W
rozdziale pojawiają się sceny brutalne oraz takie, które są
przekazane dla ludzi o wieku +18 (I tak to przeczytacie zboczuszki).
Czytasz na własną odpowiedzialność .
Przeglądając
ubrania na wieszakach zastanawiałam się, czy aby na pewno dobrze
robię, wkładając do koszyka sukienkę za 30 funtów.
Kiedy tylko
wypatrzyłam ją wśród wiszących na wieszakach sukienek, od razu
wiedziałam, że to sukienka idealna. Oglądałam się w niej chyba
pół godziny w przymierzalni, z zachwytem patrząc na swoje oblicze
w lustrze. Czarny, śliski materiał bardzo przyjemnie gładził moje
ciało przy każdym ruchu podczas oglądania się w przymierzalni
mimo to, że sukienka sięgała mi zaledwie do połowy uda. Jej
wyzywający wygląd tylko potęgował mój seksapil. Adam nigdy nie
zgodziłby się, żebym kupiła taką sukienkę, lecz nigdy takiej
nie miałam, więc kiedyś musi być ten pierwszy raz, prawda?
Moje ręce
zatrzymały się gwałtownie na białym sweterku wiszącym na szarym
końcu licznych wieszaków z ubraniami. Był piękny. Miękki i
delikatny w dotyku. Od razu zapragnęłam go kupić. Chwyciłam
wieszak w ręce i od razu go odwiesiłam. Jego wygląd mnie
zauroczył, ale jego cena wstrząsnęła mną dogłębnie, nie dając
mi innego wyboru, niż odwieszenie go i danie sobie spokoju z jego
kupnem.
45 funtów.
Nie rozumiałam,
jak zwykłe, bawełniany sweterek może być droższy od czarnej,
eleganckiej sukienki. Zdawało się to totalnym absurdem, który
zamieszał mi w głowie. Nie wiedziałam, co mam zrobić, oczarowana
białym, mięciutkim zupełnie jak futerko Sparkle futerkiem. Mimo to
moja dłoń sięgała po sweterek w zawrotnym tempie, ale zanim
znalazła się na miękkim materiale, cofnęłam ją. Coś od środka
mnie uderzyło. Po co mam wydawać 75 funtów za sukienkę i sweter
skoro mogę kupić za to... o wiele więcej ubrań w tańszym
sklepie. Westchnęłam i ruszyłam do wieszaka na sukienki.
Odwiesiłam czarny ideał, który tak bardzo chciałam mieć, a już
po chwili odstawiłam koszyk na miejsce. Wyszłam ze sklepu ze
spuszczoną głową przeklinając moją sytuację finansową.
Ruszyłam w stronę jakiejś taniej sieciówki w centrum handlowym.
* * *
(Harry)
Obserwowałem
jej drobną sylwetkę w sklepie zza działu męskiego. Na szczęście
udało mi się ją znaleźć, mimo, było to nie lada wyzywanie.
Wizyta Nialla zupełnie wytrąciła mnie z mojego szpiegowskiego
stylu życia i dała wiele na ten temat do myślenia... Zastanawiałem
się, czy aby na pewno dobrze robię, dając Olivi tą ochronę.
Życie Tomlinson cały czas wisiało na włosku, a ja chyba tylko
ciągnąłem go za nogi w dół, żeby się tego włoska puścił.
Cholera jasna, dlaczego ja zawsze muszę być w takich tarapatach?
Kiedy
opuściła sklep, powoli i niepewnie wszedłem do damskiego działu i
rozejrzałem się dookoła upewniając się, że nikt mnie nie
obserwuje. Zanurzyłem rękę w kieszeń mojej skurzanej kurtki i
wymacałem kilka banknotów, których i tak miałem coraz mniej, gdy
Niall wyrzucił mnie z pracy w strzelnicy. Zgniotłem je w pięści i
wyjąłem z kieszeni. Spojrzałem na nie i zacząłem odczytywać
nominały. Naliczyłem 50 funtów. Dużą dłonią wyjąłem ze
skupiska ubrań wieszak z czarną sukienką i szybko podszedłem do
kasy, cały czas rozglądając się na boki. Na szczęście moje
ruchy były tak szybkie, że nikt nie zwrócił większej uwagi na
faceta grzebiącego w damskich sukienkach. Dopiero przy ladzie
kobieta za nią patrzyła się na mnie jak na jakiegoś transwestytę,
a ja miałem ochotę jej nagadać. Stałem tak i czekałem, jak
kobieta z a plakietką „uczę się” na koszulce skasuje moje
zakupy. Zdjąłem z głowy beanie czując delikatnie swędzenie na
głowie. Moje loki uwolniły się spod brązowej czapki, zasłaniając
mi całkowicie pole widzenia. Delikatnie zarzuciłem włosy na bok
mojej twarzy szybkim machnięciem głową i podrapałem się po niej.
Odruchowo dłonią przerzuciłem włosy z czoła na czubek głowy.
Gdy znowu przeniosłem wzrok na kasjerkę, wpatrywała się we mnie z
rozchylonymi wargami, ściskając sukienkę w palcach.
-
Ekhem... - mruknąłem, kiedy nie robiła nic oprócz wpatrywania się
w moją twarz, tors, i inne części ciała po kolei.
Jej oczy
wyglądały tak, jakby miały zaraz wypaść z orbit.
Potrząsnęła
delikatnie swoimi blond włosami próbując zrobić na mnie
jakiejkolwiek wrażenie i „ukradkiem” rozpięła górny guzik
swojej roboczej koszuli z logiem sklepu tuz nad prawdą piersią. Jej
średniej wielkości dekolt nie zrobił na mnie większego wrażenia,
wręcz zauważyłem, że stanik nosiła o wiele za duży.
Przerzuciłem szybko wzrok nie chcąc dać jej jebanej satysfakcji i
trzymałem go na czarnej sukience, która już po chwili znajdowała
się w reklamówce. Dziewczyna podała mi ją, posyłając mi
szeroki uśmiech. Zapłaciłem większością mojej gotówki, po czym
wziąłem od niej paragon zgniatając go i chowając do kieszeni.
-
Dzięki. - rzuciłem tylko, a mój głos był bardziej ochrypły niż
zwykle.
Skoro
ona chciała ze mną poflirtować, postanowiłem nieco namieszać jej
w głowie. Nie czułem pomiędzy nami żadnej chemii, nawet iskierki,
lecz mimo to, przyda mi się odrobina rozrywki, czyż nie?
Blondynka
nabrała powietrze, gdy przybliżyłem się do jej twarzy i
chuchnąłem na jej usta moim miętowym oddechem. Kilkakrotnie
zachłysnęła się powietrzem, a gdy przybliżyła swoją twarz do
mojej zaciągając się zapachem moich usta ja zaśmiałem się
szyderczo.
- Co jak
co, ale tak łatwej do zmanipulowania dziewczyny jak ty to jeszcze
nie widziałem. Desperatka. - prychnąłem i odwróciłem się na
pięcie.
Opuściłem
szybko sklep i wyciągnąłem z kieszeni spodni telefon. Liv była w
Denim Shop, dość niedaleko stąd. Kilka długich kroków
wystarczyło bym znalazł się pod sklepem i dostrzegł ją w nim,
oglądającą jeansy tuz przy wejściu.
Skryłem
się za ścianą i obserwowałem ją przez przeszkloną witrynę
sklepową. Miałem zamiar dostarczyć jej jakoś sukienkę... I chyba
nawet wiedziałem jak.
* * *
(Niall)
-
Oh, Louis, spójrz co tu mam. - powiedziałem, spoglądając to na
związanego w kącie piwnicy Tomlinsona, to na papierosa w mojej
dłoni.
Brunet
spojrzał na mnie swoimi zaczerwienionymi oczyma i zacisnął szczękę
wiedząc, co go za chwilę czeka. Jego tors był całkiem nagi, co
tylko ułatwiało mi zadawanie mu bólu.
-
Dlaczego? Co ci tym razem zrobiłem? - wysyczał i zaczął się
wierzgać, próbując uwolnić pozdzierane nadgarstki i kostki z
grubych lin.
Eric
i ten nowy którego ostatnio zatrudniłem... Jak mu tam... No tak,
Gregory. Eric i Gregory złapali go za barki i usadzili w pionie.
Zaciągnąłem się odpalonym papierosem, ukucnąłem i wypuściłem
dym prosto w posiniaczona i poranioną od ciągłego bicia twarz
Tomlinsona. Skurczył się pode mną jak dziecko i zakaszlał
bezsilnie. 2 dniowy, karny brak jakichkolwiek płynów dawał się we
znaki jego gardłu, które nie było w stanie znieść drapiącego
dymu. Zaśmiałem się tryumfalnie wiedząc, że to ja jestem górą,
że wobec mnie ten knypek nie ma żadnych szans.
W
końcu postanowiłem odpowiedzieć mu na pytanie mimo tego, że już
wolałem przejść do sedna sprawy, czyli zadawania bólu i
patrzenia, jak krzyczy i błaga o litość.
-
Cóż, Louis... Nie, to nie ty jesteś tu problemem. Tym razem Harry
zawinił.
Tomlinson
spojrzał na mnie i zdawało mi się, że ciemne półksiężyce pod
jego oczami powiększyły się nieznacznie.
-
Harry... Co? Jak to Harry? On nie ma z tym nic wspólnego! -
krzyknął, za co oberwał w twarz.
Szkarłatna
krew z jego świeżo rozciętego policzka zabrudziła moje srebrne
sygnety. Warknąłem gardłowo, ale nie zdjąłem pierścionków
wiedząc, że jeszcze mi się dziś przydadzą.
-
Cóż... Harry, i jego wielkie serce – zrobiłem znak cudzysłowu w
powietrzu – postanowili spłacić twój dług pracując dla mnie...
Cóż, nie mówię, że nie naprowadziłem go na tę myśl.
Louis
spojrzał na mnie. Ściskałem pomiędzy dwoma palcami lewej ręki
papierosa. Czekałem na jakieś jego słowo, ale doczekałem się
tylko tego, że Louis napluł na moją twarz minimalną ilością
śliny, którą był w stanie wyprodukować jego odwodniony organizm.
Obudził smoka.
Jednak
smok ujawniał się stopniowo. Przetarłem ostentacyjnie twarz z jego
ohydnej śliny i strzepnąłem dłoń. Lepka ciecz ściekła na
podłogę. Zaciągnąłem się papierosem, wkładając filtr do ust,
żeby chociaż na chwilę ukoić moją i tak mało widoczną
wściekłość. Wypuściłem dym nosem, a Tomlinson znowu zaczął
kaszleć. Dawało mi to tak cholerną satysfakcję.
Klatka
piersiowa Tomlinsona nienaturalnie się wypięła, więc
wykorzystałem sytuację. Przyłożyłem rozżarzony papieros do jego
lewej piersi. Louis chyba dopiero po chwili zorientował się z tego
faktu. Jego ciałem wstrząsnął wrzask, a z jego związanych kostek
pociekła krew od nagłych szarpnięć nogami. Odsunąłem fajkę od
jego torsu i strzepnąłem wypalony tytoń, odsłaniając kolejną,
gorącą jego warstwę. Louis, nadal wygięty w łuk z bólu kusił
mnie niemiłosiernie. Ponownie przyłożyłem papierosa do jego
torsu, tym razem na prawej piersi. Krzyczał tak nieznośnie i z
każdym szarpnięciem powiększał rany na kostkach i nadgarstkach.
Gregory patrzył na to z przymkniętymi oczyma, coraz luźniej
zaciskając dłonie na jego ramieniu.
-
Nie maż się, jesteś babą czy mężczyzną? - syknąłem do
niego, wyrzucając papierosa gdzieś w bok.
Tomlinson
odetchnął z ulgą, a jego mięśnie delikatnie rozluźniły się.
Dwa bolesne poparzenia na jego klatce piersiowej był okalane czarnym
popiołem z papierosa. Gregory otworzył szeroko oczy i spojrzał na
mnie.
-
No dalej, kopnij go. Do woli. - powiedziałem, żeby jakoś dodać
nowemu... Otuchy?
Wstałem
i odsunąłem go od ramienia Tomlinsona i sam je chwyciłem, z
ogromną siłą. Louis krzyknął, kiedy boleśnie wykręciłem mu
rękę z szyderczym uśmiechem na ustach. Jego krzyk był symfonia dla moich
uszu.
Gregory
stanął obok Louisa i chyba od razu się rozkręcił, bo wymierzył
mu mocnego kopniaka pomiędzy lekko rozchylone nogi.
Krzyk
Louisa rozdarł piwnicę starego magazynu, a ja byłem prawie pewny,
że już nie będzie mógł mieć dzieci.
*
* *
(Olivia)
Wróciłam
do domu, z torbą pełna najtańszych ciuchów, jakie udało mi się
znaleźć. Przetarłam wilgotne od potu czoło i starannie zamknęłam
za sobą ciężkie, drewniane drzwi. Co dziwne, nie zobaczyłam
nigdzie Sparkle. Kuweta była pusta i nigdzie nie widziałam żadnych
uszkodzeń czy zadrapań na ścianach. Poszłam do sypialni. Kotki
nie było też tam. Nie spała ani na moim łóżku ani na swoim
legowisku. Westchnęłam. Pewnie siedzi gdzieś w jakimś kącie i
drapie moje kapcie, których zresztą też nie znalazłam przy
drzwiach, gdzie zawsze leżały.
Szybki
prysznic w łazience postawił mnie na nogi, a zapach lawendowego,
tak samo jak moje ukochane mydło, żelu pod prysznic dało ukojenie
moim zszarganym nerwom. Przetarłam wilgotne ciało ręcznikiem i
wysuszyłam włosy. Stałam naga przed lustrem a gorące powietrze z
suszarki przyjemnie muskało moje średniej wielkości piersi. Moje
sutki stwardniały nim się obejrzałam, a po ciele przeszedł
przyjemny dreszcz. Przełączyłam powietrze z suszarki na
chłodniejszym tryb i nakierowałam je na moje piersi. Przyjemne
uczucie rozchodzące się po moim ciele dawało mi jeszcze większą
ulgę i wprowadzało w błogostan. Przez chwilę moja ręką masowała
prawą pierś, lecz po chwili zsunęła się na moje podbrzusze.
Skóra zjeżyła się tam błyskawicznie gęsią skórką, tak, jakby
już wiedziała, co mam zamiar zrobić. Przygryzłam wargę i moja
dłoń wsunęła się pomiędzy moje uda, które delikatnie
rozchyliłam. Pozwoliłam ponieść się tej chwili i dać sobie
odrobinę przyjemność. Delikatnie masowałam palcami mój czuły
punkt pomiędzy nogami, cicho pomrukując z przyjemności. Wyłączyłam
suszarkę i odłożyłam ja na zlew. Postanowiłam skupić myśli
wyłącznie na moich dłoniach i rozpalonym ciele. Jedną dłonią
pieściłam łechtaczkę a drugą prawą pierś, ściskając ją
lekko w stałym rytmie. Po kilku minutach intymnych pieszczot
poczułam wilgoć na mojej kobiecości i wsunęłam w siebie palec,
drżąc z podniecenia.
Cały
czas myślałam o Harrym.
~
Wyszłam
z łazienki już ubrana, lecz nogi nadal mi się trzęsły po krótkim
i spontanicznym, ale za to rozprężającym uniesieniu. Nie sądziłam,
że samo myślenie o idealnych, ale jakże przerażających rysach
Harrego tak mnie... podnieci?
Wilgotne
włosy splotłam w warkocz i ostrożnie stawiałam każdy krok, bo
nadal nie wiedziałam, gdzie podziewa się Sparkle. Spojrzałam
przelotnie na drzwi wejściowe upewniając się, że są zamknięte i
weszłam do kuchni. Spojrzałam an blat, żeby chociaż przez chwilę
popatrzeć na butelkę mojego ukochanego wina, ale niestety – nie
było jej tam. Zdezorientowana zaczęłam się nerwowo rozglądać w
poszukiwaniu włamywacza lub kogoś w tym rodzaju, ale zobaczyłam
tylko Sparkle.
Nie
było by to nic dziwnego, gdyby nie fakt, że leżała martwa z
wyciągniętymi ku górze łapkami w kałuży wina. Butelka była
zbita, a małe kawałeczki szkła rozsypały się po kuchni. Mijając
je podbiegłam do kotki, a łzy napłynęły do moich oczu. Myślałam,
że to upadająca butelką ją... Zabiła, ale nie dostrzegłam na
jej futerku ani ciałku żadnych ran, ani kropli krwi. Jedynie kałuże
wina. Przyjrzałam się Sparkle dokładniej, i dostrzegłam, że
futerko przy jej pyszczku jest wilgotne i lekko żółtawe.
Zbiła
butelkę i wypiła wino.
Nie
wiem, co w nim było, ale byłam pewna, że to coś chciało mnie
zabić. Najgorsze było to, że wino było od Nialla. Czy on... Nie.
To nie może być prawda. Zaczęłam gorzko płakać, lecz po chwili
uświadomiłam sobie jedno – skąd mam wiedzieć, że wino nie
szkodzi kotom? Wstała z podłogi i pobiegłam po telefon.
Wystukiwałam w internecie drżącymi palcami pytanie, jakie
siedziało mi w głowie, ale każdy portal mówił, że wino nie ma
dla kotów żadnych przeciwwskazań. Zaczęłam obgryzać paznokcie
dusząc łzy.
Niall
chciał mnie zabić?
to mój pierwszy rozdział +18 w tym opowiadaniu :D alksfjailsfhlahfilshlfahlfha oki ten rozdział jest dośc długi jak na mnie i jest taki... na święta. Następny dodam w lany poniedziałek, jeśli będzie 15 komentarzy :) Jejku dostała 4+ z matmy i się tak cieszę XD
laisilahfilshailfhailsfha
kocham was

Wow. Wow. Wow. Idk co napisać, jedno wielkie wow.
OdpowiedzUsuńGratuluję 4+ :3
O bosh swietne <33 kocham to jak piszesz xx hmm Liv, nie spodziewalam sie ;) ze zniecierpliwieniem czekam na nexta x - @emili_sd
OdpowiedzUsuńFajnie. Miło że Harry kupił jej sukienkę :D <3 żal mi Louisa a Niall to sadysta :/
OdpowiedzUsuńnie doczekam się kolejnego rozdziału..
OdpowiedzUsuńmoze wreszcie dojdzie do Liv, ze to Niall?
ciekawa jestem jak Harry przekaże jej tą sukienkę :D
Uhuhu ale fajny rozdział :3
OdpowiedzUsuńJeju jeju jeju swietne :333 kocham to <3 czekam na nn <3 kocham cie awww ;3
OdpowiedzUsuńSuper
OdpowiedzUsuńChce już next ,bo chce się dowiedzieć jak Hazz przekarze jej sukienke i w ogóle biedny Louis ,a Niall jest okropny
OdpowiedzUsuńciekawi mnie jak on jej da tą sukienkę
OdpowiedzUsuńWOW masturbacja przy rozmyślania o Harrym ciekawe hahah
OdpowiedzUsuńOj biedny kotecek
A tak wgl to genialny rozdział
OdpowiedzUsuńNiall ty brutalu
OMFG!!! wiedziałam że z tym winem jest coś nie tak :( biedna kotka :'( Niall jest okrutny :( to wszystko jest takie pff... nie wiem jak to określić :( Jezu niech ten Harry już się nią zaopiekuje :( ugh... w tym momencie szarga mną zło :( i obrzydzenie do Nialla
OdpowiedzUsuńa tak w ogóle to rozdział
ŚWIETNY, GENIALNY, SUPER, EXTRA I NIE WIEM CO JESZCZE XD
NARESZCIE zauwazyla,ze to Niall... ah.. czekam na nastepny..
OdpowiedzUsuńJeju nie wpadłam na to, że z tym winem może być coś nie tak..
OdpowiedzUsuńRozdział świetny, nie mogę doczekać się następnego !! :))
Ojeju super ;)
OdpowiedzUsuń