poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 19


Wyciągnęłam apteczkę i spojrzałam w lusterko nad umywalką. Wyglądałam okropnie. Czerwone policzki, podpuchnięte od płaczu powieki i ta cholerna, drżąca warga. To był chyba mój jakiś tik – zawsze mi tak drżała, gdy się czegoś bałam lub chciałam płakać... Miałaś być silna, Olivia!
Pośpiesznie opłukałam twarz zimną wodą, żeby chociaż trochę zniwelować opuchliznę pod oczyma i chwyciłam drżącą dłonią białą apteczkę. Zakręciłam kran i wyszłam z łazienki. Zamknęłam drzwi i pobiegłam do sypialni. Louis nadal leżał na kanapie z na wpół otwartymi oczyma, a Harry tamował krew spływającą z jego nóg mokrym ręcznikiem... Skąd on go kurwa wytrzasnął? Obok łóżka stała miska z ciepłą wodą, a ciało Louisa świeciło się od niej. Harry musiał je przemyć przed zabandażowaniem... Cholera, ile mi zajęło jedno głupie obmycie twarzy?Podeszłam szybko do kanapy i uklęknęłam z apteczką tuż przy nogach Tomlinsona, spoglądając na jego rany. Wypuściłam cicho powietrze i otworzyłam apteczkę. Położyłam rękę na wodzie utlenionej, lecz zanim zdążyłam ją wyjąć, na mojej dłoni spoczęła duża, gorąca dłoń Harrego. Spojrzałam na niego i poczułam, że pod moimi powiekami zbierają się słone łzy. Harry spoglądał na mnie nieco otępiale, a gdy pociągnęłam nosem, aby pohamować łzy, poczułam od niego wódkę. Momentalnie zabrałam dłoń i odsunęłam się delikatnie. Doświadczenia, jakie miałam z wybuchowością Stylesa na trzeźwo podświadomie kazały mi zachować ostrożność, szczególnie gdy się czegoś napił. Brunet patrzył na mnie i miałam wrażenie, że on rozpłacze się szybciej niż ja. Jego oczy lśniły od słonych kropel, a jedna uciekła spod powieki i spłynęła po jego rumianym policzku.
- Ja... - zaczął i otarł łzę – Dziękuje. Jestem twoim dłużnikiem. - przygryzł wargę i powrócił wzrokiem na Louisa.
Był zawiedziony. Widziałam to po nim, ale szczerze, to już nic nie rozumiałam. Miałam cholernie wielki mętlik w głowie. Rozwiał go trochę żałosny jęk bólu Louisa. Bez zastanowienia chwyciłam wodę utlenioną i jeden z 4 ostatnich wacików w apteczce. Chciałam poprosić Harrego, żeby poszedł po nie do łazienki, a on chyba czytał mi w myślach. Natychmiastowo wstał i spojrzał na mnie smutno.
- Już nie mam wacików w domu. Pójdę po nie do apteki... I może kupię jakiś porządny bandaż. - szepnął i spojrzał na zegarek – Wrócę za 15 minut. - wyszedł z pokoju, odrobinkę się chwiejąc, a ja odprowadziłam go wzrokiem.


Gdy Harry opuścił dom pozwoliłam moim łzom swobodnie spływać po policzkach, a gdy delikatnie przemywałam rany Louisa łkałam głośno słysząc jego żałosne jęki z bólu, który nie naumyślnie mu sprawiałam. Oboje byliśmy bezsilni. Ja – zapłakana dziewczyna, która ma jakieś rozdwojenie jaźni i on – pobity, bezsilny i upokorzony. Przemyłam pierwszą i największą jego ranę, chyba ciętą nożem, lecz nie miałam siły o to zapytać. Moje ręce już były całe we krwi Louisa, a on spoglądał na mnie bezsilnie.
- Przepraszam. - spojrzał na moje czerwone, delikatnie ociekające krwią dłonie.
Pokręciłam głową z krzywym uśmiechem dając mu znak, że nic nie szkodzi. Wacików już nie miałam, więc nie bardzo mogłam cokolwiek więcej zdziałać zresztą ran. Chwyciłam więc ostatni, niewielki kawałek gazy i plaster bez opatrunku zwinięty w ciasny rulonik, zupełnie jak taśma klejąca. Ostatni kawałek prostokątnego opatrunku z apteczki położyłam delikatnie na jego ranie. Pasował jak ulał. Gazę złożyłam na pół, położyłam na opatrunku i przytrzymując go palcami zakleiłam plastrem jak najlepiej mogłam. Już po chwili bandaż i gaza delikatnie przesiąkły krwią, jednakże wiedziałam, że rana powoli zacznie się zespajać. Spojrzałam jeszcze na delikatną, zasklepioną szramę na ramieniu Louisa po kuli.
- Louis... - szepnęłam, a mój głos zabrzmiał nad wymiar płaczliwie - Uważam, że powinniśmy pojechać do szpitala.
Brunet spojrzał na mnie, a jego lekko tłuste włosy opadały nierówno na spocone z bólu czoło.
- Ej... Lala, nie płacz. - powiedział siląc się na uśmiech – Ze mną jest w porządku. - mruknął i ostrożnie uniósł ramię.
Zmarszczyłam brwi zastanawiając się, co on wyprawia, lecz po chwili zrozumiałam. Louis pokazywał mi długą, nierówną bliznę. Przybliżyłam się delikatnie ocierając łzy.
- Mam ją już ze 2 lata. Jakiś koleś dźgnął mnie nożem, gdy domagałem się od niego kasy za towar... Żaden lekarz nie widział tej blizny, ani nawet rany. Sam się nią zająłem, razem z Harrym. - westchnął – Organy mi się nie wylewały, więc po co kłopotać lekarzy? - mruknął.
To, co właśnie powiedział nieco podniosło mnie na duchu. To było miłe, że mimo tego, że przeżywał tu istne bolesne piekło, to uśmiechał się tylko po to, żebym się nie smuciła.
- Dlaczego starasz się mnie pocieszać? - zapytałam cicho, a Louis uśmiechnął się szeroko i ciepło.
- Jeżeli jesteś ważna dla mojego najlepszego kumpla, to dla mnie też, prawda? - opuścił ramię, nadal się uśmiechając, lecz wiedziałam, że boli go wszystko – zaczynając od okropnych ran na nogach, a kończąc na sinej i opuchniętej twarzy.
- Nie jestem ważna dla Harrego, czuje, że jestem dla niego workiem treningowym na którym można się wyżywać. - podrapałam się nieuważnie po karku pozostawiając na nim mocne ślady krwi.
Czekałam aż Louis coś powie, oburzy się, lub po prostu opierdoli mnie za obsmarowywanie jego najlepszego kumpla, ale on zamilkł. Patrzył się przed siebie z zakłopotaniem, a ja zmarszczyłam nos. Odwróciłam głowę i napotkałam zrozpaczone spojrzenie Harrego.... Reklamówkę pełną bandaży, wody utlenionej i gazy, którą trzymał w ręku upuścił na ziemię z cichym łoskotem. Musiał usłyszeć wszystko co mówiłam, łącznie z tym, że nie jestem dla niego ważna i że traktuje mnie jak osobę do bicia. Spojrzałam zakłopotana na moje zakrwawione dłonie i wstałam.
- Pójdę je umyć. - powiedziałam cicho i dosłownie wybiegłam z salonu nie mogąc powstrzymywać łkania.
Gdy znalazłam się w łazience zaczęłam głośno płakać myjąc moje ręce. Czerwonawa od krwi woda spływała po białej umywalce wraz z moimi łzami kapiącymi do niej obficie. Wyłączcie mi zasilanie, bo doszczętnie spierdolę sobie życie i utopię się we własnych łzach... Nie mam już nic – ani Harrego, ani Nialla, ani Adama. Nic nie miało już dla mnie sensu... Tęskniłam za Betty, ale w głębi duszy przeczuwałam, że nie mogę już wrócić do pracy w kwiaciarni – to było by zbyt niebezpieczne, gdybym wróciła. Niall pewnie będzie chciał mnie zamordować, i zrobi to przy pierwszej lepszej okazji po tym, jak ukradłam mu pieniądze i odebrałam zakładnika... Ale to wszystko wydawało się dla mnie zbyt proste – dlaczego ten cały Gregory oddał Lou w moje ręce tak... łatwo, wręcz bez najmniejszego sprzeciwu? Na pewno przyczyniło się do tego te 25 tysięcy dolarów ode mnie dane mu w 'bonusie', ale to i tak było naprawdę podejrzane.
- Boże! - pisnęłam, gdy zagapiłam się, a woda, już prawie wrząca, lała się mocnym strumieniem na moje dłonie.
Zakręciłam ją i wytarłam szybko ręce, delikatnie otarłam łzy wierzchem dłoni. Brakowało mi mojego lawendowego mydła... Westchnęłam i wyszłam z łazienki. Zastanawiałam się przez chwilę co ze sobą zrobić, ale w ostateczności udałam się do sypialni Harrego w poszukiwaniu mojej torby z ubraniami, która została w jego domu. Chciałam położyć się już spać i choćby na te kilka godzin zapomnieć o wszystkim... Oczywiste było to, że nie wrócę do domu. Mimo, że zachowywałam się jak totalna egoistka, najpierw mieszając Harrego z błotem a potem zostając u niego na noc, to kierowała mną chęć poczucia bezpieczeństwa, które paradoksalnie miałam tylko przy Harrym.
I to powoli zaczynało mnie gubić.

* * *
(Harry)
W ciszy przemywałem ostatnią ranę Louisa... Byłem nadzwyczajnie skupiony na tym, co robię. Miałem wrażenie, że cały alkohol wyparował z moich żył, gdy usłyszałem słowa Olivii. Nie wiedziałem, że jej uczucia wobec mnie są takie oschłe i że jej słowa tak mnie zabolą, lecz miałem świadomość, że jej słowa po części są prawdą... Zależało mi na niej tak jak na nikim innym wcześniej i była dla mnie... Zaryzykowałbym stwierdzenie, że była dla mnie ważniejsza od Tomlinsona.
Zabandażowałem ostatnią ranę na nodze Louisa i spojrzałem na niego. Nie tak wyobrażałem sobie nasze spotkanie po tygodniach 'rozłąki'. Chciałem z nim żartować, zapalić z nim papierosa i napić się piwa jak za dawnych czasów, ale wiedziałem, że w ciągu najbliższego czasu nie mam co na to liczyć. 
- Chcesz umyć głowę? - zapytałem.
Louis spojrzał na mnie i zaśmiał się gorzko opadając głową na twardy zagłówek fotela. Wyszczerzył zęby w swoim charakterystycznym uśmiechu zawsze poprzedzającym złośliwy komentarz.
- Słuchaj, od prawie miesiąca nie spałem na łóżku, a ty mi tu pierdolisz o myciu głowy? Przynieś mi koc i poduszkę bo już dziś nie zlezę z tej kanapy. - zachichotał.
Brakowało mi jego śmiechu.
Ale ja jakoś nie chciałem się uśmiechać. Kiwnąłem głową i wyszedłem z salonu zabierając z sobą miskę. Wylałem po drodze jego zawartość do zlewu w kuchni i tam zostawiłem ową miskę. Wyszedłem na korytarz i ruszyłem w stronę sypialni. Nie chciałem spotkać tam Olivii, ale los chciał inaczej. Gdy stanąłem w progu drzwi, ona klęczała na podłodze i wyjmowała szkło po zbitych przeze mnie perfumach z torby. Akurat gdy wszedłem wstała i ze szkłem w prawej dłoni opuściła sypialnię. Westchnąłem i zdjąłem z łóżka jedną z dwóch poduszek. Chciałem, żeby Liv spała dziś na moim łóżku, więc nie zabierałem kołdry. Wziąłem za to z szafy jedyny koc jaki miałem w domu i wyszedłem. Idąc przez korytarz wyjąłem z szuflady na korytarzu kluczyk i zamknąłem chytrze pokój gościnny. Nie chciałem, aby tam uciekła mi Olivia. Chciałem ją mieć przy sobie, choćbym miał spać na gołej ziemi.
Proszę państwa, przed wami pieprzony egoista, Harry Styles.
* * *
(Niall)
Chciało mi się rzygać tym całym udawaniem słodkiej parki wraz z Ginevrą. Nie miałem zamiaru być z nią na stałe, to tylko przelotny romans do cholery, lecz ona już zdążyła naopowiadać mojej matce w hotelu różnych bzdur na temat naszego 'związku'...
Kolacja z rodzicami w hotelowej restauracji ciągnęła się nieskończoność, a jedyną dobrą jej stroną była rozmowa z moim ojcem na temat interesów – przynajmniej nie musiałem stronić na siłę od czułości Gin.
- Więc... Niall, jak tam ci się wiedzie? - wtrącił tata pomiędzy temat wzrostu wartości funta.
- Nawet dobrze. - powiedziałem wypijając duszkiem resztkę wina, która została w moim kieliszku.
Ojciec zmierzył mnie wzrokiem i ponownie napełnił mój kieliszek, chyba czytał w moich myślach. Upiłem łyk i odstawiłem błyszczący kieliszek na biały obrus. Ginevra i moja matka zajęte były rozmową na temat jakichś sukienek i nowego domu mody w Barcelonie, który ostatnio odwiedziła z moim ojcem. Tata wywrócił oczyma, a ja zachichotałem ochryple.
- Najgorsze 4 godziny mojego życia. - szepnął ledwo słyszalnie upijając łyk whiskey ze swojej szklanki.
Miałem już coś odpowiedzieć, ale telefon w mojej kieszeni za wibrował. Westchnąłem i wyciągnąłem smart fona z kieszeni dyskretnie na niego zerkając. Greogry. Skamieniałem.
- Przepraszam, to telefon służbowy, muszę odebrać. - wstałem i poprawiłem marynarkę.
Ginevra mierzyła mnie wzrokiem a ja zignorowałem to idąc w stronę wyjścia na balkon restauracyjny. Gdy się na nim znalazłem, dokładnie zamknąłem za sobą szklane drzwi i odebrałem.
- Czego ty kurwa chcesz? Tomlinson zdechł? - warknąłem odpalając papierosa, którego wyciągnąłem z kieszeni.
- Nie... Przyjechała jakaś lala, zapłaciła okup i zabrała go ze sobą. - powiedział tryumfalnie, a ja wyplułem peta, który poleciał za barierkę i spadł gdzieś na trawnik pod hotelem.
Ja pierdole, co za kretyn.
- Jak to kurwa zabrała go ze sobą? - krzyknąłem niekontrolowanie. - Jaka od kurwy nędzy lala?!
Gregory, chyba zadziwiony moim nagłym wybuchem milczał przez chwilę, lecz po kilkunastu sekundach odpowiedział.
- Niska, brunetka, długie włosy... - mruknął.
Albo to kurwa była Olivia albo Harry się skurczył i zapuścił te swoje pierdolone kudły.


- Dobra, będę w Londynie za … - spojrzałem na zegarek – 2 godziny. Chyba cię zabije! - rozłączyłem się i wypuściłem głośno powietrze żeby opanować złość przed wróceniem na salę restauracji.
Zacisnąłem pięści. Pierdolony Styles musiał powiedzieć Olivii o Tomlinsonie i o tym, że go porwałem. Ta mała suka podsłuchiwała moją rozmowę z Gregorym, jak mogłem tego nie zauważyć! Postanowiłem zemścić się na niej tak, że wylądowała by w czarnej ziemi twarzą do dołu, choćby żywcem.

    Jejku jejku. Przepraszam, że rozdział chujowy, ale ostatnio nabieram przeświadczenia, że moje ff jest po prostu d o d u p y :)))
Nie ważne.
Czytasz = Komentujesz :)
Sama nie wiem, kiedy pojawi się następny rozdział, ale postaram się żeby był na blogu jak najszybciej. Wprawdzie jest już napisany, ale musicie na niego zasłużyć komentarzami no nie? :D
Kocham was mocno pysie :)

11 komentarzy:

  1. mmm ciekawe
    Czekam na next @emili_sd

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam że Ni dowie się później

    OdpowiedzUsuń
  3. awww, beda spac raazem! blagam,zeby niall im nic nie zrobil... SWIETNY. cale ff jest zajebiste,najlepsze,jakie kiedykolwiek czytalam! kocham cie x

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurde ! I co zrobi Niall ? Omg a Harry'ego to mi strasznie szkoda,ale pozbiera się :)) Czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  5. O jezu a się porobiło już czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku nie myśl że twoje opowiadanie jest do d.upy ,bo jest BARDZO ŚWIETNE

    Nie mogę się doczekać next ,
    Dziękuje :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak możesz tak myśleć?! Twoje ff jest cudowne, najlepsze po prostu brak słów KOCHAM JE !!
    Mam nadzieję, że rozdział będzie jak najszybciej, już nie mogę się go doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O zesz kurwa japierdole niall jakis ty porywczy
    Liv no zesz kurwa ja pierdole następnym razem jak obgadyjesz Harry'ego to sie upewnij czy cie nie słyszy
    Jprdl jak ja kocham to ff.jak ty mozesz mowić ze ten rozdział jest chujowi
    Ten rozdział jest zajebisty

    OdpowiedzUsuń
  9. Okey po 1 zrobiłam sb rachunek sumienia i przeczytałam wszystkie poprzednie moje komy (pomijając fakt że były strasznie głupie) to nie skomentowałam aż 5 rozdziałów :O xd tak wiem jestem głupia i nudzi mi się xD
    i omg wariuje przed nn bo to jest zajebiste i wgl jak się dowiedział i najważniejsze NIE WAŻ SIĘ PSUĆ NOCY OLIVI I HARREGO MAJĄ SPAĆ RAZEM A TEN PIERDOLONY NIALL MNIE NIE OBCHODZI !!!! proooooooooooooosze błagam cię prooooooooooszeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee ♥ kocham cie ♥
    @trouvdag

    OdpowiedzUsuń
  10. Jezu *-* Kocham Cię! Super, swietny, cudowny rozdział. Chce aby noc Liv i Hazzy była... no żeby coś się wydarzyło haha a Niall niech się od niej odwali. @_xoxanna

    OdpowiedzUsuń
  11. Dodaj jak najszybciej bo teraz spac nie moge, bo boje się o Liv... :( moze Hazza i Liv pogadaja sobie o tym wszystkim?! chce kolejny rozdział jak najszybciej no:c

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K