niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 9


Każdy mój krok stawiałam delikatnie i niepewnie bojąc się, że zaraz się poślizgnę i wywrócę, a potem nie wstanę. Od kiedy zobaczyłam poszarpane rany na ciele Harrego, moje ciało całe się trzęsło i ledwo co było posłuszne mojej woli. Wiedziałam, że jak się wywrócę na śliskich kafelkach łazienki to już nie wstanę, wyczerpana tym wszystkim.
W dodatku Niall nie dzwonił. O niego też zaczynałam się powoli martwić. Nigdy tak długo mnie nie ignorował. Ba, no nigdy mnie nie ignorował, przynajmniej zawsze napisał mi, że nie może ze mną rozmawiać, a teraz to tak, jakby przepadł jak kamień w wodę. Ani be, ani me. Nic.
Wróciłam wzrokiem na bruneta, który usiadł na pralce puszczając moją zziębniętą dłoń, co sprawiło, że na mojej twarzy zagościła oznaka niezadowolenia. Zatarłam ręce i nic nie mówiąc kucnęłam pod umywalką i otworzyłam stojącą tam szafkę Wyjęłam z 2 ręczniki i znalazłam za nimi białą apteczkę. Wyjęłam ją z lekkim uśmiechem na bladej twarzy i wyciągnęłam rękę do góry, odstawiając ją na kant umywalki. Chwyciłam w dłonie ręczniki i podniosłam się z trudem, czując nieprzyjemne mrowienie w udach. Odwróciłam wiotkie jeszcze ciało w jego stronę i podeszłam do pralki. Położyłam apteczkę na pralce i podałam mu ręcznik. Harry spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Po co mi on? - zapytał niepewnie, ściskając szorstki materiał w swoich długich palcach.
Westchnęłam i otworzyłam apteczkę, bacznie obserwowana, przez jasno zielone oczy Harrego. Wyjęłam z niej niewielką buteleczkę wody utlenionej, z jeszcze nie otwieraną zakrętką, kilka wacików i stanęłam pomiędzy jego nogami. Drżącymi palcami odkręciłam buteleczkę, która z charakterystycznym pyknięciem otworzyła się. Nalałam kilka kropli na wacik, który całkowicie przesiąkł płynem. Obróciłam go w palcach, nieco lepiej rozprowadzając w ten sposób płyn po waciku.
- Żebyś miał się w co wgryźć. - powiedziałam szybko i przyłożyłam przesiąknięty wacik do szramy na lewej piersi Harrego.
Jego krzyk rozdarł ciszę pomiędzy nami panującą, a jego ciało wygięło się niebezpiecznie do tyłu. Oddychał ciężko, a na jego ranie stopniowo pojawiała się biała piana. Jego pięści zacisnęły się na ręczniku, kiedy ponownie przyłożyłam wacik do rany. Cały zadrżał i już po chwili ręcznik znalazł się pomiędzy jego zębami, które mocno się na nim zacisnęły. Nadal słyszałam jego tłumione okrzyki bólu, kiedy głębokie rany były brutalnie drażnione przez wodę utlenioną, raz po raz. Spoglądałam co chwila na jego tors. Niektóre jego tatuaże chyba nie będą już od tych ran wyglądały tak jak wcześniej. Ale te dwie piękne jaskółki... na szczęście pozostały nietknięte.
 Ledwo ledwo.
Spojrzałam w jego oczy, kiedy namaczałam kolejny wacik. Moje spojrzenie były pełne współczucia i poczucia winy.
- Przepraszam. - szepnęłam, kiedy przyłożyłam wacik do największej z ran.
Nie usłyszałam jednak krzyku. Harry wyjął ręcznik z ust i chwycił moje policzki w dłonie. Poczułam urywek jego gorącego oddechu na policzkach, zanim wpił się brutalnie w moje usta. Całował mnie zachłannie. Im mocniej przyciskałam wacik do rany, jego pocałunki stawały się zachłanniejsze i bardziej nieprzyzwoite.
Kiedy w końcu po omacku przejechałam wacikiem po całej długości rany, chyba lekko nadszarpnęłam jego wytrzymałość na ból ponieważ jego gorący język wślizgał się pomiędzy moje wargi, oplatając mój w ciasnym uścisku. Zachłysnęłam się powietrzem i opuściłam rękę, upuszczając wacik na podłogę. Mimo to, intensywność pocałunku nie zmalała. Poczułam metaliczny smak krwi , która delikatnie splamiła moje wargi, spływając ze świeżo naruszonego naszym pocałunkiem rozcięcia na ustach bruneta. Jego ciemne loki łaskotały moją twarz, a każdy ruch jego języka przyprawiał mnie o jeszcze większe dreszcze. Mimo, że Harry siedział na pralce, musiałam stać na palcach, żeby nie pozwolić naszemu pocałunkowi się zakończyć. Kilka drobnych kropel krwi spłynęło po naszych wargach i skapnęło na moją koszulkę do spania. Wtedy już wiedziałam, że powinniśmy zaprzestać tych czułości. Z niemałym trudem odepchnąłem jego język od mojego i rozłączyłam nasze usta. Łapczywie nabierałam oddechy, czując palący rumieniec na policzkach. Jeszce nigdy się z nikim tak nie całowałam. To było magiczne... W taki inny sposób. To był nieprzyzwoity, ale jednak magiczny pocałunek, którego tak łatwo chyba nie wymażę ze swojej pamięci. Harry przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze, ścierając z niej resztki swojej krwi, która osadziła się na jego sporym kciuku. Wytarł go w wacik, który zabrał z pralki.
Spoglądałam na niego jak otępiała. Zdecydowanie, to był najlepszy pocałunek mojego życia, mimo tej całej krwi i innych niesprzyjających mu okoliczności.


- Kto cię tak pobił? - zapytałam już nieco delikatnie przemywając jego rany świeżym wacikiem.
Harry milczał jak grób tak, jakby zignorował każde słowo, które padło przed chwilą z moich ust. Cholera jasna, to tak bardzo mnie nakręcało, chociaż powinno kurewsko wkurwiać. Przycisnęłam brutalnie wacik do jego rany nadal nie słysząc odpowiedzi. Syknął poddenerwowany i spojrzał na mnie z wściekłością.
- Liv! Kurwa mać, nie rób tak! - chwycił brutalnie mój nadgarstek, na co ja spojrzałam na niego zdziwiona. Jego dotyk parzył tak jak zwykle, lecz tym razem w cholernie nieprzyjemny sposób.
- Przepraszam... - wydukałam – To boli... - szepnęłam.
Harry momentalnie mnie puścił. W jego oczach zabłysła troska i żal. Chwycił moją dłoń i zaczął obdarowywać szczodrze mój nadgarstek pocałunkami tak, jakby od tego zleżało moje życie. Próbowałam go zabrać zakłopotana. Jego wargi paliły moją skórę i widząc szkarłatne plamki na moim nadgarstku stwierdziłam, że znowu otworzył ranę na wardze.
- Harry. Przestań proszę cię. - wyszeptałam.
Jego twarz uniosła się lekko do góry. Przejechał kciukiem po nadgarstku.
- Głupia... - zaśmiał się słabo i musnął ustami moje czoło.
Poczułam, że jego krew osadza się na moim bladym czole, ale nie bardzo mi to przeszkadzało. Po chwili przetarł ją tym samym wacikiem, którym oczyścił z krwi swój kciuk i uśmiechnął się do mnie krzywo. W jego oczach błyszczało poczucie winy, ale ja jakoś tak dziwnie wcale się na niego nie złościłam. Wręcz przeciwnie. Odkryłam w nim trochę człowieka, trochę uczuć. I to było piękne.

* * *
Kilka szklanek wylądowało wraz z talerzami po obiedzie w zmywarce. Nie sądziłam, że Styles tak dobrze gotuje. Szczerze powiedziawszy, to nigdy nie jadłam lepszego makaronu po bolońsku. Niby takie proste danie, a potrafi zaskakiwać.
Zaraz musiałam zmykać do pracy, jeżeli nie chciałam się spóźnić. Już i tak dawno w niej nie byłam, więc powinnam tam pójść, jeżeli chciałam dostać wypłatę. A cholernie mi była teraz potrzebna.
Telefon wyrwał mnie z zamyśleń. Wytarłam ręce w białą ścierkę i minęłam Harrego wchodzącego do kuchni, biegnąc do salonu. Odebrałam telefon nawet nie patrząc, kto dzwoni.
Po drugiej stronie usłyszałam czyjś ciężki oddech.
- Jak tam Harry? - zapytał, a ja od razu pisnęłam ze strachu. - Miałem zamiar załatwić go tak jak twojego brata, ale zwiał mi skurwiel. - powiedział, lecz zanim zdążyłam coś powiedzieć, Harry zabrał mi telefon i rozłączył się.
Spojrzałam na niego.
- Kto cię pobił? Powiedz mi! - płakałam niekontrolowanie, a mokre łzy wypalały szczelinki w moich policzkach. - Powiedz! Ten ktoś zabił Adama! Skąd go znasz? - krzyczałam nie mogąc się uspokoić.
Widząc jego milczenie podeszłam do niego blisko i zaczęłam go okładać pięściami po torsie, nie zważając na jego rany. Tym razem chwycił moje nadgarstki dwa razy mocniej niż poprzednio i wykręcił je boleśnie. Nie zważał na moje protesty i bolesne łkanie, tylko trzymał je tak aż do momentu, w którym zaczerwienienie nie rozrosło się poza uścisk jego dłoni.
- Nie twój zasrany interes.
Wmurowało mnie w ziemię. Ton jego głosu był szorstki i obojętny. Spojrzałam na moje nadgarstki i zalałam się łzami, delikatnie drżąc. Spojrzałam na jego twarz szukając jakichkolwiek oznak człowieczych uczuć, ale zobaczyłam tylko obojętność na każdy mój płaczliwy jęk.


Nie pamiętam, jak szybko się spakowałam. Wiem tylko, że zajęło mi to bardzo mało czasu. Zbiegłam na dół z torbą upchaną niedbale wpychanymi do niej ubraniami i rzeczami codziennego użytku.
Jak się mogłam spodziewać, Harry stał przy drzwiach. Jego rysy wyostrzyły się, gdy mnie dostrzegł.
- Zdajesz sobie sprawę, że nigdzie cię nie wypuszczę? - zapytał, gdy zobaczył mnie schodzącą z torbą na ramieniu.
- Jestem spóźniona do pracy Harry. - powiedziałam ignorując jego słowa.
Starłam się go wyminąć, ale skutecznie tarasował mi drogę. Jego ciało prawie całkowicie odcinało mnie od wyjścia. Czy on musiał być taki.... Wielki?
- Mam to w dupie. - syknął, a jego słowa wręcz ociekały niechęcią do mojego sprzeciwu na jego „rozporządzenia”.
Spojrzałam na niego podirytowana i zaczęłam tupać szybko nogą. Kiedy staliśmy tak dobrą minutę nic nie mówiąc, spojrzałam na swoje sine nadgarstki. Tym razem chyba kompletnie nie obchodziło go to, że zrobił mi krzywdę. Blado fioletowe siniaki okalały moje nadgarstki jak bransoletki.
Poczułam, że moje oczy delikatnie zachodzą łzami.
- Harry... Jak nie pójdę dziś do pracy to Betty mnie zwolni! - jęknęłam niezadowolona.
- Betty? - uniósł brew, na co pośpiesznie kiwnęłam głową.
- Moja szefowa. - mruknęłam.
Zmierzył mnie wzrokiem i westchnął.
- Zawiozę cię do pracy, a potem z niej odbiorę. - powiedział szybko.
Nie, nie, nie.
Nie chciałam się godzić na taki układ, nie ma mowy. On nie będzie mnie kontrolował, bo tak mu się podoba. Zacisnęłam palce w pięści i wywróciłam oczyma, czując, że na moje policzki spływają rumieńce złości.
- Harry... - szepnęłam prosząco.
- Nie ma innej opcji, słyszałaś! - wydarł się prosto w moją twarz, czego się zupełnie nie spodziewałam.
Rasowy palant.
Jego miętowy, gorący oddech owiał moją twarz i miałam wrażenie, że moja skóra się od niego rozpływa. Mimo tego, że traktował mnie jak śmiecia i osobę, którą się tylko pomiata, to nadal czułam, że przy nim miękną mi kolana i tracę jakąkolwiek wolną wolę. Cholera, to było takie okropne uczucie.
- Ja... Ja... - zaczęłam niepewnie. - No dobrze. - szepnęłam przerażona.
- Odkładaj torbę. - wskazał na czarny materiał wypełniony po brzegi moimi ciuchami. Zamrugałam kilkakrotnie oczyma i zsunęłam momentalnie czarny pasek torby z ramienia. Upadła z plaskiem na ziemię, delikatnie przechylając się na bok. Stałam tak, patrząc na jego szybko unosząca się i opadającą klatkę piersiową. Przez jego białą koszulkę dostrzegałam słabe zarysy jego ran i strupów, co wywołało tylko dreszcz rozchodzący się po mojej skórze na wspomnienie ich opatrywania w łazience.
Harry momentalnie kopnął moją torbę gdzieś w bok. Miała ochotę wykrzyczeć : Debilu, miałam tam fiolkę cholernie drogich perfum!
Głośno wypuściłam powietrze, a gdy ponownie je nabrałam, do moich nozdrzy dostał się ostry, owocowy zapach. Harry chyba też go wyczuł, po zmarszczył nos i przeniósł wzrok na torbę. Jeden z jej boków zrobił się ciemniejszy, najwyraźniej przesiąknięty moimi perfumami, które tak oszczędnie używałam wiedząc, że za fiolkę zapłaciłam 50 funtów.
Miała ochotę opieprzyć Stylesa, ale wolałam się ryzykować kolejnym wrzaskiem lub siniakiem spowodowanym wybuchem jego złości.
Moje oczy zaszły łzami od na prawdę intensywnego teraz zapachu perfum. Przetarłam zaczerwienione oczy dłońmi.
- Dzięki. - rzuciłam sarkastycznie. - Możemy już jechać? Spóźnię się. - szepnęłam patrząc na niego błagalnie.
Kiwnął głową powolnie. Nachyliłam się i odsunęłam boczną kieszeń torby, pachnącą grejpfrutem i malinami. Wyciągnęłam z niej kluczyk do kwiaciarni, od którego na kilometr pachniało resztką moich wspaniałych i drogich perfum.
Chyba teraz będę musiała nosić go przy sobie, żeby ładnie pachnieć.


Przepraszam za to, że rozdział jest taki... Zły ale przeżywam teraz Chillsa XD ale cóż, kolejny rozdział niespodzianka - mam nadzieję, że się podobał mimo wszystko :)
Zachęcam do komentowania, to motywuje pysie.

7 komentarzy:

  1. och... on nie jest zły... jest... jest... jest genialny :) boże ten pocałunek *-* czuje się jak w niebie *-* nw co mam napisać :) kurde niall moim zdaniem przesądza :( to jest okrutne :c jak można tak traktować ludzi :'c no jak??? :'c

    OdpowiedzUsuń
  2. jezu z a k o c h a ł a m się w tym odpowiadaniu. oby tak dalej kochanie, oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej, o co chodzi Stylesowi, najpierw całuje potem jest taki dupkowaty.... Świetne opowiadanie! Weny życzę :>
    @Gagrasia

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny :) i czekam na nastepne - @emili_sd

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezuuuu kocham to ff
    Xxx
    Czekam na następny xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie spodziewałam się ze Harry moze tak zareagować.. ciekawe co dalej.. CZEKAM NA KOLEJNY ROZDZIAL <3

    OdpowiedzUsuń
  7. o jejku, jakie to słodkie alisfhailfhasilfhliasfliashfilash czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K