(Eric)
Dym
papierosowy unoszący się w piwnicy tworzył szarą mgiełkę.
Delikatnie zaciągałem się nim, dzwoniąc do Harrego, który jak na
złość nie odbierał telefonu. Zaczynałem się powoli
niecierpliwić, więc dzwoniłem bez przerwy naliczając kolejne
funty do okupu za każde nieodebrane połączenie tak, jak kazał mi
Niall. W końcu, po 7 próbach, Harry odezwał się w słuchawce.
-
Tak? - usłyszałem po drugiej stronie.
Zaśmiałem
się. Jego ton wskazywał na to, że zdenerwował się. Dzwoniłem z
numeru prywatnego, zapewne wiedział, że to „porywacze” jego
przyjaciela, który właśnie zwijał się z bólu katowany przez
Nialla w sąsiedniej części piwnicy. Jego wrzaski roznosiły się
po całym pomieszczeniu, tworząc echo, które Styles na pewno
usłyszał, ponieważ krzyknął prosto do słuchawki tak głośno,
że musiałem odsunąć telefon od ucha.
-Co
wy mu robicie? Zrobię ci krzywdę, jak cię tylko spotkam,
rozumiesz!?
Już
tutaj czułem wściekłość bijącą od jego ciała. Chyba miałem
coś z Nialla, bo na prawdę uwielbiałem, gdy się wściekał.
Zacząłem się szyderczo śmiać. Kilka głośnych sapnięć
wydostało się z jego ust.
-
Czego chcesz? - zapytał.
-
Może grzeczniej? Wiesz, dzwonię, bo Niall kazał mi poinformować
cię, że, po pierwsze – twój dług wzrósł o 7 funtów, a po
drugie – jeśli jeszcze raz Grave dowie się, że pouchwalasz się
z naszą ofiarą to... Chyba się domyślasz.
Nic
nie odpowiedział, jednak cały czas słyszałem jego coraz szybszy i
intensywniejszy oddech po drugiej stronie słuchawki. Po chwili
przemówił dość zdziwionym głosem.
-
Waszej kolejnej ofiary.... Liv? Nie kurwa, nie pozwalam! - warknął
do mnie, co sprawiło, że dopisałem do długu 1000 funtów.
-
Cóż, albo zaraz się zamkniesz, albo kolejne 1000 funtów zostanie
dopisane do tego pierdolonego okupu. - mruknąłem.
Ciszę
pomiędzy nami przerwał rozdzierający spowijającą piwnicę
mgiełkę krzyk Tomlinsona, na co uśmiechnąłem się tryumfalnie.
Styles nie był jednak tak zadowolony, jak ja, ponieważ oddychał
bardzo głośno wypuszczając powietrze.
-
Czyli ile wynosi już ten pierdolony okup? - zapytał drżącym ze złości
głosem.
Spojrzałem
na pożółkłą kartkę papieru leżącą na małym stoliku obok
mnie. Nabazgrane był na niej działania matematyczne Nialla,
mianowicie, odliczał odsetki od każdego dnia.
-
27843 funtów. - przeczytałem mechanicznie.
-
Ile? - Krzyknął – W zeszłym tygodniu to było 20 tysięcy!
-
Teraz 28000. - do bazgrałem odpowiednią ilość funtów na kartce
i odłożyłem z głośnym stuknięciem długopis na stolik - Nie
krzycz do mnie Styles, bo to tylko pogarszasz swoją sytuację. -
zaśmiałem się – Gregory! - krzyknąłem nico odsuwając telefon
od ucha.
Barczysty
półgłówek, którego zatrudnił Niall zbiegł po schodach
prowadzących do hali opuszczonego magazynu, w którym
stacjonowaliśmy. Akurat stał na czatach, ale teraz miałem do niego
sprawę.
Gregory
był rasowym idiotą. Łatwo było mu wmówić wszystko, a on łykał
każde moje słowo w mgnieniu oka i słuchał się poleceń jak
potulny baranek. Horan wykorzystywał jego idiotyzm płacąc mu ¼
tego, co obiecał, a on nawet się nie zorientował. Czasami miałem
wrażenie, że ten koleś nie potrafi liczyć, bo gdy dostawał
banknoty do ręki oczy zaczynały mu się świecić, i zamiast je
przeliczyć on niedelikatnie ściskał je w pięści i wciskał do
kieszeni swoich spodni.
Podniosłem
wzrok na osiłka i mruknąłem.
-
Idź i powiedz Horanowi, że pan Styles właśnie zapracował na
dodatkowe lanie dla naszego gościa. - na koniec uśmiechnąłem się
swoim najbardziej sarkastycznym uśmiechem.
Gregory
przytaknął tylko i ruszył w stronę pokoju, z którego co chwila
dochodziły zduszone krzyki Louisa. Tym czasem ja z powrotem
przysunąłem komórkę do ucha.
-
Dobrze wiem, że mnie słyszałeś Styles. - mruknąłem, wyciągając
z kieszeni paczkę fajek – Zanim cokolwiek powiesz licz się z tym,
że Louis może oberwać. Mocno. - Przytknąłem policzkiem telefon
do ramienia i odpaliłem fajkę.
-
Ja... zdobędę tę kasę. Dajcie mi tydzień. - powiedział
neautralnym tonem, chociaż miałem nieodparte wrażenie, że miał
ochotę warknąć.
Uśmiechnąłem
się szyderczo i wypuściłem szary dym z ust, zakańczając
połączenie.
*
* *
(Olivia)
Siedziałam
w kuchni na blacie i trzęsłam się ze strachu. Martwe ciałko
Sparkle włożyłam do pudełka po butach, a zbitą butelkę i wino z
podłogi sprzątnęłam, myjąc potem z 7 razy ręce. Nadal nie
mogłam uwierzyć w to, że Niall chciałby zrobić mi krzywdę. To
wino musiało być takie, gdy je już kupował. Wmawiałam to sobie,
lecz nie byłam w stanie wyprzeć z głowy myśli, że Horan na
prawdę chciał mnie skrzywdzić lub zabić... Tylko po co? O co w
tym wszystkim chodzi, do cholery?
Patrzyłam
na pudełko po butach stojące obok mnie. Zdecydowanie chciałam się
go jak najszybciej pozbyć. Przetarłam łzy i zeskoczyłam z blatu,
automatycznie stając przed nim. Chwyciłam je drżącymi od ciągłego
płaczu i strachu dłońmi, po czym ruszyłam do drzwi. Gdy
nakładałam niezdarnie buty bez pomocy rąk, usłyszałam ciche
pukanie. Zadrżałam.
Strach
po dzisiejszym wydarzeniu sparaliżował mnie całkowicie, nie
pozwalając się ruszyć. Bałam się, że to Niall stoi w drzwiach,
że chce mnie skrzywdzić. W głębi duszy miałam nadzieję, że to
Harry, że przejdzie przez próg i powie „Chodź mała, musimy stąd
iść. Musisz być bezpieczna.” lub coś w tym rodzaju. Ale chyba
nie miałam na co liczyć.
Nerwowo
przełknęłam gulę, która uformowała się w moim gardle i
położyłam pudełko z ciałkiem Sparkle na szafce, w której miałam
schowane buty. Podeszłam do drzwi i niespokojnie stanęłam na
palcach, aby sięgnąć wizjera. Dojrzałam tam, ku mojej uldze, tę
samą dziewczynkę, która pożyczała ode mnie ostatnio cukier.
Wypuściłam z oczu kilka łez, które zebrały się w nich od
strachu i nawet ich nie wycierając otworzyłam drzwi wcześniej
kluczem przekręcając dwa zamki. Dziewczynka patrzyła się na mnie.
W jej dłoni widziałam małą reklamówkę, którą podstawiła mi
pod nos.
-
Dzień dobry. - powiedziała, żując gumę.
Zapach
balonówki dotarł do moich nozdrzy, na co lekko się uśmiechnęłam.
-
Cześć. - powiedziałam nie zdając sobie sprawy, że mój głos
zabrzmi aż tak płaczliwie.
Małe,
błękitne oczy powędrowały na moje czerwone od płaczu policzki i
błyszczące na nich łzy. Jej szczęka przestała przeżuwać gumę.
-
Czemu pani płakała? - zapytała mnie, zupełnie pomijając fakt,
dlaczego w ogóle mnie odwiedziła.
Przygryzłam
wargę. Co miałam jej powiedzieć? „Wiesz, pewna osoba chce mnie
zamordować i czyha na mnie gdzieś niedaleko, ale nie martw się.
Nadal możesz się spokojnie bawić na podwórku”... Cholera!
Przecież to sama prawda! Przeze mnie te dzieciaki bawiące się całe
popołudnie na dworze nie są bezpieczne a ich matki nie są tego
świadome... Ugh, a ja nie mogę im nic powiedzieć. Poczułam
ukłucie poczucia winy w sercu i przeklęłam w myślach to, że
stwarzam dla siebie nowe problemy spędzające mi sen z powiek.
Jeżeli coś stanie się któremuś z tych dzieci, to tylko ja będę
za to odpowiedzialna.
Mała
dziewczynka odchrząknęła niecierpliwie widząc, że nie za bardzo
kwapię się do odpowiedzenia na jej pytanie, więc wymyśliłam coś
na poczekaniu... W sumie to nie wymyśliłam, powiedziałam prawdę.
-
Wiesz... Sparkle dzisiaj zdechła. - szepnęłam, siląc się na
rozpaczliwy ton.
Lecz
to chyba ta mała, blond włosa dziewczynka, której imienia nawet
nie znałam, przeżyła to bardziej niż ja, ponieważ jej małe oczy
zabłyszczały od łez jak koraliki. Upuściła reklamówkę, a z jej
środka wysunął się skrawek czarnego materiału, który dziwnie
skądś kojarzyłam. Spojrzałam na jej drżące ręce.
To
było aż dziwne, żeby aż tak tęskniła za kotem, z którym bawiła
się tylko jeden dzień. Spojrzała na mnie.
-
Czy... Możemy jej zrobić ceremonię pogrzebową? - zapytała, a ja
wzruszyłam ramionami.
Chciałam
jakoś pocieszyć tę dziewczynkę, więc mruknęłam.
-
Jeśli chcesz, to możemy... - szepnęłam, a ona kiwnęła głową.
Po
chwili pociągnęła się za jeden z jasnych warkoczy i kucnęła.
Dostrzegłam na jej kolanach kilka strupów i zadrapań. Podała mi
reklamówkę, którą wcześniej upuściła, stajać w pozycji
pionowej.
-
To dla pani.Taki fajny pan pod blokiem kazał to przekazać. -
powiedziała.
Drżącą
z przejęcia i przeraźliwych podejrzeń dłonią chwyciłam
reklamówkę. Zajrzałam do środka, a w oczy rzuciła mi się metka
sklepu, w którym byłam ostatnio.
Sukienka.
Ta
idealna sukienka, którą tak chciałam mieć, właśnie
spoglądała na mnie z reklamówki mówiąc „Jestem twoja Liv,
załóż mnie”. Zrobiło mi się cieplej na sercu pomimo wszystkich
dzisiejszych zdarzeń.
-
Ja.... Jak wyglądał ten pan? - zapytałam drobną dziewczynkę,
która stukała jasnym sandałkiem w podłogę.
-
Miał taki fajne zakręcone włosy. - powiedziała szybko, a jej głos
nadal brzmiał nieco płaczliwie.
Harry.
Skąd
on wiedział, że... Czy on mnie... Cholera! Nie mogłam uwierzyć w
to, że on mnie śledzi. Nie wiedziałam, czy się cieszyć czy
płakać. Może mu na mnie zależało? Miałam taką nadzieję, że
robi to z troski o mnie... A może... Nie, to nie możliwe.
-
Jak masz na imię? - zapytała dziewczynkę, chwytając pudełko z
ciałkiem kotki.
-
Jinny. - powiedziała.
Podałam
jej pudełko a ona chyba domyśliła się, że tam leży Sparkle,
ponieważ chwyciła je jak kruchy skarb, którego nie można w żaden
sposób naruszyć. Jej dziecięca buzia wykrzywiła się w grymasie
smutku i niezadowolenia. Westchnęła.
-
Czy... Będzie pani uczestniczyć w ceremonii, prawda? - zapytała.
Westchnęłam
i skinęłam głową. Sięgnęłam po wyciągnięta, starą bluzę
wiszącą na wieszaku i narzuciłam ją na siebie. Odłożyłam
reklamówkę na szafkę i z wieszaczka na klucze zdjęłam ten z
zielonym breloczkiem. Wyszłam z mieszkania i zamknęłam drzwi na
klucz. Jinny cierpliwie na mnie czekała, lustrując wzrokiem
pudełko.
Gdy
schodziłyśmy na dół po schodach byłam strasznie zamyślona.
Ledwo co trafiałam stopami na stopnie.
Przez
chwilę przez głowę przebiegła mi myśl, że Harry ma coś
wspólnego z Gravem i śledzi mnie dla niego. Powoli zaczynałam
kojarzyć fakty. Niall... On musiał mieć z Gravem coś wspólnego,
oboje chcieli mnie skrzywdzić. A co jeśli... Horan i Grave to ta
sama osoba?
*
* *
Siedziałam
na kamieniu obok samotnego drzewka na dziedzińcu i przyglądałam
się Jinny, która obsypywała pudełko z ciałkiem Sparkle listkami
i trawą. Nie bardzo rozumiałam jej obrzędy pogrzebowe, ale
szczerze powiedziawszy przywołały one wiele przykrych wspomnień.
Przypomniał
mi się pogrzeb Adama, moją rozpacz i chęć rzucenia się żywcem
do jego grobu. Uświadomiłam sobie, że jak najszybciej powinnam
pójść na cmentarz. Nie miał nikogo, znicze z pogrzebu na pewno
już pogasły a kwiaty powiędły. Przydałoby się nieco je wymienić
i uporządkować, a przy okazji w spokoju przemyśleć to i owo w
ciszy i spokoju.
-
Skończyłam. - powiedziała Jinny.
-
Hm? - podniosłam nieobecny wzrok znad moich stóp odzianych w stare
trampki.
Pudełko
zupełnie zniknęło pod stosem liści i trawy, a Jinny sam czubek
kopca udekorowała czarnym krzemieniem. Spoglądając na ten
prowizoryczny grób uśmiechałam się krzywo wiedząc, że w
nocy rozszarpią go psy lub sprzątnie okoliczny dozorca, ale trud,
jaki włożyła w zbudowanie go ta 6 latka bardzo mnie zadziwił.
Na
prawdę, specyficzne dziecko.
*
* *
Szłam
w stronę cmentarza ściskając białą różę i zapałki. Zielona
trawa rosnąca dookoła białych i czarnych płyt nagrobnych leżących
na niej była idealnie przystrzyżona, a wysokie wierzby szumiały
smutno nad mogiłami.
Delikatnie
stąpała po trawie do najdalej położonego zakątka cmentarza. Było
mnie stać tylko an miejsce tam, ale mam nadzieję, że Adam nie
czuje się z tym źle... O ile w ogóle jeszcze istnieje, w
jakimkolwiek tego słowa znaczeniu. Gdy dotarłam pod nagrobek, oczy
zalały mi się łzami.
Łzami
wściekłości.
Nie
tak wyobrażałam sobie ten moment, ale cisnęłam różą o grób.
Jej śnieżna białe płatki poodpadały częściowo, wtapiając się
w nagrobek.
-
Ty jebany palancie, jak mogłeś mi to zrobić! - krzyczałam
płaczliwie – Nie masz pojęcia, co ja teraz przez ciebie
przeżywam!
Moje
żałosne łkanie roznosiło się po całym cmentarzu, a ludzie
patrzyli się na mnie dziwnie. Płakałam jak oszalała i w
przypływie furii uderzyłam butem o nagrobek a malutka jego część
obłupała się i osunęła na trawę. Ból w stopie był nie do
wytrzymania, ale nie mogłam przestać uderzać, obsypując coraz to
nowsze części nagrobka. Kiedy litera „e” z nazwiska całkowicie
zniknęła pod wpływem moich kopniaków, przestałam i płakałam
jeszcze głośniej.
Ludzie
zatrzymali się, przeszywając mnie wzrokiem.
-
Wariatka. - usłyszałam za sobą, ale zupełnie się tym nie
przejęłam.
Zacisnęłam
dłonie w pięści, a moje knykcie pobielały. Miałam ochotę
uderzać pięściami w ten nagrobek ile wlezie, aż w końcu
wyładowałabym się na nim, lecz wolałam nie ryzykować tego, że
ktoś zadzwoni na policję.
Moje
gorące łzy pływały po rumianych ze złości policzkach na trawę.
Wierzby zaszumiały, a ja usłyszałam ciche kroki na trawie tuż za
mną. Przełknęłam ślinę, a serce podskoczyło mi do gardła,
kiedy usłyszałam ten znajomy głos tuż nad moim uchem.
-
Chodź mała, musimy stąd iść. Zajmę się tobą
Harry.
OKEJ!
Sprawa pierwsza – robimy akcję Grave'a! Na czym polega? Piszecie
do 2 losowych polek na TT Tweeta, w którym polecacie mojego blooga
czy coś (nie zmuszam) i dodajecie hashtag #GravePL :”) Byłabym
wdzięczna za każdy Tweet i każdą osobę, która by wzięła
udział w tej akcji skarbki.
Sprawa
druga – kocham was asiofjailfilashfila
Sprawa
trzecia – Wesołych świąt Greavenatorki XDDD
Sprawa
Czwarta – bardzo gorąco proszę i licze na wasze komentarze.
Zachęcam tez do dodawania się do informowanych (zakładki, klikacie
„Informowani” i postępujecie zgodnie z instrukcjami)

Super #GravePL @wilk_julia
OdpowiedzUsuńOch... Płakać mi się chce :'(
OdpowiedzUsuńświetny rozdział :')
Czekam na next :')
Ja chce wiecej błagam
OdpowiedzUsuńd[oskgo;sdjglisjdhsilghasildhgilshgilshgpajsgpj świetne <3
OdpowiedzUsuńkocham kocham kocham .. okey umieram :O taki kochany Harry i wgl aww Hiv :3 akcja, akcja pamiętać o akcji xD do następnego ♥
OdpowiedzUsuńUuuu x swietny rozdzial
OdpowiedzUsuńBiedny Lou :'( - @emili_sd
jeju Harry jest taki kochany dnszjnmjgkzmom
OdpowiedzUsuńChcę już kolejny rozdział, kocham to !!
czasami jeszcze masz problem z czasem, piszesz w pierwszej osobie a potem nagle na chwilkę przeskakujesz i piszesz ona zrobiła coś tam. ale to jest do naprawienia, spokojnie. po za tym rozdział udany, ciekawe co Harry zrobi i skąd wytrzasnie 28000 w tydzień..
OdpowiedzUsuńwybacz ale nie bardzo rozumiem o co ci chodzi XD
UsuńVjdjdkfj już czekam na next i jak zawsze wspaniały rodział
OdpowiedzUsuńWspaniały już czekam na kolejny
OdpowiedzUsuńCdjdhsjvdva <3 czekam na kolejny
OdpowiedzUsuń