Wyciągnęłam
apteczkę i spojrzałam w lusterko nad umywalką. Wyglądałam
okropnie. Czerwone policzki, podpuchnięte od płaczu powieki i ta
cholerna, drżąca warga. To był chyba mój jakiś tik – zawsze mi
tak drżała, gdy się czegoś bałam lub chciałam płakać...
Miałaś być silna, Olivia!
Pośpiesznie
opłukałam twarz zimną wodą, żeby chociaż trochę zniwelować
opuchliznę pod oczyma i chwyciłam drżącą dłonią białą
apteczkę. Zakręciłam kran i wyszłam z łazienki. Zamknęłam
drzwi i pobiegłam do sypialni. Louis nadal leżał na kanapie z na
wpół otwartymi oczyma, a Harry tamował krew spływającą z jego
nóg mokrym ręcznikiem... Skąd on go kurwa wytrzasnął? Obok
łóżka stała miska z ciepłą wodą, a ciało Louisa świeciło
się od niej. Harry musiał je przemyć przed zabandażowaniem...
Cholera, ile mi zajęło jedno głupie obmycie twarzy?Podeszłam
szybko do kanapy i uklęknęłam z apteczką tuż przy nogach
Tomlinsona, spoglądając na jego rany. Wypuściłam cicho powietrze
i otworzyłam apteczkę. Położyłam rękę na wodzie utlenionej,
lecz zanim zdążyłam ją wyjąć, na mojej dłoni spoczęła duża,
gorąca dłoń Harrego. Spojrzałam na niego i poczułam, że pod
moimi powiekami zbierają się słone łzy. Harry spoglądał na mnie
nieco otępiale, a gdy pociągnęłam nosem, aby pohamować łzy,
poczułam od niego wódkę. Momentalnie zabrałam dłoń i odsunęłam
się delikatnie. Doświadczenia, jakie miałam z wybuchowością
Stylesa na trzeźwo podświadomie kazały mi zachować ostrożność,
szczególnie gdy się czegoś napił. Brunet patrzył na mnie i
miałam wrażenie, że on rozpłacze się szybciej niż ja. Jego oczy
lśniły od słonych kropel, a jedna uciekła spod powieki i spłynęła
po jego rumianym policzku.
- Ja... - zaczął
i otarł łzę – Dziękuje. Jestem twoim dłużnikiem. - przygryzł
wargę i powrócił wzrokiem na Louisa.
Był zawiedziony.
Widziałam to po nim, ale szczerze, to już nic nie rozumiałam.
Miałam cholernie wielki mętlik w głowie. Rozwiał go trochę
żałosny jęk bólu Louisa. Bez zastanowienia chwyciłam wodę
utlenioną i jeden z 4 ostatnich wacików w apteczce. Chciałam
poprosić Harrego, żeby poszedł po nie do łazienki, a on chyba
czytał mi w myślach. Natychmiastowo wstał i spojrzał na mnie
smutno.
- Już nie mam
wacików w domu. Pójdę po nie do apteki... I może kupię jakiś
porządny bandaż. - szepnął i spojrzał na zegarek – Wrócę za
15 minut. - wyszedł z pokoju, odrobinkę się chwiejąc, a ja
odprowadziłam go wzrokiem.
Gdy Harry opuścił
dom pozwoliłam moim łzom swobodnie spływać po policzkach, a gdy
delikatnie przemywałam rany Louisa łkałam głośno słysząc jego
żałosne jęki z bólu, który nie naumyślnie mu sprawiałam. Oboje
byliśmy bezsilni. Ja – zapłakana dziewczyna, która ma jakieś
rozdwojenie jaźni i on – pobity, bezsilny i upokorzony. Przemyłam
pierwszą i największą jego ranę, chyba ciętą nożem, lecz nie
miałam siły o to zapytać. Moje ręce już były całe we krwi
Louisa, a on spoglądał na mnie bezsilnie.
- Przepraszam. -
spojrzał na moje czerwone, delikatnie ociekające krwią dłonie.
Pokręciłam głową
z krzywym uśmiechem dając mu znak, że nic nie szkodzi. Wacików
już nie miałam, więc nie bardzo mogłam cokolwiek więcej zdziałać
zresztą ran. Chwyciłam więc ostatni, niewielki kawałek gazy i
plaster bez opatrunku zwinięty w ciasny rulonik, zupełnie jak taśma
klejąca. Ostatni kawałek prostokątnego opatrunku z apteczki
położyłam delikatnie na jego ranie. Pasował jak ulał. Gazę
złożyłam na pół, położyłam na opatrunku i przytrzymując go
palcami zakleiłam plastrem jak najlepiej mogłam. Już po chwili
bandaż i gaza delikatnie przesiąkły krwią, jednakże wiedziałam,
że rana powoli zacznie się zespajać. Spojrzałam jeszcze na
delikatną, zasklepioną szramę na ramieniu Louisa po kuli.
- Louis... -
szepnęłam, a mój głos zabrzmiał nad wymiar płaczliwie -
Uważam, że powinniśmy pojechać do szpitala.
Brunet spojrzał na
mnie, a jego lekko tłuste włosy opadały nierówno na spocone z
bólu czoło.
- Ej... Lala, nie
płacz. - powiedział siląc się na uśmiech – Ze mną jest w
porządku. - mruknął i ostrożnie uniósł ramię.
Zmarszczyłam brwi
zastanawiając się, co on wyprawia, lecz po chwili zrozumiałam.
Louis pokazywał mi długą, nierówną bliznę. Przybliżyłam się
delikatnie ocierając łzy.
- Mam ją już ze 2
lata. Jakiś koleś dźgnął mnie nożem, gdy domagałem się od
niego kasy za towar... Żaden lekarz nie widział tej blizny, ani
nawet rany. Sam się nią zająłem, razem z Harrym. - westchnął –
Organy mi się nie wylewały, więc po co kłopotać lekarzy? -
mruknął.
To, co właśnie
powiedział nieco podniosło mnie na duchu. To było miłe, że mimo
tego, że przeżywał tu istne bolesne piekło, to uśmiechał się
tylko po to, żebym się nie smuciła.
- Dlaczego starasz
się mnie pocieszać? - zapytałam cicho, a Louis uśmiechnął się
szeroko i ciepło.
- Jeżeli jesteś
ważna dla mojego najlepszego kumpla, to dla mnie też, prawda? -
opuścił ramię, nadal się uśmiechając, lecz wiedziałam, że
boli go wszystko – zaczynając od okropnych ran na nogach, a
kończąc na sinej i opuchniętej twarzy.
- Nie jestem ważna
dla Harrego, czuje, że jestem dla niego workiem treningowym na
którym można się wyżywać. - podrapałam się nieuważnie po
karku pozostawiając na nim mocne ślady krwi.
Czekałam aż Louis
coś powie, oburzy się, lub po prostu opierdoli mnie za
obsmarowywanie jego najlepszego kumpla, ale on zamilkł. Patrzył się
przed siebie z zakłopotaniem, a ja zmarszczyłam nos. Odwróciłam
głowę i napotkałam zrozpaczone spojrzenie Harrego.... Reklamówkę
pełną bandaży, wody utlenionej i gazy, którą trzymał w ręku
upuścił na ziemię z cichym łoskotem. Musiał usłyszeć wszystko
co mówiłam, łącznie z tym, że nie jestem dla niego ważna i że
traktuje mnie jak osobę do bicia. Spojrzałam zakłopotana na moje
zakrwawione dłonie i wstałam.
- Pójdę je umyć.
- powiedziałam cicho i dosłownie wybiegłam z salonu nie mogąc
powstrzymywać łkania.
Gdy znalazłam się
w łazience zaczęłam głośno płakać myjąc moje ręce.
Czerwonawa od krwi woda spływała po białej umywalce wraz z moimi
łzami kapiącymi do niej obficie. Wyłączcie mi zasilanie, bo
doszczętnie spierdolę sobie życie i utopię się we własnych
łzach... Nie mam już nic – ani Harrego, ani Nialla, ani Adama.
Nic nie miało już dla mnie sensu... Tęskniłam za Betty, ale w
głębi duszy przeczuwałam, że nie mogę już wrócić do pracy w
kwiaciarni – to było by zbyt niebezpieczne, gdybym wróciła.
Niall pewnie będzie chciał mnie zamordować, i zrobi to przy
pierwszej lepszej okazji po tym, jak ukradłam mu pieniądze i
odebrałam zakładnika... Ale to wszystko wydawało się dla mnie
zbyt proste – dlaczego ten cały Gregory oddał Lou w moje ręce
tak... łatwo, wręcz bez najmniejszego sprzeciwu? Na pewno
przyczyniło się do tego te 25 tysięcy dolarów ode mnie dane mu w
'bonusie', ale to i tak było naprawdę podejrzane.
- Boże! -
pisnęłam, gdy zagapiłam się, a woda, już prawie wrząca, lała
się mocnym strumieniem na moje dłonie.
Zakręciłam ją i
wytarłam szybko ręce, delikatnie otarłam łzy wierzchem dłoni.
Brakowało mi mojego lawendowego mydła... Westchnęłam i wyszłam z
łazienki. Zastanawiałam się przez chwilę co ze sobą zrobić, ale
w ostateczności udałam się do sypialni Harrego w poszukiwaniu
mojej torby z ubraniami, która została w jego domu. Chciałam
położyć się już spać i choćby na te kilka godzin zapomnieć o
wszystkim... Oczywiste było to, że nie wrócę do domu. Mimo, że
zachowywałam się jak totalna egoistka, najpierw mieszając Harrego
z błotem a potem zostając u niego na noc, to kierowała mną chęć
poczucia bezpieczeństwa, które paradoksalnie miałam tylko przy
Harrym.
I to powoli
zaczynało mnie gubić.
* * *
(Harry)
W
ciszy przemywałem ostatnią ranę Louisa... Byłem nadzwyczajnie
skupiony na tym, co robię. Miałem wrażenie, że cały alkohol
wyparował z moich żył, gdy usłyszałem słowa Olivii. Nie
wiedziałem, że jej uczucia wobec mnie są takie oschłe i że jej
słowa tak mnie zabolą, lecz miałem świadomość, że jej słowa
po części są prawdą... Zależało mi na niej tak jak na nikim
innym wcześniej i była dla mnie... Zaryzykowałbym stwierdzenie, że
była dla mnie ważniejsza od Tomlinsona.
Zabandażowałem
ostatnią ranę na nodze Louisa i spojrzałem na niego. Nie tak
wyobrażałem sobie nasze spotkanie po tygodniach 'rozłąki'.
Chciałem z nim żartować, zapalić z nim papierosa i napić się
piwa jak za dawnych czasów, ale wiedziałem, że w ciągu
najbliższego czasu nie mam co na to liczyć.
-
Chcesz umyć głowę? - zapytałem.
Louis
spojrzał na mnie i zaśmiał się gorzko opadając głową na
twardy zagłówek fotela. Wyszczerzył zęby w swoim
charakterystycznym uśmiechu zawsze poprzedzającym złośliwy
komentarz.
-
Słuchaj, od prawie miesiąca nie spałem na łóżku, a ty mi tu
pierdolisz o myciu głowy? Przynieś mi koc i poduszkę bo już dziś
nie zlezę z tej kanapy. - zachichotał.
Brakowało
mi jego śmiechu.
Ale
ja jakoś nie chciałem się uśmiechać. Kiwnąłem głową i
wyszedłem z salonu zabierając z sobą miskę. Wylałem po drodze
jego zawartość do zlewu w kuchni i tam zostawiłem ową miskę.
Wyszedłem na korytarz i ruszyłem w stronę sypialni. Nie chciałem
spotkać tam Olivii, ale los chciał inaczej. Gdy stanąłem w progu
drzwi, ona klęczała na podłodze i wyjmowała szkło po zbitych
przeze mnie perfumach z torby. Akurat gdy wszedłem wstała i ze
szkłem w prawej dłoni opuściła sypialnię. Westchnąłem i
zdjąłem z łóżka jedną z dwóch poduszek. Chciałem, żeby Liv
spała dziś na moim łóżku, więc nie zabierałem kołdry. Wziąłem
za to z szafy jedyny koc jaki miałem w domu i wyszedłem. Idąc
przez korytarz wyjąłem z szuflady na korytarzu kluczyk i zamknąłem
chytrze pokój gościnny. Nie chciałem, aby tam uciekła mi Olivia.
Chciałem ją mieć przy sobie, choćbym miał spać na gołej
ziemi.
Proszę
państwa, przed wami pieprzony egoista, Harry Styles.
*
* *
(Niall)
Chciało
mi się rzygać tym całym udawaniem słodkiej parki wraz z Ginevrą.
Nie miałem zamiaru być z nią na stałe, to tylko przelotny romans
do cholery, lecz ona już zdążyła naopowiadać mojej matce w
hotelu różnych bzdur na temat naszego 'związku'...
Kolacja
z rodzicami w hotelowej restauracji ciągnęła się nieskończoność,
a jedyną dobrą jej stroną była rozmowa z moim ojcem na temat
interesów – przynajmniej nie musiałem stronić na siłę od
czułości Gin.
-
Więc... Niall, jak tam ci się wiedzie? - wtrącił tata pomiędzy
temat wzrostu wartości funta.
-
Nawet dobrze. - powiedziałem wypijając duszkiem resztkę wina,
która została w moim kieliszku.
Ojciec
zmierzył mnie wzrokiem i ponownie napełnił mój kieliszek, chyba
czytał w moich myślach. Upiłem łyk i odstawiłem błyszczący
kieliszek na biały obrus. Ginevra i moja matka zajęte były rozmową
na temat jakichś sukienek i nowego domu mody w Barcelonie, który
ostatnio odwiedziła z moim ojcem. Tata wywrócił oczyma, a ja
zachichotałem ochryple.
-
Najgorsze 4 godziny mojego życia. - szepnął ledwo słyszalnie
upijając łyk whiskey ze swojej szklanki.
Miałem
już coś odpowiedzieć, ale telefon w mojej kieszeni za wibrował.
Westchnąłem i wyciągnąłem smart fona z kieszeni dyskretnie na
niego zerkając. Greogry. Skamieniałem.
-
Przepraszam, to telefon służbowy, muszę odebrać. - wstałem i
poprawiłem marynarkę.
Ginevra
mierzyła mnie wzrokiem a ja zignorowałem to idąc w stronę wyjścia
na balkon restauracyjny. Gdy się na nim znalazłem, dokładnie
zamknąłem za sobą szklane drzwi i odebrałem.
-
Czego ty kurwa chcesz? Tomlinson zdechł? - warknąłem odpalając
papierosa, którego wyciągnąłem z kieszeni.
-
Nie... Przyjechała jakaś lala, zapłaciła okup i zabrała go ze
sobą. - powiedział tryumfalnie, a ja wyplułem peta, który
poleciał za barierkę i spadł gdzieś na trawnik pod hotelem.
Ja
pierdole, co za kretyn.
-
Jak to kurwa zabrała go ze sobą? - krzyknąłem niekontrolowanie. -
Jaka od kurwy nędzy lala?!
Gregory,
chyba zadziwiony moim nagłym wybuchem milczał przez chwilę, lecz
po kilkunastu sekundach odpowiedział.
-
Niska, brunetka, długie włosy... - mruknął.
Albo
to kurwa była Olivia albo Harry się skurczył i zapuścił te swoje
pierdolone kudły.
-
Dobra, będę w Londynie za … - spojrzałem na zegarek – 2
godziny. Chyba cię zabije! - rozłączyłem się i wypuściłem
głośno powietrze żeby opanować złość przed wróceniem na salę
restauracji.
Zacisnąłem
pięści. Pierdolony Styles musiał powiedzieć Olivii o Tomlinsonie
i o tym, że go porwałem. Ta mała suka podsłuchiwała moją
rozmowę z Gregorym, jak mogłem tego nie zauważyć! Postanowiłem
zemścić się na niej tak, że wylądowała by w czarnej ziemi
twarzą do dołu, choćby żywcem.
Jejku jejku. Przepraszam, że rozdział chujowy, ale ostatnio nabieram przeświadczenia, że moje ff jest po prostu d o d u p y :)))
Nie ważne.
Czytasz = Komentujesz :)
Sama nie wiem, kiedy pojawi się następny rozdział, ale postaram się żeby był na blogu jak najszybciej. Wprawdzie jest już napisany, ale musicie na niego zasłużyć komentarzami no nie? :D
Kocham was mocno pysie :)

mmm ciekawe
OdpowiedzUsuńCzekam na next @emili_sd
Myślałam że Ni dowie się później
OdpowiedzUsuńawww, beda spac raazem! blagam,zeby niall im nic nie zrobil... SWIETNY. cale ff jest zajebiste,najlepsze,jakie kiedykolwiek czytalam! kocham cie x
OdpowiedzUsuńO kurde ! I co zrobi Niall ? Omg a Harry'ego to mi strasznie szkoda,ale pozbiera się :)) Czekam na nexta <3
OdpowiedzUsuńO jezu a się porobiło już czekam na next
OdpowiedzUsuńJejku nie myśl że twoje opowiadanie jest do d.upy ,bo jest BARDZO ŚWIETNE
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać next ,
Dziękuje :D
Jak możesz tak myśleć?! Twoje ff jest cudowne, najlepsze po prostu brak słów KOCHAM JE !!
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że rozdział będzie jak najszybciej, już nie mogę się go doczekać :)
O zesz kurwa japierdole niall jakis ty porywczy
OdpowiedzUsuńLiv no zesz kurwa ja pierdole następnym razem jak obgadyjesz Harry'ego to sie upewnij czy cie nie słyszy
Jprdl jak ja kocham to ff.jak ty mozesz mowić ze ten rozdział jest chujowi
Ten rozdział jest zajebisty
Okey po 1 zrobiłam sb rachunek sumienia i przeczytałam wszystkie poprzednie moje komy (pomijając fakt że były strasznie głupie) to nie skomentowałam aż 5 rozdziałów :O xd tak wiem jestem głupia i nudzi mi się xD
OdpowiedzUsuńi omg wariuje przed nn bo to jest zajebiste i wgl jak się dowiedział i najważniejsze NIE WAŻ SIĘ PSUĆ NOCY OLIVI I HARREGO MAJĄ SPAĆ RAZEM A TEN PIERDOLONY NIALL MNIE NIE OBCHODZI !!!! proooooooooooooosze błagam cię prooooooooooszeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee ♥ kocham cie ♥
@trouvdag
Jezu *-* Kocham Cię! Super, swietny, cudowny rozdział. Chce aby noc Liv i Hazzy była... no żeby coś się wydarzyło haha a Niall niech się od niej odwali. @_xoxanna
OdpowiedzUsuńDodaj jak najszybciej bo teraz spac nie moge, bo boje się o Liv... :( moze Hazza i Liv pogadaja sobie o tym wszystkim?! chce kolejny rozdział jak najszybciej no:c
OdpowiedzUsuń