(Mike)
Moje życie było jedną, wielką kupą gówna, jeśli miałbym oceniać. Stoczyłem się na samo dno. Myślę czasem, że jeżeli by wejść do kopalni, to poziom mojego istnienia byłby piętro niżej. Zastanawiałem się, jak 32 letni facet po studiach prawniczych mógł zgodzić się na współpracę z taką szumowiną jak Niall. Najwidoczniej mógł, bo teraz tkwiłem w tym pierdolonym bagnie po uszy.
Najbardziej bolało mnie, to że nauczyłem się zabijać. Zabijać bez poczucia skruchy, bez mrugnięcia okiem i cienia wątpliwości. Miałem na sumieniu dokładnie 48 istnień. 48 był właśnie Adam Prince. Mój kumpel. Teraz przetrzymuje wraz z Horanem i resztą jego siostrę na śmierć, jak świnie do ubojni. Mimo, że moje serce z czasem skamieniało, przeczucie, że musisz patrzeć, jak cierpi osoba, która nic a nic nie zawiniła, wyżera mnie od środka. Dosłownie.
Olivia Prince była kroplą, która przelała czarę moich poczynań. Nie miałem nawet zamiaru zgadzać się na to, żeby Niall zabił ją i jej chłopaka, najwidoczniej. On też pracował dla Nialla, widziałem go raz gdy rozmawiali o interesach. Ale wiem też, że dla niej zerwał umowę z Horanem. Niall był z tego powodu naprawdę wkurwiony – cały czas chodził zły, tylko się wkurwiał i dosłownie niszczył wszystko co stanęło mu na drodze – zaczynając od porcelanowych talerzy w jadalni a kończąc na przedniej szybie auta, w którą rzucił kamieniem.
Ale dzisiaj wszystko diametralnie się zmieniło. Euforia, w jakiej był gdy wracaliśmy do Londynu z Harrym i Olivią związanymi w bagażniku wydawała mi się wręcz psychotyczna. Mówił mi, jak będzie się znęcał nad Olivią, posunął się nawet do słów, że ją zgwałci a potem poderżnie gardło na oczach Harrego, którego potem zabije za pomocą heroiny. On miał naprawdę jakieś poważne problemy na podłożu psychicznym.
Gdy to usłyszałem, nie okazywałem emocji, nie odpowiedziałem ani słowem, tylko postanowiłem jakoś uchronić tych dwojga przed śmiercią. Ale on oczywiście musiał najpierw, kurwa, potraktować tę dziewczynę wrzątkiem.
Odwracałem wtedy głowę, nie mogłem na to patrzeć. Cholerne poczucie winy uderzało mnie akurat wtedy, kiedy ktoś krzywdził innych na moich oczach, ale sam nie odczuwałem go zbytnio, gdy mordowałem. Pamiętam, że jedną z ofiar moich i Nialla była Debby Moore – 15 latka. Kurwa mać, 15 latka! Nie mogłem na początku uwierzyć w to, że taka gówniara wciągnęła się w miękkie, a co dopiero w twarde narkotyki, takie jak heroina. Ale w dzisiejszym świecie dostęp do narkotyków w Londynie jest tak łatwy, jak dostęp do bieżącej wody, więc najemnicy Nialla sprzedawali każdemu – byleby tylko mieli z tego zysk.
Debby kupiła u Adama, gdy jeszcze żył działkę owej heroiny i nie zapłaciła 2 funtów, bo najzwyczajniej w świecie nie miała, a była na cholernym głodzie.. Niall nie mógł się oprzeć, naliczył jej odsetki do 2000 funtów, a gdy nie miała jak oddać, kazał ją złapać. Wychodziła akurat ze szkoły. To było z pół roku temu, ale pamiętam to tak, jakby zdarzyło się wczoraj.
~
Stoimy z Niallem w aucie pod szkołą i czekamy, aż zadzwoni dzwonek. Horan jak gdyby nigdy nic bawi się telefonem, a ja niespokojnie jeżdżę palcami po pistolecie w kieszeni. Nie mogę odeprzeć myśli o ucieczce. Nie chcę zabijać dzieciaka, tym bardziej dziewczynki. Ale Niall najwidoczniej ma już na to ochotę, ponieważ chowa telefon do kieszeni i zaczyna niespokojnie uderzać palcami o kierownicę. Jego nogi również miarowo wybijają rytm o wycieraczkę. Czekam z niepokojem na moment, w którym zadzwoni dzwonek. Czuje się jak nigdy wcześniej. Serce podskakuje mi do gardła – po prostu boję się tego, co ma się wydarzyć. Boję się krzyków Debby błagającej o pomoc, boję się momentu, kiedy trzeba będzie ją zabić. Wprawdzie Niall nie kazał mi zabrać pistoletu, może ma inny plan na zabójstwo, ale ja i tak wziąłem go na wszelki wypadek.
Dzwoni dzwonek. Wysiadamy z auta i idziemy w stronę szkoły, która licznie opuszczają nastolatkowie. Stajemy przy głównej furtce prowadzącej na plac przed szkołą i czekamy na pojawienie się wśród tłumu bladej, wychudzonej, 15 letniej narkomanki o długich czarnych włosach.
Po chwili Debby pojawia się. Przez ramię ma przewieszoną torbę obszytą róznokolorowymi naszywkami. Uśmiecha się. Czuje, jak opanowuje mnie strach? Dziewczyna jest szczęśliwa, dlaczego musimy ją zabijać? Mam ochotę zapytać o to Nialla, ale powstrzymuje się, żeby go tylko nie rozwścieczyć, bo jeszcze mnie zachciałby zabić.
Gdy Debby przechodzi niedaleko nas zatrzymuje się gwałtownie i twarz jej blednie. Niall uśmiecha się szyderczo i kiwa na nią palcem. Czarnowłosa rusza powoli w nasza stronę na swoich drżących, chudych nogach. Przestaje na nią patrzeć
- O co chodzi? - pyta cicho.
- Przyjechałem po ciebie, żeby zabrać cię do domu. - mówi Niall i mierzwi jej włosy, aby nie wzbudzać podejrzeń wśród tłumu uczniów.
Debby chyba coś podejrzewa, lecz kiwa tylko głową i posłusznie idzie za nami w stronę czarnego Range Rovera. Pod jej bladymi powiekami widzę łzy, a jej długie, gęste rzęsy lepią się od nich, gdy w końcu dziewczyna wypuszcza je z oczu.
Zatrzymujemy się w środku małego lasku za miastem. Wysiadamy z auta, a Niall siłą dosłownie wyrzuca z niego Debby, która upada na czarną, wilgotną od padającego w nocy ziemię zapłakana. Odwracam wzrok już któryś raz z kolei, lecz po chwili ponownie spoglądam w stronę Nialla i Debby.
- Czego ty ode mnie chcesz? Ja ci oddam pieniądze. - płacze dziewczyna, gdy Niall unosi ją do góry i przyciska do drzewa.
Przyglądam się dziewczynie. Ma na sobie mundurek szkolny, czyli granatową koszulę i krótką spódniczkę. Cała drży,gdy Niall podwija dolną część jej mundurka i błądzi dłonią po bieliźnie.
- Najpierw zapłacisz w mi w naturze. - warczy Horan, mocno zaciskając palce na jej szyi – A potem cię zabiję. - wzrusza ramionami i zaczyna rozpinać spodnie.
Nie mogę uwierzyć, że tego zboczeńca właśnie podniecił widok przerażonej dziewczyny, co wiedzę poprzez wypukłość w jego granatowych bokserkach. Teraz już naprawdę odwracam głowę, a już po chwili słyszę okropne krzyki Debby, przemieszane z żałosnym płaczem i łkaniem.
Gdy już jest 'po wszystkim' Niall ciągnie za rękę obolałą najwidoczniej Debby, która kuśtyka za nim nieporadnie. Widzę, że na policzkach ma długie, jakby namalowane pędzlem, czarne plamy od tuszu do rzęs, a na udach krew widoczną spod krótkiej spódniczki.
Robi mi się naprawdę nie dobrze, gdy idę krok w krok za Niallem, który wyminął auto na około i przyparł dziewczynę do maski jej klatką piersiową tak, że była wypięta do nas tyłem.
- Możesz się teraz z nią zabawić albo po prostu zabić. - mówi do mnie, a dziewczyna wybucha głośnym szlochem.
Zamykam na chwilę oczy i odliczam w myślach do 10, może 20 już teraz nie pamiętam. Nic nie mówię, po prostu wyciągam pistolet z kieszeni. Debby odwraca do mnie głowę i patrzy na mnie czarnymi jak koraliki od płaczu oczyma. Horan również mierzy mnie wzrokiem niecierpliwie.”Teraz, albo nigdy” - myślę.
Celuję.
Naciskam na spust.
Słyszę cichy trzask metalowej maski auta, na którą opada bezwładne ciało dziewczyny.
Ma rozchylone usta, z których ścieka krew. Jej oczy są szeroko otwarte, tak samo jak rana z tyłu głowy.
~
Sam nie zdawałem sobie chyba z tego sprawy, ale siedziałem przy stole z głową na blacie i najzwyczajniej w świecie płakałem.
Jak mięczak.
W jednej ręce ściskałem butelkę wody którą już dawno miałem zanieść Olivii, a drugą położyłem zaciśniętą w pięść na blacie stołu.
Uniosłem ją nieco i spojrzałem na spory zegar wiszący w salonie. Zdałem sobie sprawę, że właśnie minęło 37 minut, od kiedy Niall wyjechał. Zerwałem się na równe nogi. Nawet nie zdążyłem się zastanowić, co zrobić, aby pomóc Harremu i Olivii.
W sumie, to miałem tylko pomyśleć na tym, czy zadzwonić na policję, czy może jednak tego nie robić. Ale nie było już czasu na zastanawianie się. Nie dla mnie. Podbiegłem do telefonu umiejscowionego przy ścianie i wykręciłem numer alarmowy. Właśnie sprzeciwiałem się mojemu szefowi, nie poznawałem sam siebie. Już po 2 'piknięciach' sygnału oczekiwania, po drugiej stronie odezwał się głos:
- Komenda policji w Londynie, w czym mogę służyć?
- Jeżeli się nie pośpieszycie, zaraz dojdzie do morderstwa. - szepnąłem i głośno powiedziałem adres do słuchawki, po czym zaraz ją odłożyłem. Zanim się zorientowałem, usłyszałem głośne pukanie do drzwi. Bez zastanowienia odrzuciłem butelkę z wodą gdzieś w kąt i podbiegłem w stronę drzwi frontowych.
Wrócili.
Będę miał kłopoty, jeżeli Harry i Olivia nadal siedzą tam razem, przytuleni. Niall pewnie zabije też mnie. W dodatku jestem tu bez koszulki.
Kurwa mać.
* * *
(Harry)
Wrócił. Schodził po schodach ze sztucznym uśmieszkiem w rękach trzymając strzykawki. Nie powstrzymałem prychnięcia pogardy, kiedy za nim, krok w krok szedł Mike. „On nam pomoże” - te słowa Olivii tłukły się w moim umyśle jak ciskane o ścianę szkło. Miałem ochotę ponownie prychnąć pogardliwie, ale powstrzymałem się, muskając ustami rozgrzane czoło Liv. Już po chwili wszyscy 'koledzy' Nialla wraz z jakąś rudą laską stali w piwnicy i przyglądali się nam w ciszy.
Mocniej przytuliłem do siebie Olivię, gdy Niall unosząc brew zapytał:
- A kto was rozwiązał? - spojrzał na Mike'a – Ty to, kurwa zrobiłeś? - zapytał głośno i zacisnął pięści.
Poczułem, jak Liv porusza głową wtuloną dotąd w moje ramię i unosi ją. Gdy dostrzegła Nialla pisnęła cicho i zadrżała. Gorączka nadal jej nie ustępowała, czułem to bijące od jej ciała gorąco. Martwiłem się.
- Tak. - powiedział Mike pewnie unosząc głowę.
Patrzył się prosto w oczy Nialla, dopóki nie oberwał prosto w szczękę i nie upadł na ziemię. Niall nie oszczędził sobie kilku kopniaków w jego brzuch, upuszczając strzykawki i woreczki z heroiną.
- Harry.... Boję się, Harry... - szeptała Olivia przykładając suche z pragnienia usta do mojego torsu.
A ja nie mogłem nic zrobić. Czułem się tak cholernie bezsilny. Nie wiedziałem, jak mogę pomóc mojemu aniołkowi, jak mogę ją ochronić. Czy w ogóle mogę zrobić cokolwiek, aby uśmierzyć jej strach, znieczulić na ból.
- Muszę ci coś powiedzieć. - powiedziałem szybkim szeptem, gdy Niall był zajętym laniem Mike'a, a Gregory chwycił Olivię pod pachy chcąc oderwać ja ode mnie.
Widziałem w jej oczach, że strasznie ją to boli, że zaraz będzie płakała.
- Kocham cię. - powiedziałem niemalże bezgłośnie, mocno trzymając jej dłoń, która niebezpiecznie szbyko wyślizgiwała się z objęć mojej, gdy Gregory odciągał Liv ode mnie, wkładając w to coraz więcej siły.
Skoro to ostatnie, co mogłem dla niej zrobić, to postanowiłem się nie wahać. Wiedziałem to. Wiedziałem, że ją kocham, że jest dla mnie najważniejsza, że zawsze będzie Choćbym tego kurwa nie przeżył.
- Też cię kocham Harry... - szepnęła, ale nagle Greogry cisnął ją o ścianę po drugiej stronie piwnicy.
Jej głowa odbił się od niej, ale Liv nie straciła przytomności. Płakała głośno, a aj przypomniałem sobie, że do chuja pana nie jestem związany.
Furia zawładnęła moim ciałem.
Wstałem i z lekkim trudem rzuciłem się na Gregorego, przyciągając tym samym na siebie uwagę Nialla i reszty. Uderzyłem go kilka razy w twarz, a Niall tylko mi się przyglądał.
Odwróciłem wzrok ukradkiem,
Mike leżał na ziemi, a ja widziałem w w jego klatce piersiowej, tuż na wysokości serca wbity długi scyzoryk z ciemnym trzonkiem. Kurwa, dlaczego ja nie wiedziałem, jak Niall go nim dźgnął?
Ale Mike był już bez życia. Przypłacił nim za moje 20 minut z Olivią. Poczułem ukłucie poczucia winy w sercu, które po chwili ustało.
Sekunda mojej nieuwagi wystarczyła, aby Gregory zamachnął się na mnie. Na szczęście zdążyłem zasłonić się ręką. Pięść Gregorego trafiła prosto w ranę od linki na nadgarstku. Krzyknąłem głośno i upadłem na ziemię.
Wszystko działo się naprawdę, zaskakująco szybko.
Olivia płakała, gdy Niall pchnął mnie na ścianę.
- Gin, daj mi ten jebany scyzoryk. - warknął – Mój tkwi w tym zdrajcy. - spojrzał na Mike'a z pogardą i splunął na ziemię.
Ruda podeszła do niego i kucnęła obok. Wyjęła z kieszeni scyzoryk i podała mu go powolnym ruchem. Zdałem sobie sprawę, że ostro dała w palnik z jakimiś prochami.
- Masz taką ładną twarz... - szepnął Niall, a ja poczułem, że Eric kuca obok mnie przytrzymując w żelaznym uścisku moje nadgarstki tuż na ranach.
Ja pierdole, robił to specjalnie do chuja pana!
Ból nie do opisania.
- Ale do czasu. - zaśmiał się Horan i wbił ostrze scyzoryka tuż pod tętnicą na mojej skroni.
- Nie! Przestań! - słyszałem słabe krzyki Olivii, gdy Horan jechał scyzorykiem w dół mojej skóry, coraz mocniej go zagłębiając.
Błagałem tylko, żeby nie rozciął mi policzka. Nie chciałem niczego więcej.
Bolało.
Czułem gorącą krew na szyi i obitej szczęce, ale nie krzyczałem. Nie miałem już ochoty. Czułem unoszący się w powietrzu zapach krwi, potu i śmierci.
Ale nagle stało się coś, co diametralnie zmieniło przebieg zdarzeń.
* * *
(Niall)
Mój scyzoryk zakończył swoją drogę tuż przy brodzie Harrego. Piękna dla moich oczu rana rozciągała się praktycznie prawie od skroni poprzez linię szczęki aż po brodę. Obficie krwawiła. Po prostu bajeczny widok.
Ale nie było mi mało. Sięgnąłem do tylnej kieszeni i wyciągnąłem z niej pistolet. Wpadłem w amok. Kochałem ten stan. Kochałem, gdy ktoś cierpiał, gdy zabijałem. A dzisiaj miałem już za sobą jedną ofiarę a przed sobą jeszcze 2.
Dzień kurwa i d e a l n y.
Lufa czarnego pistoletu znalazła się tuż przy skroni Harrego, który nerwowo przełykał ślinę. Zacząłem ignorować przeraźliwe krzyki Olivii, ponieważ ciągnęły się one praktycznie w nieskończoność.
Doprawdy irytujące.
- Nie rozpłaczesz się, co? - zapytałem Harrego, kierując palec w stronę spustu – To ty masz licencje nauczyciela strzelania, a proszę, kto teraz zginie? Ty. Z początku chciałem się pierdolić z tą heroiną, ale myślę, że tak będzie zabawniej. Lubie rozbryzg krwi. - śmiałem się, a myśli plątały mi się wokoło pięknej wizji jego martwego ciała u moich stóp. - Wiesz, jak zginiesz, to będę mógł bez skrupułów zerżnąć tę dziewiczą pizdę a potem zabić, od tak. - zaśmiałem się głośniej wskazując na Olivię – A ty nie masz nic do gadania.
Teraz zaczął się wierzgać.
Ale nadal nie krzyczał. Nie wiem czemu tak strasznie próbował udawać odważnego.
Nogi miał unieruchomione przez moje ciało, ponieważ usiadłem na nich, a Eric trzymał mocno jego nadgarstki, dodatkowo je wykręcając.
Dałem mu znak, aby zwiększył ucisk. Tak też zrobił, co spotkało się z głośnym krzykiem Stylesa i Olivii naraz. Ginevra przyglądała się temu obojętnie. Narkotyki działały na nią wręcz idealnie. Nic nie będzie jutro pamiętała, pozbędziemy się ciał i po kłopocie... A nawet jeśli to co mi szkodzi zabić również ją?
Wróciłem wzrokiem na Harrego. Słyszałem jego głośny, postrzępiony oddech.
- Jakieś ostanie słowo? - gładziłem palcem spust pistoletu, który nadal trzymałem przy jego skroni..
- Tak... - warknął – Ja...
Huk.
Przerwał mi przeraźliwy huk. Zastanawiałem się chwilę skąd mógł dochodzić, co się kurwa działo. Ktoś wyważył drzwi frontowe. Nie tego się do cholery jasnej spodziewałem. Mimo woli odskoczyłem do Harrego i wstałem.
- Pomocy! - krzyknął Harry ochryple, na co już nie wytrzymałem i po prostu kopnąłem go w jego zakrwawioną twarz. Upadł nieprzytomny.
- Nie, Harry... Nie... - płakała ta mała suka.
Próbowała się do niego czołgać, ale Gregory skutecznie dosłownie odkopywał ją nogami w stronę ściany jak psa.
Zaczęło się mocne i głośne uderzanie w drzwi piwnicy.
- Otwierać, policja!
Wszystko zaczęło mi się plątać. Ginevra wtuliła się we mnie przerażona, ale zaraz ją odepchnąłem. Obraz mi się mazał. Raz widziałem Mike'a na podłodze, potem poparzoną Olivię i nieprzytomnego Harrego z pociętą twarzą.
Za dużo dowodów. Za dużo dowodów obciążających mnie.
Zacząłem się bać. Uleciały we mnie wcześniejsze żądze zamordowania ich. Liczyłem się teraz tylko ja. Nie mogłem trafić do więzienia, nie mogłem. Spojrzałem na pistolet a potem an Erica i Gregorego, którzy również stali już na równych nogach przysłuchując się uderzeniom w drzwi, które za długo już tak nie wytrzymają. Olivia płakała i już nawet nie zwracając na nas uwagi z trudem podczołgała się do Stylesa. Nie miałem zamiaru jej teraz odciągać. Trzęsłem się niemiłosiernie, zaczynałem tchórzyć. Miałem jakiś stan lękowy, nie wiedziałem co się ze mną dzieje.
Ostatnie, co było, to tylko lufa pistoletu w moich ustach, Liv trzymając zakrwawioną twarz Harrego w dłoniach, drzwi wypadające z zawiasów i wpadający do środka ubrani na czarno policjanci z bronią w rękach, Gregory i Eric unoszący w górę ręce w geście poddania, Ginevra upadająca zapłakana na kolana oraz świst kuli, która wystrzeliła wprost do moich ust.
* * *
(Olivia)
Trzymałam jego twarz w dłoniach, mażąc sobie dłonie krwią. Rana na jego twarzy wyglądała doprawdy okropnie, ale to nie przeszkadzało mi w całowaniu jej i szeptaniu:
- Obudź się, błagam.
Nawet strzał nie wyrwał mnie z transu. Krzyki policjantów również nie sprawiały na mnie większego wrażenia, póki on był nieprzytomny, jakby martwy.
- Kocham cię, obudź się. - szeptałam płaczliwie, ale on jak leżał, tak leżał.
Obróciłam głowę.
Eric, Gregory i Gin leżeli skuci przez policjantów na podłodze w kałuży krwi Nialla. Niall się zabił. Kurwa mać, ja zaraz zwariuje. Tak cholernie się teraz bałam. Nigdy nie przypuszczałam, że będzie światkiem pobicia, samobójstwa i morderstwa. To wszystko na pewno wyryje głęboki ślad na moje psychice, bałam się że już nigdy przez to nie zasnę.
Ignorowałam ból w poparzeniach, kiedy tuliłam nieprzytomne ciało Harrego do siebie. Ale nagle ktoś delikatnie uniósł mnie do góry.
- Spokojnie, proszę się uspokoić. - powtarzał spokojnym głosem policjant, trzymając mocno moje wierzgające się na różne strony ciało, ale ja nie mogłam przestać płakać.
Nie wiem skąd, ale w piwnicy pojawili się ratownicy medyczni. Wzięli Harrego na nosze i wynieśli z piwnicy w ekspresowym tempie. Tak samo mnie po krótkiej chwili. Od tego całego płaczu, gorączki i bólu nie mogłam złapać porządnego oddechu, dlatego jeden z ratowników podawał mi tlen, co nieco mi pomogło. Jakaś kobieta z przerażoną miną oglądała w biegu moje poparzone nogi i okryła mnie termoizolacyjnym kocem..
Wspomnienia z tamtej chwili przypominam sobie jak przez mgłę. To piekło trwało niecałą połowę dnia, ale sprawiło, że chyba nigdy już nie będę czuła się tak samo. Że już nigdy nic nie będzie normalne.
Gdy przymykałam wyczerpane oczy ciągle szeptałam:
- Harry... Co z Harrym...
Myślałam jeszcze, kto mógł powiadomić policję. Do głowy przychodził mi tylko Mike.
Ale on nie żył.
Nie zasłużył na śmierć.
Może jednak, ale nie przez to, że chciał nam pomóc.
~
Tyle w sumie pamiętam z tamtego dnia...
Nie, zaraz... Pamiętam jeszcze okropny ból głowy a potem sen, z którego wyrwało mnie ostre, białe światło.
Ludziska! Piszę do was ze szkolnej sali informatycznej x Miałam chwile czasu na dodanie posta, do 2 w nocy pisałam rozdział, żeby był w miarę w miarę :) Jezu jezu jezu.
Następny, od razu uprzedzam, najprawdopodobniej za tydzień.
TAK CHOLERNIE DZIĘKUJE ZA TYYYYYLE KOMNTARZY,
POSTARAJCIE SIĘ RÓWNIEŻ POD TYM POSTEM, CO?
#GRAVEPL
#GRAVEPL
#GRAVEPL
TWEETUJCIE!
KOCHAM WASSSSS
OD RAZU PRZEPRASZAM ZA INNY WYGLĄD ROZDZIAŁU, ALE WRZUCAM Z SALI INFORMATYCZNEJ I JAKOŚ TAK WYSZŁO.

nie wytrzymam całego tygodnia, to za wiele jak na mnie ! kocham to jak piszesz, kocham Grave'a, kocham Ciebie *-* brakuje mi słów żeby opisać jak się czuję po przeczytaniu tego rozdziału ... czekam na kolejny ilysm ♥ / @lavmyheroes
OdpowiedzUsuńO matko święta Niall sie zabił wgl adsgblcxklcxj jprdl za dużo emocji @emili_sd
OdpowiedzUsuńomfg,ZAAAJEBISTE. za kazdym razem to pisze, ale kocham cie! xx
OdpowiedzUsuńomg omg omg omg omg
OdpowiedzUsuńOMFG ja pierdole jakie to jest zajebiste
kurwa rycze
ja pierdole
chuj z Niallem ale co z Harrym?!!?!?!?!?!?!?!!?!?!?!?
Jfdkdejfdkfkd jeju zajebiste nie mogę Niall się zabił ale co bedzie z Harrym ???? :cc Nie wytrzymam tygodnia jejku
OdpowiedzUsuńfhndfm
OdpowiedzUsuńcudowny !!
ja nie wytrzymam tygodnia
Zajebisty :D czekam niecierpliwie @wilk_julia
OdpowiedzUsuńSwietnie. Oby tak dalej. Czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńKocham.
OdpowiedzUsuńBrak slow...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że Harremu nic nie będzie, że Liv jakoś się pozbiera po tym.. zajebisty rozdział! Czekam na następny @_xoxanna
OdpowiedzUsuńJezu kocham omg co z nimi bedzie ?!?!?! :O czekam na nn <3
OdpowiedzUsuń@trouvdag