czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 21

Rozdział zawiera treści przeznaczone dla osób o wieku + 18. Czytasz na własną odpowiedzialność.


Moje ciało delikatnie kołysało się w jakiś nieznany mi rytm. Zmusiłam się do uniesienia powiek, nie bardzo mając ochotę na przerywanie mojego błogiego snu. Rozejrzałam się i zadrżałam niespokojnie. Nie byłam już w sypialni. Leżałam w ramionach Harrego, który niósł mnie gdzieś delikatnie się uśmiechając. Nade mnę widziałam gołe, poranne niebo przyozdobione kilkoma znikającymi w blasku dnia gwiazdami. Spojrzałam na swoje ciało – miałam na sobie koszulkę, w której spałam, jeansowe szorty i skórzaną kurtkę Stylesa. Nadal nie miałam stanika, więc byłam pewna, że Harry nie zaglądał mi pod bluzkę. Chociaż może...
Odchrząknęłam znacząco.
Harry od razu spojrzał na mnie i zatrzymał się.
- Obudziłaś się. - uśmiechnął się ciepło.
- Najwidoczniej.... Ubrałeś mnie? Gdzie jesteśmy? Gdzie jest Louis? - zadawałam pytania tak szybko, że Harry położył mi palec na ustach i zaśmiał się ochryple.
Jego śmiech był cudowny, uwielbiałam go słuchać. Uniosłam dłoń, która dotychczas leżała na moim brzuchu i pogładziłam jego policzek czule, uśmiechając się nikle.
- Tak, ubrałem cię. Masz bardzo twardy sen, nie chciałem cię budzić. - powiedział, delikatnie wtulając swój policzek w moja małą dłoń – Louis jest już w środku, a my jesteśmy... Z resztą, sama zobaczysz.
Momentalnie znalazłam się na ziemi, trzymana cały czas w talii przez Harrego tak, jakby przewidział, że zachwieję się delikatnie. Spojrzałam przed siebie. Staliśmy na małym, ładnym podwórku a tuż przed nami stał niewielki, drewniany domek. Drzwi frontowe były otwarte, a ja odwróciłam się do Harrego zdziwiona.
- Serio, gdzie my jesteśmy? Czemu mnie tu przywiozłeś? - zapytałam cicho.
- To jest domek letniskowy Lou. Jesteśmy tu, bo to jest najbezpieczniejsze miejsce do którego mogę cię teraz zabrać. - szepnął – Spałaś całą drogę. - stwierdził i a ja wypuściłam cicho powietrze.
Kiwnęłam głową i chwyciłam delikatnie dłoń Harrego, która już puścił moją talię. Uniósł brew, ale splótł nasze palce i weszliśmy do środka razem. Wnętrze domku prezentowało się raczej przytulnie – na białych ścianach korytarza wisiało kilka obrazów, a przez małe okno tuż przy drzwiach wpadały bardzo delikatne promienie słońca.
- Gdzie Louis? - zapytałam.
- Pomogłem mu pójść do jego pokoju, leży sobie na łóżku i odpoczywa. - powiedział, a ja przygryzłam wargę.
Spojrzałam na niewielkie drzwi prowadzące do kuchni i poszłam w ich stronę ciągnąc za sobą Harreggo. Szedł za mną krok w krok, a cudowny zapach jego perfum unosił się w powietrzu, wirując jak zawsze w moim nosie.
Pomieszczenie było dość małe – kilka szafek, blat z krzesłami barowymi, mała lodówka i kuchenka. Ostatnia, oszklona szafka skrywała w sobie kilkanaście butelek wina, na co automatycznie się skrzywiłam. Nie chciałam więcej pić, ani nawet patrzeć na ten trunek, a miałam właśnie przed sobą jego piętnaście butelek. Ścisnęłam mocniej dłoń Harrego, na co on zareagował natychmiastowy zadając ciche pytanie.
- O co chodzi? - szepnął, a po moim kręgosłupie przeszedł znajomy dreszcz.
Faktycznie, nie mówiłam mu nic o winie. Milczałam jak grób nie chcąc go bardziej denerwować tym, że mu o tym nie powiedziałam. Ale on pozostawał nieugięty.
- Nie chcę o tym gadać, i tak już wiesz. - szepnęłam.
- Liv, powiedz mi o co chodzi. - powiedział już głośnym, stanowczym tonem.
Puścił moją dłoń, chwycił mnie mocno w talii. Za mocno. Obrócił mnie w swoją stronę.
- Wiesz jak kurwa nienawidzę, gdy mi się ktoś sprzeciwia. - warknął.
Wrócił zły Harry, a przerażenie obezwładniło moje ciało. Uścisk w talii stopniowo się zwiększał, a ja poczułam łzy pod powiekami.
- Wino które dostałam od Nialla było zatrute, więc źle się czuje gdy tylko na nie patrzę. - szepnęłam. - Ale nie wiem, czemu się tak o to złościsz. Przecież i tak o tym wiedziałeś, więc po co mam ci to mówić... - sporo zaryzykowałam, wypowiadając te słowa.



* * *

(Niall)
Gdy tylko zostawiłem Ginevrę w moim domu, od razu pojechałem pod kamienicę Olivii z kilkoma moimi 'kolegami', w tym Ericiem i Gregorym. Była 7:43, a ja spodziewałem się zastać ją raczej w domu Harrego, ale że bliżej miałem do niej, postanowiłem więc na początek sprawdzić jej mieszkanie.
Obskurna klatka schodowa wzbudzała we mnie obrzydzenie, a stare schody skrzypiały przy każdym kroku. Gregory, Eric i Mike, mój zaufany współpracownik, który pomagał mi w wykonywaniu czarnej roboty, czekali na mnie pod bramą kamienicy, a ja stanąłem pod drzwiami do mieszkania Olivii. Wyjąłem z kieszeni klucze do niego, które dorobiłem sobie już wcześniej i przekręciłem je szybko w zamku. Oczywiście, nie zastałem jej. Mieszkanie było puste, więc po dokładnym przeszukaniu go wyszedłem zamykając za sobą drzwi.
- Kurwa mać. - warknąłem,m gdy opuściłem kamienicę.
Eric wsiadł do auta, a ja szybko znalazłem się w nim wraz z Gregorym i Mike'iem. Podałem im adres domu Stylesa, a Gregory odpalił silnik i z piskiem opon odjechał w jego stronę.

~
Pukałem szybko do drzwi Stylesa, ale nie doczekałem się żadnego odzewu. Szczerze powiedziawszy robiłem się coraz bardziej zły.
- Harry, otwieraj, wiem że tam jesteś śmieciu! - krzyczałem czując rozsadzającą mnie już od środka złość i frustrację.
- Niall, uspokój się, nie ma go tam. - westchnął Mike, i odsunął mnie od drzwi.
Zaczął uderzać barkiem w drewnianą powłokę, a że był dość silny, drzwi zaraz odskoczyły, ukazując nam ciemny korytarz. Od razu wszedłem do środka wyciągając z kieszeni naładowany pistolet. Zacząłem powoli przeszukiwać parter wraz z Ericiem, a Mike i Gregory poszli na piętro. Niesamowicie pachniało tu wódką i krwią, której zapach rozpoznałbym wszędzie. Skrzywiłem się wchodząc do salonu, ponieważ tutaj zapach był potwornie ostry. Spojrzałem na kanapę i wyraz mojej twarzy zmienił się nie do poznania. Uśmiechnąłem się szeroko widząc kew na kanapie. Byliśmy na dobrym tropie.
- Louis tu był. - powiedziałem głośno do Mike'a, który buszował w kuchni.
- Wiem, znalazłem zakrwawione waciki w koszu na śmieci. - odpowiedział.
Przygryzłem wargę. Tylko gdzie oni do kurwy mogli być teraz? Małe krople potu pojawiły się na moim czole. Miałem pierdolone wrażenie, że ich nie znajdę i chuja będę miał z Olivii i moich pieniędzy. Uśmiechnąłem się lekko po chwili wiedząc, że Olivia zabrała moje auto. Wystarczyłoby zgłosić na policję kradzież i mam ją w garści. Kucnąłem przy dywanie i dostrzegłem coś, co jeszcze bardziej poszerzyło uśmiech na mojej twarzy. Telefon. Telefon Harrego, jak wywnioskowałem, gdy odblokowałem go i automatycznie włączył się w nim wcześniej uruchomiony i nie wyłączony mój zhackowany program nawigacyjny. Czerwona kropka migała na mapie w okolicach Manchesteru.
- Chyba znalazłem naszą zgubę. - powiedziałem głośno i tryumfalnie – Pojedziemy po nią za parę dni, mam parę ważnych spraw do załatwienia. - dodałem śmiejąc się szyderczo, gdy wszyscy trzej moi pracownicy znaleźli się w salonie zerkając sponad mojego ramienia na telefon.



* * *


(Olivia)
Sprawy potoczyły się zaskakująco szybko i co mnie zdziwiło, bezboleśnie. Harry odepchnął mnie mocno od siebie.
- Więc dlaczego się tak kurwa boisz, co? Nic c przecież przez to nie jest! Grasz mi na nerwach, ja jak idiota się martwię, a ty z taką błahostką mi tu wyjeżdżasz! - zezłościł się.
- Oh, przecież to do kurwy nędzy nic nie znaczy, że Horan dał mi wino z cyjankiem żeby najzwyczajniej w świecie mnie wpędzić do grobu. Przecież i tak kot wypił to jebane wino, a nie ja, chociaż miałam ochotę! Nie ma się co martwić! - powiedziałam głośno, ponownie się do niego przysuwając.
- Fajnie że o kocie też nic kurwa nie wiem! - krzyknął prosto w moją twarz, a ja odchyliłam głowę czując dudnienie jego głosu w uszach.
Spojrzałam na niego.
- Wiesz co? Jesteś jebanym śmieciem. - powiedziałam w przypływie złości – Ty nigdy się nie zmienisz. - dodałam, odwracając się plecami i wychodząc z kuchni.
Otworzyłam drzwi frontowe i wybiegłam na podwórko. Harry cały czas szedł za mną wolnym krokiem. Otworzyłam furtkę drżącą dłonią i wyszłam na ulicę. Bez zastanowienia wsiadłam do otwartego auta od strony kierowcy i mimo że kompletnie nie znałam drogi, chciałam jak najszybciej wrócić do Lonydnu, byleby jak najdalej od tego palanta.
Ale kluczyków nie było w stacyjce, za to na desce rozdzielczej leżał mój telefon który zostawiłem tam jeszcze wczoraj. Wzięłam go w rękę i zaczęłam szukać w mapach GPS, gdzie aktualnie się znajduje.
- Wybierasz się gdzieś? - zapytał Styles, otwierając drzwi i wyciągając mnie siłą za nadgarstek z samochodu.
Stanęłam na asfalcie i patrzyłam z pogardą w jego oczy gdy przyparł mnie do auta. Oddychał ciężko.
- Zapytałem, czy się gdzieś wybierasz. - warknął, zatrzasnął drzwi, a ja pokręciłam głową przerażona jego wyrazem twarzy który wskazywał na to, że teraz lepiej z nim nie zadzierać. - A więc dobrze. - chwycił mnie w talii i mało delikatnie przerzucił sobie przez ramię.
- Puść! - pisnęłam, ale on zmierzał w stronę domku ignorując moje pięści odbijające się o jego plecy.



Znowu zamknął mnie w sypialni na klucz. Siedziałam pod drzwiami i płakałam już dobre 2 godziny, a on nic sobie chyba z tego nie robił. Pewnie siedział teraz w salonie i się opierdalał lub rozpaczał nad tym, jaki to jest zły...
Przetarłam łzy i wstałam. Postanowiłam wziąć się w garść, naprawdę, nie ma co płakać za takim palantem... Tyle że ja chyba zaczynam kochać tego palanta i mam wrażenie, że nie uwolnię się od tego uczucia. Kurwa mać!
Podeszłam do okna i zasłoniłam je zasłonką dla odrobiny prywatności. Zdjęłam szorty i koszulkę pozostając w samych majtkach. Moja torba już tu była, Harry musiał przynieść ją wcześniej. Westchnęłam, nachyliłam się i wyjęłam z niej czarny stanik, który był w bocznej kieszeni z bielizną. Nałożyłam go szybko, odłożyłam telefon na szafkę nocną i położyłam się na łóżku zapłakana, wsuwając nogi i całe ciało stopniowo pod kołdrę. Wtuliłam policzek w poduszkę. Wcale nie miałam zamiaru spać, lecz senność ogarniała mnie stopniowo coraz bardziej, aż w końcu, wtulona w poduszkę i zaplątana w miękką i przyjemną w dotyku pościel, zasnęłam.

* * *

(Harry)
Siedziałem w sypialni Louisa zmieniając mu opatrunki 4 godzinę, zegar na ścianie wskazywał już za 5 dwunastą, a on cały czas prawił mi morały, jakim to idiotą nie jestem. Byłem wyczerpany tym wszystkim, miałem ochotę położyć się i zasnąć, a on nadal gadał i gadał, i gadał.
- Udało ci się to częściowo naprawić i znowu spierdoliłeś sprawę. Naucz się panować nad emocjami idioto. - powiedział, a ja ze zdwojoną siłą przyparłem przesiąknięty wodą utlenioną wacik do jego rany na ramieniu nie mogąc już znieść jego paplaniny.
- Ała! - krzyknął ochryple – Pojebie, co ty wyprawiasz!
Odsunąłem wacik i fuknąłem coś pod nosem niewyraźnie. Przemywałem delikatnie ranę, a on spoglądał na mnie już ostrożniej i nieco wybrednej przebierał w ostrych słowach pod moim adresem.
- Po prostu... Ugh, masz racje. - odsunąłem wacik i wrzuciłem go do reklamówki, którą przyniosłem właśnie na takie rzeczy typu zużyty bandaż czy wacik.
- Wpierdoliłeś tą dziewczynę w niezłe bagno, a teraz jeszcze ją podtapiasz. I tak,z tego co mówisz sporo przeżyła... Śmierć Adama, a teraz ty! - mruknął – Już nie rozumiem twoich uczuć. - jego posiniaczona klatka piersiowa unosiła się szybko. - Zależy ci na niej w ogóle? - zapytał, a ja zaperzyłem się.
- Jasne, że zależy. - westchnąłem.
Louis wykrzywił usta w czymś na rodzaj uśmiechu. Jego rana na dolnej wardze pękła i pociekła z niej krew. Podałem Tomlinsonowi wacik.
- No to nie bądź takim chujem jakim dla niej byłeś dzisiaj - przetarł krew i wrzucił wacik do reklamówki wyciągając do niej rękę.
Kiwnąłem głową. Louis miał rację. Harry Chuj Styles to ja, i nikt nie mógł temu zaprzeczyć. Dlaczego ja nie potrafię czegoś naprawić a potem tego ponownie nie spierdolić? Jeżeli takie właśnie miało być moje życie, pełne błędów i porażek, to ja bardzo dziękuje, ale wolę z niego zrezygnować.
Wyjąłem bandaż oraz gazę i w ciszy zająłem się opatrywaniem jego ramienia. Gdy skończyłem wstałem, zabrałem apteczkę i reklamówkę.
- Idę do sklepu, lodówka świeci pustkami, kupić ci coś? - zapytałem stając w drzwiach.
- Fajki. - rzucił, a ja zaśmiałem się gorzko.
- Nie możesz.
Westchnął.
- No to colę. I jakieś chipsy. - mruknął z cwaniackim uśmieszkiem.
Uśmiechnąłem się lekko i wyszedłem z pokoju, skręcając w stronę kuchni. Wyrzuciłem reklamówkę wraz z jej zawartością do kosza, a apteczkę schowałem do szafy. Chwyciłem swoją jeansową kurtkę, i zacząłem grzebać w kieszeniach w poszukiwaniu portfel i telefonu. Portfel znalazłem, ale telefonu nie mogłem odszukać. W końcu coś mnie olśniło.
- Cholera, zapomniałem go zabrać... - przygryzłem wargę.
Zaczął zastanawiać się, czy nie mam go może w torbie, którą rano pośpiesznie pakowałem i kiwnąłem głową sam do siebie. Byłem wtedy nie do końca pewien, czy tam go schowałem, ale bez zbędnego już zamartwiania się wyszedłem z domku idąc bokiem jezdni w stronę sklepu oddalonego od tego pustkowia jakiś kilometr. Postanowiłem nie brać auta, bo świeże powietrze dobrze by mi wtedy zrobiło. Musiałem wszystko na spokojnie przemyśleć.

~
Gdy wróciłem, i zaniosłem Louisowi jego colę i chipsy, on smacznie spał. Pokręciłem głowa z lekkim rozbawieniem i schowałem colę do lodówki, a chipsy zabrałem z zamiarem schowania ich do szafki. Gdy otworzyłem górną szafkę, zamarłem. Leżało tam kilka plików banknotów i 2 woreczki z kokainą, która sprzedawał jeszcze tak niedawno Louis. Moje oczy prawie nie wyleciały z orbit. Chwyciłem jeden plik banknotów odkładając chipsy na blat. Pięć tysięcy funtów. Reszta, czyli jeszcze 8 plików zawierała tyle samo funtów, czyli łącznie 45 tysięcy. Nie wiem, skąd się tu wzięły, ale najwyraźniej to były pieniądze Louisa, które zarobił na sprzedawaniu narkotyków. Pokręciłem głowa i szybko odłożyłem je na miejsce. Nie chciałem mieć z tą kasą ani narkotykami nic a nic wspólnego, więc postanowiłem o tym zapomnieć i po prostu zamknąłem szafkę. Chipsy schowałem do tej obok, a resztę zakupów włożyłem do lodówki.
Przejechałem dłonią po karku w zamyśleniu. To już trwało za długo. Nie mogłem traktować Liv jak zwierzęcia, które można zamknąć w klatce. Jej płacz umilkł tak samo jak wyparowała ze mnie złość. Gdy tak zastanawiałem się czy pójść do niej i z nią nie porozmawiać, powietrze przedarł przeraźliwy, damski krzyk.
- Harry! Harry, ratunku!
Liv krzyczała, a jej głos był cały roztrzęsiony. Puściłem się pędem przed siebie i już po chwili stałem pod drzwiami do sypialni. Krzyki nie ustawały, wręcz przeciwnie, nasilały się a ja drżącą dłonią przekręcałem kluczyk w zamku. Otworzyłem drzwi które z impetem odbiły się od stopera na podłodze i ponownie zamknęły. Liv leżała w łóżku i rzucała się na wszystkie strony. Szybko podszedłem do niej, chwyciłem najdelikatniej jak potrafiłem jej ramiona i przycisnąłem ją do łóżka tak samo delikatnie.
- Shhhhh... To ja, jestem tu, nie bój się. To tylko sen. - szeptałem kojąco.
Dziewczyna jeszcze przez chwilę krzyczała, lecz w miarę, jak do niej mówiłem, uspokajała się i powoli otwierała oczy. Patrzyła na mnie z przerażeniem, więc momentalnie ją puściłem sądząc, że to mnie się tak boi.
- Harry... - wychrypiała, a z jej skroni spływała malutka kropla potu – Nic ci nie jest... - szepnęła płaczliwie i wyciągnęła do mnie ręce.
Zszokowany stałem tak jak wcześniej nie wiedząc, jak mam zareagować. Może była zbyt otępiała aby pamiętać o naszej kłótni?
- Błagam, nie myśl już o tym, co się między nami stało, tylko przytul mnie. - zapłakała – Proszę. Tak się  o ciebie bałam... - za trzęsła się niespokojnie, łamiąc moje serce na pół.
Zamrugałem kilkakrotnie i już po chwili leżałem obok niej przyciągając tak jak wczoraj jej drżące ciało na mój tors. Przerzuciła z trudem nogi po obu stronach moich bioder, a ja chwyciłem ją w talii i spojrzałem na drzwi upewniając się, czy są zamknięte. Spojrzałem w jej oczy, a ona mrugała szybko powstrzymując łzy. Dłonią zebrałem włosy przeklejone do jej spoconego policzka i czoła, zaczepiając je za jej uchem. Pociągnęła nosem, patrząc na mnie z ulgą, a każde mrugnięcie jej powiek strącało nowe łzy z jej oczu.
- Co ci się śniło? - zapytałem cicho, obierając jedną, zbłąkaną łzę z jej policzka kciukiem.
- Ty... Niall... On miał broń, a ty byłeś pod ścianą... Nie miałeś jak uciekać... - zakwiliła, wtulając policzek w mój tors.
Nie chciałem wiedzieć już nic więcej. Gładziłem opiekuńczo jej gorące plecy, palcami muskając linię jej kręgosłupa. Liv cały czas drżała, a jej usta kreśliły nieznane mi wzory na moim obojczyku i prawej piersi.
- Przepraszam. - szepnąłem.
Podniosła głowę. Gdy spojrzałem w jej oczy miałem ochotę powiedzieć jej już wszystko – o pracy dla Nialla, o tym co robiłem, ale nie potrafiłem znaleźć w sobie odwagi. Wiedziałem, że jeżeli teraz mi wybaczy, to potem znowu przeżyje rozczarowanie gdy dowie się o tym wszystkim... Ale kiedy ja nie chciałem jej o tym mówić? Nie teraz, nie w tym momencie.
- Wybaczam. - przygryzła wargę – Pocałujesz mnie? - zapytała cicho.
- Ciebie zawsze. - uśmiechnąłem się nieco i złączyłem nasze wargi.
Jej usta delikatnie się rozchyliły dając mi pozwolenie na pogłębienie pocałunku. Chwyciłem jedną dłonią jej policzek i przejechałem językiem po jej dolnej wardze. Jeszcze mocniej rozchyliła usta, co pozwoliło mi wsunąć pomiędzy nie język. Dziewczyna mocniej przywarła ciałem ubranym tylko w bieliznę do mojego torsu, a ja zachłysnąłem się powietrzem, zatapiając dłoń w jej włosach. Pieściłem jej podniebienie, a ona ciche jęknęła, dając mi tym samym satysfakcję. Gdy rozłączyła nasze wargi obróciłem ją na plecy i zawisłem nad nią, podpierając się dłońmi po obu stronach jej gorącego ciała. Zmierzyłem ją wzrokiem.
- Jesteś tak cholernie pociągająca... - szepnąłem i ponownie łapczywie wpiłem się w jej wargi.
Ruchy jej ust już po chwili zsynchronizowały się z moimi, a ja błądziłem dłońmi po jej ciele. Zatrzymałem palce na tasiemce jej majtek i delikatnie pociągnąłem jej w dół. Olivia prędko przerwała pocałunek.
- Harry... - szepnęłam niepewnie rumieniąc się.
- Słucham? - jej majtki za sprawą moich dłoni cały czas wędrowały w dół po jej krągłych, seksownych udach.
Przełknęła nerwowo ślinę i spojrzała w moje oczy.
- Ja... Nie chcę żebyśmy... Nie chce żebyśmy się teraz kochali, nie jestem gotowa. Nie robiłam tego jeszcze... Z nikim. - szepnęła, a ja starałem się ukryć moje zaszokowanie.
Czyli jednak była dziewicą... A ja nie byłem zbytnio wprawiony w tych sprawach z dziewicami. Przygryzłem wargę i pocałowałem kącik jej ust.
- Nie musimy się kochać. - szepnąłem. - Mogę zaspokoić cię inaczej.
Jej oczy patrzyły na mnie z zaciekawieniem i przerażeniem. Gdy zsunąłem jej majtki do kolan, ugięła nogi tak, aby było mi łatwiej je zdjąć. Położyłem je gdzieś z boku i rozszerzyłem jej nogi. Podałem jej dłonie żeby mogła usiąść, i spojrzałem na miseczki jej stanika, a potem na jej oczy pytając w ten sposób o pozwolenia. Kiwnęła głową. Moje dłonie objęły jej plecy i zaczęły szukać zapięcia górnej części jej bielizny. Cały czas patrzyłem w jej oczy, gdy rozpinałem jej stanik. Liv uniosła ręce i przygryzła wargę, gdy górna część jej bielizny znalazła się na ziemi. Przez chwilę patrzyłem na jej niewielkie piersi i sam zdjąłem swoją koszulkę nachylając się nad nią, zmuszając ją tym samym do ponownego położenia się na łóżku..
- Jesteśmy kwita. - chwyciłem jej dolną wargę pomiędzy zęby i pociągnąłem do siebie.
Puściłem ją i oblizałem wargi.
- Mogę? - zapytałem patrząc na jej piersi.
Kiwnęła głową oblewając się jeszcze większym rumiencem, a ja nachyliłem się i zassałem jej sutek, przygryzając go delikatnie. Jęknęła cicho, a jej dłonie zacisnęły się na prześcieradle. Pieściłem delikatne miejsce jeszcze chwilę językiem, i po chwili nachyliłem się nad drugą piersią, robiąc z nią to samo. Dziewczyna jęknęła nieco głośniej, a ja podniosłem głowę. Spojrzałem na nią. Widok Liv z zaciśniętymi z rozkoszy oczami dawał mi wielką przyjemność. Sam czułem, że robi mi się ciasno w bokserkach, ale teraz to ona była ważna. Wróciłem twarzą do jej nagich piersi i dmuchnąłem na każdą z nich. Uścisk pięści Olivii nieco się zacieśnił, a ja muskałem ustami jej brzuch zjeżdżając coraz niżej. Gdy moje wargi znalazły się na jej podbrzuszu, Olivia jęknęła i złapała w dłonie moje policzki, unosząc moją twarz ku górze.
- Co masz zamiar zrobić? - zapytała cicho, a na jej policzkach dostrzegłem rumieńce.
Nie sądziłem, że same pocałunki mogą ją tak rozgrzać. Niewiarygodnie mnie to podniecało.
- Nie wiem. - szepnąłem – Miałem zamiar doprowadzić cię do orgazmu za pomocą ust, ale może wolisz inaczej... - przejechałem dłonią po jej ogolonym wzgórku łonowym.
Dłuższą chwilę nic nie mówiła, oddychając płytko, lecz po chwili spojrzała na mnie swoimi pięknymi oczyma i szepnęła.
- Inaczej.

Jejku aoishflaihsflahfilhasfia
dobra ja nie mam zbytnio czasu na jakieś długie opisy, wiec proszę tylko każdego kto to przeczyta o komentarz ze szczerą opinią :)
Kocham was

8 komentarzy:

  1. Ok ok :) powiem tak... GORĄCO MI W CHOLERĘ :) Harry mimo że czasem jest podłym dupkiem potrafi być słodki czasem nawet obrzydliwe gorący :) kurde czemu moje życie to nie ff z Harrym w roli głównej -,- no niestety nie mam szczęścia :( wracam do nauki a ty słońce jesteś GENIALNA :)

    OdpowiedzUsuń
  2. mklgnfegmdsfl;hdobnd;
    rozdział świetny !!!!!
    czekam na kolejny !

    OdpowiedzUsuń
  3. JEZU *-* KOCHAM CIE NAJBARDZIEJ NA SWIECIE, GENIALNY!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuu
    Wreszcie sie kochaja xD
    Czekam na nastepny @emili_sd

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG!! Po 1 jak zobaczyłam na TT powiadomienie o nn to myślałam że się posikam ze szczęścia XD jak zobaczyłam napis "+18" to aż łzy mi się pojawiły w kącikach oczu ;') a po przeczytaniu rozdziału mam takiego banana na ryju jak jeszcze nigdy w życiu :D Tylko "Grave" wywołuje we mnie takie emocje ♥ To jest wspaniałe .. ale myślałam że ten ich wyjątkowy moment opiszesz trochę bardziej szczegółowo, ale i tak jest wspaniale, subtelnie tak że AHHHHHHHHHHHH :3 KOCHAM CIĘ ♥ do następnego xx.
    @trouvdag

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mogę przestać się szczerzyć ja chcę next

    OdpowiedzUsuń
  7. Jbcyydvciwnxiebrcihdwcbgueddbjosnx aaaaa kurwaaa zajebisteeeee jak ząwsze zresztą kochaaaaaaam i chce nexxxxxxxt blagaaaaaam
    Jprdl nie moge juz kurwa szczerze sie do iPada i cieszę sie ze mama mnie nie widzi bo by pomyślała ze wychowała debila
    Kurwa kurwa kurwa chce juz nastepnyyyyy

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny jak zwykle, ty jesteś genialna, co tu dużo mówić :D Kocham to ff i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K