piątek, 23 maja 2014

Rozdział 28


(Olivia)
Otworzyłam gwałtownie oczy. Każda komórka mojego ciała chciała w tym momencie zobaczyć Harrego – to, że żyje i jest bezpieczny. Ale przez dobrą chwilę nie mogłam podnieść powiek. Pulsujący ból w głowie ani na chwilę nie dawał mi spokoju od opuszczenia domu Nialla. Oparzenia również okropnie mnie bolały, co sprawiało, że nie chciałam żyć.
Gdy tylko moje powieki się uniosły, zamknęłam je momentalnie widząc nad sobą lampkę jarzeniową , dosłownie wypalającą się białym, jasnym światłem. Rozchyliłam wargi gdy poczułam postępujący co chwila ból w prawym udzie. Mimo woli je podkurczyłam.
- Spokojnie. - usłyszałam czyjś cichy głos – Już kończę smarować to maścią, przespałaś najgorsze.
Ponownie otworzyłam oczy.
Nie miałam na sobie praktycznie nic, tylko moje czarne majtki, co przywołało wspomnienie z pobytu w piwnicy. Z oczu pociekły mi łzy. Wszystko wróciło – ból, cierpienie, upokorzenie, zakrwawiony Harry, martwy Mike i Niall.
Spojrzałam na swoje nagie piersi. Błyszczały się od cienkiej powłoki z maści, co chyba naprawdę przyniosło mi delikatną ulgę, ponieważ nie bolało mnie to aż tak bardzo. Mimo, że i tak cały czas byłam jak otępiała.
- Gdzie jest Harry? - zapytałam, delikatnie unosząc plecy.
- Proszę się położyć. - ponagliła mnie pielęgniarka, nakładając wacikiem maść. - Musi pani odpocząć, wiele pani dzisiaj przeszła.
- Gdzie jest Harry? - ponowiłam pytanie, łapiąc się za czoło.
Nie było już aż tak gorące, lecz nadal jego temperatura była stanowczo za wysoka. Poruszyłam palcami oglądając moją prawą dłoń. Nadgarstek miałam okalany śnieżnobiałym bandażem tuż na wysokości ran po linach. Ponownie położyłam go na łóżko.
- Ten chłopak, z którym pani przyjechała jest na innej sali. Nie chciałam, żeby widział panią półnagą gdyby się obudził. Oprzytomniał, ale musi odpoczywać, tak samo jak pani.
- Wszystko z nim w porządku? Chcę się z nim zobaczyć. - szepnęłam, a pielęgniarka mlasnęła z rezygnacją ustami.
Wrzuciła wacik do żółtego pojemnika stojącego na stoliku na kółkach. Tubkę z maścią odłożyła obok pudełka i nachyliła się. Na dolnej półeczce leżała biała, luźna koszulka, którą wzięła i  położyła obok moich nóg. W ciszy wsunęła dłoń pod moje plecy, a mnie zakręciło się w głowie, gdy usiadłam na łóżku.
Zupełnie zignorowała moją prośbę o spotkanie z Harrym.
- Ręce do góry. - poinstruowała – Tylko ostrożnie, proszę.
Zacisnęłam wargi i uniosłam ręce w górę. Już po chwili koszulka opadła luźno na moje ciało. Spojrzałam na pielęgniarkę.
- Ktoś chce panią zobaczyć. - powiedziała – Oczywiście, jeśli dobrze się pani czuje. - mruknęła.
- Tak, dobrze się czuje. - skłamałam - To Harry chce się ze mną zobaczyć? - zapytałam z nadzieją w głosie, lecz w odpowiedzi dostałam przeczące kiwnięcie głową.
- Nie. Mam wpuścić tego chłopaka, który chce z panią rozmawiać? - zapytała, a ja położyłam się z powrotem.
- Chwila... Ma coś pani może na ból głowy? - zapytałam.
Westchnęła przeciągle. Zbyt cierpliwą i miłą pielęgniarką to ona nie była.
- Dwie i pół godziny była pani nieprzytomna, podaliśmy przez ten czas lekarstwo dożylnie. Jeśli źle się pani czuje, mogę podać pani kroplówkę lub tlen. - chwyciła dłońmi rączkę wózka.
- Nie... Proszę go wpuścić. - szepnęłam i wtuliłam policzek w poduszkę, obracając głowę.
Pielęgniarka opuściła salę, a wraz z nią okropnie denerwujące skrzypienie kółek starego wózka.
Leżałam na plecach bojąc się, że jeżeli obrócę się na bok, to podrażnię poparzenia, a tego bym nie chciała.
Zastanawiałam się chwilę kto by chciał mnie odwiedzić, jeżeli nie Harry. Przez chwilę dostałam jakiegoś stanu lękowego, że ubzdurałam sobie samobójstwo Nialla, że on zaraz tu przyjdzie i znowu mnie skrzywdzi.
Ale szybko wybiłam sobie z głowy tę myśl.
Spojrzałam przez okna umiejscowione naprzeciwko mojego łóżka. Gwiazdy świeciły już na niebie, a ja otworzyłam szerzej oczy, gdy usłyszałam cichy skrzyp.
Natychmiast spojrzałam w stronę drzwi i to, co ujrzałam sprawiło, że złapałam się za czoło.
- Mam omamy. - szepnęłam sama do siebie.
Louis zmierzył mnie wzrokiem. Siedział na tym wózku inwalidzkim i wyglądał zupełnie jak żywy. Jego nieco włosy był poburzone i czyste, miał na sobie szare spodnie od dresu. Klatkę piersiową miał opatrzoną, a jego oczy patrzyły na mnie ciepło. Zwinnym ruchem rąk wprawił koła w ruch i podjechał do łóżka.
Na prawdę, traciłam rozum.
- Nie wiesz, jak Harry się o ciebie martwi. - szepnął.
- Nie gadaj bzdur, jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni. Nie żyjesz, przecież Niall mówił że nie żyjesz! - powiedziałam głośno i zakaszlałam.
Okropnie chciało mi się pić, zapomniałam poprosić pielęgniarkę o szklankę wody,  nadal miałam okropne duszności i problemy z zaczerpnięciem oddechu. Czułam się coraz gorzej.
- Żyje Liv. To długa historia.  - położył swoja dłoń na mojej.
Jeko kciuk pogładził wierzch mojej dłoni. Zadrżałam i przymknęłam powieki.
- Jak się ma Harry? - zapytałam go cicho.
- Dobrze. Wiesz.. Ma sporo szwów na twarzy, ledwo co mówi, ale jakoś daje radę. Lekarze badali go, czy nie ma wylewu wewnętrznego, ale wszystko jest okej. Szczęka mu... Oh, nie znam się na tym. Wiem, że mu ją nastawiali.  - westchnął – Ale wygląda na to, że ma się dobrze. Nie wiesz, jak się ucieszył że mnie zobaczył. - uśmiechnął się delikatnie.  - Mówił, żebym przekazał ci, że cię kocha. - zakończył.
Uśmiechnęłam się i zamrugałam kilkakrotnie. Czyli to, gdy mówił, że mnie kocha nie było moim zmyślonym wspomnieniem, on naprawdę to powiedział.
- Louis, powiedz mu że... Przyjdę do niego... - zaczęłam ostro kaszleć czując nieprzyjemny posmak w ustach – Jak najszybciej... - wycharczałam i zaczęłam się krztusić.
Uniosłam plecy i kaszlałam chropowato, zakrywając usta dłońmi. Louis zabrał dłoń.
- Zawołam lekarza. - powiedział szybko i wyjechał z sali. Ja n ie mogłam nic powiedzieć. Brak pełnego oddechu dawał mi się we znaki.
Zakręciło mi się w głowie, zakaszlałam jeszcze kilka razy i opadłam na łóżko, trzęsąc się od cichych pomruków, w które przerodził się kaszel z osłabienia, po czym odpłynęłam.

* * *

(Harry)
Czekałem aż Louis wróci. Cierpliwie czekałem, aż przyniesie mi informacje, na temat tego, jak się ma Liv, ale on nie wracał. Zaczynałem się powoli niecierpliwić, miałem ochotę wyrwać żyłkę kroplówki z wenflonu, wstać i pobiec do pokoju, w którym leżała moja księżniczka – przytulić ją, pocałować, pocieszyć.
Po prostu przy niej być. Już zawsze.
Chciałem zacząć krzyczeć, ale nie dość, że właśnie lekarz był w mojej sali, oglądając te obrzydliwe, czarne szwy na mojej twarzy, to jeszcze właśnie przez nie ciężko mi było jak na razie powiedzieć cokolwiek głośno.
- Widzę, że szew dobrze się przyjął, nie ma zakażeń, panie Styles. - mruknął doktor i zmierzwił dłonią siwe włosy.
Zanotował coś na swojej kartce i delikatnie podrapał się po karku. Gdy już miał wychodzić, postanowiłem zadziałać.
- Doktorze, czy mógłbym pójść do dziewczyny z pokoju numer 7? - zapytałem, cicho i ochryple.
- Nie ma takiej opcji proszę pana. Jest pan zbyt słaby, zresztą, ona... - zaczął, ale przerwała nam młoda pielęgniarka, która wbiegła do sali jak poparzona, stukając swoimi białymi butami o podłogę.
- Doktorze Keller, pacjentka spod siódemki się dusi! - wydyszała, a moje serce poskoczyło mi do gardła.
Zacząłem coś mamrotać przerażony, lecz doktor Keller zupełnie mnie zignorował i wybiegł z sali za pielęgniarką, a ja z impetem wyrwałem kroplówkę z wenflonu zniecierpliwiony i zestresowany. Wstałem z cichym jęknięciem bólu, przeszywającego moje jeszcze obolałe po biciu ciało. Przynajmniej wiedziałem teraz, co po porwaniu czuł Louis. Moje bose stopy dotknęły zimnej podłogi, po której już po chwili biegłem.
- Olivia. - wychrypiałem, i przejechałem dłonią po szwach z głośnym westchnieniem bólu.
Zauważyłem, że lekarz wbiegł do sali niedaleko mnie. Pobiegłem więc za nim. Usłyszałem za sobą piskliwy głos goniącej mnie pielęgniarki, która kazała mi wracać do sali, ale totalnie ją ignorowałem. Nigdy bym nie przypuszczał, że tak będę się teraz bał. W sumie bałem się bardziej niż w piwnicy Nialla.

Wbiegłem do sali. Lekarz stał nad jednym z dwóch łóżek w pomieszczeniu. Już chciałem  na niego nawrzeszczeć, dlaczego nic nie robi, dlaczego tak stoi, ale wszystko zaraz się wyjaśniło.
 Sytuacja była już chyba opanowana, dlatego doktor stał nieruchomo i nakładał Olivii maskę tlenową na twarz. Ja nie miałem już zamiaru wracać do sali. Musiałem ją zobaczyć, dotknąć. Poczuć jej ciepłą skórę, z którą kontakt dodawał mi energii do życia.  Bez żadnych ceregieli odepchnąłem delikatnie lekarza, upadłem na kolana przy łóżku , po czym odszukałem swoimi opatrzonymi dłońmi dłoń Olivii. Objąłem ją palcami i gładziłem powoli. Obróciła na mnie swój wzrok. Słyszałem jej ciężki, łapczywy oddech, który zaparował przeźroczystą maskę i dojrzałem na jej twarzy uśmiech, gdy mnie dostrzegła. Łzy na jej policzkach rzucały się w moje oczy.
- Nie płacz, już jest okej... Już jestem z tobą, widzisz? - szeptałem ciepłym, opiekuńczym głosem.
Doktor Keller chwycił moje ramię.
- Pani Styles, musi pan wracać. - był dość opanowany jak na lekarza, którego pacjent właśnie uciekł z sali.
- Nie. Chcę zostać tu. - powiedziałem i ponownie spojrzałem na Liv. Miała uniesioną dłoń, którą słabo przyłożyła do mojego czoła.
Przejechała delikatnie opuszkami palców po szwie. Spojrzała na mnie zmartwiona. Jej poszarpany oddech lekko przyśpieszył, a ja dostrzegłem na jej powiekach nowe, lśniące łzy.
- Nie płacz, nic mi nie jest. - wychrypiałem i poczułem, jak szew ciągnie moją skórę boleśnie, więc zamknąłem usta.
Uniosłem jej dłoń którą trzymałem i pocałowałem delikatnie.
- Kocham cię. - szepnąłem, a promienie księżyca padły na twarz dziewczyny.
Delikatnie się uśmiechała, zabawnie poruszając palcami.
- Zróbcie jej rentgen płuc, a panu Stylesowi przygotujcie łóżko obok. Szybko. - powiedział doktor Keller i opuścił salę wraz z pielęgniarkami.
Jedna z nich pogładziła moje ramię.
- Musi pan się odsunąć, zabieramy panią Prince na badania. - powiedziała.
Spojrzałem na pielęgniarkę błagalnie, a ona zmarkotniała.
- Obiecuje, że wróci za pół godziny.
Dodało mi to nieco otuchy, więc wstałem, puściłem niechętnie dłoń Liv i skrzywiłem się łapiąc się dłońmi za brzuch. Podszedłem do łóżka, usiadłem na nim. Było zupełnie 'gołe' – żadnej pościeli i prześcieradła, tylko szpitalny, typowo zielony materac.  Już po chwili pielęgniarki przyniosły pościel i prześcieradło, na których położyłem się i w towarzystwie Louisa czekałem na powrót Olivii. Zaskoczył nas jednak pewien gość, którego prędzej czy później spodziewałem się zobaczyć.
Tylko nie spodziewałem się tego, że policja odwiedzi nas w środku nocy.
Wszedł do środka, miał na sobie skórzaną kurtkę, błyszczące buty i nieco roztrzepane włosy. Na szyi zwisał mu czarny dokument z błyszczącą odznaką.
- Dzień dobry. - mruknął i spojrzał na mnie i na Louisa.
Skrzywił się, a ja zobaczyłem, że jego wzrok spoczął na mojej obszytej szwami ranie. Miałem ochotę powiedzieć mu coś nieprzyjemnego, ale jego twarz zaraz znowu przybrała typowo formalny wyraz twarzy. Podszedł do nas, przysuwając sobie metalowe krzesełko spod ściany. Postawił je obok łóżka i usiadł na nim obok Louisa.
- Nazywam się Homesby, przyszedłem zebrać zeznania. Czy czuje się pan wystarczająco dobrze, aby je składać? - zapytał mnie, a ja kiwnąłem głową. - A pan? - zwrócił się do Louisa.
- Tak, jestem w pełni sił, czy możemy przejść do sedna? - rzucił niecierpliwie Tomlinson.
Wiedziałem, że nienawidził policjantów – działali mu na nerwy. Twierdził, że zadawali za dużo pytań i wszędzie tylko węszyli jak psy.
O ironio.
- Więc... Panie Styles, prosiłbym pana o przedstawienie swojej wersji wydarzeń. Nie chcę pana przemęczać, ale musimy sprawdzić, jak bardzo różni się ona od wersji oskarżonych... Chociaż i tak przyznali się do winy i chcą ponieść odpowiedzialność za to co zrobili. - mruknął i spojrzał na mnie. Moja twarz wyrażała zrezygnowanie i zmęczenie tą całą sytuacją – Proszę mi wierzyć, naprawdę nie lubię takich spraw, w których jest więcej niż zero ofiar, więc również chciałbym mieć to z głowy. - westchnął.
Nie podniosło mnie to na duchu, ale delikatnie rozchyliłem wargi i zacząłem cicho opowiadać co chwila przerywając przez ból jaki zadawały mi szwy.
Miałem je kilka godzin, ale przysięgam, już miałem ich serdecznie dość.

Gdy skończyłem odwróciłem głowę. Miałem łzy w oczach. Nie miałem już siły o tym mówić, lecz Homesby chyba nie do końca załapał aluzję.
- Mam jeszcze jedno pytanie... Czy znał pan wcześniej Nialla Horana? - zapytał, a ja powoli zaczynałem robić się czerwony od tłumionych emocji.
- Pracowałem na jego strzelnicy. Tylko stamtąd go znam. - skłamałem i poczułem, że moje serce spada jakiś ciężar.
Nic już więcej nie powiedziałem. Zamknąłem oczy.
- Może... Zanim przesłucham pana... - mruknął do Lou - Przejdziemy w bardziej ustronne miejsce? Widzę, że pan Styles chce odpocząć. - wstał.
Usłyszałem tylko westchnięcie aprobaty Louisa, na co odetchnąłem z ulgą. Gdy opuścili salę wypuściłem z oczu łzy. To wszystko to było za wiele. Zmiękłem. Totalny ze mnie mięczak, frajer.
Kurwa mać.


Otworzyłem gwałtownie oczy. Zasnąłem? Najwidoczniej. Przetarłem prawe a potem lewe oko ręką nie uwięzioną przez kroplówkę. Rozchyliłem powieki.
Leżała tam z maską tlenową na ustach, podpięta do kroplówki. Wpatrywała się we mnie, a ja słyszałem jej ciężki oddech. Nie spała. Spojrzałem szybko w stronę okna, za którym już świtało. Louisa nie było, najwidoczniej spał w swojej sali. Chociaż, to wydawałoby się logiczne.
Wróciłem wzrokiem na Liv, która uśmiechnęła się delikatnie widząc moje oczy. Odpłaciłem się delikatnym uśmiechem.
- Cześć piękna. - szepnąłem ochryple – Nie gorąco ci? - zapytałem, widząc, że jest opatulona kołdrą.
Pokręciła głową i mocniej schowała się po grubą, puszystą powłoką tak, jakby mówiła - „Jest mi zimno Harry”.
- Przytuliłbym cię... Ale nie mogę. - szepnąłem, a ona pokręciła głową.
To chyba znaczyło „nic nie szkodzi”, ale wolałem teraz nad tym nie myśleć.
- Spałaś? - zadawałem kolejne pytania.
Pokręciła przecząco głową i zaciągnęła się powietrzem. Zakaszlała delikatnie, ale po chwili przestała. Jej blade policzki był zapadnięte, a dotychczas pełne wargi puste i bez wyrazu. Wyglądały tak, jakby wręcz pragnęły pocałunku, który pobudziłby je do życia.
- Ja tak... Trochę. Już nie długo stąd wyjdziemy. - zapewniłem ją – A wtedy pokażesz mi się w sukience, którą ci kupiłem, okej? - zapytałem, a ona kiwnęła niepewnie głową.
Uśmiechnąłem się.
- Jak tylko pielęgniarki pozwolą mi wstać, to przyjdę do ciebie i będę cię przytulał tak długo, aż nie zaśniesz księżniczko. Ze mną nic ci nie grozi... Ja wiem, że nie udało mi się w pełni cię uchronić, ale obiecuje, od teraz wszystko się zmieni. Jego już nie ma, nikt cię nie skrzywdzi. - zapewniłem i posłałem jej krzywy, nieco smutny uśmiech.
Wyciągnęła rękę spod kołdry i delikatnie odchyliła maskę.
- Jest w porządku Harry... Kocham cię. - szepnęła, a ja uśmiechnąłem się delikatnie na te słowa.
- Ja też cię kocham. - odparłem, a po moim policzku pociekła łza.

~

Wczesnym popołudniem pielęgniarka odłączyła mnie od kroplówki i przyprowadziła mi wózek po wielu namowach. Gdy na nim usiadłem, poczułem, że chyba zaraz popędzę przed siebie wprost na łóżko Liv. Lecz zamiast tego powoli podjechałem do niej i położyłem łokcie na jej materacu, a wraz z nimi splątane ze sobą ręce.
- Po lunchu Louis do nas wpadnie. Ma badania kontrolne, chcą go wypisać. - szepnąłem i przejechałem palcami po szwie.
Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się delikatnie. Nie miała już maski. Badania wyszły dobrze, nie miała zapalenia płuc, po prostu się odwodniła. Ale chyba teraz było z nią lepiej, bo gdy była podłączona do kroplówki jej policzki znowu nabrały rumianego koloru. Gładziłem jeden z nich wierzchem dłoni, gdy nagle usłyszałem donośny głos kobiety, która z wózkiem pełnym tac weszła do środka.
- Lunch przyniesłam. - westchnęła, a Liv uśmiechnęła się mimo woli. Kochałem, gdy się uśmiechała – Dla ciebie. - podała mi tackę – I dla ciebie. - położyła tackę Liv tuż obok jej nóg. - Smaczego. - mruknęła i opuściła salę tak szybko jak przyszła.
- Sałatka owocowa? - skrzywiłem się, gdy zajrzałem pod wieko tacki.
Liv oblizała wargi.
- Lubię. - wyciągnęła ręce nieporadnie stronę swojej tacki.
Odstawiłem mój lunch na stolik i podałem jej talerz, która podniosłem z tacki. Przyjrzała się owocom.
- Arbuz... Kocham arbuza. - szepnęła i uśmiechnęła się szeroko – Nie wiedziałam, że w szpitalach dają arbuzy.
Uśmiechnąłem się pokazując szereg swoich białych zębów. Taki zwykły, martwy owoc a daje tyle radości i szczęścia.
Kto by pomyślał.
Podałem Liv widelec, a ona zaczęła jeść. Powoli przeżuwała każdy kęs. Ja nawet nie tknąłem swojej porcji, oddałem ją Olivii. Moją sałatkę również zjadła, a gdy skończyła spojrzała na mnie z dziwną miną.
- Przepraszam, straszny ze mnie obżartuch.
- Byłaś głodna, to normalne. Chcesz może pić? - zapytałem, sięgając po plastikowy kubek stojący na szafce oraz butelkę wody tuż obok niego.
Kiwnęła głową i wtuliła plecy w uniesiony automatycznie materac łóżka. Od pasa w dół przykryta była kołdrą. Może to i lepiej? Nie bardzo chciałem oglądać jej poparzone nogi... Ale nie z obrzydzenia.
Z rozpaczy.
Nalałem jej wody i podałem kubek do jej drżących od rana rąk. Mówiła, że nie może tego opanować. Wypiła cały kubek i odstawiła go na szafkę. Patrzyła przez dłuższy czas w moje oczy i po chwili chwyciła mój podbródek dłonią.
- Pocałuj mnie Harry... - wszeptała błagalnie, a jej oddech owiał moją twarz delikatną, chłodną mgiełką.
- Już myślałem że nie poprosisz. - szepnąłem i delikatnie uniosłem się na wózku, złączając nasze wargi.

* * *

(Olivia)
Wróciło szczęście, gdy dotknęłam ustami jego rozgrzane wargi. Smutek poszedł w zapomnienie, byłam tylko ja i Harry. On całował tak idealnie. Nie mogłam się powstrzymać i wsunęłam język pomiędzy jego wargi. Pocałunek przybrał tym samym na sile, lecz Harry zakończył go niespodziewanie.
- Przepraszam... - usiadł i złapał się za policzek – Ale jeszcze nieco boli mnie szczęką. - szepnął.
- Nie szkodzi. - powiedziałam i wyciągnęłam ku niemu dłoń.
Położyłam ją na jego policzku i opuszkami palców gładziłam szwy.
- Zostanie ci blizna. - szepnęłam, a on odwrócił wzrok.
- Wiem.
- Już ją kocham. - odparłam, przyciągnęłam palce do ust, pocałowałam je i ponownie pogładziłam ranę.
Uśmiechnął się delikatnie, ale nagle dostrzegłam cień niskiej sylwetki w drzwiach. Odsunęłam rękę i spojrzałam na osobnika, stojącego w progu. To nie mógł być Louis, za niski... Lub, jak się okazało, za niska. Starsza kobieta trzymała w dłoniach bukiet kwiatów, które tak dobrze znałam.
To była Betty.


Hhihihihih, niegrzeczny Stajls, składa nie prawdziwe zeznaniaaa. Tak samo Lułi. Ale wiecie, nie chcemy Harrego w kiciu. 
HIV MOMENTS AOUSHKAUSFKLAYHFO
Biedna Liv no.
Leżałam sobie w łóżku i płakałam jak nad tym myślałam, bo to moim zdaniem to, że Harry pobiegł do niej w szpitalu było takie urocze w chuj :)
Jejku kocham was tak mocno, wiecie? Najbardziej na świecie pysie. 
Um... I wiem, że moje FF nigdy nie będzie takie jak Chills czy Dark, zawsze będzie gorsze, o wiele gorsze, ale dziękuje że czytacie, to znaczy dla mnie tak wiele :')


Moje ”Gravers” <3 



Następny rozdział postaram się dodać we wtorek.

Wiem, że ten jest słabyyy, przepraszam. 


ALSKFHISDHGILSHGILHSILGHSHGS KTO CZYTA KNOCKOUTA?



"-Bo."


KURWA WTEDY UMARŁAM.

12 komentarzy:

  1. Super <3
    Normalnie kocham to ff
    Nie mogę sie doczekać next :D

    OdpowiedzUsuń
  2. tak cudowny ! płakałam ze wzruszenia :) aż nie mogę się doczekać co będzie w następnym xx / @lavmyheroes

    OdpowiedzUsuń
  3. Harry jest taki kochany no nie mogę jeju aż mam łzy w oczach kocham tak bardzo to ff :) Czekam z niecierpliwością na wtorek :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten rozdział nie jest słaby jest boski
    Jest taki sloooodki i uroczy

    OdpowiedzUsuń
  5. Awawaw *-* cud, miód, malina, normalnie sama słodycz *-* oczywiście były też momenty wzruszające :') tak więc ideał :') nom jak dobrze pamiętam to pisałaś że rozdział będzie za tydzień :) pierwszy raz w życiu widzę trzy dniowy tydzień haha XD och... kocham HIV jest taki piękny :') dobra dobra koniec tego dobrego ale przed jednym się nie powstrzymam
    KOCHAM CIĘ I TO FF XD
    PRZEPRASZAM ŻE PRZEZ JAKIŚ CZAS NIE DODAWAŁAM KOMENTARZY ALE COŚ MI SIĘ SPSUŁO I PO PRO ST NIE MOGŁAM XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham cie. Czytam od poczatku, ale teraz dopiero komentuje. Kocham ten fanfic.

    OdpowiedzUsuń
  7. boski,boski i jeszcze raz boski!
    Kiedy będzie next?
    pozdrawiam
    @KarolinaBar1

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham kocham kocham

    OdpowiedzUsuń
  9. OMG PŁACZE !! Przepraszam, że wcześniej nie skomentowałam jestem okropna wiem ale ahdjkahsfdkjhas ♥♥♥ KOCHAM TO <3 i wgl jak dobrze, że są razem ale ja mam przeczucie że to nie koniec, że to był dopiero początek, że ty tak to zrobisz i oni jeszcze 81278123 razy będą mieli szczęśliwe momenty po tragediach ♥♥♥ płakać mi się chce jak pomyśle że to miałoby się skończyć :<<<< dobra rozpisałam się sorki :D kocham ♥
    @trouvdag

    OdpowiedzUsuń
  10. piękne, po prostu piękne. Przepraszam, że nie komentuje każdego rozdziału. Misia jak gorsze jak słabe? Wiadomo, że Dark i Cold są dobre, ale nie możesz mówić, że jesteś gorsza. Jesteś zajebista i kocham czytać twoje rozdziały. Nie wyobrażam sobie tego jak skończy się ten ff co ja zrobię? Pozdrawiam, kochana <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja chce 29 TERAZ

    OdpowiedzUsuń
  12. <3 sorry że tak długo mnie nie było XD @wilk_ julia

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K