niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 14


(Eric)
Dym papierosowy unoszący się w piwnicy tworzył szarą mgiełkę. Delikatnie zaciągałem się nim, dzwoniąc do Harrego, który jak na złość nie odbierał telefonu. Zaczynałem się powoli niecierpliwić, więc dzwoniłem bez przerwy naliczając kolejne funty do okupu za każde nieodebrane połączenie tak, jak kazał mi Niall. W końcu, po 7 próbach, Harry odezwał się w słuchawce.
- Tak? - usłyszałem po drugiej stronie.
Zaśmiałem się. Jego ton wskazywał na to, że zdenerwował się. Dzwoniłem z numeru prywatnego, zapewne wiedział, że to „porywacze” jego przyjaciela, który właśnie zwijał się z bólu katowany przez Nialla w sąsiedniej części piwnicy. Jego wrzaski roznosiły się po całym pomieszczeniu, tworząc echo, które Styles na pewno usłyszał, ponieważ krzyknął prosto do słuchawki tak głośno, że musiałem odsunąć telefon od ucha.
-Co wy mu robicie? Zrobię ci krzywdę, jak cię tylko spotkam, rozumiesz!?
Już tutaj czułem wściekłość bijącą od jego ciała. Chyba miałem coś z Nialla, bo na prawdę uwielbiałem, gdy się wściekał. Zacząłem się szyderczo śmiać. Kilka głośnych sapnięć wydostało się z jego ust.
- Czego chcesz? - zapytał.
- Może grzeczniej? Wiesz, dzwonię, bo Niall kazał mi poinformować cię, że, po pierwsze – twój dług wzrósł o 7 funtów, a po drugie – jeśli jeszcze raz Grave dowie się, że pouchwalasz się z naszą ofiarą to... Chyba się domyślasz.
Nic nie odpowiedział, jednak cały czas słyszałem jego coraz szybszy i intensywniejszy oddech po drugiej stronie słuchawki. Po chwili przemówił dość zdziwionym głosem.
- Waszej kolejnej ofiary.... Liv? Nie kurwa, nie pozwalam! - warknął do mnie, co sprawiło, że dopisałem do długu 1000 funtów.
- Cóż, albo zaraz się zamkniesz, albo kolejne 1000 funtów zostanie dopisane do tego pierdolonego okupu. - mruknąłem.
Ciszę pomiędzy nami przerwał rozdzierający spowijającą piwnicę mgiełkę krzyk Tomlinsona, na co uśmiechnąłem się tryumfalnie. Styles nie był jednak tak zadowolony, jak ja, ponieważ oddychał bardzo głośno wypuszczając powietrze.
- Czyli ile wynosi już ten pierdolony okup? - zapytał drżącym ze złości głosem.
Spojrzałem na pożółkłą kartkę papieru leżącą na małym stoliku obok mnie. Nabazgrane był na niej działania matematyczne Nialla, mianowicie, odliczał odsetki od każdego dnia.
- 27843 funtów. - przeczytałem mechanicznie.
- Ile? - Krzyknął – W zeszłym tygodniu to było 20 tysięcy!
- Teraz 28000. - do bazgrałem odpowiednią ilość funtów na kartce i odłożyłem z głośnym stuknięciem długopis na stolik - Nie krzycz do mnie Styles, bo to tylko pogarszasz swoją sytuację. - zaśmiałem się – Gregory! - krzyknąłem nico odsuwając telefon od ucha.
Barczysty półgłówek, którego zatrudnił Niall zbiegł po schodach prowadzących do hali opuszczonego magazynu, w którym stacjonowaliśmy. Akurat stał na czatach, ale teraz miałem do niego sprawę.
Gregory był rasowym idiotą. Łatwo było mu wmówić wszystko, a on łykał każde moje słowo w mgnieniu oka i słuchał się poleceń jak potulny baranek. Horan wykorzystywał jego idiotyzm płacąc mu ¼ tego, co obiecał, a on nawet się nie zorientował. Czasami miałem wrażenie, że ten koleś nie potrafi liczyć, bo gdy dostawał banknoty do ręki oczy zaczynały mu się świecić, i zamiast je przeliczyć on niedelikatnie ściskał je w pięści i wciskał do kieszeni swoich spodni.
Podniosłem wzrok na osiłka i mruknąłem.
- Idź i powiedz Horanowi, że pan Styles właśnie zapracował na dodatkowe lanie dla naszego gościa. - na koniec uśmiechnąłem się swoim najbardziej sarkastycznym uśmiechem.
Gregory przytaknął tylko i ruszył w stronę pokoju, z którego co chwila dochodziły zduszone krzyki Louisa. Tym czasem ja z powrotem przysunąłem komórkę do ucha.
- Dobrze wiem, że mnie słyszałeś Styles. - mruknąłem, wyciągając z kieszeni paczkę fajek – Zanim cokolwiek powiesz licz się z tym, że Louis może oberwać. Mocno. - Przytknąłem policzkiem telefon do ramienia i odpaliłem fajkę.
- Ja... zdobędę tę kasę. Dajcie mi tydzień. - powiedział neautralnym tonem, chociaż miałem nieodparte wrażenie, że miał ochotę warknąć.
Uśmiechnąłem się szyderczo i wypuściłem szary dym z ust, zakańczając połączenie.

* * *

(Olivia)
Siedziałam w kuchni na blacie i trzęsłam się ze strachu. Martwe ciałko Sparkle włożyłam do pudełka po butach, a zbitą butelkę i wino z podłogi sprzątnęłam, myjąc potem z 7 razy ręce. Nadal nie mogłam uwierzyć w to, że Niall chciałby zrobić mi krzywdę. To wino musiało być takie, gdy je już kupował. Wmawiałam to sobie, lecz nie byłam w stanie wyprzeć z głowy myśli, że Horan na prawdę chciał mnie skrzywdzić lub zabić... Tylko po co? O co w tym wszystkim chodzi, do cholery?
Patrzyłam na pudełko po butach stojące obok mnie. Zdecydowanie chciałam się go jak najszybciej pozbyć. Przetarłam łzy i zeskoczyłam z blatu, automatycznie stając przed nim. Chwyciłam je drżącymi od ciągłego płaczu i strachu dłońmi, po czym ruszyłam do drzwi. Gdy nakładałam niezdarnie buty bez pomocy rąk, usłyszałam ciche pukanie. Zadrżałam.
Strach po dzisiejszym wydarzeniu sparaliżował mnie całkowicie, nie pozwalając się ruszyć. Bałam się, że to Niall stoi w drzwiach, że chce mnie skrzywdzić. W głębi duszy miałam nadzieję, że to Harry, że przejdzie przez próg i powie „Chodź mała, musimy stąd iść. Musisz być bezpieczna.” lub coś w tym rodzaju. Ale chyba nie miałam na co liczyć.
Nerwowo przełknęłam gulę, która uformowała się w moim gardle i położyłam pudełko z ciałkiem Sparkle na szafce, w której miałam schowane buty. Podeszłam do drzwi i niespokojnie stanęłam na palcach, aby sięgnąć wizjera. Dojrzałam tam, ku mojej uldze, tę samą dziewczynkę, która pożyczała ode mnie ostatnio cukier. Wypuściłam z oczu kilka łez, które zebrały się w nich od strachu i nawet ich nie wycierając otworzyłam drzwi wcześniej kluczem przekręcając dwa zamki. Dziewczynka patrzyła się na mnie. W jej dłoni widziałam małą reklamówkę, którą podstawiła mi pod nos.
- Dzień dobry. - powiedziała, żując gumę.
Zapach balonówki dotarł do moich nozdrzy, na co lekko się uśmiechnęłam.
- Cześć. - powiedziałam nie zdając sobie sprawy, że mój głos zabrzmi aż tak płaczliwie.
Małe, błękitne oczy powędrowały na moje czerwone od płaczu policzki i błyszczące na nich łzy. Jej szczęka przestała przeżuwać gumę.
- Czemu pani płakała? - zapytała mnie, zupełnie pomijając fakt, dlaczego w ogóle mnie odwiedziła.
Przygryzłam wargę. Co miałam jej powiedzieć? „Wiesz, pewna osoba chce mnie zamordować i czyha na mnie gdzieś niedaleko, ale nie martw się. Nadal możesz się spokojnie bawić na podwórku”... Cholera! Przecież to sama prawda! Przeze mnie te dzieciaki bawiące się całe popołudnie na dworze nie są bezpieczne a ich matki nie są tego świadome... Ugh, a ja nie mogę im nic powiedzieć. Poczułam ukłucie poczucia winy w sercu i przeklęłam w myślach to, że stwarzam dla siebie nowe problemy spędzające mi sen z powiek. Jeżeli coś stanie się któremuś z tych dzieci, to tylko ja będę za to odpowiedzialna.
Mała dziewczynka odchrząknęła niecierpliwie widząc, że nie za bardzo kwapię się do odpowiedzenia na jej pytanie, więc wymyśliłam coś na poczekaniu... W sumie to nie wymyśliłam, powiedziałam prawdę.
- Wiesz... Sparkle dzisiaj zdechła. - szepnęłam, siląc się na rozpaczliwy ton.
Lecz to chyba ta mała, blond włosa dziewczynka, której imienia nawet nie znałam, przeżyła to bardziej niż ja, ponieważ jej małe oczy zabłyszczały od łez jak koraliki. Upuściła reklamówkę, a z jej środka wysunął się skrawek czarnego materiału, który dziwnie skądś kojarzyłam. Spojrzałam na jej drżące ręce.
To było aż dziwne, żeby aż tak tęskniła za kotem, z którym bawiła się tylko jeden dzień. Spojrzała na mnie.
- Czy... Możemy jej zrobić ceremonię pogrzebową? - zapytała, a ja wzruszyłam ramionami.
Chciałam jakoś pocieszyć tę dziewczynkę, więc mruknęłam.
- Jeśli chcesz, to możemy... - szepnęłam, a ona kiwnęła głową.
Po chwili pociągnęła się za jeden z jasnych warkoczy i kucnęła. Dostrzegłam na jej kolanach kilka strupów i zadrapań. Podała mi reklamówkę, którą wcześniej upuściła, stajać w pozycji pionowej.
- To dla pani.Taki fajny pan pod blokiem kazał to przekazać. - powiedziała.
Drżącą z przejęcia i przeraźliwych podejrzeń dłonią chwyciłam reklamówkę. Zajrzałam do środka, a w oczy rzuciła mi się metka sklepu, w którym byłam ostatnio.
Sukienka.
Ta idealna sukienka, którą tak chciałam mieć, właśnie spoglądała na mnie z reklamówki mówiąc „Jestem twoja Liv, załóż mnie”. Zrobiło mi się cieplej na sercu pomimo wszystkich dzisiejszych zdarzeń.
- Ja.... Jak wyglądał ten pan? - zapytałam drobną dziewczynkę, która stukała jasnym sandałkiem w podłogę.
- Miał taki fajne zakręcone włosy. - powiedziała szybko, a jej głos nadal brzmiał nieco płaczliwie.
Harry.
Skąd on wiedział, że... Czy on mnie... Cholera! Nie mogłam uwierzyć w to, że on mnie śledzi. Nie wiedziałam, czy się cieszyć czy płakać. Może mu na mnie zależało? Miałam taką nadzieję, że robi to z troski o mnie... A może... Nie, to nie możliwe.
- Jak masz na imię? - zapytała dziewczynkę, chwytając pudełko z ciałkiem kotki.
- Jinny. - powiedziała.
Podałam jej pudełko a ona chyba domyśliła się, że tam leży Sparkle, ponieważ chwyciła je jak kruchy skarb, którego nie można w żaden sposób naruszyć. Jej dziecięca buzia wykrzywiła się w grymasie smutku i niezadowolenia. Westchnęła.
- Czy... Będzie pani uczestniczyć w ceremonii, prawda? - zapytała.
Westchnęłam i skinęłam głową. Sięgnęłam po wyciągnięta, starą bluzę wiszącą na wieszaku i narzuciłam ją na siebie. Odłożyłam reklamówkę na szafkę i z wieszaczka na klucze zdjęłam ten z zielonym breloczkiem. Wyszłam z mieszkania i zamknęłam drzwi na klucz. Jinny cierpliwie na mnie czekała, lustrując wzrokiem pudełko.


Gdy schodziłyśmy na dół po schodach byłam strasznie zamyślona. Ledwo co trafiałam stopami na stopnie.
Przez chwilę przez głowę przebiegła mi myśl, że Harry ma coś wspólnego z Gravem i śledzi mnie dla niego. Powoli zaczynałam kojarzyć fakty. Niall... On musiał mieć z Gravem coś wspólnego, oboje chcieli mnie skrzywdzić. A co jeśli... Horan i Grave to ta sama osoba?

* * *
Siedziałam na kamieniu obok samotnego drzewka na dziedzińcu i przyglądałam się Jinny, która obsypywała pudełko z ciałkiem Sparkle listkami i trawą. Nie bardzo rozumiałam jej obrzędy pogrzebowe, ale szczerze powiedziawszy przywołały one wiele przykrych wspomnień.
Przypomniał mi się pogrzeb Adama, moją rozpacz i chęć rzucenia się żywcem do jego grobu. Uświadomiłam sobie, że jak najszybciej powinnam pójść na cmentarz. Nie miał nikogo, znicze z pogrzebu na pewno już pogasły a kwiaty powiędły. Przydałoby się nieco je wymienić i uporządkować, a przy okazji w spokoju przemyśleć to i owo w ciszy i spokoju.
- Skończyłam. - powiedziała Jinny.
- Hm? - podniosłam nieobecny wzrok znad moich stóp odzianych w stare trampki.
Pudełko zupełnie zniknęło pod stosem liści i trawy, a Jinny sam czubek kopca udekorowała czarnym krzemieniem. Spoglądając na ten prowizoryczny grób uśmiechałam się krzywo wiedząc, że w nocy rozszarpią go psy lub sprzątnie okoliczny dozorca, ale trud, jaki włożyła w zbudowanie go ta 6 latka bardzo mnie zadziwił.
Na prawdę, specyficzne dziecko.

* * *

Szłam w stronę cmentarza ściskając białą różę i zapałki. Zielona trawa rosnąca dookoła białych i czarnych płyt nagrobnych leżących na niej była idealnie przystrzyżona, a wysokie wierzby szumiały smutno nad mogiłami.
Delikatnie stąpała po trawie do najdalej położonego zakątka cmentarza. Było mnie stać tylko an miejsce tam, ale mam nadzieję, że Adam nie czuje się z tym źle... O ile w ogóle jeszcze istnieje, w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu. Gdy dotarłam pod nagrobek, oczy zalały mi się łzami.
Łzami wściekłości.
Nie tak wyobrażałam sobie ten moment, ale cisnęłam różą o grób. Jej śnieżna białe płatki poodpadały częściowo, wtapiając się w nagrobek.
- Ty jebany palancie, jak mogłeś mi to zrobić! - krzyczałam płaczliwie – Nie masz pojęcia, co ja teraz przez ciebie przeżywam!
Moje żałosne łkanie roznosiło się po całym cmentarzu, a ludzie patrzyli się na mnie dziwnie. Płakałam jak oszalała i w przypływie furii uderzyłam butem o nagrobek a malutka jego część obłupała się i osunęła na trawę. Ból w stopie był nie do wytrzymania, ale nie mogłam przestać uderzać, obsypując coraz to nowsze części nagrobka. Kiedy litera „e” z nazwiska całkowicie zniknęła pod wpływem moich kopniaków, przestałam i płakałam jeszcze głośniej.
Ludzie zatrzymali się, przeszywając mnie wzrokiem.
- Wariatka. - usłyszałam za sobą, ale zupełnie się tym nie przejęłam.
Zacisnęłam dłonie w pięści, a moje knykcie pobielały. Miałam ochotę uderzać pięściami w ten nagrobek ile wlezie, aż w końcu wyładowałabym się na nim, lecz wolałam nie ryzykować tego, że ktoś zadzwoni na policję.
Moje gorące łzy pływały po rumianych ze złości policzkach na trawę. Wierzby zaszumiały, a ja usłyszałam ciche kroki na trawie tuż za mną. Przełknęłam ślinę, a serce podskoczyło mi do gardła, kiedy usłyszałam ten znajomy głos tuż nad moim uchem.
- Chodź mała, musimy stąd iść. Zajmę się tobą
Harry.

OKEJ! Sprawa pierwsza – robimy akcję Grave'a! Na czym polega? Piszecie do 2 losowych polek na TT Tweeta, w którym polecacie mojego blooga czy coś (nie zmuszam) i dodajecie hashtag #GravePL :”) Byłabym wdzięczna za każdy Tweet i każdą osobę, która by wzięła udział w tej akcji skarbki.
Sprawa druga – kocham was asiofjailfilashfila
Sprawa trzecia – Wesołych świąt Greavenatorki XDDD
Sprawa Czwarta – bardzo gorąco proszę i licze na wasze komentarze. Zachęcam tez do dodawania się do informowanych (zakładki, klikacie „Informowani” i postępujecie zgodnie z instrukcjami)


12 komentarzy:

  1. Och... Płakać mi się chce :'(
    świetny rozdział :')
    Czekam na next :')

    OdpowiedzUsuń
  2. d[oskgo;sdjglisjdhsilghasildhgilshgilshgpajsgpj świetne <3

    OdpowiedzUsuń
  3. kocham kocham kocham .. okey umieram :O taki kochany Harry i wgl aww Hiv :3 akcja, akcja pamiętać o akcji xD do następnego ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuuu x swietny rozdzial
    Biedny Lou :'( - @emili_sd

    OdpowiedzUsuń
  5. jeju Harry jest taki kochany dnszjnmjgkzmom
    Chcę już kolejny rozdział, kocham to !!

    OdpowiedzUsuń
  6. czasami jeszcze masz problem z czasem, piszesz w pierwszej osobie a potem nagle na chwilkę przeskakujesz i piszesz ona zrobiła coś tam. ale to jest do naprawienia, spokojnie. po za tym rozdział udany, ciekawe co Harry zrobi i skąd wytrzasnie 28000 w tydzień..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wybacz ale nie bardzo rozumiem o co ci chodzi XD

      Usuń
  7. Vjdjdkfj już czekam na next i jak zawsze wspaniały rodział

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniały już czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  9. Cdjdhsjvdva <3 czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K