(Harry)
Jeden
z tych 3 pierdolonych idiotów podszedł do mnie. Eric. Kucnął przy
mnie i swoim nożem przeciął materiał, uwalniając moje usta. Nie
szczędziłem bluźnierstw pod adresem Horana, który właśnie kucał
przy Liv.
-
Tylko ja tkniesz, tylko coś jej zrobisz pierdolony chuju. -
warknąłem, nie mogąc się powstrzymać.
-
Ja tylko chcę dać jej wody... Jak prosiła. Uspokój się. -
odwrócił się do mnie i wyszczerzył zęby.
Miał
w rękawie jakąś intrygę, tylko jeszcze nie wiedziałem jaką.
-
Harry... - usłyszałem cichy głosik Olivii, która wychylała
głowę, aby tylko na mnie spojrzeć.
-
Jest okej, będzie okej... - szepnąłem, ale Eric zamknął mi usta
uderzając mnie pięścią w twarz.
Ból
przeszył całą moją szczękę. Miałem wrażenie, że jeszcze
kilka takich uderzeń i mi ja połamią, ale dzielnie znosiłem ból,
żeby tylko bardziej nie zasmucać Liv. Splunąłem krwią na podłogę
po dłuższym czasie prostując kark. Spojrzałem na mięśniaka
który przyłożył mi pistolet do skroni i spojrzał na Nialla. Liv
łkała żałośnie przerażona, a mój oddech przyśpieszył. Jej
strach docierał tu aż do mnie, przeszywając moją skórę, a jej
gorący oddech zdawało mi się, że czuje na własnym torsie. Ale
nic nie mogłem wskórać. Wiem, że sam chciałem tu być, ale to
tylko dla niej. Jeśli Niall miał ją zabić, to mnie też, razem z
nią.
-
Więc... Kochasz ją? - zapytał mnie Horan, unosząc dzbanek a ja
przełknąłem ślinę.
Nie
odpowiadałem Wzrok Olivii przeszywał mnie na wskroś, a ja nadal
zszokowany tym pytaniem nie byłem w stanie wykrztusić z siebie
słowa. Zdecydowanie nie tak miało wyglądać wyznanie mojej
miłości, jeżeli można to było tak nazwać. Czułem, że Liv jest
tą jedyną, że chcę z nią być, że jest ważniejsza niż
ktokolwiek inny.
-
Mów, albo cię zajebię! - krzyknął Eric.
Spojrzałem
w jego oczy i dostrzegłem w nich... strach? On chyba bał się
bardziej niż ja – trzęsły mu się ręce, i spoglądał to na
mnie, to na Nialla. Miałem wrażenie, że jego życie też wisi na
włosku, że jest winny Horanowi pieniądze albo jest po prostu jego
dłużnikiem. Miałem ochotę się zaśmiać, ale ostry kopniak w
posiniały brzuch wyrwał mnie z zamyślenia.
-
Mów! Liczę do trzech! Raz, dwa... - zaczął, a na jego skroni
dostrzegłem kropelkę potu.
Sam
pewnie nie byłem lepszy. Niall odsunął się nieco od Liv w dłoni
trzymając dzbanek z parującą wodą. Powoli zaczynałem
podejrzewać, co tu się święci, ale zamknąłem oczy, przemyślałem
sobie wszystko na szybko.
-
Nie, nie kocham jej.
Na
moje usta weszło kłamstwo tak okrutne, że sam chciałem się
zastrzelić. Olivia. Nie musiałem podnosić głowy aby znać jej
reakcję, ponieważ ona zaczęła głośno płakać.
Skłamałem,
to fakt. Zraniłem ją, to również prawda. Ale znałem Horana zbyt
dobrze. Wiedziałem, że jeżeli odpowiedziałbym twierdząco,
skrzywdził by ją tak okrutnie, żeby tylko sprawić mnie ból samym
tego widokiem. Sam nie byłem pewien swoich uczuć, ale ta przerażona
brunetka była dla mnie najważniejsza. Nie chciałem jej krzywdy.
W
głębi duszy miałem nadzieję, że gdy odpowiem przecząco, Niall
przemyśli to i owo, na pewno nie puściłby Liv wolno, ale ukrócił
jej cierpienie i szybciej zabił. Jeżeli jedynym wyjściem dla nas
obojga z tej głupiej sytuacji była śmierć, to chciałem, aby Liv
zakończyła swój żywot szybko i w miarę jak najmniej boleśnie.
A kłamstwo było najlepszym wyjściem.
-
Oh... Widzisz, teraz przez ciebie płacze. - żachnął się Niall i
wskazał na trzęsącą się w konwulsjach Liv – A mówią, że to
ja jestem potworem. - dodał sarkastycznie, chwytając w drugą dłoń
lejek. - Wiesz Harry... Kłamstwo nie popłaca. - westchnął
obracając lejek w palcach.
Kurwa
jebana jego w dupę mać!
-
Zostaw ją. Skrzywdź mnie, daj jej spokój. - prosiłem wyrywając
się.
Patrzyłem
na Olivię przepraszająco wiedząc, że moje błagania na pewno nic
nie zdziałają. Ona jednak uciekła wzrokiem trzęsąc się.
Wiedziałem, że złamałem jej serce na pół, że teraz na pewno
rozstaniemy się rozdzieleni wysokim murem.
-
A za kłamstwo się płaci. Tyle że tym razem twój dług przejmie
ona... - zaśmiał się szyderczo blondyn, przykładając biały,
plastikowy lejek do lewej piersi Olivii.
Uniósł
dzbanek, a Liv zaczęła wierzgać nogami. Gregory momentalnie zerwał
się z miejsca i podbiegł do niej. Z tylnej kieszeni spodni
wyciągnął sznurek i związał jej nogi w kostkach w ekspresowym
tempie.
-
Nie, proszę, nie! - płakała, kiedy Niall ponownie przyłożył
lejek do jej piersi i nachylił nad nim dzbanek.
-
Słyszysz, przestań! - krzyczałem wręcz płaczliwie, a rury, do
których były przywiązane moje nadgarstki trzęsły się uderzając
o siebie. - Zrób to dla mnie, nie dla niej!
-
Za kłamstwa się płaci. - powtórzył i zaśmiał się, po czym
przechylił dzbanek nieco mocniej, ale to wystarczyło, aby do lejka
polała się gorąca ciecz.
Już
po chwili piwnice rozdarł przeraźliwy krzyk Liv, po której piersi
i brzuchu spłynęła gorąca, parująca woda. Po kilku sekundach
krzyczałem również ja, nie mogąc znieść tego, co właśnie
działo się na moich oczach.
*
* *
(Olivia)
Czułam
się tak, jakby ktoś przypiekał mi skórę gorącym żelazem.
Czajnik po krótkiej chwili był już pusty, a ja gorzko płakałam,
ponieważ jego zawartość co do kropli Niall wylał na moją skórę.
Moje piersi, uda, brzuch. Wszystko był upstrzone czerwonymi plamami,
które strasznie mnie piekły, wręcz czułam, jakby skóra mi się
paliła. Siedziałam w kałuży wody, co dawało mi nie mały
dyskomfort. Zaczynałam odczuwać potrzebę skorzystania z łazienki,
ale bałam się zapytać, czy mogłabym do niej pójść.
Czekałam
więc na cud.
Chyba
płakałam głośniej niż zdawałam sobie z tego sprawę, ale powoli
traciłam kontakt z rzeczywistością. Mimo, że tortury ze strony
Horana już się skończyły, ja miałam wrażenie, że trwają
nadal. Całe ciało przeszywał ból, który nieco zagłuszyła ulga,
gdy Niall wstał z dzbankiem w ręku.
Otworzyłam
oczy. Harry wlepiał oczy w moje ciało a ja widziałam, mimo
zamglonego pola widzenia, łzy toczące się po jego policzkach.
-
Dlaczego mi to robisz? - krzyczał do Nialla, a ja poczułam, że
okropnie boli mnie głowa. - Zabiłeś Louisa, a teraz krzywdzisz
Olivię, ona jest niewinna!
Miałam
strasznie suche usta. Myślę, że mimo pragnienia dałabym radę coś
powiedzieć, ale tym razem to ból fizyczny i złamane serce nie
pozwalały mi wypowiedzieć nawet jednego słowa. Owszem, Harry miał
prawa mnie nie kochać, ale te słowa wypowiedział tak... Tak jakby
wcale mu na mnie nie zależało, powiedział to tak, jakbym była
niczym.
-
Posłuchaj mnie, Styles. - warknął gardłowo – Odpłaca mi za
Adama. On był mi winny pieniądze, nie oddał. Z resztą, ona też
zapierdoliła mi 50 tysięcy!
-
Przecież te pieniądze i tak wróciły do ciebie! - odpowiedział
krzykiem Harry, po czym, nabrał gwałtownie powietrza i ponownie
otworzył usta – Ona odpłaca za Adama? Co ona ma wspólnego z tymi
twoimi narkotykami? Nic! - krzyczał, a jego głos brzmiał
płaczliwie, co zdawało się sklejać moje serce z powrotem.
Niall
zaśmiał się tylko w odpowiedzi i skinął palcem na Gregorego.
-
Ty i Eric idziecie ze mną. Pojedziemy po towar. Wracamy za pół
godziny. Ty Mike, pilnujesz ich. Rozumiesz? Ginevrę zabieram ze
sobą.
Mięśniak
kiwnął głową obojętnie i podrapał się po karku. Nadal siedział
na starym materacu nie podnosząc się z niego ani przez chwilę. Gdy
Niall wyżywał się na mnie, on odwracał głowę gdy krzyczałam i
palił papierosy, do których gryzącego dymu zdążyłam się już
przyzwyczaić, chociaż i tak co chwila kasłałam, czując się tak,
jakbym miała wypluć własne płuca.
Gdy
Niall opuścił piwnicę, Harry spojrzał na Mike'a a potem na mnie.
-
Liv... - zaczął, lecz jego słowa przerwały łzy.
Płakał
przede mną jak małe dziecko, chociaż to ja powinnam teraz płakać,
ja powinnam się rozklejać, lecz postanowiłam chociaż przez chwilę
przeżywać ból w ciszy, mimo że powoli moja milcząca powłoka
zaczynała pękać. Chciałam umrzeć. Już w ogóle nie przejmowałam
się tym, że jestem tu półnaga, że poparzenia na moim ciele
cholernie bolą. Po prostu chciałam skulić się na ziemi tak jak
wtedy w sypialni i umrzeć.
Kiedy
Harry podniósł głowę i spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach, ja
już nie wytrzymałam.
-
To tak strasznie boli, Harry... - zapłakałam, nie mogąc dłużej
gnieździć w sobie emocji.
Huk
przewracanego taboretu sprawił, że serce podskoczyło mi do gardła.
Mike wstał przewracając go nienaumyślnie i podszedł do mnie
pewnym krokiem z uniesioną ręką, w której trzymał scyzoryk.
Harry
zareagował natychmiastowo.
-
Zostaw ją, nie dotykaj jej! - krzyczał, ale chyba zdawał sobie
sprawę, że jego prośby nic dla tego brutala nie znaczą.
A
ja bałam się coraz bardziej. Skuliłam się a moja poczochrane
włosy opadły na twarz zasłaniając mi pole widzenia. Słyszałam
oddech Mike'a coraz bliżej mojego ciała, co przyprawiało mnie o
dreszcze i dodatkową porcję strachu.
Nadgarstki.
Moje
nadgarstki był 'wolne' wraz z cichym cięciem scyzoryka w jego
dłoni. Poruszyłam palcami i uniosłam nadgarstki ku górze
wyciągając je zza pleców. Były całe zakrzepniętej krwi od ran,
które powstały na nich od wierzgania i wyrywania się. Gdy tylko na
nie spojrzałam, zaczęły strasznie piec i boleć. Dopadł mnie
chyba właśnie efekt placebo, ale sama nie byłam pewna.
Mike
rozciął jeszcze liny na moich kostkach w milczeniu i zdjął swoją
czarną koszulkę. Rzucił ją na moje kolana a ja odskoczyłam
łkając z bólu. Poparzenia na wewnętrznej stronie ud otarły się
o siebie wywołując jeszcze większy ból, na co zareagowałam
przeciągłym piśnięciem.
Oparłam
się głową o ścianę i chwyciłam koszulkę w dłonie. Odliczyłam
w ciszy do 10 i zaczęłam ją zakładać mając nadzieję, że po to
właśnie mi ją dał. Pachniała papierosami ale nie przejmowałam
się tym. Skrawek godności został mi przywrócony, gdy moje piersi
zniknęły pod czarnym materiałem.
-
Wstawaj. - polecił mi Mike, a ja zacisnęłam szczękę.
Z
bólem zaczęłam się podnosić starając się przy okazji nie
podrażnić licznych poparzeń. Gdy już stałam na równych nogach
drżąc, Mike chwycił moje ramię, również nieco poparzone. Cicha
profanacja spowodowana bólem wydostała się z moich ust, gdy
popchnął mnie w stronę Harrego.
*
* *
(Harry)
Mike
popchnął Liv w moja stronę, a ona zachwiała się stając tuz
przede mną. Szła w moją stronę strasznie pokracznie Podniosłem
głowę i spojrzałem na nią smutnymi oczyma. Widziałem ból w
wyrazie jej twarzy, jej poparzone uda miałem tuż przed oczyma, gdy
spuściłem wzrok.
-
Siadaj obok niego. Macie pół godziny dla siebie. - westchnął już
nieco spokojniej Mike, a ja momentalnie rozchyliłem nogi.
Kiwnąłem
do niej porozumiewawczo głową. Stała chwilę, po czym niepewnie
kucnęła odwracając się do mnie plecami. Usiadła na zimnej
podłodze pomiędzy moimi udami i oparła się plecami o mój tors.
Cała drżała. Tak chciałem mocno ją przytulić, pocieszyć, ale
po pierwsze ten kutas nie rozwiązał mi rąk, a po drugie jej brzuch
był tak poparzony, że sprawiłbym jej tym jeszcze większy ból.
-
Dlaczego to robisz? - zapytałem Mike'a, a Liv odchyliła głowę
wtulając ją w zagłębienie mojej szyi.
-
Bo to ostatnie pół godziny waszego życia. - powiedział obojętnie
i podszedł do materaca na którym wcześniej siedział.
Olivia
momentalnie wyprostowała szyję.
-
Jak... Jak to? - zapytała.
Najwidoczniej
przerażała ją ta myśl. Ja mentalnie się na to przygotowywałem,
ale również uderzyło mnie to prosto w serce. Nie chciałem teraz
umierać. Cholera jasna. Nie, my nie mogliśmy teraz umrzeć.
Jeszcze tyle przed nią, przede mną, przed nami. Dosłownie przed
nami jeszcze całe życie, ono nie może się tak skończyć.
-
Myślisz, że po co Horanowi towar? Słyszałaś o czymś takim jak
złoty strzał? - zapytał jak gdyby nigdy nic odpalając papierosa,
a ja skrzywiłem się momentalnie.
-
Co? Nie. - powiedziałem energicznie kręcąc głową – Nie pozwolę
na to.
-
Co to jest Harry?- zapytała Liv, obracając do mnie głowę.
Przygryzłem
wargę widząc łzy w jej oczach.
-
Rozwiąż mi ręce. - poprosiłem Mike'a.
Spojrzał
na mnie i zamrużył oczy.
-
Tylko bez żadnych numerów. - chwycił papierosa pomiędzy zęby i
podszedł do nas nieco chwiejnym krokiem.
Ukucnął
przy mnie i bez zbędnych ceregieli rozciął liny na moich
nadgarstkach. Syknąłem cicho i wyciągnąłem je zza pleców.
Były tak drętwe, że nie byłem pewien czy należą do mnie. Skóra
na nich była pozdzierana do żywego, byłem pewien że jak
zdrętwienie przejdzie to poczuje cholerny ból, ale nie przejmowałem
się tym.
Za
to Olivia patrzyła na moje dłonie przerażona.
-
To trzeba opatrzyć. - szepnęła i z trudem obróciła się do mnie
przodem i klęknęła przede mną.
Widziałem,
jak się krzywi, gdy jej poparzone łydki odtykają zimnej podłogi.
-
Usiądź, to cię boli. - szepnąłem, ale ona pokręciła głową.
-
To przyjemne uczucie Harry. Bolesne, ale przyjemne. Podłoga jest
zimna, wiesz? - szepnęła przymrużając powieki.
-
Wiem. - uśmiechnąłem się delikatnie słysząc ulgę w jej głosie.
Mike
obserwował nas obojętnie z powrotem siadając na materacu.
-
Spokojnie, możecie się tu nawet pieprzyć, ja nie patrzę. -
powiedział socho, po czym zaciągnął się dymem.
Na
moją twarz wkradł się delikatny uśmiech. Poruszyłem delikatnie
palcami gdy nadgarstki zaczęły piec jak cholera. Olivii nie było
do śmiechu, więc zaraz przybrałem poważny wyraz twarzy, patrząc
na nią bacznie.
Liv
położyła swoje małe dłonie na moich. Spojrzałem na nie. Je
nadgarstki był w nieco lepszym stanie niż moje. Opuszki jej placów
gładziły moje dłonie tuż przy nadgarstkach.
-
Co to jest złoty strzał Harry? - zapytała ponownie.
-
To jest... To jest takie samobójstwo narkomanów. Gdy wstrzykniesz
sobie za dużą działkę heliony, twój organizm nie wytrzymuje... I
umiera. - szepnąłem, obejmując sporymi kciukami jej dłonie.
Przeniosła
na mnie wzrok.
-
Czyli tak umrzemy? - zapytała, a ja rozchyliłem wargi – To boli
Harry?
Zacząłem
się rozklejać, czułem że zaraz się rozpłacze. Moje kciuki
kreśli małe koła na wierzchach jej dłoni. Ich idealnie gładka
skóra była nienaruszona przez wrzątek.
-
Tylko trochę. - szepnąłem – Nawet mniej niż poparzenie, wiesz?
- zacisnąłem wargi, które ułożyły się w cienką linię – To
ja powinienem być na twoim miejscu.
Zapanowała
pomiędzy nami niezręczna cisza. Mój oddech był postrzępiony.
-
Nie kochasz mnie Harry, nie powinieneś się przejmować. - szepnęła.
W
tamtym momencie moje serce pękło na malutkie kawałeczki.
Nie,
nie, nie. Musiałem to wyjaśnić. Póki miałem czas. Puściłem
dłonie Liv i chwyciłem delikatnie jej policzki, unosząc jej twarzy
ku górze. Czułem gorąco bijące od jej policzków i uniosłem
brew.
-
Stwierdzenie, że cię nie kocham było najgorszym łgarstwem, jakie
wydostało się z moich ust. - szepnąłem pewnie.
Olivia
rozchyliła usta, żeby coś powiedzieć, ale ja przejechałem dłonią
po jej czole. Od razu ją cofnąłem.
-
Masz gorączkę. - szepnąłem, i spojrzałem prosząco na Mike'a,
który wbrew swoim obietnicom cały czas się nam przyglądał.
-
Strasznie chce mi się pić Harry... - szepnęła Liv.
Cały
czas patrzyłem na mężczyznę, który odrzucił papierosa na bok.
Zacisnął szczękę, głośno wypuścił powietrze przez zęby z
cichym świstem.
-
Ja... Przyniosę wodę. - powiedział Mike wstając z materaca i
minął nas szybko.
Po
chwili zniknął w górze schodów, a ja przysunąłem się do Liv i
delikatnie objąłem jej plecy, przyciągając ją do siebie w
uścisku.
-
On nam pomoże Harry. - powiedziała - On jest dobry... - położyła
czoło na moim ramieniu – Widzę to.
-
Masz gorączkę... Gadasz głupoty Olivia. - szepnąłem, i gładziłem
jej plecy ukryte pod czarną koszulką.
-
On nam pomoże. - szepnęła i zamknęła oczy.
Mój
aniołek usnął w moich ramionach. Miałem nadzieję, że
przynajmniej podczas snu ból ustał i jest z nią lepiej.
Przynajmniej przez te 20 minut. Mniej czy więcej, tylko tyle życia
najprawdopodobniej nam zostało. Tuliłem ją delikatnie do siebie i
muskałem jej rozpalone od gorączki czoło ustami. Wypuściłem z
oczu łzy, nie mogąc utrzymać ich pod powiekami.
A
Mike nie wracał.
Zastanawiacie się pewnie, czemu rozdział pojawił się tak wcześnie? Otóż nadchodzący tydzień zapowiada się dla mnie baaardzo pracowicie co prawie w 100 % wyklucza dodanie rozdziału. Lecz, znając mnie, 27 może się pojawić około środy, ale nic nie obiecuje x
Ponownie zapraszam was do pisania swoich spekulacji, przemyśleń, opinii pod 'hasztagiem' #GravePL :)
A co do zdjęcia na samym szczycie posta - wiem że może nie być związane z Gravem ale nie mogłam się powstrzymać bo po prostu je k o c h a m całym moim grubiutkim serduszkiem.
Uważam, że ten rozdział wyszedł mi meeeeega słodki, ale jak to się mówi, 'każdy sądzi według siebie'.
Cod o moich literówek - mylić się rzecz ludzka kochani, ale staram się ja na bieżąco poprawiać, jeśli jakąś znajdę :)
Kocham was x

Jezu, chcę więcej djshsksshhn
OdpowiedzUsuńDAJ NASTEPNY :(
OdpowiedzUsuńlzy mialam w oczach.. jestes naj naj naj naaaajlepsza!!!! ilysssm x
Pierwsza! Ha ha. Omg tyle razy Ci to pisałam ale powtórze KOCHAM CIĘ! Omg na pewno ich puści znaczy uda że uciekli bo nie wróci już na dół. Ciekawe kiedy Harry sie skapnie że mogą wiać omg. Czekam na nastepny. Jesteśmy w kontakcie na tt <3 wspaniałe po prostu <3
OdpowiedzUsuńPewnie już to wiesz ale i tak napisze @trouvdag
No i nie pierwsza xd
UsuńJezu chce nextaa ahagqjwkqasj,qWA *o*
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział, tyle się dzieje że asdfhdkslalsks
OdpowiedzUsuńChcę już nowy rozdział, a ten kocham
@lou_my_angel
Mam aż łzy w oczach ten rozdział jest cudowny, chcę następny, jak najszybciej gfjkdljfkdsldko
OdpowiedzUsuńpopłakałam się na koniec omg cudowny rozdział ! czekam na kolejny !!
OdpowiedzUsuńkocham to FF.
OdpowiedzUsuńono musi być popularne
każdy musi poznać twój geniusz
cudowny
OdpowiedzUsuńmbdsvmkonbwr
uwielbiam tw FF
To było super,!!
OdpowiedzUsuńTroche się boje ,ale wiem ,że ktoś ich uratuje :)
kocham kocham kocham kocham
OdpowiedzUsuńkocham ten rozdział bo jest zajebisty
kocham Mike'a bo to jedyny "goryl" Nialla który nie jest skonczonym chujem
kocham to ff bo jest mega zakurwiste
kocham cb bo piszesz to mega zakurwiste ff wiec tez jestes mega zakurwista
kochaam !!!!!!!!!!!!!!!
Rozdział super, boję się co będzie w następnym.. ale napewno Lou jakoś im pomoże @_xoxanna
OdpowiedzUsuńDzis znalazlam tego bloga. Nie zaluje ze zaczelam czytac. Czekam na kolejny rozdzial.
OdpowiedzUsuńKocham. Pisz dalej.
OdpowiedzUsuńCzekam na nastepny.
OdpowiedzUsuńJest super oprocz tego ze sa tu strasznie zboczone sceny (ktore opisujesz szczegolwo) i duzo przeklenstw
OdpowiedzUsuńW chillsie, darku, psychoticu, afterze tez są przekleństwa lub sceny ale tam nikt nie narzeka :D taki jest ten ff. Po prostu jego koncepcja jest taka, mi się na przykład bardzo podoba, wszystkiego jest po trochę ale z umiarem
Usuń