Ciężkie
drzwi komisariatu zamknęły się za mną z głuchym łoskotem, a
brudne szyby zatrzęsły się w futrynach. Przetarłam czoło
wilgotną ze zdenerwowania moją nienaturalnie małą dłonią. Już
drugi raz nagłe przesłuchanie zerwało mnie z samego rana z łóżka
i nie pozwoliło wyspać się przed popołudniową zmianą. W dodatku
tuż po telefonie komendanta ponownie zasnęłam, nie mogąc się
oprzeć obezwładniającej mnie całkowicie senności.
Na
szczęście Sparkle urządziła mi pobudkę. Wdrapała się po
pościeli, rozdzierając delikatny, cholernie drogi jak na moje
standardy materiał pazurkami. Przemaszerowała z gracją po
fioletowej kołdrze i już zapominając, że to ja ją jednak karmię,
podrapała moje przedramię jak drapak, pozostawiając na nim kilka
długich, cholernie piekących ran. Spojrzałam na nie i przejechałam
delikatnie palcami po płytkich szramach. Syknęłam cicho z bólu,
karcąc się w myślach za to, że w ogóle przyszło mi do głowy je
dotykać. Zwlokłam się z łóżka z grobową miną i od razu
popędziłam do łazienki zdezynfekować rany pozostawione przez
Sparkle. Bóg wie, co tak kotka wcześniej drapała. Zanim
wyszykowałam się do wyjścia minęło pół godziny, a musiałam
jeszcze zrobić sobie śniadanie i nakarmić tego słodkiego,
puszystego i bielutkiego jak śnieg szatana. Chyba Niall nie
wiedział, co robi, gdy dawał mi tego pieprzonego kota, ale przecież
nie pozbędę się prezentu od niego, to nie wypada. Postanowiłam
jednak sięgnąć po koło ratunkowe dla mojego domu i kucnęłam
przy kartonowych pudłach na korytarzu. Porozkładałam większość
moich szklanych, wartościowych lub po prostu drogich rzeczy na
półkach, żeby uchronić je przed tą małą psują. Mimo wszystko
tak się śpieszyłam, że moje rozbiegane dłonie również
stanowiły zagrożenie dla szklanych figurek i pamiątek rodzinnych.
Świecące pustką kartony wyniosłam pod kamienicę. Pozostały mi
tylko 3 pudła ze sprzętami kuchennymi, które miałam zamiar
rozpakować gdy wrócę do domu. Tym czasem dosłownie wybiegłam z
domu w pośpiechu wiedząc, że i tak już jestem bardzo spóźniona.
* * *
Tym
czasem była już 12, a ja wyczerpana kolejnymi natrętnymi pytaniami
Homesbiego, który cały czas mieszał mnie w te jebane interesy
narkotykowe Adama, o których nie chciałam nawet teraz słyszeć.
Ale on nadal naciskał i robił ze mnie współwinną. Każde jego
pytanie, które mi zadawał jak zwykle ociekało sarkazmem i ironią,
a kiedy zaprzeczałam, że mam cokolwiek wspólnego z tymi
narkotykami, to on na początek udawał, że mi wierzy, a potem śmiał
się szyderczo prosto w moją twarz.
Mimo
wszystko nie powiedziałam mu o liście i telefonie od Grave'a,
przecież ten psychopata mnie obserwował. Nie wiem do cholery w jaki
sposób, ale dowiedziałby się, jeśli doniosłabym na niego na
policję. Wtedy na pewno posłałby mnie na ten drugi świat. A
jednak wolałam zostać jeszcze tutaj.
Ruszyłam
przed siebie, ledwo co stawiając kroki. Bałam się,że zaraz ktoś
wyskoczy zza rogu i mnie zabije. Na prawdę się tego bałam... A
teraz, kiedy wiedziałam, że Harry mi nie pomoże... To uczucie
rozsadzało mnie od środka, nie dając spokojnie pomyśleć o
Adamie, a teraz to chyba on był ważniejszy niż ja.
Czułam
się jak pieprzona egoistka.
* * *
Weszłam
na dziedziniec kamienicy, na którego środku stało małe, liche,
zielone drzewko, pod którym stała ławka. Roślinka rzucała
delikatny cień, pod którym skryła się na ławeczce małą
dziewczynka, czytająca książkę, co było dość trudne wśród
wszechobecnych krzyków małych dzieci biegających po szarych
kostkach dziedzińca.
Rozejrzałam
się idąc w stronę starawej klatki schodowej. Nie było już tam
moich kartonów. Z uśmiechem odwróciłam się i w oddali ujrzałam
5 chłopców. Jeden trzymał w dłoniach paczuszkę z kredkami, a
drugi malował na sporych kartonach niebieskie kwadraty. Przyjrzałam
im się z zaciekawieniem, gdy wsiadali do kartonów delikatnie
uginając nóżki. Z tego, co udało mi się wywnioskować, bawili
się właśnie w pociąg.
Tak, to
była jedna z biedniejszych dzielnic Londynu. Niall nie chciał,
żebym mieszkała wśród ludzi, którzy czasem nie mieli nawet
telewizora, ale mnie się tu nawet podobało. Dzieci bawiące się na
dworze, zamiast bezmyślnie gapić się w komputer czy telewizor,
dawały mi sporo radości, bo wydawało mi się, że podświadomie,
patrząc na te dzieci, oglądam swoje własne, beztroskie
dzieciństwo. Chciałam, żeby te czasy wróciły.
Mieliśmy
z rodzicami, gdy jeszcze żyli, ogromny dom z ogrodem przyozdobiony
białą huśtawką, która tata kupił mi 7 urodziny. Lubiłam na
niej siedzieć, machać nogami i pić oranżadę, której w naszym
domu zawsze było pod dostatkiem. Mój tata był jej wielkim amatorem
co mi odpowiadało. No bo jaki 7 latek nie lubi oranżady?
* * *
Weszłam
do środka mojego mieszkanka, delikatnie zamykając za sobą drzwi,
chociaż szczerze powiedziawszy, miałam ochotę nimi porządnie
trzasnąć. Złość i poczucie winy rozsadzały mnie na kawałeczki
od środka. Od razu, gdy rozejrzałam się po opustoszałym
przedpokoju dostrzegłam Sparkle, która wyszła z kartonu wyłożonego
gazetami, który służył jej za kuwetę.
Inteligentna
kotka. Nie sądziłam, że tak szybko załapie, do czego służy ta
prowizoryczna kocia toaleta.
Szybko
pozbyłam się jej zawartości, z obrzydzeniem wyrzucając gazety do
kosza i układając w kartonie nowe. Umyłam ręce, a po małej
łazience rozniósł się słodki zapach lawendowego mydła w płynie,
które kochałam już od małego. Otrzepałam ręce z nadmiaru wody i
wytarłam je do sucha o mały ręcznik wiszący na wieszaczku przy
zlewie, który również przesiąkł jego słodkim, kojącym moje
zszargane nerwy zapachem.
Zdjęłam
z siebie przepoconą z nerwów na komisariacie koszulkę i wrzuciłam ją do pralki, w międzyczasie myjąc
dokładnie zęby przed pracą. Kiedy skończyłam opłukałam jamę
ustną i wrzuciłam do kubeczka szczoteczkę, która z brzdękiem
zatrzymała się w nim w pionie, delikatnie ociekając zimną wodą.
Weszłam do pokoju i wyjęłam z szafy jednolitą, białą koszulkę.
Przeciągnęłam ją przez głowę i zamknęłam szafę z trzaskiem.
* * *
(Harry)
Jeśli
miałem być szczery, już bolały mnie oczy od gapienia się w ten
telefon w ciemności zaułka, ale cóż... Mimo wszystko
bezpieczeństwo Liv było dla mnie dosyć ważne, przynajmniej ważne
na tyle, żeby teraz marnować swój czas i śledzić ją wraz z
oprogramowaniem wgranym w jej telefon. Na szczęście miała go teraz
przy sobie i bezpiecznie posuwała się w stronę kwiaciarni, której
charakterystyczny zapach cały czas siedział mi w głowie, a może
właściwie w nosie.
Poprawiłem
brązowy beanie na mojej głowie, spod którego wystawały moje
brązowe, zlewające się z nim kolorystycznie loki i szedłem za
nią, obserwując jej szczupłą, przyjemnie dla mojego oka
zaokrągloną w okolicach ud sylwetkę niestety z daleka. W pewien
sposób opiekowałem się tą pokraką, nie chciałem jej krzywdy.
Olivia szła do pracy dosyć powoli. Wcześniej była na
komisariacie. Nie wiedziałem, co się stało, czego się
dowiedziała. Cholernie chciałem wiedzieć o tym dosłownie
wszystko, ale gdybym zadzwonił do niej i o to zapytał, na pewno
wydałoby się dziwne, skąd o tym wiem. Ale pewnie nie chciała ze
mną gadać po tym, jak okropnie ją potraktowałem. Obserwowałem ją
więc z ukrycia, nie mając innego wyboru. Starałem się cicho
stawiać kroki, uważając na samotne, suche gałązki na chodniku.
Schowałem telefon do kieszeni widząc Liv już nieco bliżej w
zasięgu moje wzroku. Miałem nadzieję, że już jej nie zgubię.
Można
powiedzieć, że „odprowadziłem” Olivię pod samą kwiaciarnię,
idąc po drugiej stronie ulicy, co chwila chowając się za drzewami.
Prince weszła do środka. Przez oszklone drzwi dojrzałem, że
przywitała się z jakąś starszą panią... Tak, to musiała być
Betty, jej szefowa o której wspominała mi przed tym jak uciekła.
Kobieta przytuliła ją, przez co poczułem delikatne ukłucie
zazdrości. Może to chore, ale to ja ją chciałem teraz tulić. Ja
chciałem jej dać bezpieczeństwo, miłość i ciepło. Miłość...
Co to właściwie według mnie znaczyło? Nie, nie kochałem Liv.
Ale w
głębi duszy chciałem być blisko niej i ją pokochać.
* * *
(Olivia)
Wróciłam
do domu. Pachniałam kwiatami na kilometr i 100 metrów więcej, ale
w sumie... Nie przeszkadzało mi to. Lubiłam ten zapach. Czując go
miałam wrażenie, że znowu jestem w naszym wspaniałym ogrodzie za
domem, że siedzę na huśtawce i pije oranżadę, której bąbelki
przyjemnie drażnią mojego suche gardło. Tak się zamyśliłam, że
nadepnęłam na nienaturalnie długi ogon Sparkle, która chodziła
mi pod nogami. Kotka pisnęła i wyciągnęła pazurki. Podrapała
mnie po delikatnie odsłoniętej łydce. Odskoczyłam z bólu.
-
Sparkle! - pisnęłam, a ona odbiegła jeżąc futerko.
W sumie
to zasłużyłam, więc odetchnęłam i weszłam do kuchni. Urwałam
kawałek ręcznika papierowego i przetarłam szkarłatną krew ze
stopy już nawet nie kłopocząc się przemywaniem ran. Wyrzuciłam
zużyty kawałek ręcznika do kosza i spojrzałam na swoje
poobgryzane paznokcie. Musiałam oduczyć się tego strasznego nawyku
obgryzania ich notorycznie, bo kiedyś, nim się spostrzegę, moje
paznokcie całkowicie znikną. Westchnęłam, zakazałam rękawy i
sięgnęłam dłońmi do kartonowych pudeł na blacie. Zaczęłam
wypakowywać ich zawartość do kuchennych szuflad i szafek, a gdy
skończyłam, wyjęłam z lodówki brytfankę do połowy wypełnioną
zapiekanką.
Wczoraj
zjedliśmy połowę makaronu z Niallem, a dzisiaj miałam zamiar ja
dokończyć, mimo że była to istna bomba kaloryczna. Wrzuciłam
chłodnawą od oparów z lodówki brytfankę do piekarnika i
włączyłam go na odpowiednią ilość stopni. Usiadłam na blacie i
zaczęłam machać nogami. Już po kilku minutach kuchnię wypełnił zapach sera i ziół, na który mój pusty od samego rana żołądek zareagował głośnym burczeniem.
Moją
chwilę spokoju przerwało ciche pukanie do drzwi. Przetarłam twarz
dłońmi i zaciekawiona podeszłam do drewnianej powłoki. Włosy na
głowie mi się zjeżyły, a moim ciałem zawładnął strach. Bałam
się, że to już mój koniec, moja ostatnia minuta, ale kiedy
wyjrzałam przez 'judasza', moja obawy rozmyły się tak szybko jak
poranna mgła. Przez wizjer dostrzegłam tylko słaby zarys sukienki
w pstrokate wzorki, ale już wiedziałam, że nie mam się czego
obawiać. Otworzyłam drzwi, a przed nimi dostrzegłam małą
dziewczynkę. Włosy miała splecione w misterne warkoczyki,
zwieńczone błękitnymi kokardkami. Dziewczynka uniosła głowę i
uśmiechnęła się, ukazując mi swój szczerbaty zgryz, co mnie nie
nieco rozczuliło.
- Dzień
dobry. - powiedziała z uśmiechem – Mama wysłała mnie do pani...
- zamyśliła się i po chwili znowu rozpoczęła swoją wypowiedź -
Czy miałaby pani pożyczyć szklankę cukru? - zapytała cicho.
Chciałam
coś powiedzieć, ale nagle poskoczyłam przerażona. Puszysta kotka
prześlizgnęła się pomiędzy moimi nogami, przyprawiając mnie
swoim mięciutkim, miłym w dotyku futerkiem o dreszcze, które
'przemaszerowały' ku górze mojego spiętego pracowitym dniem ciała,
przynosząc jako taką ulgę. Spojrzałam na dziewczynkę, ale ona
patrzyła się jak w obrazek na białe futerko Sparkle, która
machała zabawnie ogonem stojąc przy jej stopach odzianych w jasne
sandałki.
-
Jejku... Jaki śliczny kotek. - szepnęła.
Uśmiechnęłam
się widząc, w jaki zachwyt wprawia ją ta nieznośna kotka, dla
której byłam tylko nic nie wartym żywicielem i drapakiem.
Dziewczynka uniosła głowę, ale mnie już nie było w progu drzwi.
Wróciłam po chwili ze sporą szklanką cukru, którego starałam
się nie wysypać. Podałam ją ostrożnie dziewczynce, a ona
spojrzała na mnie, w drugiej ręce trzymając Sparkle.
- Pani
Prince... Czy mogę się z nią pobawić na podwórku? Tylko chwilę.
- zapewniła nawet nie czekając na moją odpowiedź.
Kiwnęłam
głową, uśmiechając się ciepło, a blondynka w podskokach
popędziła w dół schodów ze szklanką cukru i z mruczącą cicho
z zadowolenia Sparkle pod pachą.
Kochani! :) Postanowiłam jednak zmienić rytm dodawania rozdziałów, bo mam teraz taką wenę, że pisanie ich idzie mi zaskakująco szybko. Szczerze powiedziawszy mam ich napisane kilka na zapas, a dodawania ich zależy od dodawania komentarzy :D Może umówmy się, że potrzebujemy 10 - 12 komentarzy do następnego rozdziału, okej?
Jeżeli chcecie być informowani, proszę kliknąć w zakładkę 'Informowani' tuż nad rozdziałami i postępować zgodnie z instrukcją :)
Kocham was mocno :)

czekalam na odwiedziny Harrego.. ale i tak jest cudowny. CZEEEKAM na nastepny x
OdpowiedzUsuńświetny :) nw co więcej napisać :) czuje się jak po praniu mózgu XD naprawdę genialny :)
OdpowiedzUsuńUuu xx czekam na cos romantycznego miedzy Liv i Harry'm <33 - @emili_sd
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawe
OdpowiedzUsuńJeju Harry nie bł zły za to,że Liv od niego uciekła ! I do tego taki opiekuńczy aww <3 Świetny rozdział :) Czekam na kolejny :) @loczekxx
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział nwm czy można tak powiedziec ale ten rozdział jest słodki
OdpowiedzUsuń<3 i love it :D
OdpowiedzUsuńMig super Harry ja trochę loffcia Natka
OdpowiedzUsuńAle Harry się martwi o Liv :3
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział <3
piekny rozdzial, jak kazdy inny Twoj.. czekam z niecierpliwością na następny :)
OdpowiedzUsuńShippuję Hiv XD
OdpowiedzUsuńSuper! Czekam na next!
OdpowiedzUsuńJejciu nie sądziłam, że Harry będzie o nią dbał, pilnował i 'śledził' ją, żeby sprawdzić czy jest bezpieczna!! Ale także nie spodziewałam się tego, że to Niall jest tym, który zabił jej brata i chce zabić ją..
Super :)
OdpowiedzUsuńnie moge sie doczekać next :D
Jeju opiekunczy Hazaa
OdpowiedzUsuńJeju slodki kotek
Jeju mama dzoewczynka
Ooooohhhh *-*