poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział 11


Ciężkie drzwi komisariatu zamknęły się za mną z głuchym łoskotem, a brudne szyby zatrzęsły się w futrynach. Przetarłam czoło wilgotną ze zdenerwowania moją nienaturalnie małą dłonią. Już drugi raz nagłe przesłuchanie zerwało mnie z samego rana z łóżka i nie pozwoliło wyspać się przed popołudniową zmianą. W dodatku tuż po telefonie komendanta ponownie zasnęłam, nie mogąc się oprzeć obezwładniającej mnie całkowicie senności.
Na szczęście Sparkle urządziła mi pobudkę. Wdrapała się po pościeli, rozdzierając delikatny, cholernie drogi jak na moje standardy materiał pazurkami. Przemaszerowała z gracją po fioletowej kołdrze i już zapominając, że to ja ją jednak karmię, podrapała moje przedramię jak drapak, pozostawiając na nim kilka długich, cholernie piekących ran. Spojrzałam na nie i przejechałam delikatnie palcami po płytkich szramach. Syknęłam cicho z bólu, karcąc się w myślach za to, że w ogóle przyszło mi do głowy je dotykać. Zwlokłam się z łóżka z grobową miną i od razu popędziłam do łazienki zdezynfekować rany pozostawione przez Sparkle. Bóg wie, co tak kotka wcześniej drapała. Zanim wyszykowałam się do wyjścia minęło pół godziny, a musiałam jeszcze zrobić sobie śniadanie i nakarmić tego słodkiego, puszystego i bielutkiego jak śnieg szatana. Chyba Niall nie wiedział, co robi, gdy dawał mi tego pieprzonego kota, ale przecież nie pozbędę się prezentu od niego, to nie wypada. Postanowiłam jednak sięgnąć po koło ratunkowe dla mojego domu i kucnęłam przy kartonowych pudłach na korytarzu. Porozkładałam większość moich szklanych, wartościowych lub po prostu drogich rzeczy na półkach, żeby uchronić je przed tą małą psują. Mimo wszystko tak się śpieszyłam, że moje rozbiegane dłonie również stanowiły zagrożenie dla szklanych figurek i pamiątek rodzinnych. Świecące pustką kartony wyniosłam pod kamienicę. Pozostały mi tylko 3 pudła ze sprzętami kuchennymi, które miałam zamiar rozpakować gdy wrócę do domu. Tym czasem dosłownie wybiegłam z domu w pośpiechu wiedząc, że i tak już jestem bardzo spóźniona.
 
* * *
 
Tym czasem była już 12, a ja wyczerpana kolejnymi natrętnymi pytaniami Homesbiego, który cały czas mieszał mnie w te jebane interesy narkotykowe Adama, o których nie chciałam nawet teraz słyszeć. Ale on nadal naciskał i robił ze mnie współwinną. Każde jego pytanie, które mi zadawał jak zwykle ociekało sarkazmem i ironią, a kiedy zaprzeczałam, że mam cokolwiek wspólnego z tymi narkotykami, to on na początek udawał, że mi wierzy, a potem śmiał się szyderczo prosto w moją twarz.
Mimo wszystko nie powiedziałam mu o liście i telefonie od Grave'a, przecież ten psychopata mnie obserwował. Nie wiem do cholery w jaki sposób, ale dowiedziałby się, jeśli doniosłabym na niego na policję. Wtedy na pewno posłałby mnie na ten drugi świat. A jednak wolałam zostać jeszcze tutaj.
Ruszyłam przed siebie, ledwo co stawiając kroki. Bałam się,że zaraz ktoś wyskoczy zza rogu i mnie zabije. Na prawdę się tego bałam... A teraz, kiedy wiedziałam, że Harry mi nie pomoże... To uczucie rozsadzało mnie od środka, nie dając spokojnie pomyśleć o Adamie, a teraz to chyba on był ważniejszy niż ja.
Czułam się jak pieprzona egoistka.

* * *
 
Weszłam na dziedziniec kamienicy, na którego środku stało małe, liche, zielone drzewko, pod którym stała ławka. Roślinka rzucała delikatny cień, pod którym skryła się na ławeczce małą dziewczynka, czytająca książkę, co było dość trudne wśród wszechobecnych krzyków małych dzieci biegających po szarych kostkach dziedzińca.
Rozejrzałam się idąc w stronę starawej klatki schodowej. Nie było już tam moich kartonów. Z uśmiechem odwróciłam się i w oddali ujrzałam 5 chłopców. Jeden trzymał w dłoniach paczuszkę z kredkami, a drugi malował na sporych kartonach niebieskie kwadraty. Przyjrzałam im się z zaciekawieniem, gdy wsiadali do kartonów delikatnie uginając nóżki. Z tego, co udało mi się wywnioskować, bawili się właśnie w pociąg.
Tak, to była jedna z biedniejszych dzielnic Londynu. Niall nie chciał, żebym mieszkała wśród ludzi, którzy czasem nie mieli nawet telewizora, ale mnie się tu nawet podobało. Dzieci bawiące się na dworze, zamiast bezmyślnie gapić się w komputer czy telewizor, dawały mi sporo radości, bo wydawało mi się, że podświadomie, patrząc na te dzieci, oglądam swoje własne, beztroskie dzieciństwo. Chciałam, żeby te czasy wróciły.
Mieliśmy z rodzicami, gdy jeszcze żyli, ogromny dom z ogrodem przyozdobiony białą huśtawką, która tata kupił mi 7 urodziny. Lubiłam na niej siedzieć, machać nogami i pić oranżadę, której w naszym domu zawsze było pod dostatkiem. Mój tata był jej wielkim amatorem co mi odpowiadało. No bo jaki 7 latek nie lubi oranżady?

* * *

Weszłam do środka mojego mieszkanka, delikatnie zamykając za sobą drzwi, chociaż szczerze powiedziawszy, miałam ochotę nimi porządnie trzasnąć. Złość i poczucie winy rozsadzały mnie na kawałeczki od środka. Od razu, gdy rozejrzałam się po opustoszałym przedpokoju dostrzegłam Sparkle, która wyszła z kartonu wyłożonego gazetami, który służył jej za kuwetę.
Inteligentna kotka. Nie sądziłam, że tak szybko załapie, do czego służy ta prowizoryczna kocia toaleta.
Szybko pozbyłam się jej zawartości, z obrzydzeniem wyrzucając gazety do kosza i układając w kartonie nowe. Umyłam ręce, a po małej łazience rozniósł się słodki zapach lawendowego mydła w płynie, które kochałam już od małego. Otrzepałam ręce z nadmiaru wody i wytarłam je do sucha o mały ręcznik wiszący na wieszaczku przy zlewie, który również przesiąkł jego słodkim, kojącym moje zszargane nerwy zapachem.
Zdjęłam z siebie przepoconą z nerwów na komisariacie koszulkę i wrzuciłam ją do pralki, w międzyczasie myjąc dokładnie zęby przed pracą. Kiedy skończyłam opłukałam jamę ustną i wrzuciłam do kubeczka szczoteczkę, która z brzdękiem zatrzymała się w nim w pionie, delikatnie ociekając zimną wodą. Weszłam do pokoju i wyjęłam z szafy jednolitą, białą koszulkę. Przeciągnęłam ją przez głowę i zamknęłam szafę z trzaskiem.

* * *

(Harry)
Jeśli miałem być szczery, już bolały mnie oczy od gapienia się w ten telefon w ciemności zaułka, ale cóż... Mimo wszystko bezpieczeństwo Liv było dla mnie dosyć ważne, przynajmniej ważne na tyle, żeby teraz marnować swój czas i śledzić ją wraz z oprogramowaniem wgranym w jej telefon. Na szczęście miała go teraz przy sobie i bezpiecznie posuwała się w stronę kwiaciarni, której charakterystyczny zapach cały czas siedział mi w głowie, a może właściwie w nosie.
Poprawiłem brązowy beanie na mojej głowie, spod którego wystawały moje brązowe, zlewające się z nim kolorystycznie loki i szedłem za nią, obserwując jej szczupłą, przyjemnie dla mojego oka zaokrągloną w okolicach ud sylwetkę niestety z daleka. W pewien sposób opiekowałem się tą pokraką, nie chciałem jej krzywdy. Olivia szła do pracy dosyć powoli. Wcześniej była na komisariacie. Nie wiedziałem, co się stało, czego się dowiedziała. Cholernie chciałem wiedzieć o tym dosłownie wszystko, ale gdybym zadzwonił do niej i o to zapytał, na pewno wydałoby się dziwne, skąd o tym wiem. Ale pewnie nie chciała ze mną gadać po tym, jak okropnie ją potraktowałem. Obserwowałem ją więc z ukrycia, nie mając innego wyboru. Starałem się cicho stawiać kroki, uważając na samotne, suche gałązki na chodniku. Schowałem telefon do kieszeni widząc Liv już nieco bliżej w zasięgu moje wzroku. Miałem nadzieję, że już jej nie zgubię.
Można powiedzieć, że „odprowadziłem” Olivię pod samą kwiaciarnię, idąc po drugiej stronie ulicy, co chwila chowając się za drzewami. Prince weszła do środka. Przez oszklone drzwi dojrzałem, że przywitała się z jakąś starszą panią... Tak, to musiała być Betty, jej szefowa o której wspominała mi przed tym jak uciekła. Kobieta przytuliła ją, przez co poczułem delikatne ukłucie zazdrości. Może to chore, ale to ja ją chciałem teraz tulić. Ja chciałem jej dać bezpieczeństwo, miłość i ciepło. Miłość... Co to właściwie według mnie znaczyło? Nie, nie kochałem Liv.
Ale w głębi duszy chciałem być blisko niej i ją pokochać.

* * *

(Olivia)
Wróciłam do domu. Pachniałam kwiatami na kilometr i 100 metrów więcej, ale w sumie... Nie przeszkadzało mi to. Lubiłam ten zapach. Czując go miałam wrażenie, że znowu jestem w naszym wspaniałym ogrodzie za domem, że siedzę na huśtawce i pije oranżadę, której bąbelki przyjemnie drażnią mojego suche gardło. Tak się zamyśliłam, że nadepnęłam na nienaturalnie długi ogon Sparkle, która chodziła mi pod nogami. Kotka pisnęła i wyciągnęła pazurki. Podrapała mnie po delikatnie odsłoniętej łydce. Odskoczyłam z bólu.
- Sparkle! - pisnęłam, a ona odbiegła jeżąc futerko.
W sumie to zasłużyłam, więc odetchnęłam i weszłam do kuchni. Urwałam kawałek ręcznika papierowego i przetarłam szkarłatną krew ze stopy już nawet nie kłopocząc się przemywaniem ran. Wyrzuciłam zużyty kawałek ręcznika do kosza i spojrzałam na swoje poobgryzane paznokcie. Musiałam oduczyć się tego strasznego nawyku obgryzania ich notorycznie, bo kiedyś, nim się spostrzegę, moje paznokcie całkowicie znikną. Westchnęłam, zakazałam rękawy i sięgnęłam dłońmi do kartonowych pudeł na blacie. Zaczęłam wypakowywać ich zawartość do kuchennych szuflad i szafek, a gdy skończyłam, wyjęłam z lodówki brytfankę do połowy wypełnioną zapiekanką.
Wczoraj zjedliśmy połowę makaronu z Niallem, a dzisiaj miałam zamiar ja dokończyć, mimo że była to istna bomba kaloryczna. Wrzuciłam chłodnawą od oparów z lodówki brytfankę do piekarnika i włączyłam go na odpowiednią ilość stopni. Usiadłam na blacie i zaczęłam machać nogami. Już po kilku minutach kuchnię wypełnił zapach sera i ziół, na który mój pusty od samego rana żołądek zareagował głośnym burczeniem.
Moją chwilę spokoju przerwało ciche pukanie do drzwi. Przetarłam twarz dłońmi i zaciekawiona podeszłam do drewnianej powłoki. Włosy na głowie mi się zjeżyły, a moim ciałem zawładnął strach. Bałam się, że to już mój koniec, moja ostatnia minuta, ale kiedy wyjrzałam przez 'judasza', moja obawy rozmyły się tak szybko jak poranna mgła. Przez wizjer dostrzegłam tylko słaby zarys sukienki w pstrokate wzorki, ale już wiedziałam, że nie mam się czego obawiać. Otworzyłam drzwi, a przed nimi dostrzegłam małą dziewczynkę. Włosy miała splecione w misterne warkoczyki, zwieńczone błękitnymi kokardkami. Dziewczynka uniosła głowę i uśmiechnęła się, ukazując mi swój szczerbaty zgryz, co mnie nie nieco rozczuliło.
- Dzień dobry. - powiedziała z uśmiechem – Mama wysłała mnie do pani... - zamyśliła się i po chwili znowu rozpoczęła swoją wypowiedź - Czy miałaby pani pożyczyć szklankę cukru? - zapytała cicho.
Chciałam coś powiedzieć, ale nagle poskoczyłam przerażona. Puszysta kotka prześlizgnęła się pomiędzy moimi nogami, przyprawiając mnie swoim mięciutkim, miłym w dotyku futerkiem o dreszcze, które 'przemaszerowały' ku górze mojego spiętego pracowitym dniem ciała, przynosząc jako taką ulgę. Spojrzałam na dziewczynkę, ale ona patrzyła się jak w obrazek na białe futerko Sparkle, która machała zabawnie ogonem stojąc przy jej stopach odzianych w jasne sandałki.
- Jejku... Jaki śliczny kotek. - szepnęła.
Uśmiechnęłam się widząc, w jaki zachwyt wprawia ją ta nieznośna kotka, dla której byłam tylko nic nie wartym żywicielem i drapakiem. Dziewczynka uniosła głowę, ale mnie już nie było w progu drzwi. Wróciłam po chwili ze sporą szklanką cukru, którego starałam się nie wysypać. Podałam ją ostrożnie dziewczynce, a ona spojrzała na mnie, w drugiej ręce trzymając Sparkle.
- Pani Prince... Czy mogę się z nią pobawić na podwórku? Tylko chwilę. - zapewniła nawet nie czekając na moją odpowiedź.
Kiwnęłam głową, uśmiechając się ciepło, a blondynka w podskokach popędziła w dół schodów ze szklanką cukru i z mruczącą cicho z zadowolenia Sparkle pod pachą.
 
 
 
Kochani! :) Postanowiłam jednak zmienić rytm dodawania rozdziałów, bo mam teraz taką wenę, że pisanie ich idzie mi zaskakująco szybko. Szczerze powiedziawszy mam ich napisane kilka na zapas, a dodawania ich zależy od dodawania komentarzy :D Może umówmy się, że potrzebujemy 10 - 12 komentarzy do następnego rozdziału, okej?
Jeżeli chcecie być informowani, proszę kliknąć w zakładkę 'Informowani' tuż nad rozdziałami i postępować zgodnie z instrukcją :)
Kocham was mocno :)

14 komentarzy:

  1. czekalam na odwiedziny Harrego.. ale i tak jest cudowny. CZEEEKAM na nastepny x

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny :) nw co więcej napisać :) czuje się jak po praniu mózgu XD naprawdę genialny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uuu xx czekam na cos romantycznego miedzy Liv i Harry'm <33 - @emili_sd

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju Harry nie bł zły za to,że Liv od niego uciekła ! I do tego taki opiekuńczy aww <3 Świetny rozdział :) Czekam na kolejny :) @loczekxx

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział nwm czy można tak powiedziec ale ten rozdział jest słodki

    OdpowiedzUsuń
  6. Mig super Harry ja trochę loffcia Natka

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale Harry się martwi o Liv :3
    Czekam na następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  8. piekny rozdzial, jak kazdy inny Twoj.. czekam z niecierpliwością na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Shippuję Hiv XD

    OdpowiedzUsuń
  10. Super! Czekam na next!

    Jejciu nie sądziłam, że Harry będzie o nią dbał, pilnował i 'śledził' ją, żeby sprawdzić czy jest bezpieczna!! Ale także nie spodziewałam się tego, że to Niall jest tym, który zabił jej brata i chce zabić ją..

    OdpowiedzUsuń
  11. Super :)
    nie moge sie doczekać next :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeju opiekunczy Hazaa
    Jeju slodki kotek
    Jeju mama dzoewczynka
    Ooooohhhh *-*

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K