środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział 13


 
W rozdziale pojawiają się sceny brutalne oraz takie, które są przekazane dla ludzi o wieku +18 (I tak to przeczytacie zboczuszki). Czytasz na własną odpowiedzialność .

Przeglądając ubrania na wieszakach zastanawiałam się, czy aby na pewno dobrze robię, wkładając do koszyka sukienkę za 30 funtów.
Kiedy tylko wypatrzyłam ją wśród wiszących na wieszakach sukienek, od razu wiedziałam, że to sukienka idealna. Oglądałam się w niej chyba pół godziny w przymierzalni, z zachwytem patrząc na swoje oblicze w lustrze. Czarny, śliski materiał bardzo przyjemnie gładził moje ciało przy każdym ruchu podczas oglądania się w przymierzalni mimo to, że sukienka sięgała mi zaledwie do połowy uda. Jej wyzywający wygląd tylko potęgował mój seksapil. Adam nigdy nie zgodziłby się, żebym kupiła taką sukienkę, lecz nigdy takiej nie miałam, więc kiedyś musi być ten pierwszy raz, prawda?
Moje ręce zatrzymały się gwałtownie na białym sweterku wiszącym na szarym końcu licznych wieszaków z ubraniami. Był piękny. Miękki i delikatny w dotyku. Od razu zapragnęłam go kupić. Chwyciłam wieszak w ręce i od razu go odwiesiłam. Jego wygląd mnie zauroczył, ale jego cena wstrząsnęła mną dogłębnie, nie dając mi innego wyboru, niż odwieszenie go i danie sobie spokoju z jego kupnem.
45 funtów.
Nie rozumiałam, jak zwykłe, bawełniany sweterek może być droższy od czarnej, eleganckiej sukienki. Zdawało się to totalnym absurdem, który zamieszał mi w głowie. Nie wiedziałam, co mam zrobić, oczarowana białym, mięciutkim zupełnie jak futerko Sparkle futerkiem. Mimo to moja dłoń sięgała po sweterek w zawrotnym tempie, ale zanim znalazła się na miękkim materiale, cofnęłam ją. Coś od środka mnie uderzyło. Po co mam wydawać 75 funtów za sukienkę i sweter skoro mogę kupić za to... o wiele więcej ubrań w tańszym sklepie. Westchnęłam i ruszyłam do wieszaka na sukienki. Odwiesiłam czarny ideał, który tak bardzo chciałam mieć, a już po chwili odstawiłam koszyk na miejsce. Wyszłam ze sklepu ze spuszczoną głową przeklinając moją sytuację finansową. Ruszyłam w stronę jakiejś taniej sieciówki w centrum handlowym.

* * *

(Harry)
Obserwowałem jej drobną sylwetkę w sklepie zza działu męskiego. Na szczęście udało mi się ją znaleźć, mimo, było to nie lada wyzywanie. Wizyta Nialla zupełnie wytrąciła mnie z mojego szpiegowskiego stylu życia i dała wiele na ten temat do myślenia... Zastanawiałem się, czy aby na pewno dobrze robię, dając Olivi tą ochronę. Życie Tomlinson cały czas wisiało na włosku, a ja chyba tylko ciągnąłem go za nogi w dół, żeby się tego włoska puścił. Cholera jasna, dlaczego ja zawsze muszę być w takich tarapatach?
Kiedy opuściła sklep, powoli i niepewnie wszedłem do damskiego działu i rozejrzałem się dookoła upewniając się, że nikt mnie nie obserwuje. Zanurzyłem rękę w kieszeń mojej skurzanej kurtki i wymacałem kilka banknotów, których i tak miałem coraz mniej, gdy Niall wyrzucił mnie z pracy w strzelnicy. Zgniotłem je w pięści i wyjąłem z kieszeni. Spojrzałem na nie i zacząłem odczytywać nominały. Naliczyłem 50 funtów. Dużą dłonią wyjąłem ze skupiska ubrań wieszak z czarną sukienką i szybko podszedłem do kasy, cały czas rozglądając się na boki. Na szczęście moje ruchy były tak szybkie, że nikt nie zwrócił większej uwagi na faceta grzebiącego w damskich sukienkach. Dopiero przy ladzie kobieta za nią patrzyła się na mnie jak na jakiegoś transwestytę, a ja miałem ochotę jej nagadać. Stałem tak i czekałem, jak kobieta z a plakietką „uczę się” na koszulce skasuje moje zakupy. Zdjąłem z głowy beanie czując delikatnie swędzenie na głowie. Moje loki uwolniły się spod brązowej czapki, zasłaniając mi całkowicie pole widzenia. Delikatnie zarzuciłem włosy na bok mojej twarzy szybkim machnięciem głową i podrapałem się po niej. Odruchowo dłonią przerzuciłem włosy z czoła na czubek głowy. Gdy znowu przeniosłem wzrok na kasjerkę, wpatrywała się we mnie z rozchylonymi wargami, ściskając sukienkę w palcach.
- Ekhem... - mruknąłem, kiedy nie robiła nic oprócz wpatrywania się w moją twarz, tors, i inne części ciała po kolei.
Jej oczy wyglądały tak, jakby miały zaraz wypaść z orbit.
Potrząsnęła delikatnie swoimi blond włosami próbując zrobić na mnie jakiejkolwiek wrażenie i „ukradkiem” rozpięła górny guzik swojej roboczej koszuli z logiem sklepu tuz nad prawdą piersią. Jej średniej wielkości dekolt nie zrobił na mnie większego wrażenia, wręcz zauważyłem, że stanik nosiła o wiele za duży. Przerzuciłem szybko wzrok nie chcąc dać jej jebanej satysfakcji i trzymałem go na czarnej sukience, która już po chwili znajdowała się w reklamówce. Dziewczyna podała mi ją, posyłając mi szeroki uśmiech. Zapłaciłem większością mojej gotówki, po czym wziąłem od niej paragon zgniatając go i chowając do kieszeni.
- Dzięki. - rzuciłem tylko, a mój głos był bardziej ochrypły niż zwykle.
Skoro ona chciała ze mną poflirtować, postanowiłem nieco namieszać jej w głowie. Nie czułem pomiędzy nami żadnej chemii, nawet iskierki, lecz mimo to, przyda mi się odrobina rozrywki, czyż nie?
Blondynka nabrała powietrze, gdy przybliżyłem się do jej twarzy i chuchnąłem na jej usta moim miętowym oddechem. Kilkakrotnie zachłysnęła się powietrzem, a gdy przybliżyła swoją twarz do mojej zaciągając się zapachem moich usta ja zaśmiałem się szyderczo.
- Co jak co, ale tak łatwej do zmanipulowania dziewczyny jak ty to jeszcze nie widziałem. Desperatka. - prychnąłem i odwróciłem się na pięcie.
Opuściłem szybko sklep i wyciągnąłem z kieszeni spodni telefon. Liv była w Denim Shop, dość niedaleko stąd. Kilka długich kroków wystarczyło bym znalazł się pod sklepem i dostrzegł ją w nim, oglądającą jeansy tuz przy wejściu.
Skryłem się za ścianą i obserwowałem ją przez przeszkloną witrynę sklepową. Miałem zamiar dostarczyć jej jakoś sukienkę... I chyba nawet wiedziałem jak.


* * *
(Niall)
- Oh, Louis, spójrz co tu mam. - powiedziałem, spoglądając to na związanego w kącie piwnicy Tomlinsona, to na papierosa w mojej dłoni.
Brunet spojrzał na mnie swoimi zaczerwienionymi oczyma i zacisnął szczękę wiedząc, co go za chwilę czeka. Jego tors był całkiem nagi, co tylko ułatwiało mi zadawanie mu bólu.
- Dlaczego? Co ci tym razem zrobiłem? - wysyczał i zaczął się wierzgać, próbując uwolnić pozdzierane nadgarstki i kostki z grubych lin.
Eric i ten nowy którego ostatnio zatrudniłem... Jak mu tam... No tak, Gregory. Eric i Gregory złapali go za barki i usadzili w pionie. Zaciągnąłem się odpalonym papierosem, ukucnąłem i wypuściłem dym prosto w posiniaczona i poranioną od ciągłego bicia twarz Tomlinsona. Skurczył się pode mną jak dziecko i zakaszlał bezsilnie. 2 dniowy, karny brak jakichkolwiek płynów dawał się we znaki jego gardłu, które nie było w stanie znieść drapiącego dymu. Zaśmiałem się tryumfalnie wiedząc, że to ja jestem górą, że wobec mnie ten knypek nie ma żadnych szans.
W końcu postanowiłem odpowiedzieć mu na pytanie mimo tego, że już wolałem przejść do sedna sprawy, czyli zadawania bólu i patrzenia, jak krzyczy i błaga o litość.
- Cóż, Louis... Nie, to nie ty jesteś tu problemem. Tym razem Harry zawinił.
Tomlinson spojrzał na mnie i zdawało mi się, że ciemne półksiężyce pod jego oczami powiększyły się nieznacznie.
- Harry... Co? Jak to Harry? On nie ma z tym nic wspólnego! - krzyknął, za co oberwał w twarz.
Szkarłatna krew z jego świeżo rozciętego policzka zabrudziła moje srebrne sygnety. Warknąłem gardłowo, ale nie zdjąłem pierścionków wiedząc, że jeszcze mi się dziś przydadzą.
- Cóż... Harry, i jego wielkie serce – zrobiłem znak cudzysłowu w powietrzu – postanowili spłacić twój dług pracując dla mnie... Cóż, nie mówię, że nie naprowadziłem go na tę myśl.
Louis spojrzał na mnie. Ściskałem pomiędzy dwoma palcami lewej ręki papierosa. Czekałem na jakieś jego słowo, ale doczekałem się tylko tego, że Louis napluł na moją twarz minimalną ilością śliny, którą był w stanie wyprodukować jego odwodniony organizm. Obudził smoka.
Jednak smok ujawniał się stopniowo. Przetarłem ostentacyjnie twarz z jego ohydnej śliny i strzepnąłem dłoń. Lepka ciecz ściekła na podłogę. Zaciągnąłem się papierosem, wkładając filtr do ust, żeby chociaż na chwilę ukoić moją i tak mało widoczną wściekłość. Wypuściłem dym nosem, a Tomlinson znowu zaczął kaszleć. Dawało mi to tak cholerną satysfakcję.
Klatka piersiowa Tomlinsona nienaturalnie się wypięła, więc wykorzystałem sytuację. Przyłożyłem rozżarzony papieros do jego lewej piersi. Louis chyba dopiero po chwili zorientował się z tego faktu. Jego ciałem wstrząsnął wrzask, a z jego związanych kostek pociekła krew od nagłych szarpnięć nogami. Odsunąłem fajkę od jego torsu i strzepnąłem wypalony tytoń, odsłaniając kolejną, gorącą jego warstwę. Louis, nadal wygięty w łuk z bólu kusił mnie niemiłosiernie. Ponownie przyłożyłem papierosa do jego torsu, tym razem na prawej piersi. Krzyczał tak nieznośnie i z każdym szarpnięciem powiększał rany na kostkach i nadgarstkach. Gregory patrzył na to z przymkniętymi oczyma, coraz luźniej zaciskając dłonie na jego ramieniu.
- Nie maż się, jesteś babą czy mężczyzną? - syknąłem do niego, wyrzucając papierosa gdzieś w bok.
Tomlinson odetchnął z ulgą, a jego mięśnie delikatnie rozluźniły się. Dwa bolesne poparzenia na jego klatce piersiowej był okalane czarnym popiołem z papierosa. Gregory otworzył szeroko oczy i spojrzał na mnie.
- No dalej, kopnij go. Do woli. - powiedziałem, żeby jakoś dodać nowemu... Otuchy?
Wstałem i odsunąłem go od ramienia Tomlinsona i sam je chwyciłem, z ogromną siłą. Louis krzyknął, kiedy boleśnie wykręciłem mu rękę z szyderczym uśmiechem na ustach. Jego krzyk był symfonia dla moich uszu.
Gregory stanął obok Louisa i chyba od razu się rozkręcił, bo wymierzył mu mocnego kopniaka pomiędzy  lekko rozchylone nogi.
Krzyk Louisa rozdarł piwnicę starego magazynu, a ja byłem prawie pewny, że już nie będzie mógł mieć dzieci.


* * *

(Olivia)
Wróciłam do domu, z torbą pełna najtańszych ciuchów, jakie udało mi się znaleźć. Przetarłam wilgotne od potu czoło i starannie zamknęłam za sobą ciężkie, drewniane drzwi. Co dziwne, nie zobaczyłam nigdzie Sparkle. Kuweta była pusta i nigdzie nie widziałam żadnych uszkodzeń czy zadrapań na ścianach. Poszłam do sypialni. Kotki nie było też tam. Nie spała ani na moim łóżku ani na swoim legowisku. Westchnęłam. Pewnie siedzi gdzieś w jakimś kącie i drapie moje kapcie, których zresztą też nie znalazłam przy drzwiach, gdzie zawsze leżały.
Szybki prysznic w łazience postawił mnie na nogi, a zapach lawendowego, tak samo jak moje ukochane mydło, żelu pod prysznic dało ukojenie moim zszarganym nerwom. Przetarłam wilgotne ciało ręcznikiem i wysuszyłam włosy. Stałam naga przed lustrem a gorące powietrze z suszarki przyjemnie muskało moje średniej wielkości piersi. Moje sutki stwardniały nim się obejrzałam, a po ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Przełączyłam powietrze z suszarki na chłodniejszym tryb i nakierowałam je na moje piersi. Przyjemne uczucie rozchodzące się po moim ciele dawało mi jeszcze większą ulgę i wprowadzało w błogostan. Przez chwilę moja ręką masowała prawą pierś, lecz po chwili zsunęła się na moje podbrzusze. Skóra zjeżyła się tam błyskawicznie gęsią skórką, tak, jakby już wiedziała, co mam zamiar zrobić. Przygryzłam wargę i moja dłoń wsunęła się pomiędzy moje uda, które delikatnie rozchyliłam. Pozwoliłam ponieść się tej chwili i dać sobie odrobinę przyjemność. Delikatnie masowałam palcami mój czuły punkt pomiędzy nogami, cicho pomrukując z przyjemności. Wyłączyłam suszarkę i odłożyłam ja na zlew. Postanowiłam skupić myśli wyłącznie na moich dłoniach i rozpalonym ciele. Jedną dłonią pieściłam łechtaczkę a drugą prawą pierś, ściskając ją lekko w stałym rytmie. Po kilku minutach intymnych pieszczot poczułam wilgoć na mojej kobiecości i wsunęłam w siebie palec, drżąc z podniecenia.
Cały czas myślałam o Harrym.

~

Wyszłam z łazienki już ubrana, lecz nogi nadal mi się trzęsły po krótkim i spontanicznym, ale za to rozprężającym uniesieniu. Nie sądziłam, że samo myślenie o idealnych, ale jakże przerażających rysach Harrego tak mnie... podnieci?
Wilgotne włosy splotłam w warkocz i ostrożnie stawiałam każdy krok, bo nadal nie wiedziałam, gdzie podziewa się Sparkle. Spojrzałam przelotnie na drzwi wejściowe upewniając się, że są zamknięte i weszłam do kuchni. Spojrzałam an blat, żeby chociaż przez chwilę popatrzeć na butelkę mojego ukochanego wina, ale niestety – nie było jej tam. Zdezorientowana zaczęłam się nerwowo rozglądać w poszukiwaniu włamywacza lub kogoś w tym rodzaju, ale zobaczyłam tylko Sparkle.
Nie było by to nic dziwnego, gdyby nie fakt, że leżała martwa z wyciągniętymi ku górze łapkami w kałuży wina. Butelka była zbita, a małe kawałeczki szkła rozsypały się po kuchni. Mijając je podbiegłam do kotki, a łzy napłynęły do moich oczu. Myślałam, że to upadająca butelką ją... Zabiła, ale nie dostrzegłam na jej futerku ani ciałku żadnych ran, ani kropli krwi. Jedynie kałuże wina. Przyjrzałam się Sparkle dokładniej, i dostrzegłam, że futerko przy jej pyszczku jest wilgotne i lekko żółtawe.
Zbiła butelkę i wypiła wino.
Nie wiem, co w nim było, ale byłam pewna, że to coś chciało mnie zabić. Najgorsze było to, że wino było od Nialla. Czy on... Nie. To nie może być prawda. Zaczęłam gorzko płakać, lecz po chwili uświadomiłam sobie jedno – skąd mam wiedzieć, że wino nie szkodzi kotom? Wstała z podłogi i pobiegłam po telefon. Wystukiwałam w internecie drżącymi palcami pytanie, jakie siedziało mi w głowie, ale każdy portal mówił, że wino nie ma dla kotów żadnych przeciwwskazań. Zaczęłam obgryzać paznokcie dusząc łzy.
Niall chciał mnie zabić?

to mój pierwszy rozdział +18 w tym opowiadaniu :D alksfjailsfhlahfilshlfahlfha oki ten rozdział jest dośc długi jak na mnie i jest taki... na święta. Następny dodam w lany poniedziałek, jeśli będzie 15 komentarzy :) Jejku dostała 4+ z matmy i się tak cieszę XD

laisilahfilshailfhailsfha kocham was




15 komentarzy:

  1. Wow. Wow. Wow. Idk co napisać, jedno wielkie wow.
    Gratuluję 4+ :3

    OdpowiedzUsuń
  2. O bosh swietne <33 kocham to jak piszesz xx hmm Liv, nie spodziewalam sie ;) ze zniecierpliwieniem czekam na nexta x - @emili_sd

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie. Miło że Harry kupił jej sukienkę :D <3 żal mi Louisa a Niall to sadysta :/

    OdpowiedzUsuń
  4. nie doczekam się kolejnego rozdziału..
    moze wreszcie dojdzie do Liv, ze to Niall?
    ciekawa jestem jak Harry przekaże jej tą sukienkę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Uhuhu ale fajny rozdział :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeju jeju jeju swietne :333 kocham to <3 czekam na nn <3 kocham cie awww ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Chce już next ,bo chce się dowiedzieć jak Hazz przekarze jej sukienke i w ogóle biedny Louis ,a Niall jest okropny

    OdpowiedzUsuń
  8. ciekawi mnie jak on jej da tą sukienkę

    OdpowiedzUsuń
  9. WOW masturbacja przy rozmyślania o Harrym ciekawe hahah
    Oj biedny kotecek

    OdpowiedzUsuń
  10. A tak wgl to genialny rozdział
    Niall ty brutalu

    OdpowiedzUsuń
  11. OMFG!!! wiedziałam że z tym winem jest coś nie tak :( biedna kotka :'( Niall jest okrutny :( to wszystko jest takie pff... nie wiem jak to określić :( Jezu niech ten Harry już się nią zaopiekuje :( ugh... w tym momencie szarga mną zło :( i obrzydzenie do Nialla

    a tak w ogóle to rozdział
    ŚWIETNY, GENIALNY, SUPER, EXTRA I NIE WIEM CO JESZCZE XD

    OdpowiedzUsuń
  12. NARESZCIE zauwazyla,ze to Niall... ah.. czekam na nastepny..

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeju nie wpadłam na to, że z tym winem może być coś nie tak..
    Rozdział świetny, nie mogę doczekać się następnego !! :))

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K