Moje ciało
delikatnie kołysało się w jakiś nieznany mi rytm. Zmusiłam się
do uniesienia powiek, nie bardzo mając ochotę na przerywanie mojego
błogiego snu. Rozejrzałam się i zadrżałam niespokojnie. Nie
byłam już w sypialni. Leżałam w ramionach Harrego, który niósł
mnie gdzieś delikatnie się uśmiechając. Nade mnę widziałam
gołe, poranne niebo przyozdobione kilkoma znikającymi w blasku dnia
gwiazdami. Spojrzałam na swoje ciało – miałam na sobie koszulkę,
w której spałam, jeansowe szorty i skórzaną kurtkę Stylesa.
Nadal nie miałam stanika, więc byłam pewna, że Harry nie zaglądał
mi pod bluzkę. Chociaż może...
Odchrząknęłam
znacząco.
Harry od razu
spojrzał na mnie i zatrzymał się.
- Obudziłaś się.
- uśmiechnął się ciepło.
- Najwidoczniej....
Ubrałeś mnie? Gdzie jesteśmy? Gdzie jest Louis? - zadawałam
pytania tak szybko, że Harry położył mi palec na ustach i zaśmiał
się ochryple.
Jego śmiech był
cudowny, uwielbiałam go słuchać. Uniosłam dłoń, która
dotychczas leżała na moim brzuchu i pogładziłam jego policzek
czule, uśmiechając się nikle.
- Tak, ubrałem
cię. Masz bardzo twardy sen, nie chciałem cię budzić. -
powiedział, delikatnie wtulając swój policzek w moja małą dłoń
– Louis jest już w środku, a my jesteśmy... Z resztą, sama
zobaczysz.
Momentalnie
znalazłam się na ziemi, trzymana cały czas w talii przez Harrego
tak, jakby przewidział, że zachwieję się delikatnie. Spojrzałam
przed siebie. Staliśmy na małym, ładnym podwórku a tuż przed
nami stał niewielki, drewniany domek. Drzwi frontowe były otwarte,
a ja odwróciłam się do Harrego zdziwiona.
- Serio, gdzie my
jesteśmy? Czemu mnie tu przywiozłeś? - zapytałam cicho.
- To jest domek
letniskowy Lou. Jesteśmy tu, bo to jest najbezpieczniejsze miejsce
do którego mogę cię teraz zabrać. - szepnął – Spałaś całą
drogę. - stwierdził i a ja wypuściłam cicho powietrze.
Kiwnęłam głową
i chwyciłam delikatnie dłoń Harrego, która już puścił moją
talię. Uniósł brew, ale splótł nasze palce i weszliśmy do
środka razem. Wnętrze domku prezentowało się raczej przytulnie –
na białych ścianach korytarza wisiało kilka obrazów, a przez małe
okno tuż przy drzwiach wpadały bardzo delikatne promienie słońca.
- Gdzie Louis? -
zapytałam.
- Pomogłem mu
pójść do jego pokoju, leży sobie na łóżku i odpoczywa. -
powiedział, a ja przygryzłam wargę.
Spojrzałam na
niewielkie drzwi prowadzące do kuchni i poszłam w ich stronę
ciągnąc za sobą Harreggo. Szedł za mną krok w krok, a cudowny
zapach jego perfum unosił się w powietrzu, wirując jak zawsze w
moim nosie.
Pomieszczenie było
dość małe – kilka szafek, blat z krzesłami barowymi, mała
lodówka i kuchenka. Ostatnia, oszklona szafka skrywała w sobie
kilkanaście butelek wina, na co automatycznie się skrzywiłam. Nie
chciałam więcej pić, ani nawet patrzeć na ten trunek, a miałam
właśnie przed sobą jego piętnaście butelek. Ścisnęłam mocniej
dłoń Harrego, na co on zareagował natychmiastowy zadając ciche
pytanie.
- O co chodzi? -
szepnął, a po moim kręgosłupie przeszedł znajomy dreszcz.
Faktycznie, nie
mówiłam mu nic o winie. Milczałam jak grób nie chcąc go bardziej
denerwować tym, że mu o tym nie powiedziałam. Ale on pozostawał
nieugięty.
- Nie chcę o tym
gadać, i tak już wiesz. - szepnęłam.
- Liv, powiedz mi o
co chodzi. - powiedział już głośnym, stanowczym tonem.
Puścił moją
dłoń, chwycił mnie mocno w talii. Za mocno. Obrócił mnie w swoją
stronę.
- Wiesz jak kurwa
nienawidzę, gdy mi się ktoś sprzeciwia. - warknął.
Wrócił zły
Harry, a przerażenie obezwładniło moje ciało. Uścisk w talii
stopniowo się zwiększał, a ja poczułam łzy pod powiekami.
- Wino które
dostałam od Nialla było zatrute, więc źle się czuje gdy tylko na
nie patrzę. - szepnęłam. - Ale nie wiem, czemu się tak o to
złościsz. Przecież i tak o tym wiedziałeś, więc po co mam ci to
mówić... - sporo zaryzykowałam, wypowiadając te słowa.
* * *
(Niall)
Gdy
tylko zostawiłem Ginevrę w moim domu, od razu pojechałem pod
kamienicę Olivii z kilkoma moimi 'kolegami', w tym Ericiem i
Gregorym. Była 7:43, a ja spodziewałem się zastać ją raczej w
domu Harrego, ale że bliżej miałem do niej, postanowiłem więc na
początek sprawdzić jej mieszkanie.
Obskurna
klatka schodowa wzbudzała we mnie obrzydzenie, a stare schody
skrzypiały przy każdym kroku. Gregory, Eric i Mike, mój zaufany
współpracownik, który pomagał mi w wykonywaniu czarnej roboty,
czekali na mnie pod bramą kamienicy, a ja stanąłem pod drzwiami do
mieszkania Olivii. Wyjąłem z kieszeni klucze do niego, które
dorobiłem sobie już wcześniej i przekręciłem je szybko w zamku.
Oczywiście, nie zastałem jej. Mieszkanie było puste, więc po
dokładnym przeszukaniu go wyszedłem zamykając za sobą drzwi.
-
Kurwa mać. - warknąłem,m gdy opuściłem kamienicę.
Eric
wsiadł do auta, a ja szybko znalazłem się w nim wraz z Gregorym i
Mike'iem. Podałem im adres domu Stylesa, a Gregory odpalił silnik i
z piskiem opon odjechał w jego stronę.
~
Pukałem
szybko do drzwi Stylesa, ale nie doczekałem się żadnego odzewu.
Szczerze powiedziawszy robiłem się coraz bardziej zły.
-
Harry, otwieraj, wiem że tam jesteś śmieciu! - krzyczałem czując
rozsadzającą mnie już od środka złość i frustrację.
-
Niall, uspokój się, nie ma go tam. - westchnął Mike, i odsunął
mnie od drzwi.
Zaczął
uderzać barkiem w drewnianą powłokę, a że był dość silny,
drzwi zaraz odskoczyły, ukazując nam ciemny korytarz. Od razu
wszedłem do środka wyciągając z kieszeni naładowany pistolet.
Zacząłem powoli przeszukiwać parter wraz z Ericiem, a Mike i
Gregory poszli na piętro. Niesamowicie pachniało tu wódką i
krwią, której zapach rozpoznałbym wszędzie. Skrzywiłem się
wchodząc do salonu, ponieważ tutaj zapach był potwornie ostry.
Spojrzałem na kanapę i wyraz mojej twarzy zmienił się nie do
poznania. Uśmiechnąłem się szeroko widząc kew na kanapie.
Byliśmy na dobrym tropie.
-
Louis tu był. - powiedziałem głośno do Mike'a, który buszował w
kuchni.
-
Wiem, znalazłem zakrwawione waciki w koszu na śmieci. -
odpowiedział.
Przygryzłem
wargę. Tylko gdzie oni do kurwy mogli być teraz? Małe krople potu
pojawiły się na moim czole. Miałem pierdolone wrażenie, że ich
nie znajdę i chuja będę miał z Olivii i moich pieniędzy.
Uśmiechnąłem się lekko po chwili wiedząc, że Olivia zabrała
moje auto. Wystarczyłoby zgłosić na policję kradzież i mam ją w
garści. Kucnąłem przy dywanie i dostrzegłem coś, co jeszcze
bardziej poszerzyło uśmiech na mojej twarzy. Telefon. Telefon
Harrego, jak wywnioskowałem, gdy odblokowałem go i automatycznie
włączył się w nim wcześniej uruchomiony i nie wyłączony mój
zhackowany program nawigacyjny. Czerwona kropka migała na mapie w
okolicach Manchesteru.
-
Chyba znalazłem naszą zgubę. - powiedziałem głośno i
tryumfalnie – Pojedziemy po nią za parę dni, mam parę ważnych
spraw do załatwienia. - dodałem śmiejąc się szyderczo, gdy
wszyscy trzej moi pracownicy znaleźli się w salonie zerkając
sponad mojego ramienia na telefon.
*
* *
(Olivia)
Sprawy
potoczyły się zaskakująco szybko i co mnie zdziwiło, bezboleśnie.
Harry odepchnął mnie mocno od siebie.
-
Więc dlaczego się tak kurwa boisz, co? Nic c przecież przez to nie
jest! Grasz mi na nerwach, ja jak idiota się martwię, a ty z taką
błahostką mi tu wyjeżdżasz! - zezłościł się.
-
Oh, przecież to do kurwy nędzy nic nie znaczy, że Horan dał mi
wino z cyjankiem żeby najzwyczajniej w świecie mnie wpędzić do
grobu. Przecież i tak kot wypił to jebane wino, a nie ja, chociaż
miałam ochotę! Nie ma się co martwić! - powiedziałam głośno,
ponownie się do niego przysuwając.
-
Fajnie że o kocie też nic kurwa nie wiem! - krzyknął prosto w
moją twarz, a ja odchyliłam głowę czując dudnienie jego głosu w
uszach.
Spojrzałam
na niego.
-
Wiesz co? Jesteś jebanym śmieciem. - powiedziałam w przypływie
złości – Ty nigdy się nie zmienisz. - dodałam, odwracając
się plecami i wychodząc z kuchni.
Otworzyłam
drzwi frontowe i wybiegłam na podwórko. Harry cały czas szedł za
mną wolnym krokiem. Otworzyłam furtkę drżącą dłonią i wyszłam
na ulicę. Bez zastanowienia wsiadłam do otwartego auta od strony
kierowcy i mimo że kompletnie nie znałam drogi, chciałam jak
najszybciej wrócić do Lonydnu, byleby jak najdalej od tego palanta.
Ale
kluczyków nie było w stacyjce, za to na desce rozdzielczej leżał
mój telefon który zostawiłem tam jeszcze wczoraj. Wzięłam go w
rękę i zaczęłam szukać w mapach GPS, gdzie aktualnie się
znajduje.
-
Wybierasz się gdzieś? - zapytał Styles, otwierając drzwi i
wyciągając mnie siłą za nadgarstek z samochodu.
Stanęłam
na asfalcie i patrzyłam z pogardą w jego oczy gdy przyparł mnie do
auta. Oddychał ciężko.
-
Zapytałem, czy się gdzieś wybierasz. - warknął, zatrzasnął
drzwi, a ja pokręciłam głową przerażona jego
wyrazem twarzy który wskazywał na to, że teraz lepiej z nim nie
zadzierać. - A więc dobrze. - chwycił mnie w talii i mało
delikatnie przerzucił sobie przez ramię.
-
Puść! - pisnęłam, ale on zmierzał w stronę domku ignorując
moje pięści odbijające się o jego plecy.
Znowu
zamknął mnie w sypialni na klucz. Siedziałam pod drzwiami i
płakałam już dobre 2 godziny, a on nic sobie chyba z
tego nie robił. Pewnie siedział teraz w salonie
i się opierdalał lub rozpaczał nad tym, jaki to jest zły...
Przetarłam
łzy i wstałam. Postanowiłam wziąć się w garść, naprawdę, nie
ma co płakać za takim palantem... Tyle że ja chyba zaczynam kochać
tego palanta i mam wrażenie, że nie uwolnię się od tego uczucia.
Kurwa mać!
Podeszłam
do okna i zasłoniłam je zasłonką dla odrobiny prywatności.
Zdjęłam szorty i koszulkę pozostając w samych majtkach. Moja
torba już tu była, Harry musiał przynieść ją wcześniej.
Westchnęłam, nachyliłam się i wyjęłam z niej czarny stanik,
który był w bocznej kieszeni z bielizną. Nałożyłam go szybko,
odłożyłam telefon na szafkę nocną
i położyłam się na łóżku zapłakana, wsuwając nogi i całe
ciało stopniowo pod kołdrę. Wtuliłam policzek
w poduszkę. Wcale nie miałam zamiaru spać, lecz senność
ogarniała mnie stopniowo coraz bardziej, aż w końcu, wtulona w
poduszkę i zaplątana w miękką i przyjemną w dotyku pościel,
zasnęłam.
*
* *
(Harry)
Siedziałem
w sypialni Louisa zmieniając mu opatrunki 4 godzinę, zegar na
ścianie wskazywał już za 5 dwunastą, a on cały czas prawił mi
morały, jakim to idiotą nie jestem. Byłem wyczerpany tym
wszystkim, miałem ochotę położyć się i zasnąć, a on nadal
gadał i gadał, i gadał.
-
Udało ci się to częściowo naprawić i znowu spierdoliłeś
sprawę. Naucz się panować nad emocjami idioto. - powiedział, a ja
ze zdwojoną siłą przyparłem przesiąknięty wodą utlenioną
wacik do jego rany na ramieniu nie mogąc już znieść jego
paplaniny.
-
Ała! - krzyknął ochryple – Pojebie, co ty wyprawiasz!
Odsunąłem
wacik i fuknąłem coś pod nosem niewyraźnie. Przemywałem
delikatnie ranę, a on spoglądał na mnie już ostrożniej i nieco
wybrednej przebierał w ostrych słowach pod moim adresem.
-
Po prostu... Ugh, masz racje. - odsunąłem wacik i wrzuciłem go do
reklamówki, którą przyniosłem właśnie na takie rzeczy typu
zużyty bandaż czy wacik.
-
Wpierdoliłeś tą dziewczynę w niezłe bagno, a teraz jeszcze ją
podtapiasz. I tak,z tego co mówisz sporo przeżyła... Śmierć
Adama, a teraz ty! - mruknął – Już nie rozumiem twoich uczuć. -
jego posiniaczona klatka piersiowa unosiła się szybko. - Zależy ci
na niej w ogóle? - zapytał, a ja zaperzyłem się.
-
Jasne, że zależy. - westchnąłem.
Louis
wykrzywił usta w czymś na rodzaj uśmiechu. Jego rana na dolnej
wardze pękła i pociekła z niej krew. Podałem Tomlinsonowi wacik.
-
No to nie bądź takim chujem jakim dla niej byłeś dzisiaj -
przetarł krew i wrzucił wacik do reklamówki wyciągając do niej
rękę.
Kiwnąłem
głową. Louis miał rację. Harry Chuj Styles to ja, i nikt nie mógł
temu zaprzeczyć. Dlaczego ja nie potrafię czegoś naprawić a potem
tego ponownie nie spierdolić? Jeżeli takie właśnie miało być
moje życie, pełne błędów i porażek, to ja bardzo dziękuje, ale
wolę z niego zrezygnować.
Wyjąłem
bandaż oraz gazę i w ciszy zająłem się opatrywaniem jego
ramienia. Gdy skończyłem wstałem, zabrałem apteczkę i
reklamówkę.
-
Idę do sklepu, lodówka świeci pustkami, kupić ci coś? -
zapytałem stając w drzwiach.
-
Fajki. - rzucił, a ja zaśmiałem się gorzko.
-
Nie możesz.
Westchnął.
-
No to colę. I jakieś chipsy. - mruknął z cwaniackim uśmieszkiem.
Uśmiechnąłem
się lekko i wyszedłem z pokoju, skręcając w stronę kuchni.
Wyrzuciłem reklamówkę wraz z jej zawartością do kosza, a
apteczkę schowałem do szafy. Chwyciłem swoją jeansową kurtkę, i
zacząłem grzebać w kieszeniach w poszukiwaniu portfel i telefonu.
Portfel znalazłem, ale telefonu nie mogłem odszukać. W końcu coś
mnie olśniło.
-
Cholera, zapomniałem go zabrać... - przygryzłem wargę.
Zaczął
zastanawiać się, czy nie mam go może w torbie, którą rano
pośpiesznie pakowałem i kiwnąłem głową sam do siebie. Byłem
wtedy nie do końca pewien, czy tam go schowałem, ale bez zbędnego
już zamartwiania się wyszedłem z domku idąc bokiem jezdni w
stronę sklepu oddalonego od tego pustkowia jakiś kilometr.
Postanowiłem nie brać auta, bo świeże powietrze dobrze by mi
wtedy zrobiło. Musiałem wszystko na spokojnie przemyśleć.
~
Gdy
wróciłem, i zaniosłem Louisowi jego colę i chipsy, on smacznie
spał. Pokręciłem głowa z lekkim rozbawieniem i schowałem colę
do lodówki, a chipsy zabrałem z zamiarem schowania ich do szafki.
Gdy otworzyłem górną szafkę, zamarłem. Leżało tam kilka plików
banknotów i 2 woreczki z kokainą, która sprzedawał jeszcze tak
niedawno Louis. Moje oczy prawie nie wyleciały z orbit. Chwyciłem
jeden plik banknotów odkładając chipsy na blat. Pięć tysięcy
funtów. Reszta, czyli jeszcze 8 plików zawierała tyle samo funtów,
czyli łącznie 45 tysięcy. Nie wiem, skąd się tu wzięły, ale
najwyraźniej to były pieniądze Louisa, które zarobił na
sprzedawaniu narkotyków. Pokręciłem głowa i szybko odłożyłem
je na miejsce. Nie chciałem mieć z tą kasą ani narkotykami nic a
nic wspólnego, więc postanowiłem o tym zapomnieć i po prostu
zamknąłem szafkę. Chipsy schowałem do tej obok, a resztę zakupów
włożyłem do lodówki.
Przejechałem
dłonią po karku w zamyśleniu. To już trwało za długo. Nie
mogłem traktować Liv jak zwierzęcia, które można zamknąć w
klatce. Jej płacz umilkł tak samo jak wyparowała ze mnie złość.
Gdy tak zastanawiałem się czy pójść do niej i z nią nie
porozmawiać, powietrze przedarł przeraźliwy, damski krzyk.
-
Harry! Harry, ratunku!
Liv
krzyczała, a jej głos był cały roztrzęsiony. Puściłem się
pędem przed siebie i już po chwili stałem pod drzwiami do
sypialni. Krzyki nie ustawały, wręcz przeciwnie, nasilały się a
ja drżącą dłonią przekręcałem kluczyk w zamku. Otworzyłem
drzwi które z impetem odbiły się od stopera na podłodze i
ponownie zamknęły. Liv leżała w łóżku i rzucała się na
wszystkie strony. Szybko podszedłem do niej, chwyciłem
najdelikatniej jak potrafiłem jej ramiona i przycisnąłem ją do
łóżka tak samo delikatnie.
-
Shhhhh... To ja, jestem tu, nie bój się. To tylko sen. - szeptałem
kojąco.
Dziewczyna
jeszcze przez chwilę krzyczała, lecz w miarę, jak do niej mówiłem,
uspokajała się i powoli otwierała oczy. Patrzyła na mnie z
przerażeniem, więc momentalnie ją puściłem sądząc, że to mnie
się tak boi.
-
Harry... - wychrypiała, a z jej skroni spływała malutka kropla
potu – Nic ci nie jest... - szepnęła płaczliwie i wyciągnęła
do mnie ręce.
Zszokowany
stałem tak jak wcześniej nie wiedząc, jak mam zareagować. Może
była zbyt otępiała aby pamiętać o naszej kłótni?
-
Błagam, nie myśl już o tym, co się między nami stało, tylko
przytul mnie. - zapłakała – Proszę. Tak się o ciebie bałam... - za trzęsła się niespokojnie, łamiąc moje serce na pół.
Zamrugałem
kilkakrotnie i już po chwili leżałem obok niej przyciągając tak
jak wczoraj jej drżące ciało na mój tors. Przerzuciła z trudem
nogi po obu stronach moich bioder, a ja chwyciłem ją w talii i
spojrzałem na drzwi upewniając się, czy są zamknięte. Spojrzałem
w jej oczy, a ona mrugała szybko powstrzymując łzy. Dłonią zebrałem włosy przeklejone do jej spoconego policzka i czoła, zaczepiając je za jej uchem. Pociągnęła nosem, patrząc na mnie z ulgą, a każde mrugnięcie jej powiek strącało nowe łzy z jej oczu.
-
Co ci się śniło? - zapytałem cicho, obierając jedną, zbłąkaną
łzę z jej policzka kciukiem.
-
Ty... Niall... On miał broń, a ty byłeś pod ścianą... Nie miałeś jak uciekać... - zakwiliła, wtulając policzek w mój
tors.
Nie
chciałem wiedzieć już nic więcej. Gładziłem opiekuńczo jej
gorące plecy, palcami muskając linię jej kręgosłupa. Liv cały
czas drżała, a jej usta kreśliły nieznane mi wzory na moim
obojczyku i prawej piersi.
-
Przepraszam. - szepnąłem.
Podniosła
głowę. Gdy spojrzałem w jej oczy miałem ochotę powiedzieć jej
już wszystko – o pracy dla Nialla, o tym co robiłem, ale nie
potrafiłem znaleźć w sobie odwagi. Wiedziałem, że jeżeli teraz
mi wybaczy, to potem znowu przeżyje rozczarowanie gdy dowie się o
tym wszystkim... Ale kiedy ja nie chciałem jej o tym mówić? Nie
teraz, nie w tym momencie.
-
Wybaczam. - przygryzła wargę – Pocałujesz mnie? - zapytała
cicho.
-
Ciebie zawsze. - uśmiechnąłem się nieco i złączyłem nasze
wargi.
Jej
usta delikatnie się rozchyliły dając mi pozwolenie na pogłębienie
pocałunku. Chwyciłem jedną dłonią jej policzek i przejechałem
językiem po jej dolnej wardze. Jeszcze mocniej rozchyliła usta, co
pozwoliło mi wsunąć pomiędzy nie język. Dziewczyna mocniej
przywarła ciałem ubranym tylko w bieliznę do mojego torsu, a ja
zachłysnąłem się powietrzem, zatapiając dłoń w jej włosach.
Pieściłem jej podniebienie, a ona ciche jęknęła, dając mi tym
samym satysfakcję. Gdy rozłączyła nasze wargi obróciłem ją na
plecy i zawisłem nad nią, podpierając się dłońmi po obu
stronach jej gorącego ciała. Zmierzyłem ją wzrokiem.
-
Jesteś tak cholernie pociągająca... - szepnąłem i ponownie
łapczywie wpiłem się w jej wargi.
Ruchy
jej ust już po chwili zsynchronizowały się z moimi, a ja błądziłem
dłońmi po jej ciele. Zatrzymałem palce na tasiemce jej majtek i
delikatnie pociągnąłem jej w dół. Olivia prędko przerwała
pocałunek.
-
Harry... - szepnęłam niepewnie rumieniąc się.
-
Słucham? - jej majtki za sprawą moich dłoni cały czas wędrowały
w dół po jej krągłych, seksownych udach.
Przełknęła
nerwowo ślinę i spojrzała w moje oczy.
-
Ja... Nie chcę żebyśmy... Nie chce żebyśmy się teraz kochali,
nie jestem gotowa. Nie robiłam tego jeszcze... Z nikim. - szepnęła,
a ja starałem się ukryć moje zaszokowanie.
Czyli
jednak była dziewicą... A ja nie byłem zbytnio wprawiony w tych
sprawach z dziewicami. Przygryzłem wargę i pocałowałem kącik jej
ust.
-
Nie musimy się kochać. - szepnąłem. - Mogę zaspokoić cię
inaczej.
Jej
oczy patrzyły na mnie z zaciekawieniem i przerażeniem. Gdy zsunąłem
jej majtki do kolan, ugięła nogi tak, aby było mi łatwiej je
zdjąć. Położyłem je gdzieś z boku i rozszerzyłem jej nogi.
Podałem jej dłonie żeby mogła usiąść, i spojrzałem na
miseczki jej stanika, a potem na jej oczy pytając w ten sposób o
pozwolenia. Kiwnęła głową. Moje dłonie objęły jej plecy i
zaczęły szukać zapięcia górnej części jej bielizny. Cały czas
patrzyłem w jej oczy, gdy rozpinałem jej stanik. Liv uniosła ręce
i przygryzła wargę, gdy górna część jej bielizny znalazła się
na ziemi. Przez chwilę patrzyłem na jej niewielkie piersi i sam
zdjąłem swoją koszulkę nachylając się nad nią, zmuszając ją
tym samym do ponownego położenia się na łóżku..
-
Jesteśmy kwita. - chwyciłem jej dolną wargę pomiędzy zęby i
pociągnąłem do siebie.
Puściłem
ją i oblizałem wargi.
-
Mogę? - zapytałem patrząc na jej piersi.
Kiwnęła
głową oblewając się jeszcze większym rumiencem, a ja nachyliłem
się i zassałem jej sutek, przygryzając go delikatnie. Jęknęła
cicho, a jej dłonie zacisnęły się na prześcieradle. Pieściłem
delikatne miejsce jeszcze chwilę językiem, i po chwili nachyliłem
się nad drugą piersią, robiąc z nią to samo. Dziewczyna jęknęła
nieco głośniej, a ja podniosłem głowę. Spojrzałem na nią.
Widok Liv z zaciśniętymi z rozkoszy oczami dawał mi wielką
przyjemność. Sam czułem, że robi mi się ciasno w bokserkach, ale
teraz to ona była ważna. Wróciłem twarzą do jej nagich piersi i
dmuchnąłem na każdą z nich. Uścisk pięści Olivii nieco się
zacieśnił, a ja muskałem ustami jej brzuch zjeżdżając coraz
niżej. Gdy moje wargi znalazły się na jej podbrzuszu, Olivia
jęknęła i złapała w dłonie moje policzki, unosząc moją twarz
ku górze.
-
Co masz zamiar zrobić? - zapytała cicho, a na jej policzkach
dostrzegłem rumieńce.
Nie
sądziłem, że same pocałunki mogą ją tak rozgrzać.
Niewiarygodnie mnie to podniecało.
-
Nie wiem. - szepnąłem – Miałem zamiar doprowadzić cię do
orgazmu za pomocą ust, ale może wolisz inaczej... - przejechałem dłonią po jej ogolonym wzgórku łonowym.
Dłuższą
chwilę nic nie mówiła, oddychając płytko, lecz po chwili
spojrzała na mnie swoimi pięknymi oczyma i szepnęła.
-
Inaczej.
Jejku aoishflaihsflahfilhasfia
dobra ja nie mam zbytnio czasu na jakieś długie opisy, wiec proszę tylko każdego kto to przeczyta o komentarz ze szczerą opinią :)
Kocham was

Ok ok :) powiem tak... GORĄCO MI W CHOLERĘ :) Harry mimo że czasem jest podłym dupkiem potrafi być słodki czasem nawet obrzydliwe gorący :) kurde czemu moje życie to nie ff z Harrym w roli głównej -,- no niestety nie mam szczęścia :( wracam do nauki a ty słońce jesteś GENIALNA :)
OdpowiedzUsuńmklgnfegmdsfl;hdobnd;
OdpowiedzUsuńrozdział świetny !!!!!
czekam na kolejny !
JEZU *-* KOCHAM CIE NAJBARDZIEJ NA SWIECIE, GENIALNY!!!
OdpowiedzUsuńUuu
OdpowiedzUsuńWreszcie sie kochaja xD
Czekam na nastepny @emili_sd
OMG!! Po 1 jak zobaczyłam na TT powiadomienie o nn to myślałam że się posikam ze szczęścia XD jak zobaczyłam napis "+18" to aż łzy mi się pojawiły w kącikach oczu ;') a po przeczytaniu rozdziału mam takiego banana na ryju jak jeszcze nigdy w życiu :D Tylko "Grave" wywołuje we mnie takie emocje ♥ To jest wspaniałe .. ale myślałam że ten ich wyjątkowy moment opiszesz trochę bardziej szczegółowo, ale i tak jest wspaniale, subtelnie tak że AHHHHHHHHHHHH :3 KOCHAM CIĘ ♥ do następnego xx.
OdpowiedzUsuń@trouvdag
Nie mogę przestać się szczerzyć ja chcę next
OdpowiedzUsuńJbcyydvciwnxiebrcihdwcbgueddbjosnx aaaaa kurwaaa zajebisteeeee jak ząwsze zresztą kochaaaaaaam i chce nexxxxxxxt blagaaaaaam
OdpowiedzUsuńJprdl nie moge juz kurwa szczerze sie do iPada i cieszę sie ze mama mnie nie widzi bo by pomyślała ze wychowała debila
Kurwa kurwa kurwa chce juz nastepnyyyyy
Cudowny jak zwykle, ty jesteś genialna, co tu dużo mówić :D Kocham to ff i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuń