. Harry zamajaczył nosem po moim czole, ciężko oddychając. Mimo, że miał związane ręce czułam, że jego dusza mocno mnie do siebie przytula.
Jak się domyśliłam, Horan odciągnął mnie od niego bardzo boleśnie za włosy, wyrywając ich sporą ilość, którą upuścił na dywan. Coraz więcej łez spływało po moich policzkach.
- Zaprowadź ich do auta. - prychnął do Gregorego , popychając mnie w jego stronę.
Ręce zboczeńca ponownie wylądowały na moich piersiach, a ja poczułam, że robi mi się nie dobrze. Harry podszedł do z grobową miną, a ja przyuważyłam, że jego tatuaż motyla na brzuchu zachodzi sinym odcieniem od licznych kopniaków Nialla.
- Nie... - szepnęłam zapłakana patrząc na Harrego, a Gregory puścił moje piersi, złapał mnie w talii i przerzucił przez ramię.
Płakałam.
- Zamknij ryj. A ty idziesz ze mną. - warknął do Harrego, a dłoń tego zboczeńca wylądowała tym razem na moich pośladkach.
Drżałam. Nie miałam jak uciec, a Harry szedł za mną z lufą pistoletu Nialla przy głowie, który szedł krok w krok za nim. Eric przeszukiwał sypialnię robiąc ogromny bałagan, sama nie wiedziałam czego szukał. Gdy szliśmy do auta Harry rozglądał się niespokojnie po domku. Widać było ślady krwi i szarpaniny, a na korytarzu... Leżał zakrwawiony nóż. Harry przełknął ślinę. Widziałam w jego oczach łzy, a gdy opuszczaliśmy domek cały czas bezgłośnie szeptał 'przepraszam'.

* * *

Zatrzymaliśmy się pod domem Nialla tak, jak się spodziewałam. Siedziałam związana z zakneblowanymi ustami w obszernym bagażniku starego mini vana tuż obok Harrego. Stykaliśmy się ramionami, a ja trzymałam głowę na jego ramieniu roztrzęsiona. Miała spierzchnięte usta, coraz bardziej chciało mi się pić, było mi zimno. Brzuch Harrego zsiniał podczas podróży nieco mocniej, ale nie przeszkadzało mu to w bezskutecznych próbach uwolnienia rąk. On również w ustach miał długi kawałek białej tkaniny opleciony dookoła głowy.


Gdy pod podwórkiem wsiedliśmy w ekspresowym tempie do mini vana a Niall kneblował nam usta, Eric opuścił domek wycierając czerwone ręce o podkoszulek.
- Zakopany. - powiedział, a ja wzdrygnęłam się i łkałam, a kawałek tkaniny w moich ustach zagłuszał moje lamenty. Było mi zimno w samej dolnej części bielizny.
Harry patrzył się na mnie z politowaniem i rozpaczą w załzawionych oczach, gdy Niall wyszedł z bagażnika i zamknął go za sobą. Zaczęłam drżeć gdy chłodny powiew spowodowany zamknięciem się drzwi przebiegł po moim ciele. Było mi tak wstyd. Fala upokorzenia rozlewała się po moim ciele, gdy Gregory tylko położył łapska na intymnych częściach mojego ciała. Spadło we mnie poszanowanie własnej wartości. Widok moich nagich piersi, dotykanie nagiej mnie było zarezerwowane tylko dla Harrego, który bezskutecznie szarpał się ze związanymi nadgarstkami. Przysunęłam się do niego delikatnie, a auto ruszyło. Zachwiałam się i mocno przywarłam do niego ramieniem, żeby nie upaść na podskakujące na koleinach podłożę bagażnika.
Zaczęłam nosem wodzić po jego ramieniu i obojczyku, dając mu sygnały, żeby przestał, żeby się uspokoił, ale od nadal się wierzgał. Podniosłam wzrok i zerknęłam ukradkiem na jego nadgarstki. Były jeszcze bardziej pozdzierane od moich, a krew spływała z nich obficie, co zaczynało mnie powoli martwić.
- Ha... - udało mi się wypowiedzieć bez większego seplenienia.
Przestał. Spojrzał na mnie. Przyglądał się mojemu policzkowi bacznie. Pewnie miałam na nim ślad po uderzeniu Horana, więc ponownie schowałam głowę pomiędzy jego szyją a obojczykiem, nieco wyginając plecy. Położył podbródek na mojej głowie a ja zaczęłam łkać stłumionym głosem. Harry delikatnie i nieco niezdarnie się kołysał tak, jakby chciał mi powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.
Ale nie miałam złudzeń.

* * *

(Ginevra)
Wyciągnęła igłę, którą wkłułam w okolicach zgięcia mojej lewej ręki po wielu nieudolnych wkłuciach. Zaaplikowałam sobie to, co zalecił mi Niall, ale nic się nie działo.
Nic a nic.
Westchnęłam i odrzuciłam strzykawkę na bok, po czym schowałam twarz w dłonie. Gęste, świeżo umyte włosy opadały mi na policzki i delikatnie je łaskotały, ale nie byłam teraz skora do śmiechu. Szantaż, jaki wykorzystał na mnie Niall rozsadzał moją psychikę. Właśnie, w imię miłości do młodego, prawie 20 lat młodszego mężczyzny stanęłam na dobrej drodze do stania się narkomanką. Łzy skapywały z moich policzków.
- Głupia. - rzuciłam obelgę na samą siebie.
Ale nagle coś mnie tknęło. To było jak ostre kopnięcie w brzuch, tylko że bezbolesne, rozchodzące się po całym moim ciele.
Przestało mnie obchodzić wszystko i wszyscy. Problemy zaczęły znikać, a zastępowało je nowe, przyjemne doznanie.
Obojętność.
Wstałam z łóżka i uśmiechnęłam się. Powolnym krokiem ruszyłam na dół słysząc pod domem pisk hamującego auta. Czułam tylko radość z tego, że Niall będzie ze mnie dumny, że mnie pochwali za wykonanie jego rozkazów... I może nagrodzi tak jak rano.
Dosłownie słyszałam bicie własnego serca, które huczało mi w głowie, a każdy najmniejszy ruch ciała nabierał wielkiego sensu. Chciałam biec, ale wolałam powoli iść do drzwi, które ktoś gwałtownie otworzył. Stałam akurat w holu głównym z głupim uśmieszkiem na twarzy, gdy do domu wpadł Niall z całą swoją bandą. Na jego widok od razu poczułam przyjemne uczucie w podbrzuszu i... wilgoć w mojej bieliźnie. Czy właśnie tak działała heroina?
Spojrzałam na jednego z kumpli Horana. Niósł półnagą Olivię do piwnicy, a drugi pchał jakiegoś bruneta o połyskujących, kręconych włosach tuż za nim grożąc mu pistoletem. Nie obchodziło mnie zbytnio, po co ich tam prowadzą, niech sobie robią co chcą.
Zachichotałam.
- Grzeczna. - usłyszałam tuż nad uchem.
Niall stał przede mną. Jak to możliwe, że nie zauważyłam, jak do mnie podszedł? Jęknęłam cicho, gdy dmuchnął zimnym powietrzem na moją szyję.
- Wzięłaś.... - spojrzał w moje oczy. - Więc teraz mam do ciebie prośbę. - Uniósł brew.
- Co tylko chcesz.... panie. - zakończyłam z głośnym chichotem, śmiejąc się z własnego żarciku, który Niall wziął chyba na poważnie.
On tylko uśmiechnął się zadziornie i wyciągnął z kieszeni swój scyzoryk. Przetarłam oczy.
- Kiedy ci powiem, weźmiesz go... - zaczął i nachylił się tuż nad moim uchem, szepcząc mi dalszą część planu.
Gdy skończył kiwnęłam głową. Było mi wszystko jedno, w sumie dla niego mogłabym zrobić teraz dosłownie wszystko. Byleby mnie nagrodził.


* * *
(Olivia)
Piwnica w domu Horana była bardzo mała, wręcz nieproporcjonalna do jego wielkiego domu. Siedziałam pod ścianą z podkulonymi nogami starając się za wszelką cenę jakoś przysłonić nagie piersi, a Harry naprzeciwko mnie pod drugą ścianą przywiązany do jakiejś rury, ponieważ strasznie próbował się wyrywać. Nadal mieliśmy zakneblowane usta, a ja łkałam niekontrolowanie czując, że już niedługo wszystko się skończy, że Niall nas zabije, że będziemy mogli być razem. Oczywiście, nie cieszyła mnie ta myśl, ale jeżeli tylko tak mogłam mieć spokój i być z Harrym, to chciałam tego dokonać, chociażby w taki sposób.
Eric siedział przy Harrym i jeździł płaską częścią noża po jego lewej piersi. Zatrzymał ostry koniuszek ostra tuż przy jaskółce.
Mojej jaskółce.
- Wiesz, może wykończę cię tak jak Mike Louisa... - mruknął, wskazując Mikea siedzącego w ciszy w kącie na jakimś starym materacu.
Nie odzywał się, siedział tam i palił papierosa, a gryzący dym unosił się w powietrzu.
Harry syknął cicho, kiedy ostrze noża delikatnie wbiło się w jego tatuaż. Pociekła krew, plamiąc jego zatuszowaną gdzieniegdzie skórę, którą tak bardzo chciałam teraz dotknąć, aby chociaż trochę się uspokoić.
Harry wypuścił z oka zabłąkana łzę, gdy spojrzał na mnie. Widziałam, że jest zrozpaczony śmiercią Louisa i obecną sytuacją, z której najwidoczniej nie mieliśmy wyjścia.
Ja jedynie zastanawiałam się, gdzie polazł Niall, co się stało z Ginevrą i czy wie o tej całej pieprzonej intrydze.
- Mała.... Zabawimy się? - usłyszałam nad sobą.
Podniosłam przekrwione od płaczu oczy i mocniej docisnęłam kolana do piersi, kiedy dostrzegłam Gregorego. Cofnęłam się niezdarnie do tyłu odpychając ciało nogami i wpadłam na szarą ścianę. Gregory kucnął przede mną, a ja, bezbronna nie mogłam nic zrobić. Ręce miałam związane, a kopać go nie chciałam, aby nie patrzył się pożądliwie na mój biust.
Kiedy mięśniak chwycił moje kolana i zaczął rozchylać uda zaczęłam płakać czując, że na pewno mnie skrzywdzi. Mike wstał z materaca.
- Zostaw. Ją. - warknął, a ja zdezorientowana patrzyłam się na niego. - Horan zabronił – rzucił, widząc mój pełen wdzięczności wzrok, który na nim skupiłam.
Gregory odsunął się burcząc coś pod nosem i usiadł na materacu obok Mike'a i Ercia, częstując się od niego papierosem z nieco wygniecionej paczki. Delikatnie zaciągnęłam się gęstym od dymu powietrzem i zakaszlałam. Brzmiało to dość żałośnie przez zakneblowane usta, ale zaniepokoiło Harrego, ponieważ od jego nagłych ruchów rura zaczęły dzwonić. Patrzył się na mnie próbując się wyrwać, póki do piwnicy nie wpadła jasna łuna światła. Drzwi otworzył Niall i zszedł pod dość długich schodach. Nieco świeżego powietrza wpadło do środka a jaj łapczywie zaczęłam oddychać, lecz nadal co jakiś czas kaszlałam.
- Przestań się wyrywać, chuju – warknął przebiegle Niall, nachylając się nad Stylesem. - Nie masz teraz wyjścia. Chciałem ci odpuścić ale ty polazłeś tu za tą suką. Sam wpakowałeś w bagno, teraz się nie wierzgaj.
Przyjrzałam się blondynowi dokładniej. W jednej z rąk trzymał metalowy dzbanek zupełnie taki jak te stare dzbanki do podgrzewania wody na kuchence gazowej. Spod jego pokrywki wydostawała się gorąca para. W drugiej ręce Niall miał lejek. Nie wiedziałam, po co mu to wszystko, ale podejrzewałam, że nie miał zamiaru robić herbaty. Po chwili odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął się przebiegle. Podszedł do mnie i postawił dzbanek tuż obok moich ud, nachylając się. Lejek rzucił niezdarnie na ziemię i ukucnął przede mną,
- A teraz... - chwycił mój podbródek i uniósł go do góry. - Bądź grzeczna i wyprostuj nogi.
Moje mięśnie odmawiały posłuszeństwa, tym bardziej nie chciałam znowu obnażać swoich piersi, i tak czułam się już cholernie upokorzona.
- Powiedziałem, wyprostuj nogi... - warknął Niall i uniósł rękę, aby pogłębić czerwień mojego obitego policzka.
Strasznie szybko tracił cierpliwość.
Przełknęłam ślinę i wyprostowałam nogi, czekając na na siarczyste uderzenie, które nie nastąpiło. Zacisnęłam szczękę na kawałku materiału kneblującym moje usta i wypuściłam głośno powietrze nosem, gdy zobaczyłam, jak Niall łapczywie wpatruje się w mój biust. Wychyliłam nieco głowę, aby spojrzeć na Harrego – sam jego widok dodawał mi otuchy, ale jedyne co dostrzegłam to kawałek jego ramienia, ponieważ Niall chwycił mój podróbek w dłoń.
- A teraz sobie porozmawiamy. - warknął i mało delikatnie wyjął mi knebel z ust.
Zamrugałam czerwonymi od płaczu oczyma.
- Pić... - załkałam żałośnie, kuląc się na ziemi.
Cholernie piekły mnie nadgarstki.
- Oh, dostaniesz pić... - zaśmiał się szyderczo i spojrzał na dzbanek. Odwrócił głowę w stronę materaca na którym siedzieli Gregory i Mike. Jego podbródek szybkim tempem wskazał na Harrego – A teraz zdejmijcie temu psu knebel, chcę słyszeć jak krzyczy.
* * *
(Louis)
- Ratunku! - darłem się siedząc przywiązany do jedynego drzewa w małym ogródku.
Lina przebiegała kilka razy po moim torsie aż dookoła pnia. W przeciągu 2 godzin udało mi się trudnymi manewrami szczęki pozbyć się knebla z ust, który teraz zwisał na mojej szyi. Siedziałem tam w samych bokserkach, a z otwartej rany na nodze ciekła krew.
Nie chciałem litości Mike'a. Zaciągnął mnie do ogródka na pokaz lejąc mnie po ryju. Myślałem, że mnie po prostu zajebie i zakończy to wszystko, ale on rozciął mi nożem nogę tylko po to, żeby zaplamić go krwią, przywiązał do drzewa, wykopał dół w ogródku, rzucił w kąt łopatę, zabrał zakrwawiony nóż i tak po prostu sobie poszedł mówiąc:


- Siedź cicho póki nie odjedziemy, jeśli chcesz przeżyć. Wisisz mi przysługę.


Po czym splunął na ziemię.
Siedząc tak pod tym drzewem pomiędzy krzykami z prośbą o pomoc, rozmyślałem, jakim to geniuszem jest Niall. Moje myśli wręcz pływały w rzece sarkazmu. Okej, kazał Mike'owi mnie zabić, po czym w ogóle nie sprawdził, czy ten kutas wykonał zadanie. A ja tak się go bałem. To robiło się strasznie śmieszne.
Aż dosłownie zacząłem się śmiać jak psychopata. Harry polazł za Liv na śmierć, ja siedzę tutaj, pośród mrówek, krwawiąc i śmiejąc się. Odchrząknąłem nie mając już żadnych nadziei na to, że ktoś mnie tu znajdzie.
- Ratunku! - krzyknąłem ostatni raz i zaśmiałem się z od niechcenia.
Spojrzałem na ranę na nodze umiejscowioną wśród licznych skrzepów krwi po starych ranach. Jeżeli ktoś by mi szybko nie pomógł to albo bym się tam kurwa wykrwawił, albo dostał zakażenia i upierdolili by mi nogę, a tego nie chciałem. Mike musiał mieć cholerną satysfakcję z tego, że wbił mi ten pierdolony nóż tak głęboko. Nigdy nie lubiłem gościa. On i Adam zawsze trzymali się razem. Byli z nich dobrzy kumple po fachu, tyle że Mike oprócz sprzedawania narkotyków mordował na zlecenie Horana. Adama też się pozbył. Tak przynajmniej słyszałem z cichych rozmów Nialla z Ericiem, gdy jeszcze trzymał mnie w tej zajebanej piwnicy. Zastanawiało mnie teraz, dlaczego Mike zabił swojego kumpla, dlaczego się na to zgodził. Najoczywistszą odpowiedzią były chyba pieniądze, do których Mike lgnął jak muchy do gówna.
Straciłem już sporo krwi Powoli delikatne mroczki zaczęły pojawiać mi się przed oczyma, gdy nagle stało się coś, czego bym się nie spodziewał.
Szelest.
Usłyszałem szelest wyblakłej firanki wiszącej przy oszklonych drzwiach w domku prowadzących do ogrodu. Od razu dostałem jakiegoś kopa adrenaliny. Mroczki zniknęły. Zastąpiła je nadzieja na ucieczkę i uratowanie Harrego z Olivią. Podniosłem głowę, aby spojrzeć w tamtą stronę. W progu stał facet w granatowej czapce z daszkiem oraz koszuli tego samego wsuniętej w spodnie zapięte paskiem w okolicy pępka.
Wyglądał jak typowy kurwa przydupas. Lepszego wybawienia nie mogłem sobie wymarzyć.
- Co się panu stało? - zapytał, cały czas stojąc w drzwiach.
- Kurwa, pomóż mi człowieku a nie stoisz jak słup soli! - krzyknąłem, wyskakując brodą na liny.
Ruszył przed siebie i kucnął przede mną. Zaczął rozwiązywać liny, a gęba mu się nie zamykała.
- Przejeżdżałem właśnie niedaleko z dostawą do sklepu i zobaczyłem, że drzwi do domku i furtka są otwarte. Wydało mi się to dziwne, więc się zatrzymałem. Jak tylko wysiadłem usłyszałem wołanie o pomoc. Wpadłem do środka, zobaczyłem nóż... Cholera, jest pan ranny. - zaskrzeczał przerażony oswobadzając moje ciało.
- Masz komórkę? - zapytałem go z ignorancją , gwałtownie wstając.
Od razu podparłem się ręką o drzewo. Mroczki wróciły. W dodatku gdy tylko stanąłem w pionie, rozcięte udo dało o sobie znać pulsującym bólem. Osunąłem się delikatnie w dół. Jeszcze obita klatka piersiowa również sprawiła mi potworny ból, gdy delikatnie się ugiąłem. Nie, nie mdlej Louis! Musisz zadzwonić na policję, musisz ratować Harrego...
Moje ciało chyba nie bardzo mnie słuchało, ponieważ już po chwili leżałem na ziemi zdany na ratunek tego cipowatego dostawcy.


    NAZWIJCIE MNIE NAJBARDZIEJ NIEZDECYDOWANĄ NA ŚWIECIE, ALE JA JUŻ WAS NIE MOGĘ TAK MĘCZYĆ NIE, NIE, NIE. ROZDZIAŁY BĘDE DODAWAŁA NA SPONTANA, ZAPOMNIJCIE O INNYCH RZECZACH KTÓE PIERDOLIŁAM XDDDD ZAPISUJCIE DO INFORMOWANYCH ZEBY YĆ NA BIEŻACO

 
 
 
ZAPRASZAM!
 
Zaskoczeni? Lułis żyje XD

10 komentarzy:

  1. dfhfghgfgsdhs
    świetny !

    OdpowiedzUsuń
  2. KOCHAM CIE KURWA!! jak ty dobrze nas rozumiesz! co chwila wchodze na bloga i sprawadzam czy dodalas nowy rozdzial, hahahaha! DZIEKUJE, LOUIS ZYJE, ILYSM <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Lułi żyje <33 przynajmniej tyle dobrego...
    Biedna Liv i Harry... @emili_sd

    OdpowiedzUsuń
  4. cudowny, kocham cię!!!!
    jestem mile zaskoczona ze rozdział jest dziś a nie w poniedziałek
    czekam na następny, boże zwariuje <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezuuuuuu louis zyje ja pierdole nigdy sie tak nie cieszylam i nie bylam tak zdolowana na raz
    Ja pierdole louis ja mam kurwa nadzieje ja pierdole nadzieja wrocila kurwaa

    kocham cie pisz dalej didawaj rozdialy kiedy chcesz xxxx

    OdpowiedzUsuń
  6. Hhaa ale adrenalina mi podskoczyła
    super !

    OdpowiedzUsuń
  7. O jezu Lou żyje cjdiehfjhdjvdj Mam nadzieje że ich uratuje

    OdpowiedzUsuń
  8. całe szczęście,że tak dodajesz,bo nie wytrzymałabym xd Louehh ratuj ich ! <3 / @lavmyheroes

    OdpowiedzUsuń
  9. Omg to jest wspaniale i Lou zyje omfg a ten zboczeniec okropnosc omg po co Niallowi ta woda?! Ja sie boje :((( kurde nie moge sie doczekac nastepnego haha kocham cie <3
    @trouvdag

    OdpowiedzUsuń
  10. Szczerze to tak myślałam, że Lou przeżyje jeju ale i tak się cieszę :D
    Gjfkdljfcnkmriedlojfcnkedrilo to ff jest ZAJEBISTE i tyle :D idę czytać kolejny rozdział, bo widzę, że jest :D

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K